czw, 13 sie (31 lip) czwartek, 13 sie (31 lip) 2026 roku juliański
Kalendarz →
Polska 13 maja 2011

Trzeci dzień przesłuchań - relacja

Chór Miejski Urzędu Miasta Kalymnos (Grecja) Dyrygent Geordios Chadzitheodorou - Pierwszy raz jesteśmy w Hajnówce.

Chór Miejski Urzędu Miasta Kalymnos (Grecja) Dyrygent Geordios Chadzitheodorou
- Pierwszy raz jesteśmy w Hajnówce. O Międzynarodowym Festiwalu Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej słyszałem już wcześniej i przez pana Pavlosa Kritidisa, tłumacza przysięgłego, załatwiliśmy wszystkie formalności, czyli kontakty i zaproszenie.
Czy to są pracownicy Urzędu Miasta?
- Członkowie chóru nie są pracownikami Urzędu Miasta, czy jednostek podległych urzędowi, natomiast jako amatorzy, są pod patronatem Urzędu Miasta, co im czasami pomaga ekonomicznie, czy rzeczowo. Działamy na rzecz swojego miasta, a ja jestem nauczycielem śpiewu w szkołach cerkiewnych.
Serdecznie dziękujemy, bo bardzo rzadko mamy przyjemność spotkać prawdziwego kompozytora i bezpośrednio usłyszeć jego muzykę.
- Nie wiem, jak przez was, publiczność, zostało odebrane nasze dzieło, nasz występ, jednakże chcę podkreślić, że muzyka, to jest moja kompozycja. Tu, w Hajnówce, przed chwilą odbyło się jedno z pierwszych wykonań tej muzyki. Tym bardziej jestem wdzięczny, że mogłem pokazać się na festiwalu Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej, szerszej publiczności. Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy pomogli w przybyciu na was festiwal, szczególnie panu Pavlosowi Akritidisowi i tutaj obecnemu Tomaszowi Perzyńskiemu. Jednocześnie chciałbym podziękować wszystkim Polakom, ponieważ łączy nas w pewnym sensie podobna historia, podobne przejścia i doświadczenia chociażby wojenne. Jestem pod wrażeniem gościnności i niezwykłego przyjęcia. Życzę wszystkiego najlepszego. Chciałbym, abyśmy się częściej spotykali.
Czy trudno komponować muzykę cerkiewną?
- Zdecydowanie trudno, ponieważ istnieją pewne normy w cerkiewnej muzyce bizantyjskiej, które są w pewnym sensie nieprzekraczalne. Jeżeli kompozytor zamierza przekroczyć właśnie te ustalone normy i kanony, i dokonać troszeczkę przewrotu, wówczas sytuacja jest niezdrowa i kłopotliwa.
Jakże różna jest to muzyka od muzyki rosyjskiej.
- To jest typ muzyki bizantyjskiej, tej starej, naszej muzyki. Z większa łatwością poruszam się w tych obszarach muzycznych, ponieważ znam zarówno muzykę tradycji europejskiej zachodniej i muzykę bizantyjską. Dlatego mogę z wyczuciem balansować między tymi dwoma obszarami muzycznymi. Przede wszystkim, dla mnie najważniejsze, że od 55 lat jestem psalmistą, który wykonuje muzykę cerkiewną, czyli psalmistą liturgicznym. Dzięki temu duchowemu doświadczeniu, mogę wejść w substancję tej muzyki, zrozumieć jej istotę i w niej się poruszać.

W rozmowie z Geordjiosem Chadzitheodorou, tłumaczeniu greki na język polski pomógł Tomasz Perzyński, którego matka pochodzi z Białowieży.
Serdecznie dziękuję za tłumaczenie. Skąd u pana tak doskonała znajomość greckiego?
- Studiowałem w Grecji, często zajmuję się tłumaczeniami, współpracuję z Grekami.
Co pan studiował?
- Byłem w seminarium duchownym i rozpocząłem studia na wydziale filozoficznym, które teraz będę kończył.

Chór Duchowieństwa Dekanatu Nowosądeckiego
Dyrygent Jarosław Grycz
- Nie śpiewaliśmy po łemkowsku, ale z naszą wymową. Utwory są w języku cerkiewno-słowiańskim. Wyjątkiem była pieśń do Bożej Matery, która była w naszym ridnym języku. Jeszcze kolada też w naszym ridnym języku. Pozostałe utwory w języku cerkiewno-słowiańskim, czyli tym, jaki słyszymy na co dzień w cerkwi, natomiast z wymową łemkowską, czyli taką twardszą. Taką wymową odprawiamy nabożeństwa, śpiewamy w cerkwi. Tak jak u was jest „czełowiek”, u nas „czełowik”. Różnica niewielka, ale jest. Śpiewamy z taką wymową, adekwatną do naszego regionu. To jest dla nas naturalne. Oczywiście każdy z nas mógłby zaśpiewać w waszej wymowie, bo członkowie naszego chóru śpiewali z seminarzystami, w chórach warszawskich, więc znają tutejszą wymowę, tzw. sredalnu, po naszemu, bardziej miękką. Natomiast w naszych chórach nowosądeckich, zaszczepiła się forma twarda.
Pierwszy raz wystąpiliście na hajnowskim festiwalu?
- My jako chór, tak. Natomiast ja już nie pierwszy raz na Hajnowskich Dniach Muzyki Cerkiewnej. Byłem kilkakrotnie, z wieloma chórami. Lubię Hajnówkę, przyjemnie się tu przyjeżdża. Miejsce ciekawe, ze względu na architekturę cerkwi i walory akustyczne, bardzo dobrze się śpiewa. Niestety, w czasie koncertu dochodzi stres. Nieduży, więc myślę, ze wpłynął pozytywnie na nasz koncert.
Mówię w regionalnej, tutejszej gwarze. Dobrze mnie pan rozumie?
- Bardzo dobrze. Mam wielu kolegów z Podlasia, wiadomo oni po swojemu, ja po swojemu, ale zawsze się dogadujemy, nie ma z tym problemu.
Jak ocenia pan dzisiejszy występ swojego chóru?

- Dobrze się śpiewało, mimo stresu. Wiadomo, inaczej się śpiewa z publicznością, bo ona ma jakieś oczekiwania. Myślę, że wyszło nam w miarę dobrze. Na ile dobrze, okaże się podczas ogłoszenia wyników. Zobaczymy, czy będzie nam pisane miejsce na podium.

Chór dziecięcy parafii Wszystkich Świętych Białoruskich z Grodna (Białoruś)
Dyrygentka Alina Artamonowa
- Chór dziecięcy występuje po raz pierwszy na tym festiwalu, ale jako chórzystka chóru parafialnego dorosłych przyjeżdżałam do Hajnówki. W ubiegłym roku daliśmy koncert inauguracyjny w soborze Świętej Trójcy, a w pozaprzeszłym roku, byliśmy laureatami. To nas zmobilizowało do tego, aby przyjechać także z chórem dziecięcym i wziąć udział w festiwalu.
Czy trudniej dyrygować niż być chórzystką?
- Oczywiście trudniej. Szczególnie chóru dziecięcego. Dziewczynki nie mają wykształcenia muzycznego, wszystko na słuch i ogrom pracy indywidualnej. Najmłodsza chórzystka ma zaledwie osiem lat. Chór istniej od czterech lat, więc będziemy rosnąć, uczestniczyć w festiwalach.

Chór Duchowieństwa Diecezji Warszawsko–Bielskiej
Chór wystąpił pod dyrekcją diakona Marka Maciuki
Kierownik chóru ks. Michał Niegierewicz
Trudno dyrygować batiuszkami, którzy śpiewają na co dzień?
- Na pewno nielekko. Kiedyś zebrali się wszyscy dyrygenci i chcieli dobrze zaśpiewać, nie wychodziło. Dlatego, że każdy uważa się za fachowca. Jeśli za dużo fachowców, to też niedobrze. Jednak jeśli chodzi o Chór Duchowieństwa Diecezji Warszawsko–Bielskiej, jest tu dyscyplina. Postaraliśmy się i każdy z nas poczuł, że trzeba się zmobilizować, czasami posłuchać dyrygenta, nie było z tym problemu. Chórzyści przyjeżdżają na próby, chociaż u nas nie są one regularne. Chór jest okazjonalny, podobnie próby.
Po raz pierwszy zobaczyłam wasz chór z Michałem Skiepko. Batiuszka zaprosił tenora jako atrakcję?
- Niezupełnie. Michała Skiepko znam już od bardzo dawna, gdy uczyłem się w seminarium. Pamiętam, że śpiewał w Centralnym Zespole Wojska Polskiego. Potem wyjechał do wielkiego świata, występował na najlepszych scenach operowych. Teraz wrócił w nasze strony, kupił posiadłość w Białowieży, odnowiliśmy naszą znajomość. Stwierdził, że jest dla niego wielkim zaszczytem z nami zaśpiewać.

Jako solista Chóru Duchowieństwa Diecezji Warszawsko–Bielskiej, wystąpił Michał Skiepko, tenor, jeden z najlepszych polskich śpiewaków.
- Zaśpiewam jeszcze koncert galowy, ale nie w „Jagiellońskich”. Na wolnym powietrzu, tego typu koncerty nie mają takiego efektu. Tu, w soborze, jest atmosfera, która stwarza, że człowiek inaczej się mobilizuje. Świątynia, obrazy, pomagają, zmieniają psychiczne. Atmosfera jest bardzo ważna.
W cerkwi zaśpiewał pan po raz pierwszy?
- Tak, po raz pierwszy. Kiedyś, lat temu bardzo, śpiewałem na Pradze w soborze w Warszawie, ale tego typu koncert, to jest mój pierwszy w życiu. Swego czasu miałem przyjemność śpiewać z dyrygentem Szurbakiem w Warszawie, w Łazienkach i Wilanowie, ale to nie jest to. Koncerty były na powietrzu, a tu w soborze, inna atmosfera. Także inne doznania akustyczne, a przede wszystkim, jeszcze raz powtórzę, atmosfera tego soboru jest magiczna. To pomaga, bardzo mobilizuje i po prostu chce się śpiewać.
Kto zaproponował wytęp z chórem?
- Zaproponował proboszcz Michał.
Kolega ze studiów?
- Byłem wtedy solistą w Teatrze Wielkim, czy jeszcze w Operze Kameralnej, nie pamiętam. Wiem natomiast, że w czasie moich początków artystycznych w Warszawie, miałem przyjemność spotykać się w cerkwi na Pradze, wtedy proboszcz Michał był studentem. Tu, w Hajnówce, na którymś z moich koncertów, spotkaliśmy się ponownie. W ten sposób nawiązała się nasza, bardzo miła współpraca.
Musiał pan ćwiczyć z chórzystami duchowieństwa?

- Mieliśmy tylko dwie próby. Uważam, że to sukces, bo taki koncert, a tylko dwie próby, bardzo mało. Ale to są ludzie zdolni. Śpiewają na co dzień tego typu muzykę. Oczywiście ja musiałem więcej się przygotowywać. Musiałem tekst wczytać i tak dalej, bo dla mnie wszystko jest nowe. Jednak dzięki Boskiej pomocy i publiczności, mam nadzieję, że wszystko wyszło jak należy.

Chór „Polifonia” Pracowników i Studentów Politechniki Białostockiej
Dyrygentka Marta Zinkiewicz
W 2008 r., wraz z chórem „Polifonia”, otrzymała pani trzecie miejsce. Teraz nie wypada zejść z poziomu?
- Właśnie po to się pracuje, żeby utrzymać poziom. Nie jest to łatwe przy chórze akademickim, jak sama nazwa wskazuje - pracowników i studentów. Pracownicy są ci sami, natomiast studenci się zmieniają. Rotacja jest na tyle duża, że praktycznie co pół roku pracuje się z troszeczkę innym zespołem. To jest odświeżające, ale też utrudnia pracę. Jednak staramy się, aby nie były odczuwalne różnice w poziomie zespołu, żeby poniżej pewnego poziomu, „Polifonia” nie schodziła.
Pochwaliła pani swoich chórzystów, czyli jest pani zadowolona z tegorocznego występu?
- Jestem zadowolona, bo widziałam pracę i zaangażowanie, jakie włożyli w próby, w częstotliwość naszych spotkań. Nawet w pracy indywidualnej doceniam, że moi chórzyści nie obrażają się za uwagi, biorą to do serca, pracują w kierunku, w jakim uważam, że powinna iść muzyka cerkiewna, którą śpiewamy.

Chór katedralny parafii św. Marii Magdaleny w Warszawie
Dyrygent diakon Eugeniusz Bowtruczuk
Chór był laureatem I miejsca w roku 1999 i 2001. Nie wypada teraz obniżyć poprzeczki?
- Myślę, że przynajmniej trzeba utrzymywać poziom, chociaż warunki się zmieniają, bo w chórach amatorskich, parafialnych, ludzie odchodzą, przychodzą, żenią się wychodzą za mąż, przyjeżdżają do Warszawy, wyjeżdżają z Warszawy. Niestety są z tym problemy, ale jakoś się staramy.
Jak wam poszło dzisiaj?
- Przede wszystkim, chciałem, aby był to sposób modlitwy, żeby śpiew był modlitwą. Każdy może inaczej odbierać daną modlitwę, ale miejmy nadzieję, że przynajmniej część publiczności czuła naszą modlitwę, a jeśli ktoś miał satysfakcję z poziomu artystycznego, to tym bardziej jestem zadowolony. Myślę, że powinno być dobrze, a reszta zależy od jury. Najważniejsze jest to, że nie śpiewamy dla konkursu. Śpiewamy dla siebie, dla własnej satysfakcji, dla tych ludzi którzy gdzieś tam siedzą na ławeczkach, są skupieni na modlitwach. Jeśli pomogliśmy oderwać się od ziemi chociaż na sekundę, to jest super.
Czy chórzyści ze św. Marii Magdaleny lubią przyjeżdżać do Hajnówki?

- Bardzo lubią, bo przecież większość z nich jest „tutejsza”, z okolic Hajnówki, Bielska Podlaskiego.

Chór „Wozrożdienije” z Homla (Białoruś)
Dyrygentka Galina Jeremienko
- Rzadko występujemy w cerkwi. Ostatnio śpiewaliśmy na Boże Narodzenie i na Wielkanoc. Koncertujemy podczas świąt. Jesteśmy chórem świeckim, działającym przy Miejskim Centrum Kultury, i właśnie z Centrum organizujemy święta w mieście, w domach kultury. Nasze koncerty są bardzo bogate, niczym przedstawienia teatralne. W ubiegłym roku zorganizowaliśmy świecki Dzień Matki połączony ze świętem Matki Boskiej, na którym śpiewaliśmy modlitwy do Matki Boskiej. Wówczas otrzymałam medal od naszego biskupa, to wielki zaszczyt.
Jakie wrażenia z występu podczas przesłuchań konkursowych Hajnowskich Dni Muzyki Cerkiewnej?
- Jesteśmy bardzo dumne, że mogłyśmy tu zaśpiewać. Dawno wiemy o festiwalu, ale ciągle nie mogłyśmy przyjechać. Już cztery razy bywałyśmy na festiwalu mińskim, zostałyśmy nawet laureatkami w swojej kategorii. Do Hajnówki, ciągle było trudno się dostać, ale okazało się, że bardzo łatwo. Jesteśmy zadowolone i bardzo nam się tutaj podoba.

Chór im. Wiaczesława Pałkina Filharmonii Charkowskiej
Dyrygent Andrej Sirotenko
- Jestem po raz pierwszy na festiwalu Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej, ale chór już prezentował się hajnowskiej publiczności. W 2005 r. został laureatem w kategorii chórów zawodowych, a w 2006 r., zaśpiewał koncert inauguracyjny. Tym razem, to już trzecie nasze spotkanie. Otrzymaliśmy zaproszenie na tegoroczny festiwal. Chór był laureatem w 2005 r., a to festiwal jubileuszowy, organizatorzy starali się zaprosić laureatów, w tym nas. Jestem bardzo zadowolony z tego powodu. Dlatego, że pracujemy, śpiewamy po to, aby być potrzebnymi, każdy powód zaproszenia zawsze bardzo nas cieszy.
Wszyscy pana chórzyści są muzykami?
- Są muzykami, jednak różnych specjalności. To nie tylko śpiewacy, ale również instrumentaliści.
Jak pan, jako dyrygent, ocenia dzisiejszy występ swojego chóru?
- Oj, jestem bardzo wymagający i rzadko bywam zadowolony. Dlatego lepiej nie pytać.
W takim razie, proszę powiedzieć o wrażeniach wyniesionych z soboru?
- Sobór przepiękny. Akustyka znakomita. Śpiewa się tu bardzo wygodnie.
Czy pana chór często wykonuje muzykę cerkiewną?
- Muzyka cerkiewna stanowi znaczną część naszego repertuaru, około 30 procent, a jeśli weźmiemy pod uwagę zachodnią, katolicką muzykę, którą także wykonujemy, wówczas będzie nawet połowa.
Śpiewacie utwory przede wszystkim kompozytorów ukraińskich?
- Śpiewamy bardzo szerokie spektrum kompozytorów, i zagranicznych, i ukraińskich. Na Ukrainie mamy wiele festiwali, również w Charkowie. Na takie występy przygotowujemy specjalne programy, albo autorskie koncerty wybranych kompozytorów. Nie tak dawno, u nas, w Charkowie, był autorki koncert Pendereckiego, wykonywaliśmy jego muzykę. Obecnie śpiewamy m.in. Rodiona Szczedrina, kompozytorów charkowskich oraz oczywiście klasykę.

festiwal.cerkiew.pl

— Krystyna Kościewicz

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsze ze świata

wszystkie →

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →