Patriarcha Cyryl obiecuje być nietuzinkowym zwierzchnikiem Cerkwi rosyjskiej (RPC).
Patriarcha Cyryl obiecuje być nietuzinkowym zwierzchnikiem Cerkwi rosyjskiej (RPC). Jednak stoją przed nim problemy, które trapiły jego poprzednika. Do dziś nazbierało się tego wystarczająco dużo.
Po pierwsze, o dziwo, charakter wzajemnych stosunków Cerkwi i państwa. Spoglądając na szczęśliwie powstałą symbiozę i jednomyślność duchowej i świeckiej władzy, pojawia się wrażenie, że są to bliskie i idealne kontakty. Ścisła współpraca przedstawicieli obu władz nie oznacza jeszcze, że wszystko układa się bez przeszkód. Państwo zawsze ma prawo odmówić tego czy innego przywileju, odwołując się do świeckich konstytucyjnych norm. Przykładem może być brak zgody na wprowadzenie do szkół przedmiotu „Podstawy kultury prawosławnej” w takiej formie, jaką proponował Aleksy II. Mimo to już w najbliższym czasie patriarcha Cyryl rozpocznie nową kampanię propagującą wprowadzenie tego przedmiotu do szkół. Przy czym kampania poprowadzona zostanie na szerszą skalę i bardziej efektywnie niż wcześniej.
Zbliżenie Cerkwi z państwem ma swoje granice. Uważa się, że patriarcha Cyryl nie pozwoli na to, żeby rosyjska prawosławna Cerkiew stała się serwilistycznym dodatkiem do aparatu państwowego. Jest na to zbyt energiczny i niezależny. Pozostając pewnym partnerem władzy, nie pozwoli, by urzędnicy państwowi mieszali się w wewnętrzne sprawy Cerkwi. Dotyczy to kwestii międzynarodowych, takich jak uznanie Abchazji i Osetii Południowej. Patriarcha Cyryl nie będzie naruszał wiekowych związków z Cerkwią gruzińską dla chwilowych potrzeb rosyjskiej władzy. Talentu dyplomatycznego, żeby przejść między Scyllą a Charybdą, z pewnością mu nie brakuje. W innych międzynarodowych sprawach RPC zostanie bliskim „duchowym partnerem” rosyjskiego MSZ.
Narodowe schizmy stały się koszmarem dla patriarchatu moskiewskiego za czasów Aleksego II. Na zazdrośnie strzeżonym „terytorium kanonicznym” rozpoczęła działalność rumuńska prawosławna Cerkiew (w Mołdawii) i patriarchat konstantynopolitański (w Estonii). Próby Konstantynopola, głównego konkurenta RPC w prawosławiu światowym, ażeby zaakcentować swoją obecność na postosowieckim terytorium, zawsze spotykały się z oporem ze strony wydziału stosunków zewnętrznych, któremu przewodniczył metropolita Cyryl. Niewątpliwie, zostając patriarchą, będzie on starał się zachować status quo patriarchatu moskiewskiego w Rosji i poza jej granicami.
Jeśli chodzi o dialog między religiami, to w tej kwestii patriarcha Cyryl będzie szczególnie ostrożny, ponieważ krytycy z obozu fundamentalistów będą zwracać uwagę na każdy jego krok, każde wypowiedziane słowo. Patriarcha Cyryl już nie będzie mógł spotkać się z papieżem, żeby podyskutować na temat wzajemnych stosunków z katolikami. Weteran ruchu ekumenicznego, metropolita Cyryl jest dobrze znany jako mistrz kompromisu. Mimo wszystko w przeddzień wyboru nie bez kozery zacytował znanego przeciwnika unii florenckiej (1439 - unii Kościoła prawosławnego i katolickiego) Marka Efeskiego: „Jeżeli chodzi o wiarę kompromisów być nie może!” Jest to kolejny sprytny krok, zrobiony po to, żeby rozwiać podejrzenia sceptyków i dysydentów?
Czy możliwy jest rozłam RPC za patriarchy Cyryla? Przecież jego pierwsze symptomy widać w ruchu na rzecz biskupa Diomida. Jedynym wyjściem, by uniknąć rozłamu, jest dialog z myślącymi inaczej. Ale czy oni sami gotowi są na taką dyskusję? Ostatnim obwieszczeniem Diomida jest to, że nie uznaje on ani legitymacji Soboru Lokalnego, ani jego rezultatów, prorokuje on Rosji wielkie nieszczęścia. Niechęć ku porozumieniu ma miejsce i z tej, i z tej strony. To niepokojący znak. Czy wystarczy patriarsze pokory, by nie zaognić sytuacji, by uleczyć ją, pamiętając słowa starożytnego lekarza: po pierwsze, nie szkodzić?!
Tekst pochodzi z dziennika „Niezavisimaja”. http://www.ng.ru/editorial/2009-01-29/2_red.html
— tłum. Anna Jawdosiuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.