śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 31 grudnia 2013

"Bez głębokiej wiary nic nie znaczymy" - rozmowa z metropolitą Sawą

Na początek 2014 roku prezentujemy Państwu obszerną rozmowę ze zwierzchnikiem PAKP, metropolitą warszawskim i całej Polski Sawą.

0 czytelników poleca

Na początek 2014 roku prezentujemy Państwu obszerną rozmowę ze zwierzchnikiem PAKP, metropolitą warszawskim i całej Polski Sawą. Wywiad przeprowadził Bartłomiej Warowny, alumn Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie (Kościół rzymskokatolicki).

Jakie są zdaniem Waszej Eminencji największe współczesne zagrożenia dla chrześcijan, niezależnie od ich wyznania? Co należy uczynić, by Europa zachowała swoją chrześcijańską tożsamość?

Wielkim doświadczeniem dla chrześcijaństwa jest dzisiaj odstępstwo od nauki Jezusa Chrystusa, św. Apostołów i św. Ojców. Marginalizacja i liberalizacja tej nauki jest przyczyną naruszania jej przez współczesnych; a to prowadzi do sekularyzacji. Niestety, w wielu przypadkach, staje się ono dzisiaj faktem. Dla chrześcijan zachowujących niezmienną naukę Chrystusa jest dużym bólem i doświadczeniem. Moim zdaniem jest to największe doświadczenie dla współczesnego chrześcijaństwa.

Chrześcijanie nie mogą zapominać zalecania Apostoła: „Bądź wierny aż do śmierci”. W sprawach wiary uczniowie Chrystusa powinni być gorącymi albo chłodnymi; bowiem swoim zobojętnieniem sieją zgorszenie dla otaczającego ich świata. Tu należy dociekać źródła wszelkiej patologii.

Czy może Wasza Eminencja wskazać konkretne przykłady patologii?

Arcybiskup Michalik miał rację kiedy stwierdził, że dziecko wychowywane jest przez dom chrześcijański – matkę i ojca. Rodzina jest „małym Kościołem”. W rozbitym domu, kiedy rodzice się rozchodzą, dziecko nie ma dobrego przykładu i podaje się różnego rodzaju niepożądanym wpływom. Brak miłości ojca i matki jest przyczyną, że rośnie pusty duchowo człowiek. Dzisiaj nasza wierność nauce chrześcijańskiej jest wątła. W Kościele pierwotnym tak nie było. Wszystko było uświęcone modlitwą, postem i wstrzemięźliwością.

Pamiętam czasy, kiedy z wielkim przeżyciem duchowym obchodzono niedzielę. W jej wigilię odzywał się dzwon, ludzie zostawiali pracę i szli na nabożeństwo, które przygotowywało do godnego świętowania Dnia Pańskiego. Dzień Pański – niedziela był święty.

Następny problem. Modlimy się: „...chleba naszego powszechnego daj nam Panie...”, a co z nim robimy. Chleb jest świętym darem Bożym. Na polu nie pozostawiano nawet kłosa, pozostawione na polu zbierano je rękami. Okruch chleba, który spadł na ziemię, podnoszono i całowano. A dzisiaj. Ileż chleba wyrzucamy! Kto się nad tym zastanawia. Czyż nie jest to patologia ducha? Bóg za to karze. Ludzie głębokiej wiary cierpią. Powstaje pytanie: co czynić by stać się zdrowym społeczeństwem? Pamiętajmy normę ewangeliczną – kto nie czyni dobra, ten grzeszy. Musimy więc czynić dobro! Apostoł Paweł zalecał swojemu uczniowi Tymoteuszowi: „Trzymaj się zdrowej nauki, którą ci zostawiłem” (2Tym.1,13). Każde naruszenie zdrowej nauki jest grzechem. Zachowanie niezmiennie nauki Chrystusa jest magnesem przyciągającym do Chrystusa.

Skąd współczesny człowiek może czerpać wzorce takiej wierności?

Z nauki Św. Ewangelii. „Niewiasto, wielka jest twoja wiara” (Mt.15,28). Chora kobieta nie była chrześcijanką; słyszała o Chrystusie, że czyni cuda. Jej pragnieniem było by choć dotknąć Jezusa. Wielka jej wiara w zbawczą moc Zbawiciela uczyniła cud – została uzdrowiona. Następny przykład Jaira: „Nie bój się tylko wierz, a będzie ocalona”. (Łk. 8,49-50). Zmarła córka przełożonego synagogi została wskrzeszona. To są przykłady mocy wiary. Na wierze zbudowany jest Kościół, Którego nie pokonają żadne „moce szatańskie”. Jesteś katolikiem, prawosławnym – służ wiernie Chrystusowi, a On da ci mądrość i siłę pokonywania wszelkiego rodzaju doświadczenia. Uczyń coś dobrego dla drugiego człowieka bez różnicy kim jest. Tym się mierzy wartość człowieka, bowiem każdy człowiek jest darem Bożym.

Na tych wartościach budowali swoje życie nasi przodkowie – święci, wyznawcy, męczennicy. Krew męczenników jest posiewem dla nowego życia. Przykładem niech posłuży dzisiejsza Rosja, w której po czasach prześladowań chrześcijan odradza się nowe życie Cerkwi. Bez głębokiej wiary nic nie znaczymy. Będziemy cymbałem brzmiącym. I nic więcej.

Czy Wasza Eminencja zechciałby pokrótce zdiagnozować to, czego doświadczają dziś członkowie Kościoła, oraz wskazać remedium?

Wszyscy jesteśmy wezwani do Kościoła. To On pomaga nam w uświęceniu. Niestety, nie wszyscy do niego należą. Szczególnie dzisiejszy człowiek dwudziestego pierwszego wieku zapomina, że jest dzieckiem Bożym. Łatwo poddaje się różnym negatywnym wpływom. Dzisiaj, człowiek jest jak Herkules, stoi na rozstaju dróg i pyta, w którą stronę na iść; drogą dobra czy zła? Kościół powinien mu w tym pomóc. Dzisiejsza ludzkość buduje nową wieżę Babel. Pamiętajmy jednak, że nauki Chrystusa nie można dostosowywać do ludzkich zachcianek. To człowiek powinien dostosować się do nauki Chrystusa. On jest początkiem i końcem wszystkiego.

W historii drugiego tysiąclecia kilkakrotnie dochodziło do szerokich soborowych spotkań Wschodu i Zachodu, które zakończyły się niepowodzeniem. Czy to znaczy, że jesteśmy skazani na izolację?

Tak, rzeczywiście, w drugim tysiącleciu spotykał się Wschód z Zachodem. Zadaniem tych spotkań było zjednoczenie podzielonego chrześcijaństwa. Temu poświęcone były sobory w Lyonie, Florencji, Brześciu. Sobory nie przywróciły jedności. Sobór w Brześciu zamiast zjednoczenia i pokoju przyniósł wiele problemów Rzeczypospolitej. W sensie eklezjalnym przyczynił się do jeszcze większych podziałów, które trwają, niestety, po dzień dzisiejszy.

Na soborach tych naruszano równowagę parytetu; odstępowano od poszanowania Tradycji w zakresie dogmatyczno – eklezjalnym. Decydowały często względy polityczne; nawracano przemocą na rzymski – katolicyzm. A to nie jest zgodne z pragnieniem jedności.

Nie znaczy to chyba jednak, że w trzecim tysiącleciu chrześcijanie nie powinni dążyć do jedności...

Naturalnie. Do jedności wzywał sam JEZUS Chrystus: „...aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie”.(J.17,21). Skoro Ewangelia stanowi dla nas fundament, na którym budujemy swoje życie, to winniśmy naukę zawartą w Niej przestrzegać. Na drodze zjednoczeniowej jest wiele trudności. Szatanowi nie podoba się kiedy ludzie dążą do jedności i braterstwa. On nie lubi kiedy nawołujemy do miłości i wzajemnego szacunku. Szatan atakuje zewsząd: z zewnątrz i wewnątrz.

Nie zważając na różnego rodzaju pokusy – dialog międzywyznaniowy powinien trwać. W XX wieku wznowiono prace nad zjednoczeniem podzielonego chrześcijaństwa. Trwa w skali światowej dialog teologiczny: prawosławno – rzymskokatolicki, prawosławno – ewangelicki, z anglikanami, pomimo wszelkich trudności; z Kościołami starokatolickimi i dochalcedońskimi. Na terenie Polski trwa dialog bilateralny prawosławno – rzymskokatolicki.

Wszystko to oznacza, że podzieleni chrześcijanie chcą realizować zalecenia Pana naszego Jezusa Chrystusa. Przed nami długa droga. Ważne jest to, że nie przestajemy w naszych pracach zjednoczeniowych, spotykamy się, obcujemy ze sobą, omawiamy różne problemy, które przynosi życie współczesnemu chrześcijaństwu. Poznajemy ducha, kulturę drugiej strony. Należy się cieszyć, że tego rodzaju kontakty mają miejsce.

Pragnę mocno podkreślić, że ważkie znaczenie dla pojednania naszych Kościołów miało przyjęcie wspólnego przesłania przez Patriarchę Moskiewskiego i całej Rusi Cyryla i Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski Arcybiskupa Józefa Michalika. Jest to ważne osiągnięcie o znaczeniu historycznym, które z czasem przyniesie owoce. Widać już pozytywne jego skutki. Jego kontynuacją była Konferencja w Warszawie 28-30 listopada nt: „ Przyszłość chrześcijaństwa w Europie. Rola Kościołów i narodów Polski i Rosji”. Odprawione zostały nabożeństwa w intencji pojednania polsko – rosyjskiego w świątyniach obu Kościołów.

Te słowa i gesty odbiły się szerokim echem w naszej rzeczywistości społeczno – politycznej. Dlaczego współcześnie mają one tak wielkie znaczenie?

Zjawiska patologiczne, które dotykają wiernych obu Kościołów zmuszają nas do czujności i aktywności w swojej pracy kościelnej. Pada krytyka pod adresem wartości ewangelicznych. Szatanowi nie podoba się, kiedy Kościoły pracują nad rozszerzeniem dobra. Tym nie mniej w szlachetnej pracy głoszenia słowa Bożego, Kościoły muszą być aktywne. Ważne są także sprawy teologiczne i nad nimi powinniśmy pracować. Samo zjednoczenie chrześcijan zależy nie od nas, a od Ducha Świętego. On dyszy gdzie chce i jak chce. O tym należy zawsze pamiętać.

Jak widziałby Wasza Eminencja współpracę w Warszawie młodzieży i studentów katolickich oraz prawosławnych?

Nasza młodzież zaangażowana jest w parafiach. Dwa lata temu nasi alumni Seminarium grali z waszymi studentami w piłkę. Zatem współpraca jest możliwa. I to na każdej płaszczyźnie, potrzeba ją tylko zainicjować. Młodzież chrześcijańska swoją aktywnością w czynieniu dobra winna być przykładem dla młodzieży stojącej daleko od Kościołów i nauki ewangelizacyjnej.

Poza tym katolicy i prawosławni w Polsce mają wspólne korzenie chrześcijańskie i słowiańskie.

I to jest fundament. W Polsce, kiedy należały do niej wschodnie tereny, zawsze dochodziło do wzajemnego przenikania kultury Wschodu i Zachodu. Do dnia dzisiejszego da się to zauważyć w Małopolsce, Podlasiu, Mazowszu. Kiedy spotykam ludzi, którzy mówią „jestem z kresów”. Odpowiadam „twój dziadek, zapewne, był prawosławny”. Rzeczywiście tak było.

Po drugiej wojnie światowej Kościół Prawosławny w Polsce przeżył duże doświadczenie tzw. akcję „Wisła”. Wierni nasi z terenów południowo – wschodnich i południowych doznali przesiedlenia: część do ZSRR i część na tzw. „Ziemie Odzyskane”. Tam zaczęli organizować życie religijne jak: Wrocławiu, Szczecinie, Koszalinie, Gdańsku, Olsztynie itp. W ten sposób Prawosławie zaczęło przenikać do mieszkańców tych terenów. Powstawały świątynie, organizowano życie parafialne. W rezultacie czego powstała diecezja Wrocławsko – Szczecińska. Chciano nas zniszczyć, a Bóg zechciał, że na „piasku” odrodziło się życie Kościoła Prawosławnego. Nikt jak Bóg! Kto mógł pomyśleć, że wybudujemy nowe cerkwie w Szczecinie, Gorzowie, Słubicach czy Kędzierzynie Koźlu... Na wszystko to należy patrzeć oczami wiary; ona pomaga nam widzieć to co jest niewidzialne; czuć to co jest niedozwolone i rozumieć to co jest trudne do zrozumienia.

Słusznie Pan stwierdza, że katolicy i prawosławni mają wspólne słowiańskie korzenie. To wspólne dziedzictwo należy cenić i przekazywać następnym pokoleniom.

Chociaż każdy może mieć na ten temat własny pogląd, to przecież łączy nas wspólna wartość – dobro ojczyzny.

Ziemia jest naszą matką. Prawdę tę należy rozumieć. Radzę wszystkim, a szczególnie młodzieży studiować dzieła Mikołaja Fiodorowicza Fiodorowa, myśliciela rosyjskiego zmarłego w 1903 r. Przypisywał on duże znaczenie ziemi. Ona karmi nas podobnie jak matka. Kiedy umieramy przyjmuje nasze szczątki. Fiodorow zalecał budować szkoły na cmentarzach, po to, by młodzież uczyła się wierności swej tradycji od przodków. To bardzo mądre. Na pomnikach cmentarnych zapisana jest cała historia – naszej ojczyzny, miasta, wsi, naszej kultury. Kiedy zainteresuje nas jakiś pomnik z napisem np. o historyku czy uczonym – sięgamy wówczas do jego pozostawionej twórczości. To też jest nauka, która nas łączy.

Wielkim bogactwem dla nas dzisiaj jest, podobnie jak język łaciński dla Kościoła katolickiego, język cerkiewno – słowiański, w którym odprawiana jest prawosławna liturgia, którą pozostawili nam nasi przodkowie. I tu warto powtórzyć: „bądź wierny aż do śmierci” . Tylko zrozumienie, wytrwałość, wierność i życiowa mądrość pomoże zachować nam naszą słowiańskość, o której Pan wspomniał.

Eminencjo, Kościół prawosławny inaczej niż katolicki postrzega sprawy małżeństwa. Nawet w pewnym stopniu zgadza się na drugie, trzecie małżeństwo swoich wyznawców, co jest nie do przyjęcia dla Kościoła rzymskokatolickiego. Jak wyglądało nauczanie tego zagadnienia niegdyś, a jaka jest współczesna praktyka Kościoła prawosławnego?

Małżeństwo jest wielką tajemnicą wiary. Rzymski prawnik Modestyn określił je jako psychosomatyczne połączenie duszy i ciała mężczyzny i kobiety w jedną całość. Pełnia człowieczeństwa następuje przez małżeństwo. Bóg polecił małżonkom aby rozmnażali się. Poprzez rozmnażanie następuje możliwość szerzenia Królestwa Bożego na ziemi. Owocem małżeństwa jest potomstwo, które jest po to aby Królestwo Boże miało miejsce we wszechświecie. Zawarta jest w tym wielka mądrość Boża. Małżeństwo owocuje. Jest monogamiczne i wieczne, bowiem prawdziwa miłość nigdy nie ustaje (1Kor.13,8). Następne małżeństwo, o które Pan pyta, jest odstępstwem od normy. Warto przytoczyć słowa jednego z myślicieli religijnych, który powiedział: „Pierwsze małżeństwo jest normą, drugie rozpustą, trzecie zezwierzęceniem, czwartego być nie może”.

Polska Rada Ekumeniczna i Konferencja Episkopatu Polski Kościoła rzymskokatolickiego zajmowały się ostatnio kwestią małżeństw mieszanych. Jest to niebagatelny problem ekumeniczny.

Tak. Małżeństwo mieszane wyznaniowo są problemem dla Kościołów. Sięgnijmy do historii. W czasie pojawiania się w łonie chrześcijaństwa błędnej – heretyckiej nauki, niektórzy odstępowali od nauki zdrowej. Zawierali jednak małżeństwo z chrześcijanami, nie będąc w eucharystycznej łączności z nimi.

W pierwotnym Kościele sakrament małżeństwa udzielany był podczas Św. Eucharystii. Przyjęcie ciała i krwi Chrystusa z jednego kielicha przypieczętowywało związek małżeński. Przy małżeństwach mieszanych nowożeńcy nie mogli przystąpić do wspólnego kielicha. Należało coś z tym zrobić. Oddzielono wówczas sakrament małżeństwa od sakramentu Eucharystii. Taki stan mamy i dzisiaj. Z błogosławieństwa biskupa udzielany jest sakrament małżeństwa o różnej przynależności wyznaniowej. Problemem tych małżeństw jest sprawa wychowania dzieci w określonym wyznaniu. Nad tym problemem pracuje wspólna Komisja naszych Kościołów. Na dzisiaj problem ten jest otwarty.

Czy zechciałby Wasza Eminencja odnieść się do często dyskutowanego dziś problemu związków – lub jak chcą niektórzy: „małżeństw” – homoseksualnych?

W „małżeństwie” ludzi jednej płci nie może nastąpić pełnia człowieczeństwa. W jaki bowiem sposób może być rozpowszechniane Królestwo Boże, skoro „partnerzy” nie są zdolni do zrodzenia nowego potomstwa? Nie są to żarty, chodzi przecież o zachowanie rodzaju ludzkiego. Takie postępowanie człowieka podoba się szatanowi. On je popiera. Chrześcijanie muszą mieć otwarte oczy na te problemy.

Spójrzmy na muzułmanów. U nich nie ma pojęcia aborcji. Dlatego pod względem demograficznym nie mają problemu. Nasze kobiety nie chcą rodzić. Dokonują aborcji. Zabijają! Czy to jest chrześcijaństwo? Matkę, która zabija własne dziecko lub go pozostawia, nie możemy nazwać chrześcijanką. W oknie życia u Sióstr Loretanek w Warszawie przy ul. Kłopotowskiego 18 podrzucano już kilkakrotnie noworodki. Nie łudźmy się, te nie jest chrześcijaństwo. Zjawiska te dotyczą nas wszystkich: prawosławnych, katolików i protestantów. Chociaż ci ostatni zaczęli iść drogą liberalizmu. Nie można zapominać, że już kontynuator M. Lutra, Melanchton ostro krytykował wielokrotne małżeństwa swoich współwyznawców. Małżeństwo pomaga człowiekowi w dojściu do pełni człowieczeństwa. W małżeństwie potrzebna jest wzajemna ofiara. Pięknie o tym pisze św. Jan Chryzostom. Pouczał on – „mąż w swojej żonie powinien odbijać się jak w lustrze i vice versa”. Jakie to jest wspaniałe, wynika to z wzajemnego przenikania elementów ludzkich mężczyzny i kobiety stanowiących pełnię człowieka.

Św. Jan zalecał: „ Jeżeli żona twoja zgrzeszyła, albo ty zboczyłeś z drogi wierności, to jeśli jesteś w stanie wybaczyć, uczyń to”. Dziś małżonkowie nie są świadomi tych wartości. Przy małym nieporozumieniu – już się rozwodzą. I mamy tragedię małżeństwa, rodziny, „małego Kościoła”.

Prawosławni rozwód pojmują inaczej jak katolicy. Prawosławni mają pojęcie zdjęcia błogosławieństwa udzielonego parze nowożeńców. Sakrament małżeństwa oddziałuje i na wieczność. Małżeństwo istnieje. Zdejmowane jest błogosławieństwo aby nie doszło do większych i trudniejszych sytuacji w życiu małżonków. Takie podejście do problemu wymaga wszechstronnej pracy duszpasterskiej i stałego czuwania. Nie uznajemy nieważności sakramentu małżeństwa.

Kościół prawosławny przyznaje dziś patriarsze Konstantynopola tytuł primus inter pares. Czy w pierwszym tysiącleciu podobny przywilej należał się biskupowi Kościoła Rzymu? Jak go rozumiano?

Patriarcha Konstantynopola cieszy się honorem tytułu primus inter pares, który przyznaje mu pierwszeństwo w miłości. Nic więcej! Jego zdanie jest wiążącym, kiedy wspólnie podejmuje je z pozostałymi Zwierzchnikami Kościołów Prawosławnych.

Historia świadczy, że w starożytności wszystkie stolice apostolskie, w tym i Rzymu były ośrodkami prowincji kościelnych. Im przysługiwał tytuł primus inter pares danej prowincji. Dotyczyło to i Rzymu. Kiedy zaś stolicę cesarstwa przeniesiono do Konstantynopola, biskup tego miasta zyskał na części, rzymski zaś pozostał na Zachodzie sam. Sprzyjało to rozwojowi jego części, jako jedynemu w Zachodniej części cesarstwa. A to z kolei przyczyniło się do rozwoju pierwszeństwa i nieomylności biskupa Rzymu. Problem ten był już i będzie dyskutowany przez Mieszaną Międzynarodową Komisję Katolicko – Wszechprawosławną. Komisja ta pragnie wypracować wspólne nowe spojrzenie na pierwszeństwo w miłości.

Jeśliby podejść do sprawy obiektywnie, to pierwszeństwo w miłości należałoby przyznać nie Rzymowi czy Konstantynopolowi, a Jerozolimie. To w Jerozolimie był ukrzyżowany i zmartwychwstał nasz Zbawiciel Jezus Chrystus. Dzięki Bogu, że ludzie Kościołów zastanawiają się nad tą kwestią. Wymaga ona wszechstronnych badań historycznych i teologicznych, a na to trzeba czasu i działania Ducha Świętego.

Czy można wskazać również inne przykłady, w których należałoby uczynić odstępstwo od tradycji?

Wg eklezjologii Kościoła rzymskokatolickiego każdy biskup jest wikariuszem papieża. Jest zależny od niego całkowicie. Wg eklezjologii prawosławnej biskup jest samodzielnym. Jego działania są ważne i wiążące, kiedy przebywa w łączności z pierwszym: w metropolii – metropolitą, w patriarchacie – z patriarchą. Taką byłą struktura Kościoła starożytnego.

Zdarzały się też przypadki, że biskupi czy uczestnicy synodów Wschodu pytali o zdanie biskupa Rzymu.

Była to praktyka wzajemnego wspomagania się i uzgadniania jednego punktu widzenie na określone nowe zjawisko. Biskup Rzymu nie zawsze mógł uczestniczyć w życiu Kościoła na Wschodzie. Tam kształtowało się życie Kościoła Chrystusowego. Pytano go o opinię kiedy był nieobecny na spotkaniach ówczesnych biskupów. Kościół był jeden, nie podzielony. Dzisiaj patriarcha Konstantynopola zwraca się z pytaniem do wszystkich nas, prosząc o opinię na określony problem. Podobnie czyniono, kiedy Rzym był jedyną stolicą na Zachodzie.

Jakie jeszcze zdaniem Waszej Eminencji, problemy wywołują obecnie największy niepokój w relacjach między Kościołami Wschodu i Zachodu? Na czym powinni się pochylić duchowni i teologowie, a nad czym – prości wierni?

Dzisiaj najważniejszym zadaniem obu Kościołów jest, idąc w ślad nauczania apostoła Pawła, głoszenie światu ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa (por. 1Kor. 9,16). Świat otrzymał zbawienie za pośrednictwem Krzyża i Zmartwychwstania. Dlatego Prawosławie tak uroczyście świętuje noc św. Paschy. Prawdę tę musimy głosić z wielką mocą i poświęceniem. Warto przytoczyć słowa apostoła Narodów: „Nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z Krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki Któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata” (Gal.6,14). Jakież to piękne. Wierność Chrystusowi i Jego nauce jest przyczyną nowych nawróceń. Wierność Ewangelii czyni cuda. Jest to potrzebne dzisiejszemu światu. Współczesny człowiek łaknie zdrowego chrześcijaństwa. Nad tym musimy pracować. Być jak najbliżej Chrystusa, a w sercu swoim nosić miłość.

Na koniec jeszcze jedno pytanie: jak dzisiaj na nowo zainteresować wiarą chrześcijańską i wzbudzić wrażliwość religijną?

Chrystus i Jego nauka nie potrzebują cukierkowej reklamy. Złoto błyszczy zawsze, gdziekolwiek by się znajdowało. Tym złotem, dzisiaj jest nauka Pana naszego Jezusa Chrystusa. Chrystus jest zawsze: „Drogą, Prawdą i Życiem” (J.14,6). Nie mamy innej drogi. Wszystko inne, a jeszcze wypaczone, jest marnością tego świata.

Potrzebny jest powrót do źródeł. Pierwsi chrześcijanie żyli w zgodzie, łączyło ich jedno serce, jeden duch, jedno pragnienie (Dz. 4,32). Tego wymaga Chrystus od wszystkich ludzi, szczególnie od swoich uczniów. Potrzebna jest jedność, a nade wszystko, powtarzam – miłość. Ona pokonuje każdą barierę, a wówczas nie będzie Greka, Żyda, Polaka, Rosjanina, Niemca, a będą wszyscy jedno w Chrystusie. (Gal.3,38).

Wywiad został autoryzowany przez metropolitę Sawę. Rozmawiał Bartłomiej Warowny.

— Paweł Karczewski

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze aktualności

wszystkie →