śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 3 marca 2013

Czy starość Panu Bogu się nie udała? – cz. I

Zapraszam do lektury rozważań poświęconych starości.

0 czytelników poleca

Zapraszam do lektury rozważań poświęconych starości. Z oczywistych względów nie jest to temat znany mi z osobistego doświadczenia (rocznik 70.), ale sądzę, że obserwacje, rozmowy i lektura kilku przedmiotowych tekstów miały prawo dać podstawy do przemyśleń, którymi chciałbym się z Czytelnikiem podzielić.

Wiecznie młodzi?

Któż to jest "człowiek stary"? Czy istnieje jakaś granica wieku pozwalająca na taki podział? Jeśli istnieje - na ile jest subiektywna, a na ile obiektywna, oddająca stan faktyczny? A może kryterium podziału zależy od chęci bądź intencji dzielącego? Wszak ludzie z pewnego punktu widzenia dzielą się na tych, którzy dzielą, i na tych, którzy są przydzielani... Dlaczego pytam? Dawno temu, jakieś dziesięć lat wstecz, w jednym ze słupskich biur notarialnych usłyszałem od sekretarki uwagę, skierowaną pod moim adresem: "Taki stary, a taki głupi". Dla mnie jako trzydziestolatka było to spore zaskoczenie, ale bardziej zabawny wydał mi się fakt, że słowa te padły z ust kobiety mniej więcej w moim wieku, trzydziestoletniej. Mogę tylko przypuścić, że gdybym w niepotrzebnym rewanżu do pani sekretarki zwrócił się per "stara", byłby to znaczny afront. Najprawdopodobniej, zostałbym uznany za chama. I to starego. Niewiele później sytuacja zaobserwowana na słupskim dworcu kolejowym, gdzie na hasło przewodniczki: "No, dziewczynki, idziemy", wstała z ławek spora grupa niewiast w wieku po dwakroć balzakowskim, czyli grubo po sześćdziesiątce, dała mi dużo do myślenia. Wracając do pani sekretarki - gdybym skorzystał z przywileju "bycia starym" i wykorzystał pełną dobrego samopoczucia leksykę pań z dworca, zwracając się do kobiety per: "dziewczynko", z pewnością nie byłoby lepiej. Dziwna sprawa. Takie sytuacje pokazują, jak bardzo jesteśmy drażliwi na tym punkcie. Staramy się być w tej materii na tyle "politycznie", czyli społecznie i towarzysko, poprawni, że bez żenady brniemy w kłamstwa, licząc zapewne, że ktoś odpłaci nam tym samym: "Cześć, stary! Kupę lat, no, będzie ze dwadzieścia! Słuchaj, jak ty to robisz, nic się nie zmieniłeś! Od razu cię poznałem..." i kłamiemy, aż się kurzy. Ech, samo życie. Pozwolę sobie przytoczyć usłyszany niedawno dowcip: "Pewna kobieta na zjeździe absolwentów uważnie przyglądała się - oprócz samym absolwentom - również identyfikatorom. Znalazłszy naraz na plakietce i swój rocznik, i klasę, i znajome nazwisko, spojrzała na łysiejącego, grubego starszego pana. Nie, nie mógł to być on, ów kolega ze szkolnej ławki - tamten był młody, szczupły, wysoki, z bujną blond czupryną... Nawet się w nim podkochiwała. W żaden sposób nie mógł być tamtym obiektem westchnień. Ale na wszelki wypadek spytała: Przepraszam, pan był w mojej klasie? Być może - odparł - a czego pani uczyła?

Dlaczego nie chcemy przyznać, że podlegamy prawom natury? Że czas płynie i zabiera lata i siły nie tylko tym, których nie lubimy i którym z lubością to wytykamy (zapewne powodowani zazdrością lub jakąś niechęcią), ale i w takiej samej mierze nam samym? Dlaczego wstydzimy się przyznać, że się starzejemy? Żeby nikt tego nie zauważył? Dlaczego istnieje tak wielka presja społeczna, by być - jak idee wodza rewolucji październikowej - "wiecznie młodym"? Obserwując od czasu do czasu środowiska celebryckie, jestem już zmęczony widokiem ludzi zaawansowanych wiekowo, którzy za wszelką cenę chcą być nastolatkami, skacząc, podśmiewając się Bóg wie z czego, przystrajając się w puste miny i równie puste słowa, kiepskie kopie faustowskich: "Trwaj, chwilo! Jesteś piękna!". Tak się nie godzi, to nie licuje z siwizną bądź łysiną, ale tych raczej nie uświadczysz wśród "wiecznie młodych" seniorów. Mało tego, obserwując czasem twarze i szyje takich ludzi, aż strach bierze na myśl, co będzie, kiedy to wszystko popęka. Rażą mnie również młodzicy, którzy zapewne z niechęci do innych, ale mniej płatnych zajęć komentują na bieżąco wszystko, co dzieje się wokół, wygłaszając sądy i opinie z pozycji Matuzalemów, doświadczonych znawców życia i wziętych objaśniaczy problemów wszelkich. Takie od wczoraj autorytety z akceleratora czy na wściekłych drożdżach - jak kto woli. Starzy na siłę chcą wydawać się młodymi, młodzi zaś sztucznie chcą grać rolę życiowych starców. I bądź tu mądry...

Pozostawmy tę kwestię, prócz telewizyjnego pilota nie mamy na nią zbyt dużego wpływu. Sięgnijmy za to do ludowej mądrości. Istnieje stara skandynawska opowieść o tym, jak w pewnej wiosce żył wojownik, który nie miał sobie równych. Na wszelkich turniejach i zawodach wygrywał w cuglach z każdym śmiałkiem. Pewnego razu przyśnił mu się sen, który wywołał tak wielki niepokój, że ów bohater udał się do lokalnego mędrca z prośbą o wytłumaczenie tego widzenia. Wojownik na prośbę wieszcza opowiedział, co widział we śnie. Mianowicie, walczył na jakimś turnieju i pokonywał, jak to miał w zwyczaju, kolejnych śmiałków, jednego za drugim. Ostatnim rywalem okazał się pewien wychudzony starzec, który w jakiś sposób podszedł dzielnego woja, chudymi, kościstymi ramionami objął go, przydusił i po chwili nie tylko pozbawił siły, ale i w ogóle tchu. Upadłem jak martwy na ziemię – skończył swą opowieść siłacz. Któż to mógł być? To proste – odpowiedział mędrzec. Ten staruch zwie się Czas. To on dopadnie każdego i zrobi z nim, co zechce. I nie ma na to żadnego sposobu.

Tak, moi Drodzy, nie odkryję nic nowego, gdy stwierdzę, że starość jest nieunikniona. Ale oznacza to jednocześnie, że starość nie powinna być dla nas zaskoczeniem. A to z kolei oznacza, że w jakiś sposób można się do niej przygotować, tym bardziej że opór przed nią, mimo usilnych zabiegów, niewiele daje. Piasek z klepsydry sypie się powoli, ale nieuchronnie, wywierając swe piętno na naszych ciałach i umysłach. Jak to mówią, Newton nie chce być sam i ciągnie do siebie...

Pisząc te słowa, mam w nogach psa o wdzięcznym imieniu Gruby. Fakt, jest ciut przy kości. Jest już stary. Ja też zapewne taki będę, choć nikt nie wie, co komu pisane. Gruby leży i sapie. Ja też tak zapewne będę robił. Bardzo słabo słyszy. Mnie też to zapewne czeka. Na jedno oko już nie widzi, na drugie słabo. Schody są nie lada problemem. Bywają dni, gdy leży i popiskuje cicho. Pewnie, gdyby był innej rasy, już by odszedł, ale średniaki sznaucery to twarde sztuki. Czasem warknie bez powodu, czasem pół nocy przekaszle, choć na pozór nie ma ku temu żadnych widocznych powodów. Bywają dni, gdy już nie jest w stanie się podnieść i pójść na spacer. Nawet, jakbym go nie widział i nie słyszał, wiedziałbym, że jest obok. Ma swój zapach. Ostry zapach starego, chorego psa. Jest już spracowany, niezdarny, słaby, schorowany, obolały; dobrze, że jeszcze sam chodzi. Wymaga czułości, cierpliwości i uwagi. My, ludzie, starzejemy się dokładnie tak samo. I nie podoba się nam to; mówimy, że "starość to się Panu Bogu nie udała". Tylko czy aby na pewno Panu Bogu? Czy wyłącznie Panu Bogu? Czy przysłowie "Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci" nie odnosi się również w pewnym stopniu do naszego "stanu" starości czy może lepiej "jakości" naszej starości? Można postawić pytanie: na ile nasza starość zależy od nas samych? Oczywiście, pomijam z oczywistych względów wypadki losowe, bezduszną statystykę, która wielu z nas nie dopuści do tego wieku lub uczyni inwalidami, przykuwając do łóżka. Ale ogromnej rzeszy ludzi skutecznie i aktywnie uda się długi czas spędzać sen z powiek urzędnikom Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i planistom budżetu z Ministerstwa Finansów.

Koniec części I.

Temu tematowi została poświęcona jedna z audycji na portalu Cerkiew.info, można ją odsłuchać klikając tutaj. Ksiądz Mariusz Synak, proboszcz parafii w Słupsku. Żona, trójka dzieci. Absolwent Ukraińskiego Państwowego Uniwersytetu Medycznego, Wyższego Prawosławnego Seminarium Duchownego i Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Redaktor serwisu www.Cerkiew.info, w przeszłości współpracownik www.Cerkiew.pl. Ma to szczęście, że lubi to, co robi, a szczególnie służbę Cerkwi, stomatologię (z tego żyje), spotkania z ludźmi. Zapalony wędkarz i miłośnik natury.

— ks. Mariusz Synak

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze z Polski

wszystkie →