pt, 28(15) sie piątek, 28(15) sie 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 28 sierpnia 2026

Dlaczego Maria zawsze była czczona

Wcielenie to Bóg-Człowiek Jezus Chrystus zrodzony z Ducha Świętego i Bogurodzicy. Akt wiary we Wcielenie Chrystusa objawia się w czci, która jest właściwie skierowana ku Niemu, i w czci, która jest właściwie skierowana ku Bogurodzicy.

1 czytelników poleca

Najtrudniejszą do omówienia z osobami nieprawosławnymi częścią mojego prawosławnego doświadczenia jest miejsce i rola Matki Bożej w Kościele i w moim życiu. Jest to z jednej strony kwestia głęboko teologiczna, wręcz niezbędna dla właściwego zrozumienia wiary prawosławnej, z drugiej zaś niezwykle osobista, wykraczająca poza ramy rozmowy. Jestem również przekonany, że prawosławne podejście do Marii jest częścią depozytu apostolskiego, a nie późniejszą naleciałością.

Kiedy kilka dekad temu odbywałem studia magisterskie, postanowiłem skoncentrować swoje badania historyczne na „kulcie Marii” (czci dla Marii) w historycznym Kościele. Decyzja ta wiązała się z semestrem intensywnych badań, podczas których analizowałem wszelkiego rodzaju materiały. I przez cały ten czas pytanie: „Kiedy to się zaczęło?” było dla mnie najważniejsze. Doszedłem do zaskakującego wniosku. Zaczęło się już na początku.

Historyczne dowody na cześć oddawaną Marii są tak oczywiste, że po prostu się je pomija: to jej miejsce w Ewangeliach. Uważam, że wiele „historycznych” dowodów na temat Chrystusa ma podobny charakter. Zabawne i irytujące jest czytanie przez współczesnych krytyków historycznych Nowego Testamentu, gdy odwołując się do tych dokumentów, argumentują, że pojęcie boskości Chrystusa było późniejszym rozwinięciem. W jakiś sposób udaje im się czytać Nowy Testament i pomijać najbardziej oczywistą rzecz: wszyscy jego autorzy wierzą w boskość Jezusa. Nie zauważają, że samo istnienie „materialnego Jezusa” w Nowym Testamencie istnieje wyłącznie dlatego, że jego autorzy wierzyli, iż jest On Bogiem. Każdy wers wypływa z tego przekonania.

W podobny sposób miejsce Marii w Ewangeliach niesie przesłanie czci. Ci, którzy nie dostrzegają tej oczywistej cechy Nowego Testamentu, zazwyczaj gubią się w szczegółach, doszukując się zbyt wielu treści w wypowiedziach takich jak: Co Mnie i tobie, Niewiasto? i tym podobnych.

Po pierwsze, historie o Marii zajmują ważne miejsce w narracji ewangelicznej. Święty Marek wspomina o niej najmniej, nie mając żadnej relacji o narodzeniu. Święty Łukasz ma najwięcej materiału, a św. Jan ma prawdopodobnie najważniejszy. Krytycy biblijni przyjmują podejście „najmniej znaczy lepiej” i twierdzą na przykład, że „święty Marek nic nie wie o narodzinach”, co jest ewidentnie przesadnym stwierdzeniem.

Dla mnie to pozornie „nieistotny” materiał wskazuje na cześć wobec Marii. W relacji św. Łukasza znajduje się hymn Magnificat, w którym Maria oświadcza: Błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia. To zdanie można porównać jedynie z obietnicą Boga daną Abrahamowi:

Uczynię z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i rozsławię twoje imię, i będziesz błogosławieństwem. I będę błogosławił tym, którzy tobie będą błogosławić, a tych, którzy przeklinają ciebie, będę przeklinać. W tobie będą błogosławione wszystkie narody ziemi (Rdz 12,2-3).

W spotkaniu Marii z jej krewną Elżbietą (i z dzieckiem w jej łonie, Janem), uwaga skupia się na samej Marii, a nie na dziecku w jej łonie.

I skądże mi to, że przyszła do mnie matka Pana mego? Oto bowiem, gdy rozległ się w moich uszach głos twego pozdrowienia, poruszyło się radośnie dziecko w łonie moim (Łk 1,43-44).

Później w Ewangelii Łukasza, gdy Dzieciątko Jezus zostaje przedstawione w świątyni, starzec Symeon prorokuje:

Oto Ten jest położony na upadek i powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu przeciwstawiać się będą, twą zaś własną duszę miecz przebije, aby zostały odsłonięte zamysły wielu serc (Łk 2,34-35).

Maria jest tu powiązana z Krzyżem Chrystusa w przeniknięciu Jej duszy.

Określam te historie jako „nieistotne” w tym sensie, że wykraczają one daleko poza prosty punkt narodzenia z Dziewicy. Marek i Jan nie wspominają o poczęciu ani narodzeniu Chrystusa (chociaż obaj włączają Marię do swojej narracji). Obfitość treści maryjnych w Ewangelii Łukasza może jedynie wskazywać na Jej cześć w Kościele pierwotnym. Nie jest Ona tylko Dziewicą, która rodzi Chrystusa – jest także błogosławiona przez wszystkich. Jest przyczyną radości proroka Jana nawet w łonie matki. Jest wyjątkową uczestniczką cierpień Chrystusa, przeznaczoną mistycznemu mieczowi, który przeszyje Jej duszę.

To informacja wskazująca na wyjątkową rolę Marii we wspólnocie chrześcijańskiej I wieku. Jak Kościół może nie czcić Tej, którą Jan Chrzciciel powitał z radością, gdy był w łonie matki? Jak wspólnota chrześcijańska może słusznie skupiać się na Ukrzyżowanym Chrystusie, ignorując Matkę z przebitą duszą? Treść Ewangelii Łukasza jest uzasadnionym dowodem na pierwotną cześć oddawaną Matce Bożej. Ta cześć w Kościele nigdy nie ustała, ale dojrzewała z czasem, gdy Kościół rozważał znaczenie i głębię Wcielenia, Ukrzyżowania i Zmartwychwstania Chrystusa.

Oczywiste jest, że wielu chrześcijan wolałoby czytać tylko Ewangelię Marka, ignorując oczywiste implikacje zawarte w Ewangeliach Łukasza i Jana.

Ewangelia Jana wydaje mi się naznaczona głębokim zrozumieniem tajemnicy Marii. Na szczególną uwagę zasługuje jego pierwsza wzmianka o Niej. Spotkaliśmy Ją na weselu w Kanie. Jan nie przedstawia Jej postaci – zakłada, że czytelnicy znali Ją wcześniej. Na weselu kończy się wino. I bez żadnego praktycznego wyjaśnienia, Jan po prostu relacjonuje, że Maria mówi Jezusowi: Wina nie mają.

To głębokie. Jego uczniowie jeszcze niczego nie widzieli. Nie dokonał się żaden cud (to wesele będzie miejscem pierwszego cudu). A jednak Maria wie, kim On jest i co On oznacza. Jest już w pełni wtajemniczona w prawdę Jego życia i posługi.

Wielu protestantów rozwodziło się nad odpowiedzią Chrystusa: Co Mnie i tobie, Niewiasto? Traktowali to stwierdzenie jako: „Co cię to obchodzi?”. W rzeczywistości to po prostu: „Co to jest między Mną a tobą?”. Ale św. Jan umieszcza to stwierdzenie w kontekście: Jeszcze nie nadeszła godzina Moja. Chrystus mówi do swojej Matki: „Jeszcze nie nadszedł czas. To jeszcze się nie musi zacząć”.

Dzielą się więzią nadchodzącego Krzyża. Jego życie zostanie ofiarowane, miecz przeniknie Jej duszę. A gdy On zacznie, nic nie powstrzyma marszu na Golgotę. Jej odpowiedź jest prosta: Co by wam mówił, czyńcie. To powtórzenie wcześniejszego: Niech mi się stanie według słowa twego. Jej całkowita pokora i wyrzeczenie się siebie przed Bogiem są ludzkim odbiciem wyrzeczenia się siebie przez Chrystusa na krzyżu. Wraz z tym nowym „fiat” rozpoczyna się nieubłagana podróż na krzyż.

Tajemnica Jej uczestnictwa w Chrystusie nie kończy się na momentach historycznych – ponieważ dzielenie się tymi momentami w Ewangeliach nie dotyczy jedynie zapisu historycznego. Są to przede wszystkim momenty teologiczne. Zajmuje Ona nie tylko miejsce w historii zbawienia, ale także w jej teologicznym rozumieniu i egzystencjalnym uczestnictwie. Ewangelie są pisane dla naszego zbawienia, a nie jako zwykła informacja.

I to właśnie tej teologicznej i egzystencjalnej rzeczywistości brakuje w wielu współczesnych opisach wiary chrześcijańskiej. Często zadawane jest pytanie: „Dlaczego powinienem czcić Marię?”.

Po pierwsze, prawosławni nie powiedzieliby: „Trzeba czcić Marię”. Mówimy raczej: „Trzeba czcić Marię jako Bogurodzicę, jako Theotokos”. Jest to tytuł teologiczny dogmatycznie nadany Jej przez Trzeci Sobór Powszechny. Jest czczona, ponieważ jest Bogurodzicą. Czczenie Bogurodzicy jest nieodłącznym elementem prawidłowej wiary we Wcielenie Boga-Człowieka. Ignorowanie Jej jako Bogurodzicy oznacza pomniejszone i nieadekwatne rozumienie Wcielenia.

Ale to mówienie w kategoriach samych idei. Wcielenie nie jest ideą – jest rzeczywistością, zarówno historyczną, jak i wieczną. Wcielenie to Bóg-Człowiek Jezus Chrystus. A mówiąc szerzej, Wcielenie to Bóg-Człowiek Jezus Chrystus zrodzony z Ducha Świętego i Bogurodzicy. To właśnie stwierdza Credo nicejsko-konstantynopolitańskie.

Rzeczywistość tego stwierdzenia nie jest ideą, lecz Osobą, zarówno w przypadku Boga-Człowieka, jak i w przypadku Bogurodzicy. Akt wiary we Wcielenie Chrystusa objawia się w czci, która jest właściwie skierowana ku Niemu, i w czci, która jest właściwie skierowana ku Bogurodzicy.

I to właśnie jest tak trudne do wyjaśnienia osobom nieprawosławnym. Doktryny są dla nich bowiem łatwo postrzegane jako idee, a nawet fakty. W prawosławiu te doktryny są żywą rzeczywistością. Nie ma większego znaczenia, że ktoś jest w istocie moją matką. Niezwykle ważne jest, abym czcił moją matkę (z Boskiego nakazu) i ją kochał. Nie myślimy doktryną. Doktryna jest opisem rzeczywistości, w której żyjemy. Czcimy Bogurodzicę, ponieważ wiedząc to, co wiemy, nie możemy postąpić inaczej.

o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Glory to God for All Things

fotografia: alik /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze aktualności

wszystkie →