Niecały miesiąc temu Patriarchat Ekumeniczny ogłosił kanonizację Starca Porfiriusza, o czym informowaliśmy tutaj.
Niecały miesiąc temu Patriarchat Ekumeniczny ogłosił kanonizację Starca Porfiriusza, o czym informowaliśmy tutaj. Z tego powodu prezentujemy tekst metropolity Nafpaktos i Agios Vlasios Hieroteusza z Autokefalicznego Greckiego Kościoła Prawosławnego. Kilka razy w życiu osobiście spotkał ojca Porfiriusza, i znalazł się pośród tych, którzy głośno mówili o potrzebie kanonizacji Starca; dziesięć lat temu zwrócił się z tą prośbą oficjalnie do pozostałych członków Świętego Synodu tejże Cerkwi lokalnej.
Czcigodny Porfiriusz wywierał niezwykle pozytywne wrażenie na ludziach, którzy podążali za nim i jego czystością serca, między innymi dlatego, iż posiadał on dar przewidywania i jasnowidzenia, a także zdolność do leczenia różnych chorób fizycznych jak i umysłowych. Przeczytać o tym możemy w mnogiej ilości artykułów i książek.
Jednak to, co szczególnie mnie ujmowało u św. Porfiriusza, to były jego opinie i wypowiedzi naznaczone duchową czystością, hezychastyczną tradycją i czystą miłością do Chrystusa, Cerkwi, ludzkości i zastępu Świętych Ojców. Wszystko to, co mówił i jak mówił święty płynęło prosto z jego czystego serca. Choć czcigodny Porfiriusz nigdy nie ukończył szkoły teologicznej, był niezwykle charyzmatycznym i doświadczonym teologiem. Łaska Świętego Ducha żyła w nim i nieustannie go prowadziła, ciągle mówił teologicznie, tym samym odradzając ludzi. Święty Porfiriusz napisał również wspaniałą książkę Zraniony miłością, w której zawarł swoją życiową mądrość i połączył to ze swoją wiedza teologiczną. Książka traktuje o wielu aspektach, między innymi całkowitym oddaniu się Panu Bogu czy życiu pozaziemskim.
Życie św. Porfiriusza interpretować można poprzez dwa wydarzenia z początku jego monastycznego życia. Pierwszym wydarzeniem była wizja widzenia Starego Demasa , ascety, którego czcigodny Porfiriusz widział modlącego się przed Jutrznią w cerkwi, w jasności, podczas gdy tak naprawdę nie było tam tegoż ascety. Święty Porfiriusz opisał dokładnie swoje widzenie, w najdrobniejszych szczegółach i interpretować je można, nawiązując do Psalmu 36. „w Twej światłości oglądamy światłość”. Oto tekst starca dotyczący tego wydarzenia:
Pewnego ranka, około 3:30, poszedłem do głównej cerkwi monasteru Świętej Trójcy na służbę. Był wczesny poranek. Dźwięk semantronu [cs. biło - narzędzie do budzenia mnichów używane w klasztorach, zazwyczaj jest to podłużna, odpowiednio przygotowana, drewniana deska, w którą uderza się rytmicznie młoteczkiem, przyp. DK] jeszcze nie rozbrzmiał. Nikogo nie było w cerkwi. Siedziałem sobie pod schodami. Nie było mnie widać. Modliłem się.
W pewnym momencie drzwi do cerkwi otworzyły się i wysoki starszy mnich wszedł do środka. Był to Stary Demas. Jak tylko wszedł spojrzał na lewo i prawo; nie widział nikogo. Tak więc, trzymając w ręku pokaźnych rozmiarów czotki, powiedział „Panie Boże Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną grzesznym” i „Przenajświętsza Bogurodzico, zbaw nas” . Wkrótce potem wpadł w trans. Nie potrafię znaleźć słów, które mogłyby opisać to zachowanie wobec Boga, oraz przepływy miłości i uwielbienia, Boskości i oddania, jakie tam wówczas nastąpiły. Widziałem go jak stoi, otwierając ramiona w kształcie krzyża, niczym Mojżesz na morzu, i wykrzyknął tylko: „Ououou! Co to było?!”
Był w Łasce. Zabłysnął w świetle. To było to! Natychmiast przeniósł się do mnie, do wspólnej Modlitwy. Od razu wczułem się w tę atmosferę. On mnie nie widział. Posłuchaj. Byłem wzruszony i zacząłem płakać. Łaska Boże przyszła do mnie, pokornego i niegodnego. Jak mogę Ci to wyjaśnić? On przeniósł łaskę na mnie. Ona promieniowała do mnie. Święty przekazał mi swoje dary duchowe. Po nabożeństwie udałem się do lasu, w osamotnieniu, radości i atmosferze świętowania. Szaleństwo! Powiedziałem „nie” powrotowi do chaty. Z pasją pobiegłem do lasu i skakałem z radości, otwierając moje ręce w ekstazie z entuzjazmem głośno wykrzykując „Chwała Tobie Boooże! Chwała Tobie Boooże!” Moje ramiona były sztywne, twarde jak drewno i otwarte w taki sposób, że można było zobaczyć krzyż widząc mnie od tyłu.
Moja głowa była wzniesiona ku niebu, mój mostek wyprostował się wraz z rękami tak, by pójść prosto do nieba. Moje serce było gotowe wylecieć w powietrze. To, co mówię jest prawdą, to naprawdę się mi zdarzyło. Nie wiem, jak długo byłem w tym stanie. Kiedy wyrwałem się z tego stan, opuściłem ręce i ponownie zacząłem płakać.
Drugie wydarzenie miało miejsce na Świętej Górze Athos, również na początku życia monastycznego, kiedy to o. Porfiriusz wykazywał się posłuszeństwem i czystością. Wnet usłyszał śpiew słowika ukryty w liściach drzew i zdał sobie sprawę, że słowik śpiewa wielbiąc Boga. Jego relacja z tego incydentu w późniejszych latach jest niesamowita:
Pewnego ranka szedłem sam po puszczy. Wszystko, odświeżone poranną rosą, lśniło w słońcu. Znalazłem się w wąwozie. Szedłem przez niego i usiadłem na skale. Zimna woda spływała spokojnie za mną, a ja modliłem się. Pełen spokój. Pełna cisza. Po chwili ciszę przerwał słodki, odurzający głos śpiewający i wysławiający Stwórcę. Rozejrzałem się, ale nic nie mogłem dostrzec. Ostatecznie, na gałęzi naprzeciwko mnie zobaczyłem małego ptaka. To był słowik. Słuchałem jak głos słowika drżał, a jego gardło aż pękało od śpiewu. Mikroskopijny ptaszek rozciągał swoje skrzydła w celu znalezienia więcej siły do emitowania tych pięknych dźwięków. Gdybym tylko miał wtedy szklankę wody, by dać mu ją i ugasić jego pragnienie!
Łzy napłynęły mi do oczu, spływały z wielką łatwością – te same łzy Łaski, które „otrzymałem” od Świętego Demasa. Tu był drugi raz, gdy tego doświadczyłem.
Nie mogę przekazać wam w pełni tego, co czułem. Jednakże, objawiłem wam tę tajemnicę. I pomyślałem sobie: „Dlaczego ten słowik jodłuje? Dlaczego wydaje te trele? Dlaczego śpiewa tę cudowną piosenkę? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?... Dlaczego tak krzyczy? Dlaczego? W jakim celu? Być może czeka na pochwałę? Nie, oczywiście nikt tego nie zrobi”. Filozofowałem sobie w ten sposób. Przed wydarzeniem ze Starym Demasem tego nie robiłem.
Jak wielu rzeczy słowik mi nie powiedział! I jak wiele ja mu powiedziałem w milczeniu: „Mój słowiku, kto ci powiedział, że będę tędy przechodzić? Przecież nikt tędy nie przechodzi. To takie niedostępne miejsce. Jak pięknie modlisz się do Boga, wypełniasz swój obowiązek! Jak wiele mi powiedziałeś, mój słowiku, jak wiele mnie nauczyłeś! Mój Boże, jestem poruszony. Mój słowiku, nauczyłeś mnie poprzez śpiew, jak wychwalać Boga. Nauczyłeś mnie tysiąca sposobów na to…” Nie jestem w tak dobrym zdrowiu, by napisać jak to odczuwam. Mógłbym napisać całą powieść o tym. Kochałem słowika bardzo. Bardzo mi się to podobało i zainspirowało mnie. Pomyślałem: „Czemu to nie ja? Dlaczego muszę to ukrywać i dlaczego nie ja?” I do mojej głowy doszła myśl, że muszę iść, muszę zginąć, nie mogę istnieć. Powiedziałem: „Dlaczego? Czy były osoby przede mną? Czy słowik wiedział, że to byłem ja i że go słuchałem?”
„Kto słyszał, że słowik krzyczał zachrypnięty? Dlaczego słowik poszedł do tak ukrytego miejsca? Nawet te słowiki w krzakach, w wąwozie, gdzie można je znaleźć w dzień i w nocy, rano i wieczorem, kto je słyszał, jak śpiewają zachrypniętym głosem? I dlaczego one to robiły? I dlaczego szły do tak ukrytych miejsc? Dlaczego pękały im gardła od śpiewu?” Celem był kult, śpiewanie do Stwórcy, oddanie pokłonu Bogu. Tak to rozumiem i wyjaśniam.
Oba te wydarzenia ukazują, jak blisko Boga był Starzec Porfiriusz, jak dzielił się miłością ze wszystkimi istotami. W swoim testamencie również zawarł przekonanie i prośbę, abyśmy wszyscy mogli wstąpić do Królestwa Niebieskiego. Czcigodny Porfiriusz prosił, by ciało jego zostało pochowane w nieznanym miejscu. Kto postrzega św. Porfiriusza jedynie poprzez jego miłość do wszelkiej istniejącej rzeczy, jest nieco w błędzie. Należy również dostrzec i docenić ascetyczne życie świętego. Tak więc w przypadku czcigodnego Porfiriusza możemy określić rzeczywiste warunki do świętości, która jest istotą prawosławnej teologii i Tradycji prawosławnej.
Módlmy się do świętego Porfiriusza.
Z angielskiego przetłumaczyła Kamila Siemieńczuk. Tekst w tym języku ukazał się na stronie johnsanidopoulos.com
— Kamila Siemieńczuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.