śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Świat 4 sierpnia 2013

Co się stanie z syryjskim chrześcijańskim dziedzictwem?

Już ponad dwa lata trwa wojna domowa w Syrii.

Już ponad dwa lata trwa wojna domowa w Syrii. Rebelianci walczący w tym kraju oficjalnie głoszą, że walcząc z prezydentem – według nich dyktatorem – Baszarem Al-Asadem, lecz w rzeczywistości są oni islamskimi fundamentalistami, i, co należy podkreślić, wielu z nich nie jest Syryjczykami, a część nawet nie ma pochodzenia arabskiego: przybyli oni na te ziemie prosto z Kaukazu, by szerzyć mieczem religię Mahometa (jak to głosi sam Koran – święta księga islamu) w radykalnym wydaniu – muzułmanie syryjscy ogólnie tolerowali chrześcijańską ludność autochtoniczną. Z racji takiego stanu rzeczy, w tej wojnie proporcjonalnie najwięcej ofiar, uchodźców i szkód ponoszą chrześcijanie, w głównej mierze prawosławni; przed Arabską „Wiosną” stanowili oni niemalże 20% obywateli kraju (przy czym katolicy stanowili około 2-3%, reszta to wierni „bizantyjskiego” oraz „syryjskiego” Patriarchatu Antiocheńskiego), teraz mówi się o 10% lub nawet mniej - większość uciekła do pobliskich Libanu i Jordanii, a także Armenii i obydwu Ameryk. O atakach na prawosławnych Syryjczyków niejednokrotnie informowaliśmy na łamach naszego serwisu. Sami muzułmanie z kolei często podkreślają, że również oni i ich duchowni padają ofiarą rebeliantów. Lecz należy tu wyraźnie powiedzieć, iż islam w Syrii, a zwłaszcza w połączeniu z zagranicznymi przybyszami-rebeliantami, jest niejednorodny, dlatego też muzułmanie, u których podziały są równie głębokie jak u chrześcijan, a niekiedy i większe, walczą między sobą: sunnici, różne odmiany szyizmu, alawici nieuznawani przez resztę za muzułmanów (a z których wywodzi się Al-Asad), druzowie łączący w sposób synkretyczny różne wierzenia opierając je jednak głównie na islamie.

W tych wszystkich walkach wewnątrz-muzułmańskich, o kształt islamu w tym państwie oraz wielkiej polityce sprawa chrześcijan, będących rdzenną ludnością, ginie w mroku zapomnienia – wystarczy wspomnieć o dwóch porwanych w kwietniu br. prawosławnych metropolitach; żaden ze znacznych zagranicznych polityków nie wspomógł Cerkwi w działaniach mających na celu uwolnienie hierarchów, a ich los pozostaje nieznany, choć ostatnio jeden z syryjskich duchownych, o. Antoni Sabbah, otrzymał informację, iż obydwaj żyją i są zdrowi. W wirze tych wszystkich wydarzeń, nie należy zapominać, że to ludność tych ziem, w czasach apostolskich posługująca się aramejskim – tym samym językiem, w którym mówił Chrystus – jako jedna z pierwszych przyjęła Ewangelię. To w Antiochii po raz pierwszy uczniów Chrystusa nazwano chrześcijanami (Dz 11, 26). Syria to również miejsce, gdzie jest najwięcej chrześcijańskich-syryjskich wiosek, gdzie po dziś dzień ich mieszkańcy rozmawiają w języku syryjskim – nie tożsamym z arabskim dialektem przyniesionym na te ziemie wraz z podbojem muzułmańskich Arabów w VII wieku („muzułmańskich”, albowiem wówczas wielu Arabów w różnych częściach Bliskiego Wschodu wyznawało Chrystusa, część z nich była wiernymi Kościoła prawosławnego, jak np. św. Jan Damasceński, zaś reszta heretyckiego Kościoła nestoriańskiego), lecz odrębnym językiem, tylko nieznacznie innym od aramejskiego czasów Chrystusa. Takie wioski istnieją jeszcze, choć w mniejszej liczbie, w południowo-wschodniej Turcji, Iraku oraz Iranie. Lecz każdy z tych krajów, wskutek radykalnych działań islamistycznych oraz zachodnich, próbował pozbyć się prawosławnych chrześcijan rozmawiającymi w języku aramejskim poprzez wypędzenia i ludobójstwa (jak chociażby w Turcji, kiedy to na początku XX wieku, czyli jeszcze na długo przed Holocaustem, próbowano dokonać eksterminacji trzech prawosławnych narodów: Ormian, Greków oraz właśnie Syryjczyków), dlatego takich miejsc w tych państwach jest mało. Stąd też zarówno chrześcijanie, jak i badacze kultury starożytnego wschodu oraz językoznawcy boją się, że podobny los może czekać takie wioski w Syrii, a za tym językowi, w którym spisano część Ewangelii i tworzyło hymnografię wielu świętych, jak np. Efrem Syryjczyk, grozi wymarcie. Niestety, jak zaznacza jedna z mniszek prawosławnego żeńskiego monasteru św. Tekli, do utraty znacznej części piśmiennych zabytków języka aramejskiego przyczynili się zachodni chrześcijanie, a konkretnie francuscy kolonialiści, którzy spalili większość zbiorów modlitw i hymnów przechowywanych przez wieki w syryjskich prawosławnych monasterach.

Sam monaster św. równej apostołom Tekli położony w górach oddalonych około 50 kilometrów od Damaszku, otoczony chrześcijańskimi wioskami, to jeden z najstarszych monasterów na świecie. Miejscowa ludność od wieków przekazuje sobie historię o tym, jak monaster ten założyła sama św. Tekla – uczennica św. apostoła Pawła, pierwsza znana z imienia męczennica wśród kobiet, jedna z najbardziej czczonych świętych przez prawosławnych świata arabskiego, albowiem pochodziła ona z tych terenów. Nawet nazwa wioski Maaloula – oczywiście prawosławnej – w której znajduje się monaster, ma chrześcijańską etymologię, i nawiązuje do św. Tekli: oznacza ona tyle, co „matka cierpiących” i odnosi się ona do wielkich cierpień poniesionych przez św. Teklę dla chwała Imienia Chrystusowego.

Takich miejsc w Syrii jest znacznie więcej – jak choćby prawosławny żeński monaster Przenajświętszej Bogurodzicy w miejscowości Sajdanaja („Sajdnaja” znaczy tyle, co „Nasza Pani”, i odnosi się do Bogurodzicy), założony w pierwszej połowie VI wieku przez samego cesarza Justyniana, któremu w tym miejscu ukazała się ikona Bogurodzicy jaśniejąca niezwykłym światłem. Monaster stał się potem świadkiem wielu cudów, dlatego też wśród prawosławnych mieszkańców Bliskiego Wschodu, to najpopularniejszy, po Ziemi Świętej, cel pielgrzymek. Słynie on również z faktu przechowywania bardzo wielu, niezwykle cennych i starych chrześcijańskich-syryjskich manuskryptów. Niestety, to święte miejsce już dwukrotnie atakowali islamscy rebelianci. Raz wystrzelili przez mury otaczające monaster pocisk, na szczęście tylko ściany zostały nieco uszkodzone – sam ładunek nie wybuchł, co uznano za cud Bogurodzicy. O tym incydencie nasz serwis informował tutaj. Drugi atak, mający miejsce podobnie jak pierwszy, w 2012 roku, był bardziej przemyślany: jeden z rebeliantów, podając się za chrześcijanina, wszedł do cerkwi, by postawić „dziękczynną świeczkę”. Kiedy ją zapalił, zaczął uciekać, lecz nie udało mu się to, albowiem dostał ataku serca, i padł martwy na ziemię. Mniszki od razu powiadomiły legalne syryjskie wojsko o tym incydencie, ponieważ słusznie miały podejrzenia co do świeczki pozostawionej w świątyni – okazało się, że była ona zamaskowanym dynamitem. Uznano to za podwójny cud: dynamit nie wybuchł, dzięki czemu starożytny, jak widać słynący łaskami monaster nie wyleciał w powietrze, a samego niedoszłego zamachowcę dosięgła kara Boża.

Skąd takie ataki? Muzułmanie często nie pamiętają lub nie chcą pamiętać o pochodzeniu nazw miejscowości takich jak wyżej wymienione, o takich miejscach pielgrzymkowych, o tym, że rdzenną ludnością Syrii są chrześcijanie; a to właśnie oni - prawosławni mieszkańcy syryjskich wiosek – są jedynymi przechowującymi tę prawdę i pamięć, dlatego też rebelianci tak zaciekle i brutalnie je atakują, licząc na to, iż wraz z tymi ludźmi zginie również pamięć o chrześcijańskim dziedzictwie Syrii.

Okolice wspomnianej Maalouli jawnie świadczą o tym dziedzictwie: są to nie tylko język i świątynie, lecz także inne rzeczy, jak np. jaskinie wydrążone w licznych tutaj skałach, w których ukrywali się chrześcijanie przed prześladującymi ich rzymskimi legionistami. Można z przykrością stwierdzić, iż historia zatoczyła koło – to, co do niedawna służyło za przypomnienie i atrakcję turystyczną, teraz znowu działa z pierwotnym celem przeznaczenia. Syryjskim chrześcijańskim dziedzictwem są również zwyczaje. I tak np. ta okolica słynie z uroczystej procesji z bębnami na zewnątrz na święto Podwyższenia Krzyża, w czasie której na pobliskich szczytach rozpala się ogniska. W ostatnich latach, ze strachu, mieszkańcy raczej już tego nie robią. Na szczęście, jeśli to tylko możliwe w zupełnie innym otoczeniu, część prawosławnych syryjskich tradycji zachowują imigranci, które to nawet przejmują przechodzący do Cerkwi Amerykanie i Latynosi – to właśnie Stany Zjednoczone oraz Ameryka Południowa, a zwłaszcza Brazylia, już od lat dwudziestych ubiegłego wieku (!) są miejscami ucieczki prawosławnych Syryjczyków z regionu Maalouli.

Innym dziedzictwem syryjskiego prawosławia są kapliczki, ikony, krzyże, figurki. Również i one są niszczone: o. Jerzy Massouh, prawosławny libański kapłan, poinformował, iż w syryjskim regionie Dżisr Al-Szaghour rebelianci ostatnio odcięli głowę słynnej figurce Bogurodzicy. Jednakże, jak stwierdził z żalem duchowny, i tak to mniejsze zło, niż mordowanie ludzi. Ale dodał z nadzieją: lecz nawet jeśli oni terroryzują ludzi, to ci chrześcijanie ponoszą śmierć męczeńską, a każde takie męczeństwo to ziarenko świadectwa o Chrystusie, co da na tej glebie – syryjskiej ziemi – wieczną obecność Chrystusa, pokój, miłość.

By chrześcijańskie syryjskie dziedzictwo mające 2000 lat nie zostało w najbliższym czasie utracone, my, jako prawosławni chrześcijanie mieszkający w krajach, gdzie za prawosławne wyznawanie wiary w Chrystusa nie grozi nam z nic strasznego, powinniśmy wspierać naszych braci i siostry w Syrii i innych krajach tamtego regionu przede wszystkim poprzez modlitwę, lecz także świadectwo: o nich, ich dziedzictwie i cierpieniu w imię Chrystusowej Ewangelii, a także o nas samych, że jesteśmy prawosławni, dumni z faktu zachowania niezmienionej wiary apostolskiej, wiary naszych ojców, którzy – niezależnie jakiego jesteśmy pochodzenia – również wiele za nią przecierpieli.

Na podstawie: theorthodoxchurch.info

— Dominika Kovačević

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsze ze świata

wszystkie →

Najnowsza publicystyka

wszystkie →