Panie, Ty jesteś Łaską – cokolwiek jest moje, od Ciebie pochodzi. Ty wyznaczyłeś ścieżki prowadzące do Ciebie – lecz ja tak często próbuję tworzyć własną drogę i schodzę z bezpiecznej trasy… A Ty mimo wszystko jesteś przy mnie.
Mind your steps… - uważaj, jak idziesz… Te słowa przypominają mi się lotnisko w Amsterdamie, na którym swego czasu często bywałem. Na środku szerokich korytarzy znajdował się ruchomy pas - chodnik, którym można było szybciej się przemieścić, pędząc na kolejny lot. Właśnie te słowa było słychać jako ostrzeżenie przed wejściem na każdy jego odcinek.
Dlaczego je wspominam? Skojarzyły mi się z czasem Wielkiego Postu. To też taki „pas transmisyjny” - do święta Paschy, a patrząc dalej – do zbawienia. Lotniskowe ostrzeżenie przygotowywało podróżnych do pewnej zmiany, do wręcz można powiedzieć utraty gruntu pod nogami. To, co dotąd było stabilne i znane, nad czym człowiek zdawał się panować, poprzez jeden krok zmieniało się w coś dość szybko poruszającego się, a wejściu na pas zawsze towarzyszyło lekkie zachwianie. Cerkiew z kolei próbowała przygotować nas do wejścia w dynamikę Wielkiego Postu tygodniami go poprzedzającymi, jakby również w ten sposób wołąjąc - uważaj.
Użyłem słowa „próbowała” z rozmysłem – bo czy z tej możliwości skorzystałem? Czy podjąłem wysiłek zastanowienia się nad tym, jak chcę przeżyć nadchodzący czas, co on ma mi duchowo dać? A może nie potrzebuję przygotowań, może chcę rozpocząć tę podróż gwałtownie, w ciągu jednej chwili? W sumie - czy to źle?
Każdy z nas jest inny, inaczej przeżywa ten okres. Ważne, by jego przeżywanie wypływało z naszej woli i pragnienia, tylko wtedy ma on sens i przynosi owoce.
Dobrym przewodnikiem na ten czas wydaje się modlitwa św. Jana Kronsztadzkiego:
Panie!
Imię Twoje – Miłość: nie odtrącaj mnie, błądzącego człowieka.
Imię Twoje – Moc: umocnij mnie słabego i upadającego.
Imię Twoje – Światło: rozjaśnij mą duszę zasępioną powszednimi lękami.
Imię Twoje – Pokój: uspokój mą pełną rozterek duszę.
Imię Twoje – Łaska: nie ustawaj w miłosierdziu nade mną.
Określenia Boga oddają to, czego człowiek pragnie – miłości, bliskości, wsparcia, ukojenia, bezpieczeństwa. I Bóg tym dla każdego chce być. Inni ludzie być może też są w stanie nam to zapewnić, ale zaledwie na krótki czas i nie zawsze. W przypadku Boga mówimy o rzeczywistości dnia dzisiejszego – i niekończącego się jutra. On jeden jest niezmienny, wierny, miłujący aż do własnej ofiary krzyżowej – i zawsze skupiony na człowieku, pomimo jego upadków i niestałości.
Skoro więc Ty, Panie, jesteś Miłością, to choć błądzę na ścieżce życia, wybierając to, co dla mnie pozornie dobre i wygodne, szukając zaspokojenia własnych pragnień, najczęściej nawet nie zastanawiając się, jak Ty byś je ocenił - bądź ciągle przy mnie, nie opuszczaj mnie. Będą dni, w których się pogubię, w których – nawet chcąc być bliżej Ciebie i dla Ciebie, a przez to także dla innych ludzi – mój egoizm jednak zwycięży. Nie rozpoznam Ciebie w moim bliźnim. Nie zatrzymam się, widząc swój błąd, ale ślepo będę dalej w niego brnął. Znowu – zamiast zapytać, czego Ty ode mnie oczekujesz, bez zastanowienia zrobię to, co sam wybiorę. W tym szczególnym czasie – pomóż mi bardziej skupić się na tym, co ważne, na wieczności, do której każdy dzień powinien mnie przybliżać. Pomóż mi widzieć w ludziach mnie otaczających tylko dobro i miłość, a jeśli tego nie ujrzę – to choć istoty podobnie jak ja zagubione i poszukujące. Pomóż mi wybierać to, co Ty byś wybrał – miłosierdzie, szacunek, współczucie. Pomóż mi mieć Ciebie przed oczami zawsze, gdy podejmuję decyzję, co robić – aby nie „moje” było najważniejsze, ale Twoje. A gdy się znowu pogubię, gdy zejdę z tej drogi - podtrzymaj mnie i pomóż wrócić.
Ty jesteś Mocą – wejrzyj na moją słabość, choć właściwie Ty ją już doskonale znasz. Tyle razy już upadałem, tyle razy grzeszyłem, obiecując Tobie i sobie poprawę, a jednak ponownie czyniłem to samo. Wydawałem się sobie taki silny – umocniony dobrą spowiedzią, poczuciem otrzymania od Ciebie łaski i siły do dalszych zmagań… Wydawało mi się, że moja wiara szybuje, że potrafię uczynić wszystko – właśnie, JA potrafię… Każdego dnia, w jakiś niezauważalny sposób, stopniowo, gubiłem Ciebie, gubiłem Twoją pomocną dłoń, przestawałem widzieć, że to, co czyniłem, udawało się dzięki Tobie. Co mam własnego, co pozwala mi osiągnąć sukces? Nic… Zdolności, zdrowie, pomocni ludzie, „szczęście w życiu” – przecież to dar od Ciebie… Pomóż mi o tym pamiętać. Niech każde moje powodzenie owocuje wychwalaniem Ciebie. Kiedy osłabnę – w wierze, w dobrych czynach, w pewności co do Twojej opieki i słuszności Twojej drogi – otwórz moje oczy na otaczający mnie świat, abym w każdym najmniejszym stworzeniu ujrzał Twoją moc i mądrość. Pomóż mi się nie poddawać, zachować nadzieję i wracać do Ciebie pomimo burzy wokół, jak tonący Piotr wołając: „Panie, wybaw mnie”.
Tyś jest Światłem – a ja boję się ciemności, boję się niepewności i tego, czego nie znam. Chciałbym móc sam pokierować swoim życiem, zapanować nad wszystkimi zdarzeniami, mieć pełną kontrolę – ale nie jestem wszechmocny; nie wiem nawet, co czeka mnie za chwilę… Pomóż mi się nie załamywać, nie popadać w bezczynność i beznadzieję, pomóż mi stale sięgać po Twoje słowa i zawsze mieć w pamięci: „nabierzcie odwagi. Ja świat zwyciężyłem” (J 16, 33). Bądź w tym czasie moją latarnią, przyzywającą mnie do bezpiecznego portu – do Ciebie; latarnią, której światło przecina mroki burzowych chmur i daje nadzieję ocalenia i powrotu do domu.
Ty jesteś Pokojem – dziwny czas nastał, mój Panie… Wojna tuż obok. Spory pomiędzy nami o wszystko. Nawet o Ciebie. Czasem wydaje się, że nie ma już nic, co łączy wszystkich, że każda rzecz czy sprawa może jedynie pogłębić podziały. „Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego” - słowa, które ranią i odcinają, a przecież Ty mówiłeś - „przyjdźcie do Mnie wszyscy”... Zamykamy się w swoich enklawach, szukając w nich bezpieczeństwa i spokoju – ale to nierealne w dzisiejszym świecie, pełnym zmian i turbulencji, w którym nie ma już pewności i stałości czegokolwiek, a ludzkie autorytety nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością. Tylko Ty trwasz niewzruszony, zawsze wielki, święty, wszechmocny – i niezmienny w Swej miłości. Pomóż mi zanurzyć się w Tobie, odnaleźć ukojenie w Twoich słowach, w Twojej opiece, której przecież doświadczam. Niech me serce ufa jedynie Tobie, bo tylko Ty możesz uspokoić wszechobecny chaos.
Ty jesteś Łaską – cokolwiek jest moje, od Ciebie pochodzi; Ty dałeś mi wszystko – i to, co już znam, i to, czego w sobie i w świecie jeszcze nie odkryłem. Objawiłeś mi Siebie; wiem, że tylko w Tobie jest życie, dobro, nadzieja i wieczność. Ty wyznaczyłeś ścieżki prowadzące do Ciebie – lecz ja tak często próbuję tworzyć własną drogę i schodzę z bezpiecznej trasy… A Ty mimo wszystko jesteś przy mnie. Ochraniasz mnie, choćbym i tę ochronę odrzucał. Przebaczasz zło, które czynię. Pocieszasz, gdy ogarniają mnie ból i cierpienie. Twoje spojrzenie zawsze pełne jest miłości i wyrozumiałości, Twoje miłosierdzie przekracza każdy grzech, który popełniam. Świadom własnej niemocy i nicości, cóż mogę uczynić innego, Panie, niż stanąć przed Tobą i dziękować za Twoją dobroć i litość?
Duszo moja, poddaj się Bogu, albowiem w Nim jest wytrwałość moja. On jest Bogiem moim i Zbawcą moim, Wspomożycielem moim, nie odstąpię od Niego. W Bogu zbawienie moje i chwała moja, Bóg pomocą moją i nadzieja moja w Bogu. (Ps 61, 6-8)
Gabriel Szymczak
fotografia: levangabechava /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.