Konieczne jest, by poszcząc, podążać królewską, to znaczy wyśrodkowaną drogą: nie nakładać na siebie ograniczeń ponad nasze siły, nie pościć surowiej, niż pozwalają na to możliwości naszego organizmu, ale jednocześnie nie zapominać, że post wymaga wysiłku.
Nieodzownym założeniem postu jest wstrzemięźliwość. I choć wiele już zostało powiedziane i wiele, prawdopodobnie, jeszcze zostanie powiedziane o tym, że "gastronomiczny" aspekt postu nie jest głównym, a tym bardziej jedynym, to jednak taki istnieje. I niemal zawsze wywołuje on pewne trudności. Jedni przypisują mu pewną absolutną wartość - i się mylą. Inni z kolei uważają, że jest zupełnie nieważny, i również popełniają błąd. Jeden, nie licząc się ze swoimi siłami i nie zważając na stan swego organizmu, stara się pościć jak najsurowiej, pragnąc spełnić wymagania Typikonu, i w rezultacie trafia do szpitala. Inny natomiast, ciesząc się doskonałym zdrowiem i niezwykłą siłą fizyczną, jest szczerze przekonany, że bez „zezwolenia na produkty mleczne” postu nie przetrwa.
Nie podlega żadnej wątpliwości, że „sobota jest dla człowieka, a nie człowiek dla soboty” (Mk 2, 27). Tak też jest z postem – nie człowiek dla postu, ale post dla człowieka. Dlatego konieczne jest, by poszcząc, podążać królewską, to znaczy wyśrodkowaną drogą: nie nakładać na siebie ograniczeń ponad nasze siły, nie pościć surowiej, niż pozwalają na to możliwości naszego organizmu, ale jednocześnie nie zapominać, że post wymaga wysiłku, uciśnienia ciała, i to uciśnienie powinno być odczuwalne, w przeciwnym wypadku na czym będzie polegało nasze zmaganie? Jestem przekonany, że bez względu na to, jak mądrzy i zdrowo myślący są ludzie, to lepiej jest mimo wszystko, gdy chrześcijanin, przygotowując się do postu, prosi o radę swego spowiednika we wszystkich jego aspektach, w tym także w kwestii tak zwanego aspektu gastronomicznego.
Dlaczego wstrzemięźliwość jest mimo wszystko tak ważna? Człowiek z natury dąży do życia w dobrostanie. Ale w naszym upadłym stanie ducha pojmowanie tego, co jest tym dobrostanem, okazuje się zupełnie wypaczone, i często „dobrem” nazywamy zaspokajanie własnych namiętności – nawet tych niewielkich, oczywistych, drobnych i skrytych. Jednak wszystko jest ze sobą powiązanie i nie podejmując się wysiłku, by pozbyć się jakiejś jednej namiętności, z reguły okazujemy się bezbronni wobec innych. A wstrzemięźliwość w jedzeniu stanowi swego rodzaju bazę, pierwsze i najprostsze doświadczenie wyrzeczenia się tego, co sprawia nam przyjemność – nie grzeszną, a zupełnie niewinną. Ale właśnie to dobrowolne i niewymuszone wyrzeczenie pomaga nam choć trochę umocnić naszą wolę, daje z jednej strony świadomość, na ile jesteśmy uzależnieni od swego ciała i jego pragnień, a z drugiej – pozwala tę zależność znacznie osłabić.
Człowiek poszcząc, ogranicza siebie ze względu na Boga, ze względu na duchowe korzyści w tym, co jemu samemu się podoba, rezygnuje z tego, bez czego w zasadzie może się obejść, a jednocześnie bez czego obejść się jest mu trudno. A czyni to nie z własnego „widzimisię”, a z powodu podporządkowania się Cerkwi, starając się, na tyle na ile to dla niego możliwe, przybliżyć się do wypełniania reguł Typikonu. Postępując w ten sposób, może on, upodabniając się Psalmopiewcy, powiedzieć w modlitwie: „Spójrz na moje utrapienie i trud, i przebacz wszystkie moje grzechy” (Ps 24,18) – jeśli nie tylko okazuje pokorę przed zapisami Typikonu, ale także myśli o swoim poście z pokorą – nie jak o wysokiej cnocie, a jak o działaniu, które jest właściwe dla pokutującego grzesznika.
Jednak czy można uważać, że wszystko, co zostało powiedziane, wyczerpuje i zamyka temat wstrzemięźliwości? Czy zakreślając wymiar postu cielesnego i osiągając właściwy do niego stosunek, spełniliśmy wszystkie warunki, których dotyczy wstrzemięźliwość? Oczywiście, że nie.
Współczesny człowiek jest przede wszystkim konsumentem. Duch konsumpcjonizmu głęboko przeniknął w nasze serca – tak głęboko, że trudno nam nie traktować konsumpcyjnie nie tylko świata, w którym żyjemy i ludzi, ale także Boga: nieustannie czegoś od Niego oczekujemy, czegoś wymagamy, a nie otrzymując tego, na co liczymy, obrażamy się i narzekamy na Niego.
A wstrzemięźliwość to najlepszy sposób, by wypowiedzieć wojnę żyjącemu w nas konsumentowi. Umartwianie siebie w kwestii jedzenia, powtórzę, ma charakter ograniczający. Wszyscy zapewne pamiętamy osiołka Hodży Nasreddina, którego przyuczał on w umartwianiu ciała; każdego dnia Hodża zmniejszał miarę karmy dla niego, póki w końcu kiedy przyszedł do obory, nie zobaczył, że osiołek leży na ziemi bez życia. Ale wstrzemięźliwość w tym, co spożywamy w nadmiarze i co wcale nie jest nam potrzebne lub po prostu jest szkodliwe - tutaj mamy naprawdę ogromne pole do działania.
Podam wam kilka przykładów. My wszyscy, nawet jeśli Bóg nie obdarzył nas darem krasomówstwa, bardzo często grzeszymy językiem. A przede wszystkim przyczynia się do tego nasze przyzwyczajenie do mówienia bez zastanowienia, bez ostrożności, mówienia więcej niż to konieczne. Jeśli zdecydujemy się chociaż trochę ograniczyć siebie w zbędnych rozmowach, zdecydujemy się nie mówić bez zastanowienia, zdecydujemy się nie wypowiadać tego, co zgodnie z naszym sumieniem jest zbędne - odniesiemy ogromne korzyści, a taka wstrzemięźliwość będzie bardzo godna pochwały.
Ile zbędnych informacji konsumuje współczesny człowiek! Zalewają nas one niekontrolowanym potokiem z telewizyjnych ekranów, z komputerowych monitorów, z portali społecznościowych, z naszych odbiorników radiowych w domach i w samochodach. Jesteśmy przeciążeni nimi, nasz układ nerwowy nie jest w stanie wytrzymać takiej obfitości czynników drażniących, a umysł nie jest w stanie w pełni przeanalizować i ocenić wszystkiego, co widzimy i słyszymy. Słowo Boże, tak bardzo potrzebne naszej duszy, zakopane jest w tej całej różnorodności nowości, historii, plotek, w kolorowej różnorodności wideo i zdjęć, jak to ziarno z ewangelicznej przypowieści – rzucone w ciernie. Dlatego jednoznacznie - ograniczenie informacji, kontrola nad nią, swego rodzaju "post informacyjny" – to obowiązkowy element wielkopostnego wysiłku, bez którego odniesienie sukcesu jest nie możliwe.
We współczesnej rzeczywistości istnieje też takie zjawisko jako shopping. Co począć, kiedy w życiu się nie układa, dręczą nas problemy, a na duszy jest jakoś ciężko? Oczywiście - kupować! Zakupy ożywiają, poprawiają nastrój, zwiększają tonus życiowy, pomagają zapomnieć o trudnościach i sprzecznościach, człowiek cieszy się, pokłada nadzieję w lepszym jutrze, dopóki znowu nie zacznie narzekać i nie poczuje, że nadszedł czas, by koniecznie pójść na zakupy. I dobrze, gdyby ta "magiczna recepta" była dostępna tylko dla tych, którzy mają pieniędzy jak lodu! Dzisiaj istnieje równie magiczna rzecz jak karta kredytowa: pieniędzy po prostu nie ma - w rzeczywistości jesteś po uszy w długach, ale nadal masz wspaniałą możliwość - kontynuować zakupy, a następnie, po krótkiej radości, zanurzyć się w rozpaczy, bo nie masz pojęcia, jak spłacić pożyczone pieniądze i naliczone odsetki. Powstrzymywanie się od zbędnych, nieuzasadnionych zakupów, od zakupów jako rozrywki - to najważniejsze ćwiczenie duchowe dla współczesnego człowieka. Ćwicząc się w nim, wzmacnia on swoją wolę, pozbywa się nowych powodów do rozpaczy (z powodu kolejnych wydatków), oszczędza środki, dzięki którym w końcu może zdobyć coś naprawdę potrzebnego lub nawet pomóc potrzebującym.
Myślę, że każdy zdoła dokończyć ten spis, jeśli uważnie przyjrzy się swemu życiu i postara się zrozumieć, co w nim dosłownie prosi się o wyrzucenie do "kosza", z czego nadszedł czas je uwolnić. Wstrzemięźliwość – taka wszechstronna – daje duszy ogromną siłę i wolność, pozwala spojrzeć na rzeczywistość zupełnie inaczej, nie skupiając się na tym, że dosłownie wszystko w niej jest przedmiotem konsumpcji.
I to nie wszystko. Pozwala nam to wygospodarować w naszym sercu choćby niewielką przestrzeń dla tego, co idealnie powinno je wypełniać: dla duchowej esencji, która jest właściwie życiem – w prawdziwym, niezafałszowanym znaczeniu.
To pierwszy, naprawdę ważny owoc właściwego i świadomie przeżywanego postu.
igumen. Nektariusz Morozow (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: Lazo /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.