Zgodnie z wczorajszymi ustaleniami zbieramy się na końcu wsi, przy krzyżach, skąd po modlitwach porannych mamy iść w kierunku Dubicz Cerkiewnych.
Zgodnie z wczorajszymi ustaleniami zbieramy się na końcu wsi, przy krzyżach, skąd po modlitwach porannych mamy iść w kierunku Dubicz Cerkiewnych. Ruszamy o 8.30. Idziemy wzdłuż trasy Hajnówka – Kleszczele nową ścieżką rowerową. – Nareszcie zrobili pas dla pielgrzymek – uśmiecha się ks. Justyn. To bardzo dobre a przede wszystkim bezpieczne rozwiązanie – ripostuje Michał, zaangażowany w służbę porządkową i odpowiedzialny za kierowanie ruchem.
O 10.00 docieramy do Dubicz Cerkiewnych. Ks. Sławomir Awksietijuk zaprasza do cerkwi. Pytania o sprawy małe i duże wciąż napływały do ks. Justyna, stąd też, korzystając z trzech kwadransów odpoczynku postanowił odpowiedzieć na kilka kolejnych. Z plikiem kartek w ręku usiadł pomiędzy nas. – Czy można jednocześnie służyć Bogu i mamonie? – czyta. – Nie – odpowiada stanowczo. – Ale czy to znaczy że nie można być bogatym? – Też nie. Pamiętacie zapis biblijny mówiący, iż łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu dostąpić królestwa Bożego? Jest napisane łatwiej, a nie, że jest to niemożliwe! – dopowiada. – Jeśli ktoś posiada umiejętność zarabiania pieniędzy, np. prowadzi firmę i jest przy tym człowiekiem uczciwym, wspierającym bliźnich, prawym, pobożnym, i wszystko co robi, robi na chwałę Bożą, to co złego w tym, że zarabia pieniądze? – pyta ks. Justyn. – Pamiętajcie o tym w swoim dalszym życiu…
Po chwili ruszamy. Niskie, ciemne chmury, zasnuwające niebo nad nami, nie wróżyły nic dobrego. Pospieszne szukanie płaszczy przeciwdeszczowych i w drogę. Następny przystanek – Jelonka. Mieszkańcy przygotowali tam dla nas obiad, jednak to dopiero za 4 kilometry. Żadna spośród 87 osób, które kontynuowały wędrówkę w deszczu, nie narzeka.
Po godzinie marszu widać pierwsze zabudowania. Zatrzymujemy się przy przydrożnym krzyżu i po modlitwie wchodzimy do miejscowej świetlicy, gdzie czeka na nas ciepły posiłek. Za oknem ciągle padało. Po odpoczynku ruszamy w dalszą drogę. Do Kleszczel docieramy kilka minut po 15.00. Gdy odpoczywamy, ks. Mikołaj Kiełbaszewski w kilku słowach opowiada o historii cerkwi, do której nas zaprosił.
Kleszczele i Dasze dzieli 8-kilometrowy odcinek bardzo ruchliwej drogi. Służba porządkowa, która zdaniem wszystkich spisywała się na medal, miała przed sobą trudne zadanie, zwłaszcza w kontekście aury, jaka miała nam towarzyszyć. W akompaniamencie dzwonów ruszamy dalej. Przez kolejną godzinę padał rzęsisty deszcz.
Kolejny postój zaplanowany był w Daszach. Na przykrytych folią stołach czekał na nas posiłek, tylko jak się nim poczęstować w strugach deszczu? Myślę, że to pytanie, prócz mnie, zadawało sobie wiele towarzyszących mi osób. Wszystko wyjaśniło się 5 minut później. Wraz z rozpoczęciem modlitwy deszcz stawał się coraz mniejszy i po chwili całkowicie ustał. Gościnni mieszkańcy Dasz odsłonili przygotowany posiłek a my zdjęliśmy płaszcze.
Po godzinie ruszyliśmy na ostatni odcinek tego dnia. Naszym celem była wieś Rogacze. Po wieczornych modlitwach proboszcz tutejszej parafii serdecznie zaprosił wszystkich na kolację. Obserwując pogodne twarze pielgrzymów, nikt postronny by nie powiedział, że przeszliśmy dziś 30 km, w deszczu i przy porywistym wietrze. Kiedy stałem przy cerkiewnym murze podeszła do mnie kobieta. – Kto jeszcze nie ma noclegu? – głośno zapytała. Ale nikt jej nie odpowiedział. Na placu pozostało tylko kilka osób, które czekały na transport do swoich dzisiejszych domów.
Fot. autor
— Adam Matyszczyk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.