Nasi sąsiedzi, przyjaciele, również nasi bliscy świętują teraz Wielkanoc.
Nasi sąsiedzi, przyjaciele, również nasi bliscy świętują teraz Wielkanoc. Prawosławni mają przed sobą jeszcze długą drogę do Paschy. Analizując kwestie kalendarza liturgicznego i ustanawiania daty Paschy, śmiem twierdzić, że Zachód świętuje ją jednak za wcześnie. Ale nie o kalendarzu ma być ten tekst.
Jesteśmy w okresie Wielkiego Postu, świętych czterdziestu dni, które i kiedyś, i teraz powinny być naszym czasem przygotowania. Przygotowania zarówno do Wielkanocy, ale i do duchowego przeżywania Wielkiego Tygodnia. Centralnym wydarzeniem naszego roku liturgicznego jest noc paschalna i przeżycie cudu Zmartwychwstania. W nierozerwalnej jedności z tą nocą znajdują się dni bezpośrednio ją poprzedzające. W tradycji zachodniej noszą one nazwę Triduum Paschalnego, w słowiańskiej – są określane jako „Pascha Krzyża”. Już ojcowie epoki soborów powszechnych pouczali wiernych, że nie przeżyje i nie zrozumie święta Zmartwychwstania ten, kto nie uczestniczył i nie przeżył wydarzeń Wielkiego Tygodnia. Prawdziwy wymiar tych dni kryje się zarówno w radosnym paschalnym hymnie, jak i w mistycznych hymnach Wielkiego Piątku, które odkrywają przed upadłym człowiekiem bezmiar Bożej miłości. Bezmiar najważniejszych prawd, które człowiekowi w te dni objawia Cerkiew, wymaga od człowieka przygotowania i skupienia. Tylko ten, kto odrzuci na bok wszelkie swoje problemy, swoje doczesne sprawy, radości i smutki, będzie w stanie zatopić się w tragizmie zdrady Judasza, sądu nad Chrystusem, Ukrzyżowania, zrozumie nieziemski paradoks umierającego Bogoczłowieka, jak również uzna Jego Zmartwychwstanie za najbardziej radosne i triumfalne wydarzenie dla ludzkości.
Ten, kto przychodzi do Boga w noc paschalną, aby rozwikłać swoje problemy, prosić w swojej intencji, przepraszać za swoje grzechy czy smucić się z powodu swojej tragicznej sytuacji, odsuwa na bok tragizm Wielkiego Tygodnia i radość paschalną, a na miejsce Ukrzyżowanego Chrystusa stawia samego siebie, swoje tragizmy i swą radość. Aby tego uniknąć, aby umieć odrzucić wszystko, co jest związane z własnym życiem, Cerkiew wskazuje nam czterdziestodniową drogę postu. Post jest drogą nie tylko do Paschy, ale i do Wielkiego Tygodnia.
Wsłuchując się w teksty liturgiczne tego okresu, zauważymy, że nie skupiają się one na zbawczej ofierze Chrystusa, lecz mówią raczej o nas samych, naszych problemach, naszych upadkach, naszych grzechach. Teksty nabożeństw na pierwszym planie umieszczają człowieka i to na nim, czyli tak naprawdę, na każdym z nas, skupiają się te święte dni. Rozpoczynając od tekstu wielkiego kanonu pokutnego św. Andrzeja z Krety i kontynuując myśl w kolejnych tekstach Trodionu, Cerkiew zaleca nam rozwiązać wszelkie swoje problemy. Cerkiew nie tylko nas o tym informuje, nie tylko uwrażliwia nas na potrzebę duchowego uzdrowienia i wewnętrznej przemiany, lecz daje nam do tego niezbędne narzędzia. Nadrzędne i najważniejsze są pokajanie i sakrament spowiedzi, określany jako sakrament pojednania, ale równocześnie pomocą służą nam i długie nabożeństwa, i post, i modlitwy, z modlitwą św. Efrema na czele.
Wszystko to powinno pozwolić nam rozwiązać wszystkie nasze problemy w okresie Świętej Czterdziesiątnicy, do momentu, kiedy radośnie wspomnimy wskrzeszenie Łazarza i Wjazd Pański do Jerozolimy. Później, słowami świętych ojców, wszystko, co nasze, wszystko, co indywidualne i osobiste, powinno ustąpić przed Zbawicielem i Jego wielką ofiarą Odkupienia.
W ten sposób Cerkiew wyznacza nam dwa okresy – Wielkiego Postu, czasu pracy nad sobą, walki ze swoją grzesznością i ułomnością, troską o siebie i o bliźnich, oraz Wielkiego Tygodnia i święta Paschy, kiedy wszystko, co indywidualne, ustępuje Chrystusowi. Mamy więc jeszcze czas na wszystko: na obserwację nas samych, pokajanie, prośby, dziękczynienie, płacz i na modlitwę za naszych bliźnich. Później, kiedy uroczyście odśpiewamy stychyrę o zakończeniu Wielkiego Postu, wszystko to powinno zostać zapomniane. Chory, który przez cały postny okres prosił Boga o uzdrowienie, powinien w tych dniach pomyśleć o Tym, który przyszedł uleczyć wszystkich chorych, grzesznik, który w czasie postu płakał i kajał się za swoje grzechy, powinien chodzić za Tym, który przyjął na Siebie wszystkie ludzkie grzechy.
W Cerkwi jest czas na wszystko. A tymczasem my tak często unikamy zrozumienia prawdziwego celu Wielkiego Postu, że od jego pierwszych dni skupiamy się na męce i śmierci Zbawiciela. W ten sposób, zamiast przygotować się do duchowego przeżycia Wielkiego Tygodnia, my te wszystkie zbawienne wydarzenia przeżywamy już wcześniej. Wielki Post i Wielki Tydzień zlewają się dla nas w jeden okres. Spowiedź, która jest owocem naszych przygotowań, zamiast zawrzeć się w okresie Wielkiego Postu, wkracza w czas Paschy Krzyża i Paschy Zmartwychwstania. Zamiast skupić się na walce z grzechem w trakcie Wielkiego Postu, walczymy z nim wtedy, kiedy wszyscy powinniśmy być razem ze Zbawicielem w ogrodzie Getsemani, na Golgocie czy w grobie zapieczętowanym wielkim kamieniem. Wielki Czwartek, kiedy wspominamy Mistyczną Wieczerzę i ustanowienie Sakramentu Eucharystii, nie powinien stać się finałem naszego pokajania, lecz powinien być radosnym uczestnictwem w Wieczerzy Pańskiej. Nie na spowiedź jest wtedy czas, lecz na uczestnictwo w Świętej Eucharystii. Podobnie jak w życiu, kiedy człowiek choruje, lekarze go leczą, bliscy odwiedzają i wszyscy starają się mu pomóc, są aktywni. Kiedy jednak człowiek już umiera, kiedy lekarze zaprzestają leczyć i leżącemu na łożu śmierci nie można już w jakikolwiek sposób pomóc, wtedy bliscy mogą uczynić tylko jedno – być obecnymi, nie pozostawiać bliskiego człowieka w samotności – podać dłoń, milcząco świadczyć o swojej miłości.
Mamy jeszcze czas na wszystko, na przygotowanie i na uczestnictwo w mistycznej ofierze Zbawiciela. Nie starajmy się znaleźć własnej drogi, nie sugerujmy się współczesnymi prorokami i nauczycielami, którzy ukazują własny punkt widzenia. Idźmy drogą tradycji Cerkwi. Nasze bóle uleczmy w okresie Wielkiego Postu, nasze radości i smutki również wtedy wygłośmy, zbadajmy w tym czasie nasze dusze i walczmy w tym okresie z naszymi grzechami, tak aby Wielki Tydzień i okres paschalny poświęcić dla Chrystusa. Chociaż na te dni ustąpmy z naszym egoizmem przed Tym, który uniżył Siebie, przyjął postać Sługi i zawisł na drzewie za nasze grzechy.
PS Tekst ten dedykuję również kapłanom, którzy swoją służbą są w stanie najdobitniej ukazać cel tych dwóch, odrębnych etapów na drodze do Paschy. Liturgiczna praktyka ostatniego wieku wprowadziła w tym miejscu niemałe zamieszanie, umieszczając w okresie Wielkiego Postu nabożeństwa i symbolikę Wielkiego Tygodnia, jak również wnosząc elementy pokutne i indywidualne do okresu Paschy Krzyża i Paschy Zmartwychwstania. W pierwszym przypadku mowa o zmieniających charakter Wielkiego Postu nabożeństwach „Krestnoj Piesni” i „Pasji”, jak również tradycji wystawiania na środku świątyni ikony Ukrzyżowanego Chrystusa. W drugim praktyki sprawowania sakramentu Świętego Oleju w pierwszych dniach Wielkiego Tygodnia, spowiedzi w tym okresie, jak również sprawowania modlitwy za zmarłych już w pierwszych dniach Paschy. Pierwsza sytuacja zbyt szybko wprowadza nas w okres męki Zbawiciela, wprowadza nas jeszcze przed naszym oczyszczeniem, przed pokajaniem, przed spowiedzią – mówi o rzeczach, na przyjęcie których jeszcze nie zostaliśmy, zdaniem Cerkwi, przygotowani. Kolejna – zakłóca nasze modlitewne skupienie związane z ofiarą, śmiercią i Zmartwychwstaniem Chrystusa, pozwalając w tym czasie skupiać się na sobie i na swoich problemach. Paschalna modlitwa za zmarłych nieprzypadkowo umiejscowiona jest w naszych kalendarzach we wtorek drugiego tygodnia po Wielkanocy. „Radonica”, tj. odwiedzanie naszych zmarłych z radosną paschalną modlitwą musi, zdaniem Cerkwi, ustąpić przed Paschalnym Świetlistym Tygodniem, który jest przedłużeniem Paschy – kontemplacją i uczestnictwem w radości Zmartwychwstania. Na te dni święci ojcowie pozostawili nam najpiękniejsze mistagogiczne homilie, odkrywające uniwersalizm i bezgraniczność ofiary Chrystusa. Skracając ten czas do dwóch, trzech dni, sami ogołacamy się z tej radości, którą powinniśmy przeżywać. Zbyt szybko odwracamy się od bezwarunkowego uczestnictwa w radości Zmartwychwstania i wracamy do naszych własnych, indywidualnych problemów.
O. Marek Ławreszuk, absolwent Prawosławnego Seminarium Duchownego i Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, doktor nauk teologicznych, wikariusz parafii Zmartwychwstania Pańskiego w Białymstoku. Żona, dwójka dzieci. Wykładowca liturgiki w Prawosławnym Seminarium Duchownym w Warszawie, nauczyciel religii prawosławnej w Zespole Szkół Technicznych w Białymstoku, wizytator religii prawosławnej w Diecezji Białostocko-Gdańskiej, p.o. kierownika Katedry Teologii Prawosławnej UwB, redaktor czasopisma teologicznego Elpis. Hobby i pasje związane z tym, co robi. Słowa klucze w działalności – Liturgia i liturgika. Nie lubi nazywania siebie słowem „ksiądz”.
— o. Marek Ławreszuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.