Włączając się w ogólnopolską dyskusję nad problemami z zakresu bioetyki, które stały się szczególnie obecne w mediach ostatnio, w związku z próbą unormowania sztucznego zapłodnienia przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, publikujemy szóstą – ostatnią już część rozmowy, którą przeprowadzili mnisi z mo
Włączając się w ogólnopolską dyskusję nad problemami z zakresu bioetyki, które stały się szczególnie obecne w mediach ostatnio, w związku z próbą unormowania sztucznego zapłodnienia przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, publikujemy szóstą – ostatnią już część rozmowy, którą przeprowadzili mnisi z monasteru Vatopedi (św. góra Athos), z wybitnym – lecz praktycznie nieznanym w Polsce – prawosławnym uczonym, specjalistą z zakresu bioetyki – profesorem H. Tristramem Engelhardtem (na zdj.). W prezentowanej części profesor Engelhardt odpowiada na pytania dotyczące konkretnego problemu związanego z bioetyką w postaci przeszczepów organów ludzkich za życia, sztucznego zapłodnienia. Profesor opowiada również o swojej drodze do prawosławia. W najbliższym czasie dokonamy przeglądu całego wywiadu pod względem merytorycznym i językowym i opublikujemy go w całości.
A teraz chcielibyśmy poruszyć jakiś konkretny problem bioetyczny związany ze sztucznym zapłodnieniem. Załóżmy, na przykład, że para małżeńska nie ma dzieci i decyduje się na skorzystanie z zapłodnienia in vitro, w trakcie którego wykorzystywane są jedynie dwie albo trzy komórki jajowe, chociaż zapładniane są wszystkie. Na ile jest to zgodne z nauką Kościoła, ekonomią, skoro wielu ojców duchownych daje błogosławieństwo na tę „czynność reprodukcyjną”?
Sztuczne zapłodnienie obejmuje sposób przekazania potomstwa, który jest w pełni skuteczny, albo przynajmniej bardzo bliski do pełnej skuteczności. Wychodząc z założenia, że żyjemy w zranionym i grzesznym świecie, bardzo często najlepsze, co może nam dać ojciec duchowy, to pomóc chociażby przybliżyć się do idealnego celu, uwzględniając nasze żądze i słabości, kiedy widać, że nie jesteśmy nastawieni na osiągnięcie ideału.
Ludzie często są ogarnięci pragnieniem urodzenia dziecka. To pragnienie może doprowadzić ich do rozwodu i innych, jeszcze gorszych od sztucznego zapłodnienia czynów. Właśnie to tłumaczy sytuację, że ojciec duchowny może zezwolić na dokonanie sztucznego zapłodnienia, podobnie jak w sytuacji z drugim ślubem, który «nie spełnia oczekiwań» Cerkwi. Tym nie mniej, zgodnie z duchem cerkiewnej ekonomii, taki krok może być błogosławiony. Ale, jak zaznaczyliście, praktykowanie sztucznego zapłodnienia nakłada pewne ograniczenia: wszystkie zarodki powinny być wszczepione, natomiast nasienie powinno być pobierane od męża.
Bez względu na to, powinniśmy pamiętać, że są pewne rzeczy, na które ojcowie duchowni udzielają błogosławieństwa biorąc pod uwagę skalaną naturę ludzką. My z kolei powinniśmy pamiętać, że nie osiągamy w ten sposób ideału, i z tego powodu ubolewać. Bardzo ważne jest ubolewanie nad własnymi słabościami.
Odnośnie dawstwa narządów przed śmiercią (na przykład, jeżeli chodzi o przeszczep nerek) albo po niej: apostoł Paweł mówi, ze ciało człowieka jest świątynią Ducha Świętego (patrz 1 Kor 6, 19) i do nas nie należy. Innymi słowy, nie mamy żadnych praw nawet do własnego ciała, bo należy ono do Boga.
Powinniśmy rozróżniać trzy różne sytuacje. Apostoł Paweł wie, że nasze ciało do nas nie należy; tak naprawdę nic do nas nie należy. Dajemy to, co mamy, jako dar od Boga, i powinniśmy to robić w duchu miłości. Jeżeli przylgnę całym sercem do czegoś, co posiadam, to będę za to potępiony.
A teraz wyobraźcie sobie, że (broń, Boże) jeden z moich wnuków urodził się z nieczynną wątrobą. Czy mógłbym mu dać jedną piątą swojej? Pewnie byłoby możliwe odcięcie części mojej wątroby. Taki dar byłby czynem miłości. To by było mniej więcej to samo, jakbym dał pieniądze żebrakowi. Jeżeli myślę o pieniądzach jak o swojej własności, to popełniam grzech.
Naturalnie, są rzeczy, których nie mogę odstąpić innym. Nie mogę zabić siebie, żeby dać narządy swoim wnukom, ale mogę narazić się na niebezpieczeństwo dla moich wnuków. Jest to dobry i szlachetny uczynek. Na wydziale filozofii, gdzie wykładam, takich, co wierzą w Boga i kierują się w życiu tradycją, jest dwójka: ja i pewien Żyd. On jest bardzo chory, i jeden z jego synów przekazał mu swoją nerkę, co jest czynem miłości. Powinniśmy dokonywać podobnych czynów.
Tak samo powinniśmy być bardzo ostrożni w kwestii jakiegokolwiek dawstwa narządów, jeżeli uniemożliwiłoby to pogrzeb we właściwym czasie. Powinna przynajmniej zostawać odpowiednia dla pogrzebu ilość zwłok. Są trzy przyczyny, dlaczego tak ważne jest pochować ludzkie ciało. Po pierwsze, prawosławne nabożeństw żałobne jest sakramentem Cerkwi, i jest bardzo ważne, żeby ciało było chowane z błogosławieństwem cerkiewnym.
Po drugie, widząc me ciało, ludzie zebrani wokół mnie będą się w mojej intencji modlić. Po trzecie, jest również ważne, że gdy ludzie widzą, że jestem martwy, to mają szansę się zastanowić, że w pewnym, nie konieczne oddalonym w czasie, momencie na moim miejscu będą oni. Właśnie dlatego jest tak wskazana obecność ciała, które można pochować.
Reasumując, są poważne powody dla zachowania ciała, albo niedopuszczenia do ingerencji w istocie uniemożliwiających pogrzeb. Ale w wyżej ukazanych ramach pomaganie innym poprzez bycie dawcą jest dobre.
W czasie wojny w Serbii odnotowane były przypadki szybkiego pobierania narządów u ludzi zabitych. Nadano tej sprawie charakter rynkowy, zrobiono z tego biznes...
Sprzedaż narządów mogłaby stać się rozwiązaniem idealnym, ale kraje drugiego świata zrobią z niej zło gorsze od aborcji. Zwolennicy humanizmu uważają sprzedaż narządów za niewyobrażalny koszmar, wystawiając na pokaz to, że sami oni mają zasady moralne. Chociaż w tym samym czasie zabijają oni co roku 50 milionów nieurodzonych dzieci.
Mówiąc o sprzedaży, nie zaś o dobrowolnym przekazaniu swoich narządów, człowiek zbacza z właściwej drogi mniej więcej w takim samym stopniu, jak przy korzystaniu z zapłodnienia in vitro. Powinniśmy przypominać, że święci sprzedawali się do niewoli, żeby pomóc ubogim. Gdyby mnich sprzedał swoją nerkę, by pomóc swojej rodzinie, byłoby to czynem miłości. Gdyby biedny sprzedał swoją nerkę w celu pomocy swojej rodzinie, to również to byłoby czynem miłości. Jednak dla świadomości świeckiej podobne działanie są gorsze od zabójstwa nieurodzonych dzieci.
Ostatni argument, który wzmacnia moją opinię o dopuszczalności transplantacji narządów, jest to, że św. Kosma dokonał przeszczepu narządu, wziętego od Afrykańczyka, Europejczykowi. Jeżeli Cerkiew nigdy nie potępiała ikony obrazującej ten uczynek, to na pewno nie potępiała również przeszczepu narządów.
Mój zięć Brian przypomina mi, żebym przytoczył wydarzenie w Serbii, kiedy ludzi najwidoczniej zabijali w celu pobrania od nich narządów dla przeszczepu. Uważa on, że to na pewno może stanowić poważne niebezpieczeństwo w sytuacji braku stabilnej sytuacji społecznej.
Gdyby za pomocą nowoczesnych technologii moglibyśmy, na przykład, o wiele zwiększać długość życia, powiedzmy, do 150-200 lat, to jakie mogłyby być skutki takich możliwości?
Gdyby medycyna mogła wydłużyć życie ludzkie do 150-200 lat, to czemu my, chrześcijanie, z tego powodu mielibyśmy się martwić? Biblijny Matuszael, dla przykładu, osiągnął wiek dziewięciuset sześćdziesięciu dziewięciu lat (patrz Rdz 5, 27). Nie jest ważne, ile żyjemy, lecz to, w jaki sposób żyjemy, żeby później mieć życie wieczności. Jeżeli będzie nas zbytnio martwiła długość naszego życia, nie zaś to, czy będziemy żyć z Chrystusem, to wówczas nie będziemy zdolni dostrzec różnicy między ilością a jakością. Wiemy już natomiast, jaka jest za to zapłata.
W najwyższym stopniu ważne jest, żeby myśl człowieka nie zamykała się w ramach świeckich. Powinna wykroczyć poza granice swojej perspektywy, poza własny światopogląd. Jeśli będzie się opierała na świeckim gruncie oraz szukała odpowiedzi na pytania kierując się świeckim podejściem, to zginie. Myślenie świeckie zrobi z niewielkich wzgórz góry, ignorując w tym samym czasie istnienie prawdziwych olbrzymich gór. Ważne jest zawsze widzieć istotę. Kwestią zasadniczą jest umiłowanie Boga całym swoim sercem i całą duszą, Was zaś tak samo, jak samego siebie. Oznacza to, że powinienem starać się być dobrym małżonkiem, dobrym ojcem, dobrym dziadkiem, dobrym nauczycielem, nie przylgnąć całkowicie do życia doczesnego, ale całą swoją duszą szukać raju. Należy skierować wszystkie swoje pomysły na osiągnięcie tylko jednej prawdy — Świętej Trójcy.
Dokonujemy wyczynów duchowych w postmodernistycznym, postchrześcijańskim, posttradycyjnym świecie. Mamy do czynienia z antagonistyczną kulturą świecką, która pragnie zepchnąć chrześcijaństwo i jego zbawienną wieść na pobocze życia. Ta kultura chce zamienić właściwe stosunki między ludźmi na wszystko, co popadnie, a tak naprawdę na wszystko, co człowiek gorąco pragnie.
Świecka kultura zniekształca wszystkie nasze relacje. Popatrzcie wokół siebie i zobaczycie, jak bardzo zasady tego świata zaprzeczają zasadom tradycji chrześcijańskiej. Mężczyźni i kobiety rezygnują ze ślubu dla przypadkowych i powierzchownych związków. Ci, co zawierają małżeństwo z osobami tej samej płci, szukają zamiast miłosierdzia i odpuszczenia grzechów błogosławieństwa Cerkwi na urzeczywistnienie tego uczynku. Dla społeczeństwa świeckiego pokusą jest wiodąca pozycja mężczyzny w Kościele i w rodzinie. Sama myśl, że ktoś może dążyć drogą ascezy do szczerej miłości Bożej uważa się za pozbawiony rozumu fanatyzm. W tym wszystkim rolę wiodącą odgrywa bioetyka świecka. Natomiast nasza bioetyka powinna stać się częścią Nowego Stworzenia, żeby poprzez Wcielenie ludzie mogli na reszcie znaleźć prawdziwe lekarstwo, które przyprowadzi ich do życia wiecznego, do przebóstwienia, które się osiąga za pomocą niestworzonych energii naszego Odkupiciela.
Teraz chcielibyśmy, żeby odpowiedział Pan na nieco bardziej osobiste pytanie. Kiedy przyjął Pan prawosławie i czy jest Pan zadowolony ze swego wyboru do tej pory? Oraz, z drugiej strony: czy wywarł Pana wybór wpływ na Pana podejście do etyki, i jak konkretnie wpłynął na Pańską działalność wykładowczą oraz naukową?
Zostałem prawosławnym chrześcijaninem w Wielką Sobotę 1991 roku. Fakt ten zmienił całe moje życie. Mam nadzieję, że stary Adam we mnie jest już całkowicie martwy. Wszystko we mnie różni się od tego, co było wcześniej. Nie ma takich słów, za pomocą których można byłoby opisać tę wszechogarniającą zmianę, która dotknęła wszystkich aspektów mego życia. Obecnie, kiedy jestem sam prawosławnym chrześcijaninem, niektóre wykładane przeze mnie przedmioty, takie jak historia filozofii, na pierwszy rzut oka wydają się te same, ale przyczyna mojego zajmowania się nimi jest już inna. Korzystam z możliwości doniesienia do swoich studentów tej myśli, że Zachód podąża fałszywą drogą. Drogę słuszną pokazuje św. biskup Grzegorz Palamas. Wiele, a może nawet wszystkie problemy filozofii zachodniej rodzą się dlatego, że nie kroczy ona tą drogą, którą wskazał święty. Kiedy wypada odpowiednia okazja, jako badacz staram się przypomnieć ludziom, iż zachodnia kultura poniosła klęskę.
Czy wydarzyło się z Panem podczas swojej działalności wykładowczej na uczelniach Rice czy Baylor coś szczególnego, o czym chciałby Pan opowiedzieć?
Najważniejszym wydarzeniem w moim życiu był mój chrzest w Kościele prawosławnym (śmieje się), natomiast wszystko pozostałe uważam za nieistotne. Nic nie może dorównać w swoim znaczeniu do podanego wyżej faktu. Cieszę się, gdy ktoś ze studentów zwraca się ku świętemu prawosławiu. Chrystus ukazuje im drogę, ja zaś mogę przynajmniej dać im mapę prowadzącą do Niego. Daje to ogromną radość. Próbuję wyjaśnić innym sens tego daru, który był mi dany (chodzi o sakrament Chrztu Świętego).
Wszystko, co Pan powiedział o prawosławiu jest bardzo ważne, ale zróbmy małą degresję. Proszę powiedzieć, czy podczas wykładów, które przeprowadza Pan na całym świecie, dla przykładu w Hong Kongu, odbywa się coś, co by Pan nazwał unikalnym?
Ponieważ zostałem prawosławnym chrześcijaninem, wszystkie ważne wydarzenia miały miejsce w Cerkwi. Najlepsze w Hong Kongu było zaś to, że mogłem uczestniczyć w Boskiej liturgii i dostąpić Eucharystii.
Koniec
— Szymon Krzyszczuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.