sob, 15(2) sie sobota, 15(2) sie 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 15 sierpnia 2026

Błogosławieni miłosierni

Duchowe miłosierdzie jest miarą naszej prawdziwej miłości do bliźniego. Łatwo jest rzucić monetę żebrakowi, o wiele trudniej jest przebaczyć temu, kto wyrządził ci krzywdę. Łatwo jest przekazać darowiznę, ale o wiele trudniej jest poświęcić swój czas, by wysłuchać samotnego człowieka.

0 czytelników poleca

Życie chrześcijańskie jest trudne. W istocie jest bowiem wąską, prostą i ciernistą ścieżką duchowego wznoszenia się po stopniach ewangelicznych przykazań. Wspinanie się jest zawsze trudne. Najłatwiej jest stać w miejscu. Łatwo jest schodzić w dół. Im wyższy szczyt, tym trudniejsza jest wspinaczka.

Bóg jednak wzywa nas do osiągnięcia szczytu, najwyższego ze wszystkich możliwych, pragnie, abyśmy wziąwszy swój krzyż, podążali za Nim na górę ewangelicznej świętości. Prowadzi tam droga składająca się z dziewięciu głównych stopni – ewangelicznych przykazań błogosławieństw.

Przykazania te nie są jedynie kodeksem etycznym, nie są tylko zbiorem norm moralnych, ale tajemniczym obrazem Nowego Człowieka, który rodzi się i rozwija w nas w miarę naśladowania Chrystusa (por. Kol 3, 8–10; Ef 4, 22–24).

Na piątym stopniu drabiny prowadzącej nas do obiecanego przez Chrystusa Królestwa Niebios napisano:

«Błogosławieni miłosierni, albowiem oni doznają miłosierdzia» / cs. Błażeni miłostiwii, jako tii pomiłowani budut (Mt. 5, 7).

Na pierwszy rzut oka przykazanie to wydaje się tak proste i zrozumiałe. Któż bowiem nie wie, że miłosierdzie to cnota? Któż nie zgodzi się, że pomaganie bliźnim jest czymś dobrym i słusznym? Ale czy to ewangeliczne słowo jest rzeczywiście tak proste? Przyjrzyjmy się mu bliżej, aby dostrzec choćby część tej głębi duchowego znaczenia, jaką w sobie kryje.

Czym jest prawdziwe miłosierdzie?

W potocznym rozumieniu miłosierdzie to jałmużna dla ubogiego, ofiara na cerkiew, pomoc starszej pani, która ma trudności z przejściem przez ulicę. I są to bez wątpienia dobre uczynki. Jednak Chrystus mówi o czymś większym. Greckie słowo „ἐλεήμων” (czyt. eleémón), przetłumaczone jako „miłosierny”, wywodzi się od rdzenia „ἕλεος” – miłosierdzie, litość, współczująca miłość. Nie jest to tylko pojedynczy akt, ale stan serca, cecha duszy, która staje się dla człowieka czymś naturalnym.

Święty Jan Złotousty wyjaśnia, że miłosierny to ten, kto „ma serce zdolne do współczucia wobec każdego cierpiącego”. Nie chodzi tu wyłącznie ani nawet przede wszystkim o pomoc materialną, ale o głębokie, serdeczne współczucie, o zdolność „wczucia się” w sytuację drugiej osoby, odczuwania jej bólu jak własnego. Jest to dar współodczuwania, współcierpienia, dar samego człowieczeństwa. Ten, kto nie jest miłosierny, jest okrutny i nieludzki, a zatem także bezbożny.

„Miłosierny – podkreśla święty Jan – jest właśnie człowiekiem; albowiem okazywanie miłosierdzia oznacza bycie bogiem” (św. Jan Złotousty, Homilia czwarta o Liście do Filipian).

Miłosierdzie przejawia się w najróżniejszych formach. Jest to oczywiście miłosierdzie zewnętrzne, cielesne:

• nakarmić głodnego,

• napoić spragnionego,

• odziać nagiego,

• odwiedzić chorego lub uwięzionego.

Jak mówi nam Chrystus w przypowieści o Sądzie Ostatecznym:

«Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnie uczyniliście» (Mt. 25, 40).

Każdy akt miłosierdzia, jaki okazujemy bliźniemu, czynimy osobiście dla Chrystusa.

Istnieje jednak jeszcze inne, nie mniej, a być może nawet bardziej ważne miłosierdzie – miłosierdzie wewnętrzne, duchowe. Święty Izaak Syryjczyk nazywał je „miłosiernym sercem”, które „nie może znieść widoku ani opowieści o jakiejkolwiek krzywdzie lub smutku, jakiego doświadcza stworzenie”, i dlatego modli się nawet za wrogów i za demony [św. Izaak Syryjczyk, Słowo 48]. Miłosierdzie duchowe to:

• Wybaczać krzywdę, nawet tę najbardziej gorzką, pamiętając słowa Chrystusa: „Darujcie, a będzie wam darowane” (Łk 6, 37).

• Umieć ustąpić, poświęcić swoją dumę, swoją osobistą rację dla pokoju i miłości do drugiego człowieka.

• Nie potępiać grzesznika, lecz modlić się o jego nawrócenie, dostrzegając w nim obraz Boży, choćby i zaciemniony grzechem.

• Pocieszać zmartwionego słowem nadziei, dodawać otuchy temu, kto upadł na duchu.

• Znosić słabości brata, to znaczy z cierpliwością i miłością odnosić się do jego słabości i niedoskonałości.

• Wprowadzić zbłąkanego na właściwą drogę – nie z wyniosłością faryzeusza, ale z łagodnością i miłością.

To właśnie to duchowe miłosierdzie jest miarą naszej prawdziwej miłości do bliźniego. Łatwo jest rzucić monetę żebrakowi, ale o wiele trudniej jest przebaczyć temu, kto wyrządził ci krzywdę. Łatwo jest przekazać darowiznę na cele charytatywne, ale o wiele trudniej jest poświęcić swój czas, by wysłuchać samotnego człowieka i podzielić z nim jego smutek.

Prawdziwie miłosierny człowiek okazuje miłosierdzie nie z wyrachowania, nie dla „plusika”, nie po to, by go pochwalono, ale dlatego, że nie potrafi postąpić inaczej. Jego serce upodabnia się do serca Chrystusa, wylewając miłość i współczucie na wszystkich wokół.

Albowiem oni doznają miłosierdzia”

A teraz zwróćmy uwagę na drugą, poruszającą część tego przykazania. Tutaj Bóg objawia nam duchowe, niezmienne i powszechne prawo: miara naszego miłosierdzia wobec bliźnich określa miarę Bożego miłosierdzia wobec nas.

Nie jest to „układ” z Bogiem ani mechaniczna wymiana: „Dałem złotówkę, a Ty, Boże, przebacz mi grzech”. Nie. Jest to ontologiczne, zasadnicze prawo życia duchowego. Miłosierdzie, które okazujemy innym, jest świadectwem tego, że nasze serce stało się miłosierne, to znaczy upodobniło się do Boga. A jakie serce może przyjąć Boże miłosierdzie? Tylko serce zdolne je pomieścić, to znaczy – miłosierne.

Przypomnijmy sobie przerażającą przypowieść o niemiłosiernym dłużniku (por. Mt 18, 23–35). Król darował słudze ogromny dług – symbol naszych grzechów wobec Boga. Ten jednak, wyszedłszy, chwycił swego towarzysza, który był mu winien niewielką sumę, i nie słuchając próśb o łaskę, wtrącił go do więzienia. Dowiedziawszy się o tym, król rozgniewał się i wydał tego sługę oprawcom, aż spłaci cały dług. I Chrystus podsumowuje:

«Tak i Ojciec Mój niebiański uczyni wam, jeśli każdy z was nie odpuści z serca swemu bratu jego przewinień.» (Мt18, 35).

Oto klucz! „Z głębi serca”. Bóg nie wymaga od nas formalnego, pozornego przebaczenia. Czeka, aż nasze serce się zmieni, stanie się podobne do Jego serca – przebaczającego wszystko i pełnego miłosierdzia. Kiedy odmawiamy miłosierdzia bliźniemu, to tak jakbyśmy swoimi czynami – które są głośniejsze i wymowniejsze niż jakiekolwiek słowa – mówili Bogu: „Nie przyjmuję Twojego prawa miłości, chcę żyć według własnego prawa – prawa potępienia i zemsty”. I wtedy sami odcinamy się od strumienia Bożego miłosierdzia. To my sami zamykamy drzwi naszego serca na przebaczenie.

Święci Ojcowie nauczają, że podczas Sądu Ostatecznego będziemy sądzeni nie tyle na podstawie listy grzechów i dobrych uczynków, lecz na podstawie tego, jacy staliśmy się w głębi naszych serc. Jaki jest stan naszej duszy? Czy nasze serce jest miłosierne? Jeśli tak, to Bóg rozpozna je jako spokrewnione. Jeśli jednak nasze serce stało się zatwardziałe, przepełnione potępieniem, mściwością i nienawiścią, to jak będziemy mogli wejść do Królestwa Miłości, nawet jeśli formalnie „nie zrobiliśmy nic złego”?

Zdobywanie miłosierdzia

Jak więc my, słabi, pełni pychy i urazy, możemy stać się miłosierni? Tego daru nie zdobywa się w jednej chwili. To praca na całe życie.

Po pierwsze, należy zacząć od uświadomienia sobie. Przede wszystkim trzeba szczerze spojrzeć w głąb własnego serca i dostrzec, w jakich kwestiach jesteśmy niemiłosierni. Kogo potępiamy? Komu zazdrościmy? Do kogo żywimy urazę? Komu odmawiamy pomocy, uznając go za „niegodnego”? Uznanie zatwardziałości własnego serca to pierwszy krok.

Po drugie, należy przypomnieć sobie o Bożym miłosierdziu wobec nas. Każdego dnia, w każdej godzinie, w każdej chwili musimy pamiętać, jak wiele Bóg nam wybacza. Każdy nasz grzech to bezgraniczny dług wobec Kochającego Ojca (por. Mt 6, 12). A On wybacza nam go raz po raz, jeśli tylko okażemy skruchę. Bezgraniczna, niewyczerpana, nieskończona jest łaska Boża wobec skruszonego grzesznika! Wystarczy tylko naprawdę sobie to uświadomić, a uraza do bliźniego za jakiekolwiek jego przewinienie stanie się w naszych oczach nic nieznaczącą i bezsensowną.

Po trzecie, okazywać miłosierdzie z przymusu. Ponieważ nasze upadłe „ja” stawia opór, trzeba zmuszać się do czynów miłosierdzia, nawet jeśli nie mamy na to ochoty. Ojcowie Kościoła nazywają to „zmuszaniem się”. Uśmiechnąć się do kogoś, kogo nie lubimy. Powstrzymać się od złośliwej riposty. Dać jałmużnę, nawet jeśli wydaje się, że proszący na to nie zasługuje. Przezwyciężyć się i jako pierwszy poprosić o przebaczenie po kłótni. I niech na początku będzie to trudne, nieszczere i „mechaniczne”. Ale tak jak ćwiczenia fizyczne stopniowo wzmacniają ciało, tak i ćwiczenia w miłosierdziu stopniowo zmiękczają i uzdrawiają serce.

Po czwarte, modlić się o dar serca pełnego miłosierdzia. Bez pomocy Bożej nic nie możemy. Dlatego należy gorąco modlić się słowami ewangelicznego celnika: „Boże, bądź miłościw mnie, grzesznikowi!” (Łk 18, 13). Można też modlić się własnymi słowami, byle tylko nasza modlitwa była szczera i płynęła z serca: „Panie, obdarz mnie sercem pełnym miłosierdzia, pozwól mi dostrzec w bliźnim Twój obraz, pomóż mi przebaczać tak, jak Ty mi przebaczasz”. Szczególnie ważne jest modlić się za tych, którym nie potrafimy przebaczyć. Modlitwa za tego, kto nas skrzywdził, jest potężnym środkiem uzdrowienia serca, bezpośrednim nakazem Zbawiciela:

«Ja natomiast mówię wam: Miłujcie wrogów waszych, błogosławcie przeklinających was, czyńcie dobro nienawidzącym was i módlcie się za tych, którzy na was napadają i prześladują was» (Мt 5, 44).

Po piąte, uczestniczyć w sakramentach Cerkwi. W sakramencie spowiedzi otrzymujemy przebaczenie od Boga oraz łaskę przebaczania innym. W sakramencie Eucharystii przyjmujemy samo Źródło wszelkiej łaski – Ciało i Krew Chrystusa. To tajemnicze zjednoczenie z Chrystusem jest w stanie przemienić naszą duszę, uczynić nasze serce zdolnym do prawdziwej, ofiarnej miłości.

Błogosławieństwo miłosiernych

„Błogosławieni miłosierni” – to nie tylko piękne słowa. To obietnica największego szczęścia – szczęścia upodobnienia się do Boga, szczęścia jedności z Nim. „Bóg jest Miłością” (1 J 4, 8), a bycie miłosiernym oznacza uczestnictwo w tej Bożej Miłości.

Być miłosiernym oznacza kochać prawdziwie, tak jak kocha Bóg:

«Miłość jest wielce cierpliwa i pełna dobroci jest miłość, miłość nie zazdrości, miłość się nie wynosi, się nie nadyma. Nie czyni nic nieprzystojnego, nie szuka swego, nie wpada w gniew, nie obmyśla nic złego. Nie raduje się z niesprawiedliwości, ale współraduje się prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, zawsze ma nadzieję, wszystko wytrzymuje.» (1Kor 13, 4-8).

Człowiek miłosierny już tu, na ziemi, zaznaje błogości. Miłosierne serce nie kurczy się w spazmach złości i urazy, nie pęka z zazdrości i nienawiści. Jest wolne i całkowicie otwarte na Boga i bliźnich. Człowiek miłosierny nie marnuje sił, nie traci siebie na potępianie i nienawiść. Wszystkie jego pragnienia i talenty skierowane są na służbę i tworzenie w miłości. Dlatego człowiek miłosierny jest duchowo zdrowy i silny. W każdym człowieku widzi nie wroga ani konkurenta, lecz brata, choćby zbłąkanego, za którego Chrystus przelał swoją odkupieńczą Krew. A co najważniejsze – może on śmiało pokładać nadzieję w Bożym miłosierdziu w dniu Sądu.

„Albowiem oni doznają miłosierdzia”. W tych słowach tkwi największe pocieszenie. Oznacza to, że los naszej duszy leży w naszych rękach. A raczej w naszych sercach. To my sami decydujemy, jaką miarą będziemy mierzeni: okrutną i bezlitosną – czy też miłosierną i przebaczającą (por. Mk 4, 24).

Prośmy więc Boga o ten wielki dar – serce pełne miłosierdzia. Uczmy się od Niego, Cichego i Pokornego sercem (por. Mt 11, 29), miłować i przebaczać. Czyńmy dzieła miłosierdzia, zarówno cielesne, jak i duchowe, pamiętając, że wszystko, co czynimy dla najmniejszych z ludzi, czynimy dla samego Chrystusa.

Wtedy zostaniemy wysłuchani, ponieważ już tutaj, na ziemi, staraliśmy się stać się narzędziem Jego łaski dla świata. A obiecane błogosławieństwo obficie wyleje się na nasze dusze.

o. Tarasij Borozieniec (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: Lazo /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze z Polski

wszystkie →