Prezentujemy wywiad z Janem Turnauem- publicystą „Gazety Wyborczej” i sekretarzem zespołu tłumaczy Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół.
Prezentujemy wywiad z Janem Turnauem- publicystą „Gazety Wyborczej” i sekretarzem zespołu tłumaczy Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół.
Prowadzi Pan bloga, w którym komentuje Pan Pismo Święte. Często przywołuje w nim Pan informacje o prawosławiu. Jak się to wszystko zaczęło?
Pomysł na blog jest późniejszy niż moje stosunki z prawosławiem. Komentuję przeznaczone przez mój Kościół na każdy dzień tekst liturgiczne Biblii dopiero od siedmiu lat. Jeśli zaś chodzi o moje stosunki z prawosławiem, to są one bardzo stare. Mianowicie zaczęły się wtedy, jeżeli nie wcześniej, gdy przyszło mi do głowy ekumeniczne tłumaczenie Biblii zainicjować. To było 33 lata temu, był stan wojenny, redakcja „Więzi”, miesięcznika katolickiego, w którym wtedy pracowałem, była zawieszona, przez co miałem więcej czasu i również więcej czasu miał mój przyjaciel, ówczesny redaktor naczelny miesięcznika „Chrześcijanin”, ewangelik zielonoświątkowiec ks. Mieczysław Kwiecień. Kiedyś rozmawialiśmy o tym, że nie ma w ogóle ani jednej księgi Pisma Świętego przetłumaczonej na polski wspólnie przez kilka wyznań. Wymyśliliśmy, żeby zacząć tłumaczyć Ewangelię według. św. Marka – krótką, syntetyczną. Dobraliśmy sobie jeszcze dwóch przedstawicieli dwóch rodzin wyznaniowych, mianowicie ks. Michała Czajkowskiego, biblistę rzymskokatolickiego, oraz wtedy jeszcze adiunkta Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej Jana Anchimiuka, obecnie arcybiskupa Jeremiasza. Pierwsze prace odbywały się na działce, którą wygospodarowała moja żona, późniejsze spotkania odbywały się w różnych miejscach. Znaleźliśmy dobrodzieja wydawcę, ewangelika Ryszarda Tomaszewskiego. To już się skończyło: przekład całego Nowego Testamentu powstał, przygotowaliśmy także drugie wydanie poprawione. A minionego poniedziałku mieliśmy w siedzibie Polskiej Rady Ekumenicznej promocję książeczki niedużej, ewangelii Jana w tym samym przekładzie, ze wstępem biblistycznym abp. Jeremiasza. Rzecz jest przeznaczona dla wojska, w małym formacie, z mniejszą czcionką, z przedmową polecającą biskupów wojskowych, prawosławnego, rzymskokatolickiego , ewangelicko –augsburskiego oraz emerytowanego pułkownika stojącego na czele Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Wojskowego „Korneliusz”.
Czym się wyróżnia Ekumeniczny Przekład Przyjaciół od innych polskich przekładów?
Niczym takim nadzwyczajnym się nie wyróżnia. Przekładów jest bardzo dużo, można by o tym dużo mówić. My również mieliśmy wiele pomysłów, bardzo żywo nad nimi dyskutowaliśmy, głównie zresztą nad językiem, żeby treść była oryginalna, bo zgodna z oryginałem, i żeby też nie powtarzać cudzych pomysłów. Wkład myślowy władyki Jeremiasza był szczególnie duży w naszą nową wersję tłumaczenia prologu Ewangelii według św. Jana, pierwszych słów tak u nas brzmiących: U początku jest Słowo, i Słowo jest ku Bogu i Bogiem jest Słowo.
Jak Pana zdaniem katolicy postrzegają prawosławnych?
Nie prowadzę badań socjologicznych i nie wydaje mi się, by takie kiedykolwiek były prowadzone. Myślę jednak na przykład, że młode pokolenie, które czasów carskich zgoła nie pamięta, nie kojarzy prawosławnych z tamtym zaborem, jak to się zdarzało starszym generacjom. A różnice wyznaniowe dla tych młodych ludzi coraz bardziej zlaicyzowanych to w ogóle raczej drobiazgi. Generalnie więc jestem w tym zakresie bardzo dobrej myśli.
Pozycja wierzących w kraju jest coraz słabsza…
Nie tyle pozycja, ile faktyczna wiara chrześcijańska wielu Polaków, szczególnie właśnie młodych. Jest wielki problem, jak sobie z tym radzić.
W czym doszukuje się Pan przyczyny tego problemu? Braku edukacji?
Faktyczny brak edukacji oczywiście jest. Rzymskokatolicka katecheza często fatalna po prostu. Są oczywiście świetne wyjątki, ale na ogół jest źle. Szkoła jest przez młodzież nielubiana, lekceważona, miejsce jest niedobre
Zauważa się większe zainteresowanie prawosławiem – ikonografią, muzyką, modlitwą jezusową...
Można powiedzieć, że nic dziwnego. Na sztukę plastyczną nie jestem zbyt uwrażliwiony, ale dla mnie liturgia, muzyka prawosławna jest prostu cudowna. Co do Waszych problemów z językiem nabożeństwa, mogę powiedzieć, że tak jak w Kościele rzymskokatolickim łacina jest wspaniała, ale niezrozumiała, tak samo jest u was z językiem cerkiewno-słowiańskim – piękny, ale chyba już mało kto go rozumie. Już dawno zostało postanowione w Cerkwi, że ten nasz przekład czterech przyjaciół będzie jakoś służył nabożeństwom po polsku. I służy: arcybiskup Jeremiasz podarował mi polski lekcjonarz oparty jakoś nasz przekład.
Chciałbym zapytać Pana o współczesny ruch ekumeniczny zwłaszcza w kontekście ostatniego spotkania patriarchy z papieżem. Czy to było ważne spotkanie czy tylko zwyczajna kościelna dyplomacja?
Spotkanie to było bardzo ważne, bardzo serdeczne, posuwające zbliżenie naprzód. Ale obie nasze rodziny wyznaniowe muszą pamiętać, że jest jeszcze ta protestancka i dialogu z nią nie można zaniedbywać, choćby dzieliły nowe problemy etyczne. Powiedział to także ostatnio główny ekumenista watykański kardynał Koch.
Czego życzy Pan czytelnikom Cerkiew.pl z okazji zbliżającego się święta Narodzenia Chrystusa?
Zbliża się chrześcijańskie wspomnienie narodzin Jezusa z Nazaretu, człowieka nadziei nigdy nie gasnącej. Wszystkim polskim prawosławnym tego właśnie życzę bardzo przyjacielsko.
Jan Turnau - polski pisarz i dziennikarz społeczny, inicjator działań na rzecz ekumenii. Jest jednym z tłumaczy Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół. Autor bloga Moje Pisanki.
— ks. diakon Paweł Cecha
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.