Gdy w 2011 r. w Moskwie ukazało się pierwsze wydanie książki „Nieświęci święci i inne opowiadania”, wiele wskazywało, że będzie to publikacja wyjątkowa.
Gdy w 2011 r. w Moskwie ukazało się pierwsze wydanie książki „Nieświęci święci i inne opowiadania”, wiele wskazywało, że będzie to publikacja wyjątkowa. Wskazywały na to co najmniej dwa powody. Po pierwsze, osoba autora – archimandryty Tichona (Szewkunowa), namiestnika monasteru sretienskiego w stolicy Rosji, duchownego, a jednocześnie wykształconego scenarzysty, jak mawia się nieoficjalnie, osobistego spowiednika prezydenta Władimira Putina. Po drugie, wybrany przez autora gatunek literacki. To obejmująca okres ponad 20 lat autobiografia w formie krótkich opowiadań. Wszystko to gwarantowało sukces. I sukces taki nastąpił.
W ciągu dwóch lat książka była wielokrotnie wznawiana (w tym nielegalnie, dla zysku) osiągając nakład około półtora miliona egzemplarzy. I to tylko w języku rosyjskim, nie licząc innych, na które bestseller został już przełożony. Radowało to bez wątpienia nie tylko samego autora, który cały dochód ze sprzedaży postanowił przekazać na budowę nowej cerkwi w swoim monasterze. Swoje odbicie znalazło również w nagrodach, które posypały się na „Nieświętych świętych” z różnych stron, zarówno w konkursach świeckich, jak i religijnych.
Wydarzenia, które zostały opisane w książce, stanowią odbicie poszczególnych, najważniejszych etapów życia archimandryty Tichona. Urodzony w 1958 r., w 1982 r. ukończył wydział scenarzystów Wszechzwiązkowego Państwowego Instytutu Kinematografii. Głównie pod wpływem rozmów ze starcem o. Nikołajem Gurjanowem niemal od razu wstąpił jako nowicjusz do monasteru pskowsko-pieczerskiego. W 1986 rozpoczął pracę w Wydziale Wydawniczym Patriarchatu Moskiewskiego, a pięć lat później w monasterze dońskim w Moskwie złożył wieczyste śluby mnisze i jeszcze w tym samym roku otrzymał święcenia diakońskie i kapłańskie. Od 1993 r. był przełożonym filii monasteru pskowsko-pieczerskiego w dawnym monasterze sretienskim w stolicy Rosji, który został wkrótce reaktywowany jako osobna wspólnota monastyczna. W 1995 r. został jej ihumenem, a dwa lata później archimandrytą. Od 1999 r. kieruje szkołą duchowną przy monasterze, przekształconą następnie w seminarium duchowne. Jest również kierownikiem wydawnictwa monasterskiego i redaktorem naczelnym jednego z najlepszych rosyjskich prawosławnych portali internetowych www.pravoslavie.ru.Trzy lata temu został szefem Patriarszej Rady ds. Kultury oraz wszedł w skład Rady ds. Kultury i Sztuki przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej. Od kilku lat równolegle powrócił do swojej wyuczonej profesji, zajmując się reżyserią filmową. Jednak okres ostatnich kilkunastu lat nie znalazł już odbicia na kartach prezentowanej książki. Należy mieć nadzieję, że to tylko kwestia czasu, chociaż sam autor, póki co, nie bierze takiej ewentualności pod uwagę.
Bez cienia przesady przyznać należy, że książka ta została napisana zgodnie z najlepszymi tradycjami literatury rosyjskiej. To przy tym proza niezwykła, bo nie dość, że memuarowa, to jeszcze monasterska, bowiem zdecydowana większość opisywanych w niej „scen” ma miejsce za murami monasteru pskowsko-pieczerskiego. Od pierwszych wierszy tej autobiografii czytelnik trafia do świata innego, z charakteryzującymi ten świat zasadami i ludźmi, którzy starają się uchylić przed wszystkimi swymi rozmówcami skrawek nieba. Osoby te stają się bliskie i bardziej zrozumiałe nawet dla czytelnika, który z życiem cerkiewnym ma niewiele wspólnego.
W „Nieświętych świętych” humor przeplata się z patosem, ironia z tragizmem. Wszystko to, jak na tacy, podawane jest bardzo żywym, przystępnym językiem. Niesamowite wyczucie taktu powoduje, że autor w żadnej sytuacji nie przekracza granicy cerkiewnej przyzwoitości, z każdej nadarzającej się sytuacji starając się wysupłać morał lub choćby zachęcić czytelnika do poważnych życiowych przemyśleń. Sprzyjają temu postacie tichonowskich bohaterów, ich kazań, spowiedzi, przypowieści, co sprawia, że momentami książka nabiera charakteru swojego rodzaju „Peteryku” końca XX wieku.
Pomimo pewnych niezgrabności językowych związanych z przekładem na język polski (niektóre słowa rosyjskie są wręcz nieoddawalne po polsku) oraz występująca niekiedy niekonsekwencja w pisowni duża-mała litera, należy przyklasnąć idei przekładu tego bestsellera na język polski. Stało się to możliwe dzięki hajnowskiemu wydawnictwu „Bratczyk”. Przekładu dokonał Krzysztof Tur. Edytorsko książka wydana bez zarzutu, lepiej niż rosyjskojęzyczny oryginał, również w sferze ilustracyjnej.
Z pełną odpowiedzialnością za słowa, z głębi serca zachęcam do sięgnięcia po tę wyjątkową książkę. Czyta się ją jednym tchem, by nie wspomnieć o gwarantowanej korzyści duchowej z jej lektury.
— Jarosław Charkiewicz
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.