W myśli hebrajskiej pamiętać - to znaczy działać. Kiedy Bóg przypomniał sobie Rachelę, obdarzył ją obiecanym poczęciem. Prorockie polecenie z księgi Izajasza, aby przypominać Panu o Jerozolimie, było modlitwą o to, aby Bóg podjął działania w celu jej uratowania. Kiedy Bóg pamięta, działa.
Ostatnio słuchałem przejmującej piosenki Jann Arden Will You Remember Me? (Czy będziesz mnie pamiętać?) i przyszło mi do głowy, że za sto lat nikt już nie będzie. Oczywiście nie jestem w tym nikim wyjątkowym - za sto lat ciebie też nikt nie będzie pamiętać, ani nikt nie będzie pamiętać kogokolwiek z tych, którzy obecnie czytają ten tekst. Pamiętać mnie będą moje dzieci, po nich moje wnuki (choć dla nich dziadek będzie żył bardziej na krawędzi ich pamięci), ale po śmierci moich wnuków będzie tak jakbym nigdy nie istniał. To nie jest przesadna skarga, ale zwykła obserwacja.
Są oczywiście ludzie, którzy pamiętani są przez pokolenia - zwykle są to rządzący i celebryci. To jednak nie zawsze jest dobre wspomnienie. Za sto lat ludzie nadal będą pamiętać nazwiska Hitlera i Stalina, ale to raczej nie będzie wyrazem uznania dla nich. Będą też jednak tacy rządzący, którzy zostaną zapamiętani z miłością. Następne pokolenia będą nadal pamiętać nazwisko Winstona Churchilla, choć nie będzie temu już towarzyszyć taki rezonans emocjonalny, jaki mieli dla niego londyńczycy, którzy przetrwali Blitz (serię nalotów niemieckich na miasto – przyp. tłum.). Zapamiętane zostaną też gwiazdy - imiona Humphreya Bogarta i Marilyn Monroe niewiele stracą ze swej mocy.
Ale ta ostatnia obserwacja na temat celebrytów jedynie potwierdza twierdzenie, od którego zaczął się ten utwór, bo nikt żyjący za sto lat (tak jak i już niewielka grupa ludzi obecnie) nie będzie znał prawdziwego Humphreya Bogarta lub prawdziwej Marilyn Monroe. Pozostanie tylko ich spuścizna filmowa i (w przypadku Marilyn) stos zdjęć. Prawdziwe osoby z krwi i kości znikną. Nawet teraz niewiele osób wie, że Marilyn Monroe naprawdę nazywała się Norma Jeane Mortensen.
Fakt, że ludzkie istnienie jest przemijalne i ulotne, nie jest niczym nowym. Stary hymn Boże, chlubo dawnych lat mówi, że „czas, jak nieustanny potok, znosi wszystkich swoich synów”, a poprzednie pokolenia z trudem mogłyby zapomnieć o swojej śmiertelności, nawet gdyby chciały. W minionych wiekach ludzie umierali w domu i byli przygotowywani do pochówku przez najbliższą rodzinę. Śmiertelność dzieci była wówczas znacznie wyższa, przez co każda rodzina była dokładnie zaznajomiona z widokiem zwłok.
Ale tak już nie jest. Teraz nasza kultura postanowiła zaprzeczyć śmierci jako faktowi związanemu z normalnym istnieniem. Większość ludzi nie umiera w domu, ale w szpitalach, po czym natychmiast trafia do kostnicy, a następnie (coraz częściej) do krematorium. Nasze pogrzeby często nie gromadzą już ludzi wokół ciała zmarłego i czasami nie są już nawet nazywane „pogrzebami”, ale „świętami życia”. Żałobnicy (a nikt podczas całej uroczystości nie nazywa ich „celebransami”) nie gromadzą się wokół trumny, ale gapią się na zdjęcie zmarłego. W naszej kulturze staramy się zaprzeczać istnieniu śmierci i szybko wracamy do oglądania meczu piłki nożnej lub Netflixa. Pomyśl - kiedy ostatni raz słyszałeś, jak ktoś opisał „żałobę” po pogrzebie? To tak jakby wiecznie płynący strumień czasu nikogo już nie zabierał.
Dlatego warto przypominać sobie o śmierci. Być może dlatego za każdym razem, gdy gromadzimy się na liturgii, diakon każe nam modlić się za chrześcijańskie zakończenie naszego życia, bezbolesne, bez zawstydzenia i spokojne. Musimy pamiętać, że śmierć czeka nas wszystkich, abyśmy mogli się na nią przygotować - i na sąd, który nastąpi po niej.
Nie należy się więc martwić, że za sto lat nikt nas nie będzie pamiętać. Nikt, z wyjątkiem Jednego. Pamiętać o nas będzie Bóg. Właśnie dlatego śpiewamy Wiecznaja pamiat’, kiedy modlimy się za zmarłych. Bo „pamięć”, o której mowa w słowach modlitwy „I uczyń mu wieczną pamięć”, nie jest pamięcią naszą, ale Bożą. To On będzie o nas pamiętać, gdy wszyscy już zapomną, że kiedykolwiek żyliśmy. Właśnie tutaj widzimy prawdziwy horror piekła, ponieważ piekło jest czeluścią, w której zamieszka człowiek niegodziwy, zapomniany nawet przez wszechwiedzącego Boga. Widzimy tę straszną możliwość zapowiedzianą w słowach Pana na Sądzie Ostatecznym, gdy Ten, Który wie o wszystkim i o wszystkich, powie: „Nigdy was nie znałem” (Mt 7, 23). To będzie najgorszy horror, to będzie piekło. Chcemy, żeby Bóg nas pamiętał.
A Jego pamięć nie jest podobna do naszej; Jego pamięć jest pełna mocy. W myśli hebrajskiej pamiętać - to znaczy działać. Kiedy Bóg przypomniał sobie Rachelę, obdarzył ją obiecanym poczęciem (Rdz 30, 22). Prorockie polecenie z księgi Izajasza (62, 6-7), aby przypominać Panu o Jerozolimie, nie było modlitwą o to, aby Bóg z miłością przypominał sobie o mieście, ale żeby podjął działania w celu jego uratowania. Kiedy Bóg pamięta, działa.
Ostatecznie zatem Bóg nas pamięta. Nawet teraz trzyma nas w Swej dłoni i odbierze nasze dusze, gdy nasz strumień czasu przestanie płynąć. A w Ostatnim Dniu, kiedy ten wiek w końcu zniknie jak sen, a cały świat rozpłynie się w ogniu Boskiego sądu, Bóg nas wspomni. On podejmie działania i wzbudzi nas do nowego życia, a życie to - podobnie jak Jego pamięć - będzie wieczne.
o. Lawrence Farley (tłum. Gabriel Szymczak)
za: No Other Foundation
fotografia: Teodora_Clau /orthphoto.net/
— o. Lawrence Farley (tłum. Gabriel Szymczak)
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.