śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 25 lipca 2026

Błogosławieni płaczący

Błogosławiony ewangeliczny płacz można rozumieć nie tylko jako płacz pokuty, ale także jako płacz współczucia, współodczuwania cierpienia innego człowieka. Współczujący płacz pobudza nas do pomocy cierpiącym bliźnim. Leży on u podstaw cnoty miłosierdzia.

2 czytelników poleca

przeczytaj poprzednie rozważania

„Błogosławieni płaczący, albowiem oni będą pocieszeni” – cs. Błażeni płaczuszczyi jako tii utieszatsa (Mt 5, 4) – mówi Pan w drugim przykazaniu błogosławieństw.

Istnieje płacz cielesny – pochodzący z tego świata – oraz płacz duchowy – pochodzący od Boga.

Płacz cielesny wyraża ludzką gorycz z powodu wszelkiego rodzaju ziemskich strat i nieszczęść, cierpień i śmierci. Ten płacz może nieco złagodzić cierpienia, uciszyć ból, ale nie jest w stanie uczynić człowieka szczęśliwym. Rozpaczliwy płacz jest przeciwieństwem ziemskiego szczęścia.

Bóg mówi natomiast o płaczu duchowym, który jest niczym innym jak wyrazem szczerej skruchy, oczyszczającej i przemieniającej wierzące serce i duszę. Płacz skruchy to płacz nad własnymi grzechami, popełnionymi przeciwko Bogu i bliźnim.

Cnota skruchy wynika bezpośrednio z cnoty pokory. Kiedy człowiek poprzez pokorę spotyka Chrystusa i przyjmuje Go do siebie, wtedy patrzy na Niego niczym w lustro i wyraźnie widzi swą duszę – cały jej grzeszny mrok. Poznając siebie jako istotę grzeszną, człowiek wdaje się w walkę ze swą pychą, która niechętnie godzi się uznać, że gdzieś się myli i jest winna. Nie da się przeciwstawić pysze bez pomocy Boga. Dlatego poznanie swoich grzechów oznacza poznanie siebie poprzez Boga i dzięki Niemu.

Tak właśnie przebiega duchowe poznanie siebie w świetle łaski Chrystusowej. Ojcowie Kościoła nauczają, że poznanie samego siebie oznacza przede wszystkim poznanie własnych grzechów, czyli tych duchowych chorób, które oddzielają nas od Boga i prowadzą do wiecznej śmierci. Bez postawienia właściwej duchowej diagnozy nie ma uzdrowienia. A bez uzdrowienia nie można poznać samego siebie.

O poznaniu siebie jako głównym celu człowieka od czasów starożytnych mówią świeccy mędrcy. Sokrates i Platon rozumieli nawet to poznanie jako poznanie w sobie nieśmiertelnej, umysłowo-wolnej duszy. Jednak żaden z mędrców tego świata nie mówił o tym poznaniu jako o czynie pokutnym. Ponieważ nikt z nich nie poznał Tego, przed Którym należy pokutować, nie poznał Chrystusa, Który jest Bożą Mądrością, Drogą, Prawdą i Życiem (zob. J 14, 6).

Doczesne poznanie siebie przez człowieka, czy to w naukach ziemskich, czy w filozofii, jest w swej istocie błędne, ponieważ wynika z jego upadłego, anomalnego, nienaturalnego, grzesznego, przemijającego i śmiertelnego stanu, który przyjmuje się za naturalną normę i fakt. W tym poznaniu Bóg i Jego Objawienie są albo zaprzeczane, albo pomijane, to znaczy nie są brane pod uwagę. Takie podejście w nauce nazywa się „ateizmem metodologicznym”.

Wraz z pokorą pokuta stanowi zasadę i kryterium życia chrześcijańskiego, miarę, która określa wierność naśladowania Chrystusa oraz prawdziwość upodabniania się do Niego. Im bardziej człowiek zbliża się po drabinie cnót do Najświętszego Boga, tym silniejsze i szczersze stają się jego pokora i skrucha, tym głębiej i jaśniej uświadamia on sobie swą niegodność, swoją niedoskonałość, swoją nieczystość w oczach Boga.

Dzięki łzom pokuty osiągamy czystość serca – cnotę, która pozwala nam widzieć Boga duchowymi oczami serca. O tym Zbawiciel mówi w szóstym przykazaniu błogosławieństw: „Błogosławieni czyści sercem, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5, 8).

Pokajanije ma trójjedną strukturę. Obejmuje ono, po pierwsze, uświadomienie sobie i wyznanie swoich grzechów, po drugie, przyznanie się do pełnej odpowiedzialności za ich popełnienie, żal i skruchę z ich powodu, a po trzecie, podjęcie decyzji, by ich więcej nie popełniać i poprawić swoje życie zgodnie z przykazaniami Boga. Bez któregokolwiek z tych elementów skrucha będzie niepełna i nieważna.

Święci Ojcowie porównują pokajanije do chrztu, nazywając sakrament spowiedzi drugim chrztem. Sakrament chrztu zawiera w sobie pokutę, a sakrament pokuty jest kontynuacją chrztu w życiu liturgicznym wierzącego. Poprzez chrzest wierzący zwraca się ku Bogu, łączy się z Nim i Jego Kościołem, umiera dla grzechu i odradza się do sprawiedliwości, otrzymuje pełną łaski zapowiedź życia wiecznego. Dzięki pokucie wierzący odnawia swoją więź z Bogiem, która została zerwana przez jego grzechy, i ponownie jednoczy się z Nim oraz Jego Cerkwią już po chrzcie. W pokucie obmywamy grzechy już nie wodą święconą, jak w chrzcie, ale własnymi łzami skruchy.

Uświadomienie sobie swoich grzechów prowadzi człowieka do radykalnego odrzucenia „tego świata”, do nienawiści wobec wszystkich grzesznych namiętności, które owładnęły całym jego życiem osobistym, rodzinnym i społecznym. Człowiek uświadamia sobie, po pierwsze, że „cały świat w złym leży” (1 J 5, 19), po drugie, że cała jego istota to „pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha tego życia” (1 J 2, 16), a po trzecie, że jego księciem jest diabeł, pierwszy przeciwnik Boga, morderca ludzi od początku, kłamca i ojciec kłamstwa (zob. 2 Kor 4, 14; Ef 2, 2; Ef 6, 12; J 8, 44).

Aby walczyć z grzesznymi namiętnościami, należy po pierwsze zrozumieć, jak one działają, po drugie, jak im przeciwdziałać i nie ulegać im, a po trzecie, jak zastąpić je cnotami, przyzwyczajając się do prawego stylu życia.

Właściwie tematem tym zajmuje się odrębna gałąź teologii prawosławnej – ascetyka, opracowana przez świętych ascetów, którzy własnym doświadczeniem i życiem, opierając się na Bożym Objawieniu, udowodnili prawdziwość swej nauki.

Błogosławiony ewangeliczny płacz można rozumieć nie tylko jako płacz pokuty, ale także jako płacz współczucia, współodczuwania cierpienia innego człowieka. Współczujący płacz pobudza nas do pomocy cierpiącym bliźnim. Leży on u podstaw cnoty miłosierdzia, do której wzywa nas Bóg w piątym przykazaniu błogosławieństw: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni doznają miłosierdzia” (Mt 5, 7).

Nagrodą za cnotę pokuty jest pocieszenie – pochodzące nie ze świata zewnętrznego, nie od innych ludzi ani od samego siebie, ale od samego Ducha Pocieszyciela (zob. J 14, 26; 16, 7‒8).

Ziemskie pocieszenie daje jedynie chwilowe ukojenie, pozwala oderwać się od problemów, aż do ich zapomnienia, ale jest zasadniczo nietrwałe, zawsze okraszone wątpliwościami, przeżyciami i lękami.

Pocieszenie duchowe jest dane z góry – z łaski Bożej. Pocieszenie to polega na niewyrażalnym językiem ludzkim stanie pokoju, radości, błogości, kiedy człowiek całkowicie się uspokaja i rozkoszuje się Bożą pełnią.

„…jak napisano: Czego oko nie ujrzało i ucho nie usłyszało, i co do serca człowieka nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują” (1 Kor. 2,9).

Sam Bóg, Znawca serc, pociesza człowieka skruszonego. Tylko On, który zna nas lepiej niż my sami, może nas zrozumieć. Tylko On, który ma władzę sądzenia świata, jest w stanie obdarzyć nas przebaczeniem. Tylko On, Wszechświęty, jest w stanie oczyścić nas z grzechów, uświęcić nasze dusze i ciała swą łaską. Tylko On, Miłość niewysłowiona, może nas ponownie zjednoczyć ze sobą, obdarzyć nas swą nieprzemijającą błogością. Jednak może to wszystko uczynić tylko pod warunkiem naszego dobrowolnego i szczerego skruszenia serca i naszego skruszonego płaczu.

o. Tarasij Borozieniec (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru
 
fotografia: maksiuss /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →