Zaprawdę, nasz czas jest czasem prorockiego oszustwa, czasem pseudoproroctwa i pseudoproroka zarówno w „nauce", jak i w „religii". Im wyraźniejsza staje się klęska racjonalnego i naukowego pseudoproroctwa, tym usilniej poszukuje się pseudoproroctwa irracjonalnego i pseudoreligijnego.
W podręcznikach teologii trzeci „urząd" Chrystusa nazywany jest prorockim. Będąc wypełnieniem wszystkich proroctw, jest On Prorokiem. Znów jednak musimy zrozumieć (podręczniki teologii praktycznie to pomijają), że wraz z królewskością i kapłaństwem Chrystusa także Jego „proroctwo" jest w Nim pełnią Jego ludzkiej natury, że jest On prorokiem, ponieważ jest pełnym i doskonałym Człowiekiem.
Stworzony jako król i kapłan, człowiek powołany jest także do tego, by być prorokiem. Jeśli w Starym Testamencie tytuł ten zastrzeżony jest jedynie dla niektórych ludzi, w szczególny sposób powołanych przez Boga i obdarzonych przez Niego „nadzwyczajnymi" darami i funkcjami, to dlatego, że w grzechu człowiek odrzucił i utracił swój „naturalny" dar proroctwa, przestał być prorokiem. Lecz na początku, w raju, Bóg mówił do Adama „w powiewie wiatru" (Rdz 3,8), a Adam słyszał Jego głos. Człowiekowi właściwe jest zatem słyszenie głosu Bożego i odpowiadanie na niego. Co więcej, zbawienie zwiastowane jest jako przywrócenie człowiekowi jego prorockiego powołania: „I stanie się w ostatnich dniach, mówi Bóg, wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało, i prorokować będą synowie wasi i córki wasze…" (Dz 2,17, cytat z Jl 2,28).
Czym jest proroctwo? Zamiast sprowadzać je, jak zwykle to czynimy, do tajemniczej zdolności przepowiadania przyszłości, powinniśmy widzieć je takim, jakim objawia je Pismo: jako daną człowiekowi moc nieustannego rozpoznawania woli Bożej, słyszenia Jego głosu oraz bycia, pośród stworzenia i w świecie, świadkiem i wykonawcą Bożej Mądrości. Prorok to ten, kto słyszy Boga i dlatego może przekazywać światu Bożą wolę; ten, kto „odczytuje" wszystkie wydarzenia, wszystkie „sytuacje" oczami Boga i dlatego potrafi odnieść to, co ludzkie i doczesne, do tego, co Boskie i wieczne. Innymi słowy: ten, dla kogo świat jest przezroczysty na Boga (to jedna z centralnych myśli w teologii o. Aleksandra Schmemanna: w Bożym zamyśle świat nie jest przeszkodą w widzeniu Boga, ale sam Go objawia; przyp. tłum.). Takie właśnie jest prawdziwe powołanie człowieka, jego prawdziwa natura.
Lecz tak jak odrzucił swoją królewskość i swoje kapłaństwo, tak też człowiek odrzucił dar proroctwa. W swojej pysze (a grzech jest owocem pychy, owocem słów „będziecie jako bogowie") człowiek uznał, że może prawdziwie poznać świat i prawdziwie go posiadać bez „proroctwa", to znaczy bez Boga. I właśnie tę „nieprorocką" wiedzę nazwał w końcu „obiektywną" i zaczął widzieć w niej jedyne źródło wszelkiej prawdy.
Pokolenie za pokoleniem porzuca marzenia i wizje dzieciństwa dla majestatycznych świątyń owej Prawdziwej Wiedzy: dla szkół i uniwersytetów, w których „doktorzy" i „magistrzy", pewni, że posiadają jedyny dostęp do Prawdy, szybko przemieniają ludzi w ślepych czcicieli „obiektywności", w rzeczywistości zaś w ślepych uczniów ślepych nauczycieli. Czy trzeba jeszcze dowodzić, że doprawdy fantastyczne nagromadzenie owej „obiektywnej" wiedzy i opartych na niej „technik" nie tylko nie uchroniło naszej „cywilizacji" przed przemienieniem się we wszechogarniający kryzys (społeczny, polityczny, ekologiczny, energetyczny i tak dalej), lecz że samo coraz wyraźniej okazuje się główną przyczyną tego kryzysu? Czy trzeba jeszcze dowodzić, że choć cała ta wiedza i wszystkie te techniki miały nas (by użyć ulubionego hasła naszej epoki) wyzwolić, człowiek czuje się bardziej zniewolony, bardziej samotny, zagubiony, zdezorientowany i przygnębiony niż w jakimkolwiek innym okresie swoich dziejów? Że ciemna chmura rozpaczy, przerażające poczucie zupełnej pustki, przenika samo powietrze, którym oddychamy, i nie daje się rozproszyć powierzchowną euforią naszego „społeczeństwa konsumpcyjnego"? Że bezsensowny bunt rzuca wyzwanie równie bezsensownemu establishmentowi w imię absurdalnych „wyzwoleń", których treścią są terror i krew, seks i żądza, nienawiść i fanatyzm?
Smutne i ironiczne jest to, że zaprzeczywszy darowi proroctwa, danemu mu przez Boga dla prawdziwego poznania i prawdziwej wolności, i odrzuciwszy go, człowiek popadł w niewolę mnóstwa fałszywych „proroctw", z których pierwszym jest właśnie wiara w „obiektywną wiedzę" i w jej zdolność do przemienienia i zbawienia świata. Rzadko kiedy świat był tak przesycony ideologiami obiecującymi rozwiązanie wszystkich problemów jak dzisiaj; rzadko kiedy istniało tyle „soteriologii" roszczących sobie prawo do „naukowej" i „obiektywnej" znajomości lekarstwa na wszelkie zło. Zaprawdę, nasz czas jest czasem prorockiego oszustwa, czasem pseudoproroctwa i pseudoproroka zarówno w „nauce", jak i w „religii". Im wyraźniejsza staje się klęska racjonalnego i naukowego pseudoproroctwa, tym usilniej poszukuje się pseudoproroctwa irracjonalnego, pseudoreligijnego, którego znakiem jest pojawienie się na nowo w naszym technologicznym i racjonalnym społeczeństwie takich zjawisk, jak astrologia, magia, ezoteryzm i wszelkiego rodzaju zainteresowania okultystyczne. Wszystko to dowodzi jedynie, że proroctwo, będąc czymś „naturalnym" dla człowieka, jest w nim niezniszczalne, a zniszczone w swej pozytywnej, danej przez Boga istocie, nieuchronnie powraca jako upadła, mroczna i demoniczna obsesja.
Przywrócenie przez Chrystusa człowieka jako proroka jest zatem wpisane w chrześcijańską ideę zbawienia. Dar proroctwa, który otrzymujemy w sakramencie Ducha Świętego (chodzi o sakrament bierzmowania; przyp. tłum.), nie jest darem dziwnej i cudownej mocy ani „nadprzyrodzonej" wiedzy, różnej od naturalnej, a nawet jej przeciwstawnej. Nie jest jakąś irracjonalną władzą nałożoną na nasz ludzki rozum i zastępującą go, czyniącą z chrześcijanina „Nostradamusa" czy religijnego wróżbitę. Nie jest wywyższeniem „widzeń" i „snów" jako paralogicznych i irracjonalnych substytutów logosu, jako tajemnych „objawień" i wszelkiego rodzaju „znaków". Być może najlepiej można określić ten dar właśnie jako dar trzeźwości (gr. nepsis tłumaczone również jako czujność, uważność; przyp. tłum.), który w chrześcijańskiej literaturze ascetycznej zawsze uznawany był za pierwszy i zasadniczy fundament wszelkiej prawdziwej duchowości. Trzeźwość jest przeciwieństwem „pseudoproroctwa", które w człowieku zawsze jest owocem wewnętrznego nieładu, wzajemnego rozdzielenia jego rozmaitych władz i darów. Trzeźwość jest ową wewnętrzną pełnią i integralnością, ową harmonią duszy i ciała, rozumu i serca, która jako jedyna zdolna jest rozpoznawać, a przez to rozumieć i przez to posiadać rzeczywistość w jej całości, taką, jaka jest, i prowadzić człowieka do jedynej prawdziwej „obiektywności". Trzeźwość jest rozumieniem, ponieważ przede wszystkim i we wszystkim, zarówno w niemal nieświadomych poruszeniach duszy, jak i w „wielkich wydarzeniach", rozróżnia dobro i zło; ponieważ „przenika wzrokiem" zło nawet wtedy, gdy przyodziewa się ono, jak to zwykle czyni, w szaty światłości. Trzeźwość jest posiadaniem, ponieważ będąc otwartością całego człowieka na Boga, na Jego wolę i na Jego obecność, i będąc nieustanną świadomością Boga, czyni człowieka zdolnym do przyjmowania wszystkiego jako pochodzącego od Boga i prowadzącego do Niego, czyli, innymi słowy, do nadawania wszystkiemu sensu i wartości.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Of water and of Spirit, Alexander Schmemann, Crestwood 1995, p. 81-83.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.