* Ewa Czerwińska: Jestem za klasztorną bramą, w monasterze w Jabłecznej.
* Ewa Czerwińska: Jestem za klasztorną bramą, w monasterze w Jabłecznej. Miejsce szczególne.
Archimandryta Jerzy (Pańkowski), namiestnik klasztoru: Monaster podlega bezpośrednio metropolicie warszawskiemu wielce błogosławionemu Sawie. To zaszczyt i wyróżnienie dla jabłeczyńskiego klasztoru, działającego nieprzerwanie od piętnastego wieku.
* Ojca droga do klasztoru?
Pochodzę z Białegostoku. Zanim wstąpiłem do wspólnoty zakonnej w Supraślu, w wieku czternastu lat często przyjeżdżałem do Jabłecznej, do klasztoru. Patrzyłem na życie zakonników. I jestem mnichem już osiemnaście lat.
* Co takiego pociągającego w życiu monastycznym zobaczył czternastolatek?
Trudno odpowiedzieć. To jest głębokie wewnętrzne przeżycie. Taka decyzja na pewno nie może być podyktowana jakąś tragedią czy nieszczęśliwą miłością. To była – mimo młodego wieku – dojrzała, świadoma decyzja. Nieświadoma zwykle szybko wychodzi na jaw. Są trudności, ale dziś myślę, że się nie pomyliłem. Do Jabłecznej trafiłem tuż po studiach w Grecji. Uczyłem się sześć lat w Atenach. W Grecji zetknąłem się ze świętą górą Atos i innymi kościołami.
* Często katolicy mają trudności z odróżnianiem duchownych prawosławnych.
Mówi się potocznie, że jest duchowieństwo białe, inaczej żonate, i to w większości proboszczowie naszych parafii, spośród których nie wybiera się biskupów. Oraz czarne, czyli mnisi – w tym ci, którzy sprawują powinności kapłańskie i bracia zakonni.
* W czasie rozmowy telefonicznej powiedział mi ojciec, że nie on tu w klasztorze rządzi jako namiestnik, lecz św. Onufry.
Św. Onufry to syn perskiego władcy. Przez 63 lata wiódł ascetyczne życie na pustyni w Egipcie. Nie wiedzielibyśmy nic o nim, gdyby nie odwiedził go pewnego razu św. Pafnucy, któremu to Onufry opowiedział swoją historię i następnego dnia zmarł. Dzięki zapisowi wiemy, że lwy wykopały jamę, w której spoczęło ciało świętego pustelnika. Jego relikwie znajdują się w klasztorze na świętej górze Atos. Cząsteczka jego kości jest także u nas. Św. Onufrego przedstawia się z bardzo długą brodą, bo – jako pustelnik – tylko krótki czas nosił ubranie. Szybko się zniszczyło, wtedy, żeby nie było widać nagości, Bóg podarował mu bujną brodę, aby nią się okrywał. Legenda głosi, że ikona z wizerunkiem św. Onufrego przypłynąła do Jabłecznej przed wiekami Bugiem. Wyłowili ją rybacy i to wydarzenie stało się inspiracją do założenia monasteru. Święty ukazał im się, nakazując, żeby w tym właśnie miejscu zbudować klasztor. Ci rybacy zostali pierwszymi mnichami. Jako datę powstania klasztoru przyjmuje się rok 1598. Bardzo bolesnym przeżyciem dla tego i innych klasztorów prawosławnych była unia brzeska. Ale jabłeczyński pozostał nadal prawosławny. Prawosławie nigdy stąd nie odeszło.
* Natomiast wielu zwolenników unii uważa, że Kościół unicki stał się pomostem między Cerkwią prawosławną a Kościołem rzymskokatolickim. Między ludźmi zamieszkującymi te ziemie.
Dla prawosławia – powtarzam – unia brzeska była bardzo krzywdząca i bolesna. Próbowała połączyć kościoły na podstawie obyczajowości, a nie doktrynalnej jedności. Nie doprowadzono do niej. Dlatego wielu prawosławnych nie chciało przyjąć założeń unii. Uważam, że to nieudana próba pojednania. Klasztor przeżywał gorsze i lepsze czasy. Rozkwitł na początku XX wieku. Były dwie cerkwie, szkoła dla psalmistów i rzemieślnicza. Wojna zniszczyła monaster. Spłonęła pokaźna biblioteka, a w niej między innymi decyzja króla Zygmunta III, która potwierdzała wiarygodność założenia klasztoru. W czasie okupacji zginął na terenie monasteru jeden z zakonników – ojciec Ignacy, niedawno ogłoszony świętym.
* Jak to się stało?
Do monasteru przyjechali Niemcy. Płonęły budynki. Ojciec Ignacy – widząc pożar – wszedł na dzwonnicę, żeby dzwoniąc ostrzec miejscową ludność i jednocześnie wezwać ją na pomoc. Skatowali go żołnierze niemieccy. Widziały to wydarzenie dwie dziewczynki. Jako dorosłe już kobiety opisały tę historię. Ignacego kanonizowano w 2003 roku. To drugi po św. Onufrym patron jabłeczyńskiego klasztoru. Po drugiej wojnie było bardzo mało powołań, mało mnichów. W latach 70. ubiegłego wieku namiestnikiem został archimandryta Sawa, dzisiejszy metropolita warszawski i całej Polski. Przy okazji: Sawa to imię założyciela kościoła serbskiego i wieszcza narodowego odrodzenia, właśnie w Serbii obecny metropolita pisał swoją dysertację doktorską.
Za czasów jego namiestnikostwa powstaje w Jabłecznej filia seminarium. To miało budujące znaczenie dla Kościoła prawosławnego, bo wielu seminarzystów zostało mnichami. Od tamtej pory zaczął się renesans. Ale był też – w latach 80. – czas, kiedy mieszkał tu jeden mnich. Dziś mamy w klasztorze jedenastu zakonników. Przyjeżdżają do nas różni ludzie. Zwiedzać, znaleźć ukojenie... Od marszałka Sejmu do prostego człowieka. Nie tylko prawosławni. To cieszy.
* Przed kilku laty skradziono ikonę św. Onufrego.
Rzeczywiście. Skradziono kilka ikon. Na szczęście wróciły do monasteru po czterech latach. W czerwcu – ku czci naszego patrona – jest u nas uroczysty odpust. Na święto przyjeżdża episkopat oraz duchowieństwo z kraju i zagranicy.
* Jak wygląda dzień mnicha?
Zaczyna się o godzinie 5.30. Każdy mnich modli się w swojej celi. O szóstej wszyscy spotykamy się na nabożeństwie zwanym molebień. Krótkie, skierowane do Matki Bożej i św. Onufrego. Witamy się ze sobą. To ciekawy rytuał. Ponadto jeden z mnichów zabiera ogień z lampki, która pali się przed ikoną św. Onufrego i ten ogień przekazuje dalej. Niesie go do kuchni, pracowni. To wyraz tego, że wszystko, nowy dzień, zaczyna się z błogosławieństwem naszego patrona, czyli że np. każda potrawa będzie ugotowana na pobłogosławionym ogniu i świeczki, które robimy, także powstaną z tym błogosławieństwem. Bezpośrednio po powitaniu jest jutrznia i liturgia. Cykl nabożeństw porannych kończy się o 8.30. Potem śniadanie, jeśli to nie wielki post lub post bożonarodzeniowy czy też inne, jak na przykład post przed świętem Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. Wtedy jadamy tylko obiad i kolację. Mnisi prawosławni raczej w ogóle nie spożywają mięsa.
* Ciekawe, co jadł św. Onufry, pustelnik i inni ojcowie pustyni.
Pewnie jakieś korzonki. Na pewno był wielkim ascetą. Ale kontynuujmy dzień mnicha. Po śniadaniu jest krótki czas wolny, a po nim każdy z mnichów udaje się do pracy, za którą odpowiada. Pracuje do obiadu. Po obiedzie trochę wolnego i znów praca, a po niej nieszpory i powieczerze. Kolacja i krótka modlitwa, kiedy żegnamy się przed nocą.
* Jak wygląda to pożegnanie?
Braciszkowie całują przełożonego i kapłanów w rękę. Mnisi – kapłani i przełożony także całują się nawzajem w rękę – to wyraz szacunku. W czasie każdego posiłku jeden z zakonników czyta jakiś fragment książki z pouczeniami duchowymi, żywoty świętych. To strawa duchowa. Po zakończeniu ten, który czytał, podchodzi do przełożonego, który daje mu kawałek chleba za to czytanie. A w niedzielę do tego jeszcze mały puchar wina.
* I to ma starczyć za śniadanie?
Nie, nie. To jest tradycja rodem z góry Atos, mająca być wyrazem wdzięczności, że ten mnich zamiast jeść, czytał. Oczywiście posiłek zjada później.
W JABŁECZYŃSKIEJ CERKWI
Wierni przychodzący do cerkwi mogą zapalić świeczkę. Ma ona kilka znaczeń. To symbol modlitwy. Kiedy pali się świeca (zakonnicy sami je wyrabiają, z domieszką wosku), daje ciepło i światło.
– Tak powinno być z modlitwą – mówi ojciec Makary, 26-letni zakonnik. – Ona powinna – w tym zagonieniu codziennych dni – dawać światło, poczucie bezpieczeństwa. Świeca składa się z knota i wosku lub parafiny. Podobnie człowiek składa się z duszy, która jest w nim i ciała, które ją otacza. Pali się knot i topi parafinę. Podobnie jest z modlitwą: to jakby wnętrze człowieka się modli, jakby spala, a ciało się od tego ciepła ogrzewa. Monasterskie nabożeństwa dla wiernych odbywają się każdego dnia.
Na podstawie: www.kurierlubelski.pl
— Ewa Czerwińska
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.