Sekretarz prasowy diecezji Donieckiej Ukraińskiej Cerkwi Prawosławne,j a jednocześnie proboszcz cerkwi św.
Sekretarz prasowy diecezji Donieckiej Ukraińskiej Cerkwi Prawosławne,j a jednocześnie proboszcz cerkwi św. Ignacego z Mariupola - o. Gieorgij Gulajew to profesjonalista, udzielanie wywiadów czy kontaktowanie się ze wszelkimi mediami to dla niego codzienność. Ale mimo wszystko trudno mu jest rozmawiać o wojnie. Słuchając o. Gieorgija dochodzi się do wniosku, że jeśli trudno jest o wojnie rozmawiać, to tym bardziej trudno jest mieszkać tam, gdzie jest wojna…
Ojcze, kiedy dla ojca osobiście zaczęła się wojna?
Określone przeczucie było jeszcze przed rozpoczęciem się konfliktu zbrojnego w Donbasie – w kraju gromadziły się nieporozumienia, a ludzie nie chcieli rozwiązywać ich w sposób pokojowy. Więc to, co się nagromadziło, przejawiło się w takiej wypaczonej formie, jaką jest wojna. A są to wydarzenia, związane z cierpieniami ludzi, z ich bólem, z ograniczaniem ich praw, w wielu przypadkach ze śmiercią.
Jako kapłan, wcześniej spotykałem się z różnymi obliczami życia, nie tylko „świątecznymi”. Widziałem jak ludzie chorują, umierają. Ale wojna – to połączenie cierpienia i przerażenia.
Wszyscy odczuli ból związany z wojną. Wojna to jest stan, człowiek stale się w nim znajduje. I nie jest ważne, czy w tym momencie są ostrzały lub walki, jest przecież jeszcze blokada ekonomiczna, kłamstwa propagandy, rozłąki z bliskimi, bieda, strach… Wcześniej o wojnie wiedziałem tylko na podstawie filmów, gdzie jest to skupione w dwóch godzinach czasu ekranowego. Obejrzałem w kinie i wróciłem do spokojnego życia. Tu jednak ten stan towarzyszy przez cały czas.
Szczególnie dobitnie, dla mnie osobiście, wojna zaczęła się ukazywać, gdy przyleciały samoloty i zaczęły bombardować donieckie lotnisko. Wtedy pojawiła się myśl o ewakuacji. Porozmawiałem z parafianami, powiedziałem: „Kto może, niech wyjeżdża”. Wysłałem na ewakuację swoją rodzinę, zebrałem dzieci parafian i autobusem zabrałem do pensjonatu. Mieliśmy nadzieję, że to wszystko ułoży się w ciągu miesiąca lub dwóch - a przeciąga się od roku. Taki oto u nas nieprzyjemny jubileusz – rok od rozpoczęcia wojny.
Czasami spojrzysz na niebo, kwitnące kwiaty, ludzi i pomyślisz: „Niby nie ma wojny”. A potem przejdziesz obok częściowo już zarośniętych trawą zagłębień, ponieważ życie mimo wszystko dalej się toczy i wspominasz wszystko. Od wojny nigdzie się nie schowasz. Rozumiesz, że żyjesz już nie tak, jak żyłeś wcześniej.
Jak krewni odbierają służbę ojca w strefie konfliktu?
Martwię się o to, jak oni na terytorium nie objętym wojną postrzegają wiadomości z Doniecka. Zrozumiałą rzeczą jest, że gdy ludzie oglądają kanały internetowe lub telewizję – oni widzą to wszystko inaczej, to, co pokazują, jest ograniczone działaniami dziennikarza, kamerą dziennikarza lub aparatem fotograficznym.
Z jednej strony sytuacja wygląda lepiej, niż jest to pokazywane w telewizji. Staramy się zachowywać normalne, ludzkie stosunki. W świątyniach są odprawiane nabożeństwa, ludzie pracują, uczą się. Ale w wiadomościach nie zostanie pokazana dusza człowieka, to, że człowiek stale znajduje się w stanie stresu, oczekiwania, nieświadomości. Są rzeczy do których się przyzwyczaiłeś, które przyswoiłeś, ale coś jeszcze, jak przedtem, zostaje strefą nerwową poza tobą, poza ludzkim pojmowaniem. Rzeczą najbardziej niezrozumiałą cel wojny - dlaczego ludzie walczą?
Ojciec nie raz mówił, że dla chrześcijanina nie może być podziału na „naszych” i „nie naszych”. Jak się to realizuje w życiu codziennym?
Kontaktowałem się z kapelanami, którzy okazali się w gąszczu wydarzeń. To wszystko nie jest takie proste. Wydaje mi się, że normalny kapłan będzie pouczać żołnierzy tak: „Daj Boże, żebyś dzisiaj nikogo nie zabił i żebyś ty nie został zabity”. Po zastanowieniu się okazuje się, że kapłan demotywuje żołnierzy. Kapłani błogosławią ich jak Jan Chrzciciel „nikogo nie obrażać, nie brać cudzego”.
My, chrześcijanie, w każdym momencie mówimy o wieczności żyjąc wśród świata czasowego, ziemskiego. Dlatego też otaczający nas ludzie odbierają nas jak „kogoś nie z tego świata”, jesteśmy dziwni dla tego świata, nie mieścimy się w formacie, kierujemy się przede wszystkim Przykazaniami Bożymi.
Chrześcijaństwo – to religia pokoju. Nasz Pan nie przyszedł z mieczem, tylko umarł za nasze grzechy, dlatego bardzo trudno mi jest pojąć, jak przed Golgotą można modlić się o to, by kogoś skuteczniej zabić. Po cierpieniach Jezusa Chrystusa na Golgocie apostołowie nie wzniecili powstania z hasłem: „Zemścijmy się za Jezusa”. Chrześcijaństwo podążyło inną drogą.
Proszę mnie dobrze zrozumieć – ludzie, nawet bez Cerkwi będą robić to, co chcą robić. Ale Cerkiew zawsze głosi Ewangelię i daje człowiekowi możliwość pokuty, możliwość zatrzymania się. Jeśli jeszcze na dodatek my zaczniemy uświęcać to, co dzieje się na wojnie, wtedy ludzkość dojdzie do swojego ostatecznego upadku i zginie. A w tym przypadku my nie sprzyjamy na razie ani jednym, ani drugim, ale dajemy możliwość im wszystkim wyrazić skruchę i poznać prawdę.
Ale przecież od niepamiętnych czasów ludzie modlili się o zwycięstwo, chociażby w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej… Kapłani błogosławili żołnierzy przed bitwami.
Jego Świątobliwość Patriarcha Moskiewski i całej Rosji Cyryl wyraził jasne stanowisko odnośnie wojny na wschodzie Ukrainy w Odezwie z dnia 17 czerwca 2014 r., którą z błogosławieństwa metropolity Donieckiego i Mariupolskiego Hilariona służba prasowa specjalnie wydała w większym nakładzie i rozprowadziła po wszystkich świątyniach.
Stanowisko Jego Świątobliwości pokazuje, jak ludzie powinni się zachowywać w danej sytuacji. Wszelkie próby interpretacji listu Patriarchy w tę lub inną stronę, według mnie są po prostu niestosowne. Niestety, znam ludzi, zniekształcających sens odezwy Patriarchy i kontynuujących tę wojnę.
Tej wojny, i stosunku Cerkwi do niej, nie należy porównywać z Wielką Wojną Ojczyźnianą. Wystarczy porównać list locum tenens patriarszego tronu metropolity Sergiusza na początku Wojny Ojczyźnianej 1941 r. i list Jego Świątobliwości Patriarchy Cyryla – są to zupełnie inne teksty, zarówno w formie, jak i w treści.
Potwierdzeniem tego jest misja humanitarna Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej - wielkie wsparcie dla ludności cywilnej, która cierpi przez wojnę. Właśnie na takie rzeczy należy się nastawiać.
Nie ukrywam, do Donbasu czasem przyjeżdżają nieetatowi duchowni, często naruszając zakaz i zaczynają tu głosić kazania i winą za wszystko to obarcza się Cerkiew. Wówczas my musimy wyjaśniać ludziom, że zadaniem kapłana jest modlitwa o pokój, a nie wyświęcanie broni.
Wyciągnijmy wnioski z przeszłości. Żeby mówić o tym, kogo błogosławili kapłani w te lub inne czasy historyczne trzeba zdawać sobie sprawę z realiów tego życia. Nie można wchodzić do tej samej wody dwa razy i nie można naśladować jednych wzorów, a przy tym innych nie. Mimo wszystko wierzę jednak, że ludzkość w ciągu wieków swojego istnienia na Ziemi, po przeżyciu dwóch wojen światowych, nauczyło się, że w ten sposób konfliktów się nie rozwiązuje.
My kapłani kontaktujemy się z ludźmi i podtrzymujemy w nich to dobro, które w nich jest. Wojna, nawet w dalekiej przeszłości była również uważana za grzech. Żołnierz zawsze przychodził i okazywał skruchę w tym, że zabijał. W Cerkwi nie ma świętych, którzy byli kanonizowani za to, że skutecznie zabijali.
Św. Jerzy Zwycięzca został kanonizowany za męczeńską śmierć, ale nie związaną z wojną. Św. Teodor Uszakow był kanonizowany nie za swoje wojenne sukcesy, tylko za swoje cnotliwe życie i modlitwę w Monasterze Sanaksarskim; za to, że dbał o swoich żołnierzy jak dobry ojciec. Św. Aleksander Newski przyjął postrzyżyny mnisze i o nim właściwiej jest mówić jako o mnichu Aleksym, zaakcentować jego duchowe osiągnięcia, a nie wojenne.
O prześladowaniach
Co jeśli przychodzą do Was przedstawiciele jednej partii i mówią: „pomódlcie się za nas, za naszą partię”, a potem przychodzą do Was przedstawiciele innej partii z tą samą prośbą?
Czytamy modlitwy o pokój. Modlitwa, napisana osobiście przez Patriarchę Cyryla, zakłada nie zwycięstwo, zakłada przywrócenie pokoju. Jest ona czytana we wszystkich świątyniach Donbasu podczas każdego nabożeństwa:
„Panie Jezu Chryste, Boże nasz, wejrzyj Twoim miłosiernym okiem na krzywdę i pełne smutku wołanie dzieci Twoich, będących na ziemi ukraińskiej.
Zbaw ludzi Twoich od bratobójczej wojny, złagodź przelewanie krwi, odwróć nadchodzące biedy. Pozbawionych dachu wprowadź do domów, głodnych nakarm, płaczących pociesz, rozdzielonych połącz.
Nie zostawiaj swojego stada, by się zmniejszyło przez swoich krewnych w złości przebywających, lecz doprowadź do szybkiego pogodzenia się. Serca nielitościwych uczyń miękkimi i doprowadź ich do poznania Ciebie. Daj pokój Kościołowi Twemu i Jego wiernym dzieciom, abyśmy jednym sercem i jednymi ustami wysławili Ciebie, Pana i Zbawiciela naszego na wieki wieków.”
Oto, o co się modlimy. Pokazujemy tę modlitwę i mówimy: „Oto, jak umiemy się modlić i jak będziemy się modlić”. Kapłan jest człowiekiem posłusznym wobec prawa – dla niego Prawo Ewangeliczne jest ważniejsze od ziemskiego.
A jeśli przyjdzie człowiek z jakiejś partii i powie: „Poprzyjcie nas, wówczas pomożemy Wam odbudować świątynię, zapewnić potrzebującym pomoc medyczną, itd.”?
Cerkiew to nie biuro uprzejmych usług, które spełnia wszystkie ludzkie zachcianki i życzenia. Oczywiście, można działać zgodnie z duchem dzisiejszych czasów, są możliwości zostania dla kogoś „kalifem na godzinę”. To jest również pokusa.
Dla wielu się wydaje, że zły (diabeł – przyp. tłum.) będzie pojawiać się w pewien namacalny sposób i obowiązkowo wznosić się na wysoką górę, jak Jezusa Chrystusa i pokazywać wszystkie królestwa świata. Ale u nas jest to inna skala i wszystko może się okazać o wiele bardziej banalne. Czyli po prostu tacy ludzie przychodzą i proponują coś podobnego. Ale kapłan nie tylko całuje Ewangelię, ale także ją czyta. My nie tylko mówimy o pewnych prawdach, my w nie wierzymy. Z tego powodu tutaj jest już kwestia moralnego wyboru dla każdego człowieka indywidualnie, dla każdego konkretnego hierarchy, kapłana, parafianina.
Wojna to codzienna pokusa. Tak naprawdę są to warsztaty naszej wiary, od człowieka wymaga się tego, czego nauczył się w normalnych warunkach: modlić się, być miłosiernym, pocieszać innych, wierzyć, nie zwracając uwagi na nic. Można powiedzieć, że zdajemy egzamin z naszej wiary: czy faktycznie jesteś chrześcijaninem czy jest to dla ciebie jedynie kulturowy element życia, pewne dopełnienie poglądów politycznych, pewne upiększenie lub pocieszenie w czasach pokoju. Teraz jest okres próby zarówno dla wierzącego osobiście, jak i ogólnie dla Cerkwi.
Nie raz Ojciec zwracał uwagę na to, że ludzie są upolitycznieni. Jak postępować, gdy członkowie jednej Cerkwi żyją w dwóch różnych krajach i nierzadko uważają się za wrogów?
Sytuacja jest rzeczywiście trudna, nienormalna. Ale przecież jesteśmy przede wszystkim chrześcijanami, dopiero potem identyfikujemy się z narodem i preferencjami politycznymi. To jest też pewna próba, którą przechodzą członkowie Cerkwi. Poddanie się tej pokusie jest równoznaczne ze zgubieniem samego siebie.
Wydaje mi się, że na razie odpieramy ten atak. Atak, który przeprowadza wróg ludzkości. Jego zadaniem jest burzenie, dzielenie ludzi według drugoplanowych kryteriów. Z kolei zadanie Cerkwi polega na tym, żeby widzieć w człowieku przede wszystkim człowieka, to ogólne, co jest w każdym z nas. U nas jest jeden Kielich i my wspólnie spożywamy z tego Kielicha Ciało i Krew Zbawiciela.
Należy zrozumieć to, że Cerkiew nie będzie zaspokajała i realizowała interesów człowieka, choć Cerkiew w tych celach wciąż będą wykorzystywać „silni tego świata”. Ale to Chrystus jest silniejszy.
Czasami jestem pytany o to, czy są obecne prześladowania Cerkwi. Ja uważam, że prześladowania Cerkwi są obecne zawsze, ponieważ grzech jest przecież prześladowaniem człowieka, grzech chce zmienić człowieka w jakieś zwierzę, dąży do sprowadzenia ludzkiego życia wyłącznie do motywów materialnych.
Czy jesteśmy gotowi oddać swoje życie za Chrystusa? Wojna to sprawdzian dla każdego z nas. Dlatego też wszystko przemija: przemija państwo, odchodzą rządzący, przechodzą w niebyt polityczne slogany. A Cerkiew istnieje już ponad 2000 lat. Kiedyś będziemy musieli odpowiadać przed Bogiem. Dokładnie tak, jak w Ewangelii: czy nakarmiłeś głodnego, czy odwiedziłeś przebywającego w szpitalu lub więzieniu, czy dałeś spragnionemu się napić. Przez ten pryzmat należy rozpatrywać sytuację trwającą w Donbasie.
Czy często wokół pojawiają się spory polityczne?
Ci, którzy zostali w mieście wolą nie rozmawiać ze sobą na tematy polityczne, ludzie są zmęczeni przez te konflikty. Przynajmniej u nas w parafii. Zrozumiałe jest to, że media prowokują ludzi do podziału, ale w ciągu ostatniego roku ludzie nauczyli się odfiltrowywać podawane informacje i pomimo tego, że stopień nienawiści wciąż jest w mediach podtrzymywany, u ludzi pojawiło się pewne doświadczenie. Czyżby człowiek chciał oszukać samego siebie, szukając potwierdzenia swojego światopoglądu wyłącznie w jednym źródle?
Donbas teraz będzie otoczony pierścieniem, nadchodzi ekonomiczna i humanitarna blokada, przez co cierpią ludzie cywilni. Ale to nie jest polityka – to etyka. Tu wszystko zostało w dużym stopniu pomieszane. Tę wojnę nie należy porównywać z żadną inną, odbywającą się wcześniej. To jest dziwna, głupia i niezrozumiała wojna.
A co z wojną domową trwającą prawie sto lat temu?
Dziś zaczynam rozumieć pewne momenty historii, które dotąd były dla mnie niezrozumiałe. Na przykład to, że zwycięzców tutaj być nie może. W czasach radzieckich były stawiane pomniki „bohaterów wojny domowej”. Ale jacy bohaterowie mogą być w czasie wojny domowej? Wszyscy jesteśmy Słowianami, a do tego – dziećmi Bożymi. Kiedy Kain zabija Abla, to czyj pomnik należy postawić?
W jakim stopniu zmienili się ludzie w czasie wojny?
Bóg zachował mnie od rozczarowania innymi ludźmi. Oczywiście, każdy utrzymuje się przy życiu, jak może, każdy się do tego dostosowuje. Staram się nikogo nie osądzać i zapewne dlatego trudno mi jest zobaczyć grzech w innym człowieku. Na razie widzę tylko dobre przykłady. Bardzo się cieszę, że niektórzy moi koledzy-dziennikarze, zajęli się wolontariatem. Nawet jeśli oni nie są gotowi do tego, ażeby nazywać się chrześcijanami, to ich działania są tak naprawdę cnotami chrześcijańskimi.
Ważny jest też dla mnie przykład kapłanów, którzy nie zostawili swoich parafian, którzy zostali z ludźmi do końca, na linii ognia, a także przykład tych ludzi, którzy karmią innych, dzieląc się ostatnim posiłkiem oraz przykład tych, którzy podtrzymują wiarę w człowieka, wiarę w to, że będzie pokój.
Technologia mitów
Co Ojciec sądzi o tym, że o sytuacji na Donbasie dyskutują ludzie na portalach społecznościowych na całym świecie?
Z jednej strony dobrze, że o nas pamiętają. Z drugiej strony, póki sam tego nie przeżyłeś, niczego nie zrozumiesz. Jest u nas kapłan, który przyjechał do nas z miasta Grozny (Czeczenia) 18 lat temu, on przeżył wojnę czeczeńską. Kiedy u nas rozpoczęła się wojna, on dzielił się cennymi wskazówkami – jak się zachowywać, co robić, żeby przeżyć wojnę. Teraz również my możemy podpowiedzieć i pouczyć – pojawiły się osobiste, gorzkie doświadczenia.
Wojna jest nienormalna, jest to zrozumiałe szczególnie wtedy, gdy się widzi, że na zewnątrz jest pokój. W zasadzie można wrócić do tego pokoju. Pokój jest tu rozumiany jako stan spokoju, w którym u ludzi są całkowicie odmienne oczekiwania, problemy. Oczywiście, u nas też odbywają się śluby, rodzą się dzieci i są chrzczone, odbywają się również inne radosne wydarzenia. Ale to wszystko się odbywa na zupełnie innym tle niż tam, gdzie nie ma wojny.
Natomiast co do ludzi z zewnątrz, którzy próbują interpretować wydarzenia, o których wiedzą z mediów... Jedną rzeczą są zwykłe, rzetelne media, co innego, gdy w to wmiesza się propaganda i informacja staje się mitem. Cerkiew na te wezwania nie ma prawa udzielić symetrycznej odpowiedzi.
Jako dziennikarz znam technologie formułowania mitów, wiem, jak to się robi. Ale jako kapłan nie mogę pozwolić udzielić na to symetrycznej odpowiedzi, odpowiadać grzechem na grzech. My możemy działać jedynie zgodnie z Ewangelią.
Czy na Donbasie istnieje konfrontacja między wyznaniami?
W tę wojnę próbuje się wprowadzić element religijny. Owszem, są problemy zarówno u protestantów, u przedstawicieli innych wyznań, jak i u prawosławnych. Ale to jest właśnie dlatego, że jesteśmy z ludźmi. Gdybyśmy abstrahowali od wspólnego cierpienia z własnym narodem, gdybyśmy znaleźli dla siebie jakieś wygodne miejsce, żeby przeczekać ten konflikt, wówczas nie moglibyśmy powiedzieć: „Ja rozumiem tego człowieka, rozumiem, że jest mu ciężko”.
I właśnie przez to, że jesteśmy razem z ludźmi, okazaliśmy się pośrednimi ofiarami tego sprzeciwu. Chodzi o zburzone miejsca święte, naszych poszkodowanych parafian i ogólny odbiór tego, co tu się dzieje. Ale my nie walczymy z innymi wyznaniami. Donbas zawsze był tolerancyjny w tej kwestii. Oswajaliśmy się ze wszystkimi, pomimo tego, że jesteśmy dominującą organizacją religijną, to nie korzystaliśmy z tego przeciw komukolwiek.
Czy ogólnie zmieniły się spowiedzi ludzi?
U swoich parafian tego nie zauważyłem. W naszej parafii na polityczne tematy w zasadzie się nie dyskutuje. U nas przede wszystkim dominuje chrześcijański pogląd na nasze osobiste grzechy, na smutki, które przydarzają się ludziom. Te osobiste grzechy były takie, jak od zawsze. Jeśli ktoś gniewa się na bliźniego, nawet jeśli ten bliźni nie odchodzi od ekranów telewizora, on okazuje skruchę tak samo, jak w dowolnych innych grzechach.
Jak bardzo zmieniło się podejście do wiary u Ojca?
Wierzę w to, że Bóg nas nie zostawia i nastąpi pokój. Owszem, widzę, że ta wojna to kara za nasze grzechy, ale przecież nie Bóg ją zorganizował – ją wymyślili ludzie. Póki co nie wiem, dlaczego staliśmy się jej mimowolnymi uczestnikami, ale ze swojej strony każdy chrześcijanin powinien dołożyć wszelkich starań, aby znów zapanował pokój.
Rozmawiała Oksana Gołowko za: pravmir.ru
— tłum. Karion Szeszko
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.