Publikujemy tekst wywiadu udzielonego przez patriarchę Gruzji Eliasza II dla francuskiego czasopisma La Croix.
Publikujemy tekst wywiadu udzielonego przez patriarchę Gruzji Eliasza II dla francuskiego czasopisma La Croix.
Czy możecie powiedzieć, jaki jest Wasz stosunek do konfliktu, który ostatnio miał miejsce, kiedy prawosławni Rosjanie bombardowali prawosławnych Gruzinów? Jak myślicie, która strona jest winna rozpoczęciu wojny? Wiemy, że wysłaliście list do patriarchy moskiewskiego – czy dostaliście odpowiedź?
W czasie, kiedy w regionie Cchinwali zaczął się konflikt zbrojny patriarcha moskiewski i całej Rosji Aleksy II, ze względu na problemy zdrowotne, przebywał w Niemczech i żadnego listu do niego nie wysyłaliśmy. Odbyliśmy natomiast rozmowę telefoniczną z metropolitą Kiryłem, który zajmuje się sprawami zagranicznymi w Patriarchacie Rosyjskim.
List wysłany został do prezydenta Rosji, pana Dmitry Miedwiediewa i do premiera, pana Władimira Putina, ale odpowiedzi nie otrzymaliśmy.
Oczywiście bardzo przykrym faktem jest to, że doszło do konfliktu miedzy dwoma prawosławnymi krajami. Nie jest to jednak konflikt na płaszczyźnie religijnej, a konflikt o przyczynach globalnych, geopolitycznych. Nasz kraj stał się polem walk światowych mocarstw i sił politycznych. Myślę, że – jeżeli wszystko toczyć się będzie zgodnie z prawem – religia, w tym przypadku prawosławie, przyczyni się do złagodzenia i uregulowania stosunków między Rosją a Gruzją. Trzeba podkreślić, że ten konflikt nie ma charakteru etnicznego, przynajmniej nie w Gruzji, i mam nadzieję, że naród rosyjski nie będzie stwarzał problemów na tle etnicznym Gruzinom przebywającym w Rosji.
Aby odpowiedzieć na pytanie o to, kto jest winien rozpoczęcia wojny, potrzebna jest mała dygresja historyczna. W latach 20-tych XX wieku, w wyniku agresji wojsk radzieckich, komuniści opanowali niepodległą Gruzję. Terytoria gruzińskie zostały podzielone, niektóre z nich oddano sąsiednim państwom (tłum.: Mescheti, stanowiąca wówczas bardzo dużą cześć terytorium gruzińskiego, znalazła się w granicach Turcji, Saingilo – w Azerbejdżanie, a Soczi i okolice – w ZSRR), a na terenie pozostałych – bez żadnego historycznego bądź prawnego uzasadnienia – utworzono adżarską, abchaską i południowo-osetyńską autonomię. Były to swego rodzaju miny, zarzewia konfliktów, używane w razie potrzeby.
W czasach reżimu sowieckiego całe terytoria ww. regionów poddawane były działaniu specyficznej ideologii, która służyła izolacji tych regionów od reszty kraju. W związku z tym, że w Adżarii całą społeczność stanowili Gruzini, propaganda ta nie zadziałała, a to, co się stało z Abchazją i z Osetią Południową, możemy zaobserwować teraz.
Sama nazwa Osetia Południowa, jak i Osetia Północna, jest wymysłem komunistycznym. Takie nazwy geograficzne wcześniej nigdy nie istniały. Historycznym miejscem zamieszkania Osetyńczyków jest region w północnej części Kaukazu zwany Alanią. W XVII wieku część Osetyńczyków przemieściła się na terytorium Gruzji. Trzeba podkreślić, że łączna liczba Osetyńczyków zamieszkujących terytorium Południowej Osetii była zawsze znacznie mniejsza, niż łączna liczba Osetyńczyków zamieszkujących pozostałe regiony Gruzji. Wynikało to z tego, że region Cchinwali (tłum.: Południowa Osetia) nigdy nie był etno-kulturową ojczyzną Osetyńczyków. Niestety, informacje o sytuacji w Gruzji trafiające do społeczności międzynarodowej były często błędne. Mówi się, że niby Gruzini napadli na mniejszość osetyńską i przeprowadzili czystki etniczne. To nie może być prawda chociażby dlatego, że podczas wojen (tłum.: w latach 90-tych i w 2008 r.) w wielu miastach i wsiach gruzińskich było i jest mnóstwo Osetyńczyków, którzy nie porzucili swoich domów, ani też nie mieli oni żadnych problemów z Gruzinami, czy też z innymi mniejszościami zamieszkującymi Gruzję.
Oczywistym jest, że obecny konflikt nie jest konfliktem etnicznym gruzińsko-osetyńskim ani gruzińsko – abchaskim, lecz jest on wynikiem dążenia Gruzji do zachowania integralności terytorialnej. Prawo do tego ma każdy kraj na podstawie zasad prawa międzynarodowego. Bez wątpienia Gruzja nigdy nie pogodzi się ze stratą rdzennych gruzińskich regionów. Są to tereny tak samo dla nas ważne jak np. dla Francuzów Orlean, dla Rosjan Smoleńsk, Suzdal, Nowogród. Faktyczną przyczyną konfliktu jest stworzona na polityczne zamówienie tzw. południowo-osetyńska historia i bezpodstawny status prawny tego regionu. Gwarantem pokoju jest sprawiedliwość, wiec dopóki w Gruzji nie będzie sprawiedliwości, nie będzie też pokoju.
Rząd rosyjski uznał niepodległość Abchazji i Osetii Południowej. Jaki jest Wasz stosunek do tego? Jak myślicie – czy jest możliwe, że Gruzja odzyska integralność terytorialną i suwerenność? Jakie widzicie drogi prowadzące do tego? Czy mają to być drogi polityczne, dyplomatyczne, ekonomiczne, czy rozwiązanie siłowe?
Jak tylko rosyjska Duma poparła niepodległość Abchazji i Osetii Południowej, ogłosiliśmy nasze stanowisko w tej sprawie i zwróciliśmy się z prośbą do prezydenta Rosji, aby nie zatwierdzał postanowienia Dumy. W liście do prezydenta Rosji pisaliśmy, że mniejszości narodowe mieszkają w każdym kraju, i że jeśli te mniejszości poproszą o niepodległość, będą musiały ją otrzymać, a świat pogrąży się w niekończących się wojnach i konfliktach. Podkreślaliśmy też, że nadawanie suwerenności Abchazji i Południowej Osetii więcej zaszkodzi samej Rosji, niż dziś Rosja zaszkodziła Gruzji. Nasze stanowisko się nie zmieniło.
Nie wiem ile czasu upłynie do przywrócenia integralności terytorialnej Gruzji. Jednakże jestem pewien, że to nastąpi, gdyż cały świat chce, nie tylko Rosja, aby w poszczególnych państwach panował pokój. Mam nadzieję, że wsparcie międzynarodowe udzielone Gruzji wynika właśnie z tego.
Jestem kategorycznie przeciw siłowemu rozwiązaniu tego konfliktu. Nasza Cerkiew, zarówno obecnie, jak i przed konfliktem, przez cały czas była przeciwna rozlewowi krwi, i nie raz to mówiliśmy. Dyplomacja, stosunki międzyludzkie na poziomie zwykłych obywateli, gospodarka, kultura, religia i wiele innych elementów pomogą w odbudowaniu więzi, które zostały zniszczone. Myślę też, że niezbędnym jest, aby społeczeństwo międzynarodowe, a w pierwszym rzędzie Osetyńczycy, Abchazowie, a także Gruzini, znali swoją prawdziwą historię, a nie tą, którą wpajali nam wszystkim komuniści przez 70 lat, a wcześniej Imperium Rosyjskie przez ponad 100 lat.
Do tego wszystkiego potrzebujemy wsparcia Zachodu.
Jeśli to się stanie i zwalczymy wojnę ideologiczną prowadzoną przeciwko Gruzji, to jestem pewien, że stosunek niektórych mniejszości narodowych do Gruzinów zmieni się radykalnie, gdyż w naszym kraju mieszkają też inne mniejszości narodowe i mają wspaniałe warunki do rozwoju.
I w Abchazji i w Południowej Osetii funkcjonowały uniwersytety w językach abchaskim i osetyńskim, teatry, szkoły, gazety, czasopisma, czyli korzystali oni ze wszystkich praw autonomii i sprzyjało to ich rozwojowi (dla porównania w Federacji Rosyjskiej Osetyńczycy północni nie mieli takich samych warunków, i taka sama sytuacja panuje w innych autonomiach Rosji).
Problemy zaczęły się po rozpadzie Związku Radzieckiego. Gruzja była jedną z pierwszych republik, które zechciały zadeklarować niepodległość. W latach 1992-93 zostaliśmy za to ukarani i straciliśmy częściowo kontrolę nad Abchazją i Samaczablo (tłum.: Południowa Osetia), a teraz straciliśmy tę kontrolę całkowicie.
Szczególnie ważną rzeczą jest wspieranie Gruzji nie tylko politycznie, ale też wspieranie jej w wojnie informacyjnej, która jest przeciw nam prowadzona cały czas w kręgach naukowych, szczególnie historycznych i językoznawczych. Bardzo nam przykro, że tezy antygruzińskie są akceptowane i wygłaszane przez niektórych europejskich naukowców. Nie jest wykluczone, że cześć z nich wykonuje polityczne zamówienia.
Mam nadzieje, że bez względu na duże problemy kryzys rosyjsko-gruziński szybko się skończy i odrodzą się braterskie stosunki między Gruzją a Rosją, stosunki oparte na sprawiedliwości.
W wyniku ostatniego konfliktu wielu ludzi zostało zmuszonych do zmiany stałego miejsca pobytu, szczególnie mieszkańcy gruzińskich wsi w Osetii Południowej, w tzw. strefach buforowych i wzdłuż granic administracyjnych. Jakie są Wasze szacunki co do ilości zmarłych i liczby uchodźców oraz co do wielkości strat materialnych? Co trzeba zrobić, aby uchodźcy wrócili do swoich domów oraz by odbudowano domy, które zostały zniszczone. Czy Cerkiew miała dostęp do wsi gruzińskich i jaka jest rola Cerkwi w niesieniu pomocy uchodźcom?
Z tego co wiemy na podstawie oficjalnych źródeł, Gruzja straciła ponad 300 osób (żołnierzy i cywilów), mieliśmy szacunkowo 260 tys. uchodźców, teraz mamy ich 40 tys. Straty materialne szacowane są w miliardy euro.
Wiemy, że poważnie uszkodzone zostały cerkwie znajdujące się we wsiach: Cheiti, Ikorti, Kemerti, Sveri, a także rezydencja metropolity Nikozi i Cchinwali władyki Isaia, która została zbombardowana. Nasze informacje są jednak bardzo skąpe i fragmentaryczne, ponieważ nie mamy możliwości wjazdu na terytoria okupowane, a na tych terytoriach znajduje się ponad 500 zabytków, z których większość rzecz jasna wymaga konserwacji.
Przy pierwszej okazji, razem z kilkoma hierarchami Cerkwi Gruzińskiej, pojechaliśmy do Gori i Nikozi (Nikozi znajduje się 1 km od Cchinwali). Był to okres, kiedy ani lokalni mieszkańcy, ani międzynarodowe organizacje humanitarne (m.in. Czerwony Krzyż), ani media nie mogły się tam dostać. Spotkaliśmy się z ludźmi, którzy tam pozostali oraz z naszymi hierarchami i duchownymi, którzy nie pozostawili swojej diecezji.
Bardzo nam w tym pomógł rosyjski metropolita Kirył i generał Borysow. Tego dnia wynieśliśmy czterech rannych i sześciu zmarłych. W następnych dniach nasi duchowni wywieźli stamtąd ponad 120 zmarłych.
Nasi duchowni do dzisiaj pracują z poszkodowanymi znajdującymi się w strefie konfliktu, ale też w zachodniej Gruzji: w Senaki, Zugdidi, Zemo Svaneti. Rzecz jasna pomagamy również uchodźcom w Tbilisi. Im, oprócz patriarchatu, pomaga w miarę możliwości ponad sto parafii w Tbilisi. Codziennie wydawaliśmy produkty pierwszej potrzeby wartości 2-3 tys. euro. To wszystko w większości pochodziło z darów naszych parafian. Chciałbym podkreślić, że niezależnie od tego, że obywatele naszego kraju znajdują się w ciężkiej sytuacji ekonomicznej, w miarę swoich możliwości wnieśli oni wkład w pomoc ofiarom konfliktu. Dary przynosili wszyscy, bez względu na narodowość i wyznanie. Ale tak życie nie może się długo toczyć. Myślę, że uchodźcy mają prawo wrócić do swoich domów. Podkreślam, to jest ich prawo i prawo to muszą uszanować wszyscy. Ale niezbędne jest, aby siły międzynarodowe zagwarantowały im bezpieczeństwo. Myślę też, że niezbędne są tam pewne inwestycje, stworzenie miejsc pracy, aby ci ludzie mogli się utrzymać.
Jaki jest Wasz stosunek do gruzińskich władz, do działań rządu w czasie kryzysu i po jego zakończeniu? Jak myślicie, czy jedność narodowa powinna być ważniejsza niż odpowiedzialność liderów rządu?
Trzeba podkreślić, że ze strony rządu została wykonana duża praca, żeby Gruzja otrzymała wsparcie międzynarodowe. W jakimś sensie cel ten został osiągnięty.
Jeśli chodzi o drugie pytanie – myślę, że ważną rzeczą jest i jedność narodowa, i odpowiedzialność rządzących.
Nasze społeczeństwo czeka na odpowiedzi na pewne pytania. Demokracja co do zasady musi się liczyć z obywatelami i nasz rząd zadeklarował, że jest gotów udzielić odpowiedzi na wszystkie pytania. Ocena działań rządu będzie możliwa, kiedy dostaniemy te odpowiedzi.
Jaka powinna być rola organizacji międzynarodowych, a szczególnie Unii Europejskiej, w rozwiązaniu konfliktu?
Jak już mówiłem, po pierwsze potrzebujemy pomocy w sprawie powrotu uchodźców i stworzenia im normalnych warunków do życia. Oczywiście niezbędna jest pomoc w wojnie politycznej i informacyjnej.
Potrzebujemy pomocy i my – Patriarchat Gruziński. Prawdą jest, że Patriarchat Moskiewski raz jeszcze uznał jurysdykcję Cerkwi Gruzińskiej w Abchazji i w Osetii Południowej. Jednakże nie mamy żadnego dostępu do tych regionów i tak naprawdę nie wiemy, w jakim stanie są pochodzące z V-XIX w. cerkwie, monastery, gruzińskie freski i napisy oraz schronione tam świętości.
Gruzja położona jest na pograniczu miedzy wschodem i zachodem. Jest jednym z najstarszych nośników kultury chrześcijańskiej, co łączy ją z Europą.
Nasz naród powszechnie uznawany jest za naród tolerancyjny i daje to podstawę do budowania stabilnego państwa na pograniczu dwóch cywilizacji. Nie będzie to możliwe bez zgody sił zewnętrznych. Unia Europejska może odgrywać i odgrywa rolę bezpośredniego rozjemcy. Na ile będzie to skuteczne, pokaże przyszłość.
Różne małe kraje i grupy etniczne mają mocne braterskie narody lub kraje albo też mają dużą i bogatą diasporę, skąd otrzymują poważną pomoc, tak polityczną, jak i materialną. My niestety takich bliskich narodów, państw i diaspory nie mamy.
Bez względu na to, z Bożą pomocą i zgodnie z jego wyrokami, dotrwaliśmy do dziś. Często doświadczaliśmy ciężkich czasów, ale przetrwaliśmy. Zdaliśmy egzamin czasu w otoczeniu niechrześcijańskich krajów. Udało nam się ochronić prawosławną chrześcijańską religię, ocalić państwo oraz zbudować unikalną kulturę. Mam nadzieję, że Bóg i Najświętsza Bogurodzica, która jest patronką naszego kraju, nie pozwoli i teraz na to, aby Gruzja została podzielona.
Bóg pomaga za pomocą ludzi. Za pośrednictwem Waszej gazety chcę podziękować wszystkim krajom, wszystkim głowom państw (m.in. oczywiście prezydentowi Francji) i poszczególnym osobom, którzy słowem lub działaniem towarzyszyli nam w naszym bólu i udzielili nam wsparcia.
Ale jednak powtórzę to, co wcześniej powiedziałem: wszyscy, którzy popierają integralność terytorialną Gruzji chronią jednocześnie własne granice państwowe i pokój, ponieważ przyczyny uznania niepodległości Południowej Osetii i Abchazji mogą stwarzać problemy dla każdego państwa w przyszłości.
Gruzja nigdy nie najeżdżała obcych terytoriów, ale swoich też nie oddawała. Oczywiście, że potrzebujemy pomocy Unii Europejskiej, aby te regiony wróciły do nas i aby przywrócone zostały nasze historyczne granice.
Niech Was Bóg błogosławi.
Eliasz II, Katolikos - Patriarcha Całej Gruzji
tłum: Lasza Skhirtladze, Justyna Jakubowska. na podstawie tekstu udostępnionego na stronie internetowej Patriarchatu Gruzińskiego w dniu 8 października 2008 r.
— Lasza Skhirtladze, Justyna Jakubowska
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.