Przez większość dni nie budzimy się odrzucając Boga. Budzimy się przytłoczeni życiem. Właśnie tam spotyka nas Ewangelia. Nie w dramatycznym momencie. Nie w idealnej modlitwie. Ale w tym cichym westchnieniu przed wstaniem z łóżka.
Budzisz się rano i zanim twoje stopy dotkną podłogi, twój umysł jest już zmęczony.
Ten sam budzik. Te same obowiązki. Te same rozmowy. Te same problemy, które nie rozwiązały się magicznie z dnia na dzień.
I ta myśl znów się pojawia: „Pffff… Czy ja muszę to wszystko robić… jeszcze raz?”...
Wiem, jak to jest, sam to przeżywam. Leżysz tak przez kilka sekund, gapiąc się w sufit, odtwarzając w głowie cały dzień. Pracę, która nigdy się nie kończy. Rachunki. Oczekiwania. Ludzie, którzy cię potrzebują… ludzie, których ty „nie potrzebujesz!” ... albo wszystkie rzeczy, których nie skończyłeś wczoraj, a które czekają na ciebie dzisiaj. I gdzieś pomiędzy próbujesz sobie przypomnieć, gdzie w tym wszystkim jest twoje miejsce.
Przez większość dni nie budzimy się odrzucając Boga. Budzimy się przytłoczeni życiem. Właśnie tam spotyka nas Ewangelia. Nie w dramatycznym momencie. Nie w idealnej modlitwie. Ale w tym cichym westchnieniu przed wstaniem z łóżka.
Chrystus nie patrzy na nas i nie pyta: „Dlaczego jesteście tacy zmęczeni?”. Mówi:… „Wiem”.
On wie, jak to jest dźwigać ten sam ciężar dzień po dniu. Powtarzać ten sam wysiłek. Czujesz, jakby życie zapętliło się, a ty po prostu próbujesz dotrzymać mu kroku. I On nie prosi nas, żebyśmy z tego uciekli… On wkracza w to razem z nami.
Sięgamy po kawę, wybiegamy z domu, tkwimy w korkach, odpowiadamy na te same maile, prowadzimy te same rozmowy. A w głębi duszy nasza biedna dusza woła: „Jestem wyczerpana”.
Ewangelia delikatnie przypomina nam, że Bóg nie czeka na nas pod koniec dnia, gdy wszystko jest już zrobione. Jest obecny w środku powtarzalności. W rutynie. W zwyczajności. W częściach życia, które wydają się niewidoczne i niecelebrowane.
Wiara naszych ojców, wiara prawosławna, nie obiecuje, że jutro nagle stanie się łatwiejsze. Obiecuje, że dziś nie będziesz sam. Chrystus nie żąda od ciebie więcej siły, ale oferuje swoją obecność.
Więc kiedy czujesz, że robisz to samo w kółko...
Kiedy życie przypomina długą listę rzeczy do zrobienia bez przycisku pauzy...
Kiedy zastanawiasz się, jak długo jeszcze wytrzymasz...
Mam nadzieję, że o tym pamiętasz: każdy mały krok, który stawiasz z wiarą, ma znaczenie. Każda męcząca modlitwa się liczy. Każda chwila, w której wybierasz cierpliwość, miłość lub po prostu wytrwałość, jest już świętą ofiarą.
Czasami wiara nie jest głośna.
Czasami wystarczy po prostu wstać... i zaufać, że Bóg idzie z tobą.
I dzisiaj... to wystarczy.
Niech Bóg cię chroni przed wszelkim złem.
archimandryta Avgoustinos Psomas (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Kimisis Tis Theotokou Greek Orthodox Church, Holmdel
fotografia: jarek1 /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.