śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 7 marca 2026

Wstrzemięźliwość prosta i skomplikowana

Konieczne jest, by poszcząc, podążać królewską, to znaczy wyśrodkowaną drogą: nie nakładać na siebie ograniczeń ponad nasze siły, nie pościć surowiej, niż pozwalają na to możliwości naszego organizmu, ale jednocześnie nie zapominać, że post wymaga wysiłku.

0 czytelników poleca

Nieodzownym założeniem postu jest wstrzemięźliwość. I choć wiele już zostało powiedziane i wiele, prawdopodobnie, jeszcze zostanie powiedziane o tym, że "gastronomiczny" aspekt postu nie jest głównym, a tym bardziej jedynym, to jednak taki istnieje. I niemal zawsze wywołuje on pewne trudności. Jedni przypisują mu pewną absolutną wartość - i się mylą. Inni z kolei uważają, że jest zupełnie nieważny, i również popełniają błąd. Jeden, nie licząc się ze swoimi siłami i nie zważając na stan swego organizmu, stara się pościć jak najsurowiej, pragnąc spełnić wymagania Typikonu, i w rezultacie trafia do szpitala. Inny natomiast, ciesząc się doskonałym zdrowiem i niezwykłą siłą fizyczną, jest szczerze przekonany, że bez „zezwolenia na produkty mleczne” postu nie przetrwa.

Nie podlega żadnej wątpliwości, że „sobota jest dla człowieka, a nie człowiek dla soboty” (Mk 2, 27). Tak też jest z postem – nie człowiek dla postu, ale post dla człowieka. Dlatego konieczne jest, by poszcząc, podążać królewską, to znaczy wyśrodkowaną drogą: nie nakładać na siebie ograniczeń ponad nasze siły, nie pościć surowiej, niż pozwalają na to możliwości naszego organizmu, ale jednocześnie nie zapominać, że post wymaga wysiłku, uciśnienia ciała, i to uciśnienie powinno być odczuwalne, w przeciwnym wypadku na czym będzie polegało nasze zmaganie? Jestem przekonany, że bez względu na to, jak mądrzy i zdrowo myślący są ludzie, to lepiej jest mimo wszystko, gdy chrześcijanin, przygotowując się do postu, prosi o radę swego spowiednika we wszystkich jego aspektach, w tym także w kwestii tak zwanego aspektu gastronomicznego.

Dlaczego wstrzemięźliwość jest mimo wszystko tak ważna? Człowiek z natury dąży do życia w dobrostanie. Ale w naszym upadłym stanie ducha pojmowanie tego, co jest tym dobrostanem, okazuje się zupełnie wypaczone, i często „dobrem” nazywamy zaspokajanie własnych namiętności – nawet tych niewielkich, oczywistych, drobnych i skrytych. Jednak wszystko jest ze sobą powiązanie i nie podejmując się wysiłku, by pozbyć się jakiejś jednej namiętności, z reguły okazujemy się bezbronni wobec innych. A wstrzemięźliwość w jedzeniu stanowi swego rodzaju bazę, pierwsze i najprostsze doświadczenie wyrzeczenia się tego, co sprawia nam przyjemność – nie grzeszną, a zupełnie niewinną. Ale właśnie to dobrowolne i niewymuszone wyrzeczenie pomaga nam choć trochę umocnić naszą wolę, daje z jednej strony świadomość, na ile jesteśmy uzależnieni od swego ciała i jego pragnień, a z drugiej – pozwala tę zależność znacznie osłabić.

Człowiek poszcząc, ogranicza siebie ze względu na Boga, ze względu na duchowe korzyści w tym, co jemu samemu się podoba, rezygnuje z tego, bez czego w zasadzie może się obejść, a jednocześnie bez czego obejść się jest mu trudno. A czyni to nie z własnego „widzimisię”, a z powodu podporządkowania się Cerkwi, starając się, na tyle na ile to dla niego możliwe, przybliżyć się do wypełniania reguł Typikonu. Postępując w ten sposób, może on, upodabniając się Psalmopiewcy, powiedzieć w modlitwie: „Spójrz na moje utrapienie i trud, i przebacz wszystkie moje grzechy” (Ps 24,18) – jeśli nie tylko okazuje pokorę przed zapisami Typikonu, ale także myśli o swoim poście z pokorą – nie jak o wysokiej cnocie, a jak o działaniu, które jest właściwe dla pokutującego grzesznika.

Jednak czy można uważać, że wszystko, co zostało powiedziane, wyczerpuje i zamyka temat wstrzemięźliwości? Czy zakreślając wymiar postu cielesnego i osiągając właściwy do niego stosunek, spełniliśmy wszystkie warunki, których dotyczy wstrzemięźliwość? Oczywiście, że nie.

Współczesny człowiek jest przede wszystkim konsumentem. Duch konsumpcjonizmu głęboko przeniknął w nasze serca – tak głęboko, że trudno nam nie traktować konsumpcyjnie nie tylko świata, w którym żyjemy i ludzi, ale także Boga: nieustannie czegoś od Niego oczekujemy, czegoś wymagamy, a nie otrzymując tego, na co liczymy, obrażamy się i narzekamy na Niego.

A wstrzemięźliwość to najlepszy sposób, by wypowiedzieć wojnę żyjącemu w nas konsumentowi. Umartwianie siebie w kwestii jedzenia, powtórzę, ma charakter ograniczający. Wszyscy zapewne pamiętamy osiołka Hodży Nasreddina, którego przyuczał on w umartwianiu ciała; każdego dnia Hodża zmniejszał miarę karmy dla niego, póki w końcu kiedy przyszedł do obory, nie zobaczył, że osiołek leży na ziemi bez życia. Ale wstrzemięźliwość w tym, co spożywamy w nadmiarze i co wcale nie jest nam potrzebne lub po prostu jest szkodliwe - tutaj mamy naprawdę ogromne pole do działania.

Podam wam kilka przykładów. My wszyscy, nawet jeśli Bóg nie obdarzył nas darem krasomówstwa, bardzo często grzeszymy językiem. A przede wszystkim przyczynia się do tego nasze przyzwyczajenie do mówienia bez zastanowienia, bez ostrożności, mówienia więcej niż to konieczne. Jeśli zdecydujemy się chociaż trochę ograniczyć siebie w zbędnych rozmowach, zdecydujemy się nie mówić bez zastanowienia, zdecydujemy się nie wypowiadać tego, co zgodnie z naszym sumieniem jest zbędne - odniesiemy ogromne korzyści, a taka wstrzemięźliwość będzie bardzo godna pochwały.

Ile zbędnych informacji konsumuje współczesny człowiek! Zalewają nas one niekontrolowanym potokiem z telewizyjnych ekranów, z komputerowych monitorów, z portali społecznościowych, z naszych odbiorników radiowych w domach i w samochodach. Jesteśmy przeciążeni nimi, nasz układ nerwowy nie jest w stanie wytrzymać takiej obfitości czynników drażniących, a umysł nie jest w stanie w pełni przeanalizować i ocenić wszystkiego, co widzimy i słyszymy. Słowo Boże, tak bardzo potrzebne naszej duszy, zakopane jest w tej całej różnorodności nowości, historii, plotek, w kolorowej różnorodności wideo i zdjęć, jak to ziarno z ewangelicznej przypowieści – rzucone w ciernie. Dlatego jednoznacznie - ograniczenie informacji, kontrola nad nią, swego rodzaju "post informacyjny" – to obowiązkowy element wielkopostnego wysiłku, bez którego odniesienie sukcesu jest nie możliwe.

We współczesnej rzeczywistości istnieje też takie zjawisko jako shopping. Co począć, kiedy w życiu się nie układa, dręczą nas problemy, a na duszy jest jakoś ciężko? Oczywiście - kupować! Zakupy ożywiają, poprawiają nastrój, zwiększają tonus życiowy, pomagają zapomnieć o trudnościach i sprzecznościach, człowiek cieszy się, pokłada nadzieję w lepszym jutrze, dopóki znowu nie zacznie narzekać i nie poczuje, że nadszedł czas, by koniecznie pójść na zakupy. I dobrze, gdyby ta "magiczna recepta" była dostępna tylko dla tych, którzy mają pieniędzy jak lodu! Dzisiaj istnieje równie magiczna rzecz jak karta kredytowa: pieniędzy po prostu nie ma - w rzeczywistości jesteś po uszy w długach, ale nadal masz wspaniałą możliwość - kontynuować zakupy, a następnie, po krótkiej radości, zanurzyć się w rozpaczy, bo nie masz pojęcia, jak spłacić pożyczone pieniądze i naliczone odsetki. Powstrzymywanie się od zbędnych, nieuzasadnionych zakupów, od zakupów jako rozrywki - to najważniejsze ćwiczenie duchowe dla współczesnego człowieka. Ćwicząc się w nim, wzmacnia on swoją wolę, pozbywa się nowych powodów do rozpaczy (z powodu kolejnych wydatków), oszczędza środki, dzięki którym w końcu może zdobyć coś naprawdę potrzebnego lub nawet pomóc potrzebującym.

Myślę, że każdy zdoła dokończyć ten spis, jeśli uważnie przyjrzy się swemu życiu i postara się zrozumieć, co w nim dosłownie prosi się o wyrzucenie do "kosza", z czego nadszedł czas je uwolnić. Wstrzemięźliwość – taka wszechstronna – daje duszy ogromną siłę i wolność, pozwala spojrzeć na rzeczywistość zupełnie inaczej, nie skupiając się na tym, że dosłownie wszystko w niej jest przedmiotem konsumpcji.

I to nie wszystko. Pozwala nam to wygospodarować w naszym sercu choćby niewielką przestrzeń dla tego, co idealnie powinno je wypełniać: dla duchowej esencji, która jest właściwie życiem – w prawdziwym, niezafałszowanym znaczeniu.

To pierwszy, naprawdę ważny owoc właściwego i świadomie przeżywanego postu.

igumen. Nektariusz Morozow (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: Lazo /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →