czw, 13 sie (31 lip) czwartek, 13 sie (31 lip) 2026 roku juliański
Kalendarz →
Świat 11 października 2009

Prawosławie i bioetyka cz. 3

Włączając się w ogólnopolską dyskusję nad problemami z zakresu bioetyki, które stały się szczególnie obecne w mediach ostatnio, w związku z próbą unormowania sztucznego zapłodnienia przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, publikujemy trzecią część rozmowy, którą przeprowadzili mnisi z monasteru Vatope

Włączając się w ogólnopolską dyskusję nad problemami z zakresu bioetyki, które stały się szczególnie obecne w mediach ostatnio, w związku z próbą unormowania sztucznego zapłodnienia przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, publikujemy trzecią część rozmowy, którą przeprowadzili mnisi z monasteru Vatopedi (św. góra Athos), z wybitnym – lecz praktycznie nieznanym w Polsce – prawosławnym uczonym, specjalistą z zakresu bioetyki – profesorem H.Tristramem Engelhardtem (na zdj.). W prezentowanej części profesor Engelhardt odpowiada na pytania dotyczące konkretnych problemów związanych z bioetyką w postaci: klonowania, badań prenatalnych oraz aborcji.

A teraz chcielibyśmy skierować rozmowę na zagadnienia bardziej szczegółowe. Czym jest klonowanie oraz co to są zarodkowe komórki macierzyste?

Jest to jedna z najbardziej skomplikowanych kwestii, można ją postrzegać z trzech różnych punktów widzenia. Spróbuje opowiedzieć o wszystkich trzech.

Na początku omówmy problemy etyczne pobierania zarodkowych komórek macierzystych. My, prawosławni chrześciajnie, wiemy, że ich pozyskiwanie, w czasie którego są zabijane zarodki, jest niedopuszczalne. Z tym wszystko jest jasne, ponieważ wiemy, że nie możemy zabijać człowieka dorosłego dla jego narządów. Kierując się tą logiką, nie możemy zabijać dziecka, nawet jeżeli chodzi o niemowlę w łonie matki. Jeśli potrzebuję przeszczepu wątroby, nie mam prawa nikogo zabijać, by zabrać mu wątrobę. Tak samo nie mogę zabić zarodka dla uzyskania komórek macierzystych.

Komórki macierzyste, oczywiście, posiadają również dorośli, ale jest to już zupełnie inna kwestia. Możemy pojść drogą pozyskania niezbędnych komórek macierzystych u nas samych. Tu powinniśmy dostrzegać róznicę między pełnowartościowymi komórkami macierzystymi, które są równoznaczne z zarodkiem i mają zdolność różnicowania się w dowolną komórkę ciała, oraz pełnowartościowymi komórkami macierzystymi, które mają zdolność różnicowania się tylko w określone komórki, jak, na przykład, tkanka nerwowa. Są dane pokazujące, że w przyszłości będziemy mogli uzyskiwać pełnowartościowe komórki od samych siebie.

Wreszcie, istnieje kwestia komórek macierzystych już uśmierconych zarodków, i jest to kwestia wspierania zła. Wyobraźcie sobie, że potrzebuję wątroby, a jakiś przestępca strzela do człowieka i dostaję wątrobę zabitego. Gdybym nie wynajął przestępcy, by strzelał do człowieka, czy dostałbym tę wątrobę? Czy można wykorzystywać zarodkowe komórki macierzyste, jeśli ktoś inny zabił zarodek? Generalnie tak, jesli to wykorzystanie nie jest powodem do innych zabójstw i nie prowadzi do pokusy.

Natomiast zrozumienie kwestii klonowania z punktu widzenia etycznego jest proste. Jak zaznacza święty Jan Złotousty w swojej dwudziestej rozmowie o Liście do Efezjan, „nie możemy mieć potomstwa samodzielnie”. Klonowanie zaś jest właśnie sposobem reprodukcji przez człowieka samego siebie, bez udziału innego człowieka. Człowiekowi zostało przekazane zadanie rodzenia potomstwa poprzez połączenie się ciał Adama i Ewy, dlatego jakikolwiek cielesny związek poza małżeństwem, jak powiedział Chrystus, jako sposób rozrodu jest nie do przyjęcia. W małżeństwie stajemy się „jednym ciałem”, by mieć możliwość rodzić dzieci.

Jaka jest różnica między klonowaniem terapeutycznym a reprodukcyjnym?

Za pomocą klonowania terapeutycznego uzyskuje się zarodek dla otrzymania „części wymiennych”. Natomiast klonowanie reprodukcyjne polega na uzyskaniu zarodka po to, by urodzić dziecko.

Czy może mieć miejsce klonowanie w celach leczniczych bez stworzenia albo przynajmniej bez niszczenia zarodka?

W zwykłym rozumieniu pojęcia „klonowanie” - nie.

Czy pobieranie komórek macierzystych od dorosłego jest tak samo trudne, z punktu widzenia etycznego, jak od zarodka?

U dorosłego nie może występować tzw. blastula (wczesne stadium rozwojowe zarodka), chyba że ktoś mu ją wyprodukuje. Ale klonowanie terapeutyczne, oprócz problemu podejścia etycznego do zarodków, ma również dylematy etyczne mające związek z dorosłymi. Rzeczą najważniejszą jest wyrobienie takiego ducha, stosunku i opinii, o których mówi Bazyli Wielki w swojej odpowiedzi na 55 pytanie (chodzi o jedną z reguł Wielkiego Ascetykonu — przyp.red.). Ale jeśli człowiek stara się za wszelką cenę zachować swoje życie, to inny człowiek, by chcąc spełnić pragnienie pierwszego człowieka, będzie robił wszystko, żeby ten pierwszy uzyskał zarodkowe komórki macierzyste, a jego śmierć nastąpiła później. W tym przypadku zapomina się o celu, którym jest życie wieczne.

Jak Pan uważa, czy możliwe jest urzeczywistnienie klonowania człowieka, podobnie do tego jak dokonano klonowania zwierząt (na przykład, dziesięć lat temu owcy Dolly)?

Tak. Niemniej jednak okazało się dużo więcej problemów z klonowaniem, niż przypuszczano na początku, trudności powstające przy klonowaniu naczelnych są dużo poważniejsze niż te mające miejsce podczas klonowania owiec.

Sklonowana owca Dolly cierpiała na przedwczesne starzenie się, czyli miała poważne kłopoty, ogólnie nie można było ją nazwać zdrową owcą. Już teraz jest wiele doniesień mówiących o tym, że najprawdopodobniej problemy u dzieci urodzonych za pomocą zapłodnienia pozaustrojowego będą stawały się coraz częstsze.

Możliwe jest sklonowanie człowieka, może, ale będzie to dużo bardziej skomplikowane, niż uważa się obecnie. Jeżeli zagłębimy się w historię badań, w wyniku których przyszła na świat owca Dolly, to można się upewnić, że zanim to się odbyło, przeprowadzonych zostało bardzo wiele prób. Ale nawet po nich Dolly nie była zdrowa w takim stopniu jak inne owce.

Jeżeli klonowanie człowieka się uda, to jak Pan sądzi, czy Bóg dopuści, żeby ta istota miała ludzką duszę? Ważne też, aby podkreślić, że urodzenie klonu nie będzie tworem z niczego (ex nihilo).

Jestem grzesznym człowiekiem, nie zaś teologiem (śmieje się), ale nie widzę żadnego powodu, by klon człowieka nie mógłby mieć duszy. Bóg pozwala nam na poczęcie dziecka na przekór Jego prawu, bezprawnie, poza małżeństwem, i „nieprawe” dzieci mają duszę. Bóg pozwala nam grzeszyć i żyć z następstwami grzechu. Wielu ludzi w społeczeństwie świeckim próbuje przedstawić klonowanie jako olbrzymi problem, nie rozumiejąc, na czym ten problem faktycznie polega. A problem jest w tym, że całe życie seksualne oraz przekazywanie potomstwa powinny mieć miejsce wewnątrz pary małżeńskiej.

Proces rozszyfrowywania kodu genetycznego obecnie przesunął się znacząco do przodu, jesteśmy już w stanie dokonywać pewnych ingerencji w geny. Co Pan myśli na ten temat?

Omawiając inżynierię genetyczną, muszę podkreślić, że występują określone ograniczenia absolutne, pewne ogólne wskazówki etyczne oraz, oczywiście, konieczność prowadzenia badań w takim kierunku, ażeby poniesiona szkoda nigdy nie przewyższała uzyskiwanych korzyści. Adam został obdarzony wielką siłą, której większą część zużył, dokonując złych czynów. Ale wykorzystywanie tych sił dla zdrowia i leczenia chorób jest generalnie ruchem we właściwym kierunku. Jednak czego w żaden sposób nie jesteśmy w stanie zrobić, to dokonać zmian w swoim ciele, które też przyjął Chrystus, ponieważ Wcielenie jest wydarzeniem o większym nawet znaczeniu niż tworzenie świata. W ten sposób ciało, które przyjął Chrystus, powinno zostawać takie same do tej pory, póki nie ujrzymy Go w Dzień Sądu. Nie możemy także zniwelować różnic między płcią męską a żeńską. Oto są właśnie ograniczenia absolutne.

Jeśli ktoś, pamiętając o tych ograniczeniach, z ostrożnością skorzysta z inżynierii genetycznej z zamiarem wyleczenia jakiejś choroby, to ingerencję tę należy rozpatrywać jako odmianę małego zabiegu chirurgicznego. Ale nawet w tym przypadku trzeba być uważnym.

Bazyli Wielki przestrzega: korzystać z medycyny można, ale tylko w tym przypadku, gdy nie robi się z niej absolutu, gdy nie tworzy się z niej idola. Jeśli przestrzegając tych ograniczeń i założeń, zdołamy naprawić niedoskonałości genetyczne, które dziś rodzą pokusę zabijania nieurodzonych dzieci, to może to wyjść wyłącznie na korzyść ludzkości. Należy też zaznaczyć, że już korzystamy z inżynierii genetycznej, na przykład w celu produkcji insuliny, z której korzystają nawet mnisi. Prawie cała światowa insulina jest produkowana za pomocą inżynierii genetycznej.

W jaki sposób inżynieria genetyczna mogłaby pomóc niemowlętom już w trakcie rozwoju wewnątrzmacicznego cierpiącym na takie schorzenia, jak pląsawica Huntingtona czy zespół Downa?

Ludzie często mają pokusę zabicia swego dziecka w łonie, gdy ma ono wady ciała. Dzieci z zespołem Downa mają problemy tylko dlatego, że mają zamiast dwóch chromosomów jednego typu (21) trzy takie chromosomy. Gdyby można było usunąć jedną z tych trzech kopii dwudziestego pierwszego chromosomu, to wtedy dziecko przepuszczalnie rodziłoby się zdrowe. Możliwe jest, że w dalszej przyszłości inżynieria genetyczna właśnie oddali pokusę zabicia nieurodzonego dziecka.

Kierując się tą samą logiką, moglibyśmy podejść również do leczenia choroby Huntingtona. Pląsawica Huntingtona jest to schorzenie genetyczne układu nerwowego, które przejawia się w trakcie życia dorosłego. Za występowanie choroby odpowiada jeden gen (chociaż istnieją różne jego rodzaje). Gdybyśmy mogli wyjaśnić, w jaki sposób zablokować ekspresję genu wywołującego chorobę Huntingtona, to byłoby to bardzo korzystne.

Przechodzimy do kwestii aborcji, o której już Pan pisał w swoim artykule dla czasopisma Pemptusia. Podał Pan szacowaną liczbę aborcji dokonywanych w ciągu roku na całym świecie — rzędu 50 milionów, a jest to liczba równa liczebności mieszkańców całej Francji. Jak Pan uważa, dlaczego ludzie zaczęli tak łatwo decydować się na aborcję, korzystając przy tym z wprowadzającego w błąd pojęcia terapeutyczne przerwanie ciąży?

Wasze pytanie jest bardzo ważne z wielu powodów. Możemy ulec pokusie mówienia o tym, co się stanie dopiero po latach, i zapomnieć w ten sposób o naszych dzisiejszych poważnych grzechach. Klonowanie człowieka może nie mieć miejsca jeszcze przez najbliższe 10-15 lat, natomiast rozpowszechnione praktykowanie aborcji jest jedną z największych pokus naszych czasów. Ta kwestia dotyczy każdej mężatki. Rzeczywiście, przecież każda kobieta, która odbyła stosunek płciowy, może zajść w ciążę. W warunkach zeświecczonej cywilizacji wielu żyje dość rozwięźle, a aborcja ma wielkie znaczenie dla świeckiego modelu zachowania i związanego z nim trybu życia. Ten model zachowania, jak można zauważyć, wynika z pragnienia coraz większej wygody.

Ludzie odkładają ślub, żeby odnosić sukces w karierze, nie potrafią jednak w tym czasie żyć w czystości. Mężczyźni i kobiety zostali stworzeni, by wcześnie zawrzeć związek małżeński. Moje prababcie właśnie wyszły za mąż, mając szesnaście lat.

Mnich: mój dzi
adek miał trzydzieści sześć kiedy został dziadkiem.

Bardzo ciężko jest w obecnej hiperseksualnej kulturze czekać do trzydziestu lat, by się ożenić, żyjąc w czystości. Należy w tym celu bardzo się starać, czego większość ludzi robić nie chce. W związku z taką sytuacją jedną z podstaw współczesnego modelu zachowania seksualnego stała się dostępność aborcji. Ten model pozwala żyć, korzystając ze wszystkich dóbr doczesnych, odkładać ślub i, wreszcie, uprawiać stosunki seksualne, nie troszcząc się o zobowiązania nakładane przez urodzenie dziecka. Ludzie wówczas mogą korzystać z przyjemności i przypadkowych związków, natomiast dziecko, które mogłoby być przy tym poczęte, nie będzie stanowiło przeszkody w ich realizowaniu siebie, czyli w karierze i innych planach. Aborcja zajmuje pozycję kluczową w świeckim modelu zachowania, będąc jego nieodłączną cześcią.

Leczenie perwersyjnej świadomości tej kultury polega nie tylko na tym, by mówić, że aborcja jest zła (choć jest ona rzeczywiście bardzo zła). Ktoś na początku powinien naprowadzić ludzi w takie ramy, przez które mogliby oni dostrzec swój błąd — to, że żyją nie po chrześcijańsku. Powinni oni zrozumieć, co oznacza korzystać w sposób odpowiedni ze swojego instynktu płciowego niezależnie od tego, czy zostaną mnichami czy też zawrą małżeństwo. Powinni zrozumieć, że ślub jest powołaniem do wychowania dzieci, nie zaś do posiadania dwóch źródeł dochodów dla zadowolenia licznych potrzeb luksusowego życia.

Istotą problemu aborcji nie jest jakaś skomplikowana kwestia bioetyczna, lecz całkiem stara kwestia zastosowania powściągliwości ascetycznej przeciwko wykorzystywaniu w zły sposób swoich sił, oraz walki o to, by wykorzystywać te siły właściwie. Po to potrzebna jest w tym świecie jakaś jasna wskazówka. Wracając do głównego wezwania kultury świeckiej, trzeba przyznać, że nie jest ona już zdolna do poznania oddalonych celów ludzkości i świata.

Na skutek radykalnego zeświecczenia cywilizacji zachodniej praktyka medyczna doszła do tego, że aborcja stała sie naturalną częścią naszego życia oraz opieki medycznej. Małżonkę Briana, moją córkę Christine, pewnego razu zapytał jej lekarz prowadzący: Chce Pani, zlecę badania sprawdzające, czy Pani dziecko ma jakieś nieprawidłowości? (chodziło o rozpoznanie przedporodowe). Na co ona odpowiedziała: A po co są Panu takie badania? Chce Pan wyleczyć dziecko?. Lekarz powiedział: Nie. Na co Christine powiedziała: Czyli to oznacza, że chce Pan zabić moje dziecko, tak?. Lekarzowi to się bardzo nie spodobało i już więcej o nic nie pytał.

Trzeba opowiedzieć kobietom o tym, że cywilizacja zachodnia będzie przedstawiać im zachęcająco samą możliwość aborcji, zabójstwa ich dziecka, żeby zaczęły one uważać to rozwiązanie za jedną z metod leczenia. Rozpoznanie przedporodowe i aborcja selektywna zostaną im przedstawione jako rzeczy podstawowe w ramach właściwego stosunku do odpowiedzialności rodzicielskiej.

Lekarstwo przeciwko podobnym perwersyjnym teoriom znajduje się w środku serca. Człowiek już we wczesnym wieku powinien stwierdzić, w jaki sposób on, mężczyzna czy kobieta, planuje przeżyć swoje życie. Człowiek powinien wybrać, czy zamierza zostać mnichem czy się ożenić, później natomiast powinien zrealizować swój wybór w jak najbardziej konsekwentny sposób.

Dla prawosławnych chrześcijan nasza bioetyka jest częścią trybu życia, całkowicie zwróconego do Boga. Nie błąkamy się bez celu w tym świecie. Oczywiście, nie oznacza to, że nie mogę ulec pokusie pójścia fałszywą drogą, ale mam przynajmniej mapę wskazującą punkt, gdzie się znajduję, oraz właściwy kierunek. Mój ojciec duchowy powinien pomóc mi w odczytaniu tej mapy oraz wesprzeć mnie w moim zwrocie do Boga, co wymaga olbrzymiej pracy. Całą naszą prawosławną bioetykę można sprowadzić do tego, by godnie przystąpić do świętej Eucharystii. Nasza etyka oraz bioetyka są skierowane na Eucharystię. Jeśli będziemy o tym pamiętać, to nie zapomniemy, że staramy się postępować słusznie po to, żeby przebywać w łączności z Chrystusem.

Powtórzę raz jeszcze — nie mamy jakiejś etyki zewnętrznej, ponadto słuszność czy też niesłuszność naszych uczynków oceniamy z punktu widzenia tego, czy dane działania pozwalają dążyć do Boga, przystępować do Świętej Eucharystii. Oto jest właśnie podstawa prawdziwie prawosławnej bioetyki, podstawa liturgiczna, ascetyczna i eucharystyczna. Jeżeli będziemy tak myśleć i pomagać młodzieży w myśleniu w ten sam sposób, to młodzi ludzie zostaną wędrowcami w obcej krainie, podobnie do chrześcijan pierwszego wieku. Będą oni wiedzieli, czym się różnią od innych, i że jest to dobre.

Rzeczywiście, słuszna pozycja. Wczoraj mówiliśmy o homoseksualizmie, mianowicie o pewnej ustawie w Kanadzie, która zabrania nawet publicznego odczytywania fragmentu Biblii, gdzie mówi się o grzeszności homoseksualizmu, oraz rozpatruje podobne czyny jako przestępstwo...

Owszem, Kanada stanowi wspaniały przykład tego, jak radykalnie się różni kultura świecka od prawosławia. Kierując się stanowiskiem kultury świeckiej, zarzucają nam sektaństwo za wyznawanie wiary w Boga jako Ojca Wszechmogącego, oraz to, że uznajemy za mężczyznami dominującą rolę w rodzinie i w Kościele oraz odrzucamy pomysł kapłaństwa niewiast. Osądzając niemoralność stosunków seksualnych poza związkiem małżeńskim mężczyzny i kobiety, będziemy w dodatku wyglądali jako homofobowie.

Żeby przetrwać w tych warunkach, powinniśmy wychowywać takich uczonych, którzy będą rozumieli, gdzie się znajdują prawdziwi filozofowie i specjaliści z bioetyki. A prawdziwi specjaliści z bioetyki są tam, gdzie są ludzie zdolni nauczyć nas swoim duchowym wysiłkiem, zdolni dać nam do zrozumienia w sposób jasny, jak pomimo pokus ze strony kultury świeckiej dokonać słusznego wyboru podczas udzielania pomocy lekarskiej.

Tak, na przykład, w Stanach Zjednoczonych funkcjonuje Społeczność Prawosławnych Filozofów SOPHIA (Society of Orthodox Philosophers in America), w ramach której stale przeprowadzane są spotkania z prawdziwymi filozofami — mnichami. Spotkania te odbywają się w monasterze pw. świętych Archaniołów na przedmieściach San-Antonio.

My, uczeni filozofowie, powinniśmy uświadomić, iż prawdziwa filozofia nie jest w instytucji świeckiej, nie jest też na uniwersytecie, lecz tam, gdzie przebywamy w modlitwie. Powinniśmy świadczyć światu, że istnieje tylko jeden Bóg, Który jest prawdą, oraz Jego wcielony Syn, Najwyższa Mądrość, Którego powinniśmy umiłować, przy czym umiłować go całym sercem, a dopiero przez tę miłość pochochać bliźniego.

Pomożemy ludziom nie korzystać z aborcji, eutanazji, która jest praktykowana coraz częsciej, jak również ze wspieranego przez medycynę samobójstwa. Pomożemy ludziom poznać i skosztować prawdziwego sensu ich życia.

Nasz starzec (chodzi o przełożonego Wielkiego Świętego Monasteru Vatopedi archimandrytę Efrema — uwaga tłum.) ciągle przypomina, że wielu ojców, szczególnie współczesnych, mówiło, że teologiem nie jest ten, kto posiada dyplom i wie o Bogu, lecz ten, kto zna Boga.

Owszem, wasz starzec bardzo trafnie to ujął. W Średniowieczu na Zachodzie uległo się pokusie rozpatrywania teologii przede wszystkim jako dyscypliny naukowej. Powstanie uniwersytetów zachodnich mających w swoim skaładzie wydziały teologiczne zmieniło sens pojęcia „teologia”. W trzynastym wieku, kiedy to otwierano uniwersytety w Paryżu i Pradze, filozofia na tyle się zmieniła, że dla poznania Boga już nie wymagano oczyszczania serca.

Zamiast tego coraz bardziej interesowano się etyką oraz teologią jako intelektualnymi dyscyplinami naukowymi. Z punktu widzenia zachodniego rozumowania etyki oraz teologii Prawosławie nie posiada etyki i teologii jako czegoś trzeciego między nami a Bogiem. Naszą etyką wraz z teologią jest nasza więź z Bogiem.

Tak było również w Bizancjum: wielkich teologów i Ojców Cerkwi nazywano filozofami, ale wcale nie filozofami oderwanymi od życia w Bogu i doświadczenia.

Właśnie tak. O filozofii w charakterze osoby trzeciej powiadamia nas trzecia stasis akatystu, w której się mówi, że Bogurodzica wytknęła mędrcom niemądrość, wykazała uczonym nieuctwo, oraz sparawiła, że retorzy, słów wielu miłośnicy, zamilkli, jak ryby bezgłośne.

CDN

— Andrzej Nieścierowicz, Szymon Krzyszczuk

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsze z Polski

wszystkie →

Najnowsza publicystyka

wszystkie →