Jeśli nauczymy się ufać Bogu i oddamy się Jego woli, jak w ręce zręcznego rzeźbiarza, który odcina od niekształtnej bryły wszystko, co zbędne, wtedy zabłyśnie w nas ukryty pod bezkształtnymi warstwami kamienia prawdziwie wspaniały obraz Boga.
Dobroć. Miłość. Ale jak to?
Ile razy słyszeliśmy to radosne, optymistyczne stwierdzenie: „Bóg nas kocha, Bóg jest dobry!” Ale co to znaczy „dobry”? W chwilach cierpienia i przygnębienia uparte pytanie rozdziera duszę na strzępy: „Dlaczego na świecie jest tyle zła i cierpienia?!” W odpowiedzi jedni twierdzą, że Bóg o nas zapomniał i zupełnie nie słyszy żadnych modlitw. Inni widzą Go jako nieubłaganego Sędziego, który z każdym postępuje zgodnie z zasługami. I tak dalej, i tym podobne....
Boże objawienie, że Najwyższy jest miłością, nie mieści się w nas. Chrześcijaństwo od wieków nieustannie wyznaje dobroć Bożą, o której święty Antoni Wielki powiedział:
„Bóg jest dobry i czyni tylko dobro. Nikogo nie krzywdzi, pozostając zawsze taki sam. Żyjąc cnotliwie, jesteśmy Bożymi, a postępując źle, stajemy się odrzuceni przez Niego. Nie oznacza to jednak, że On się na nas gniewa, ale że nasze grzechy nie pozwalają Bogu zabłysnąć w nas...”.
Dobroć Ojca z niebios. Jak ją przedstawić, opisać, zrozumieć? Albowiem Bóg jest niepojęty dla człowieka. Nasz umysł nie jest w stanie ogarnąć Tego, który jest większy niż cały wszechświat. On jest Panem i Stwórcą świata, Początkiem, który daje nam życie, a my jesteśmy pochodną. Jak mierzyć Go ludzkimi miarami? Pozostaje rozważać o związku istniejącym między nami poprzez porównania, zagłębiając się w różne rodzaje znanej nam miłości. Najlepsze są obrazy, przypowieści, alegorie, nawet te nieoczekiwane. W Ewangelii jest ich wiele. U świętych ojców również. I u szczerze wierzących autorów. Każdy wybiera to, co jest mu bliższe, bardziej przekonujące. W różnych okresach życia sercu bliższe są różne rzeczy.
Dzisiaj skupię się na jasnych i wymownych obrazach angielskiego pisarza, naukowca i teologa Clive'a Lewisa z jego książki „Cierpienie”. Dodatkowo na rozważaniach doświadczonego życiem księdza z Mińska – ojca Aleksego Klimowa, który przez długi czas był duchownym prawosławnej wspólnoty osób niesłyszących i niedosłyszących, pedagogiem-psychologiem, autorem metodologii rozwoju zdolności poznawczych.
Ojciec Aleksy mówi:
– Każda dusza, każdy nowy człowiek jest Bożym wybrankiem. Niezależnie od tego, w jakiej rodzinie się urodził, od jakich rodziców pochodzi, jest osobiście wybrany przez Boga. Wybrany do życia w Królestwie Niebios. Można powiedzieć, że dla każdego człowieka jest tam już przygotowane miejsce. Każdy jest tak cenny dla Boga, że powiedziano: dusza każdego z nas jest cenniejsza niż cały wszechświat. Cały dramat, cała tragedia polega na tym, że możemy nie odziedziczyć tego miejsca. Nie dlatego, że Bóg nam je odbiera, ale dlatego, że je tracimy, możemy je wymienić na coś bliższego i bardziej ostatecznego.
Ojciec, a nie dziadek
Kiedy uczniowie Chrystusa prosili Go, aby nauczył ich modlić się, On zaproponował im modlitwę, której pierwsze słowa brzmiały „Ojcze nasz”. W tej najśmielszej ze wszystkich modlitw nasz Stwórca jest porównywany do Ojca. Słowo Ojcze – budzi ciepłe i rodzinne skojarzenia. Jednak miłość mądrego ojca jest wymagająca! Pragnąc wychować syna na godnego człowieka, on nie tylko go pielęgnuje, ale także karze. Nie trzeba wyjaśniać tej tezy, zwłaszcza tym, którzy mają dzieci.
Ponownie, jeśli mówimy do Boga „Ojcze”, to znaczy, że jesteśmy Jego dziećmi. Dzieci często bywają kapryśne, histeryczne, nieposłuszne, a nawet bezczelnie robią coś na złość. Tymczasem Bóg traktuje nas po ojcowsku: wychowuje nas, opiekuje się nami, wybacza... I wzywa do siebie.
Ojciec Aleksy Klimow mówi:
– Ogólnie rzecz biorąc, rozmowa o miłości Boga, o Jego dobroci, jest bardzo trudna. Ponieważ próbujemy rozważać tę kwestię w oparciu o nasze własne rozumienie. I rzeczywiście, ludzie mają bardzo różne wyobrażenia o Bogu. Miłość Boża jest oczywiście inna. Nie jest to miłość ludzka, różni się od naszej miłości tak, jak doskonałość różni się od niedoskonałości. Na przykład dzieło mistrza, doświadczonego rzeźbiarza, różni się od dzieła ucznia. Różnią się one znacznie, ale można po prostu powiedzieć: mistrz wykonał lepszą pracę. Dlatego miłość Boga jest doskonała, nieskazitelna, absolutna, a miłość ludzka jest ulotna, niestety wymieszana z naszą grzesznością.
Dobroć Boża to przede wszystkim Jego miłość do nas. I w tym mamy trochę rację. Czy nie jest wspaniale być kochanym? Tylko jakie znaczenie ma dla nas słowo „miłość”? Najprawdopodobniej pragniemy dobroci i łagodności, a nawet czułości. Wydaje nam się, że dobry Bóg powinien pragnąć naszego szczęścia i dobrobytu za wszelką cenę – bylebyśmy tylko nie cierpieli! Chcielibyśmy żyć, spełniając wszystkie nasze pragnienia, w świecie stworzonym jako narzędzie, przestrzeń, tło (jakkolwiek to nazwać) dla komfortu i przyjemności. A dobroduszny staruszek-bóg w Niebie cieszyłby się, że ludzie radują się i bawią. Ale jest całkowicie jasne, że nasz świat jest inny, a Bóg mimo wszystko jest Miłością. Wniosek: nasze wyobrażenie o miłości jest błędne!
Dobroć to jeszcze nie miłość. Bóg jest święty, a my jesteśmy daleko od świętości. I właśnie dlatego, że Bóg nas kocha, Stwórca pragnie uczynić nas godnymi Swej miłości, dlatego w Listach Apostolskich czytamy: „Kogo bowiem Pan miłuje, tego karci i chłoszcze każdego syna, którego przyjmuje. Jeśli doświadczacie karcenia, to jak z synami Bóg się z wami obchodzi” (Hbr 12, 6-7). No tak! Ta prawda z pewnością nikomu się nie podoba! A jeśli cytuje się ją ludziom dalekim od wiary, często wywołuje to reakcję całkowitego odrzucenia i oburzenia...
Ojciec Aleksy Klimow tak rozważa na ten temat
– Bóg kocha każdego człowieka indywidualnie i osobiście. Jak powiedziano, Bóg zna każdego człowieka z imienia, zna go jeszcze z łona matki, od naszego poczęcia, zna go jeszcze przed naszym narodzeniem i zna osobiście każdego z nas. Dlatego miłość Boża jest porównywalna zarówno do dżemu, który jest dany wszystkim – jedzcie do syta, jak i do ognia, którym powinien zapłonąć człowiek, i w którym coś musi spłonąć – a mianowicie to coś, co jest sprzeczne z tą miłością.
Mistrz i glina
Miłość Boga do nas można porównać do tego, co człowiek czuje do swego dzieła. Mistrz i glina, artysta i płótno... Te porównania są zbliżone – glina i płótno nie czują, nie mogą się cieszyć ani smucić tak jak my, ludzie. Jednak w Biblii można znaleźć podobne alegorie. Na przykład Bóg mówi: „Oto jak glina w ręce garncarza, tak wy jesteście w Moim ręku” (Jer 18, 6).
Każdy człowiek, nie w sensie przenośnym, ale dosłownym, jest niepowtarzalnym i drogocennym dziełem Boga. Nie - mniejszym, a właśnie drogocennym! Bóg nas zaplanował i pracuje nad realizacją Swego zamysłu, a to oznacza, że nie spocznie, dopóki nie doprowadzi go do końca. I to naturalne, że chcemy, aby Stwórca przeznaczył nam mniej chwalebny i odpowiedzialny los, aby zostawił nas w spokoju, pozostawił naszym pragnieniom, nie dręczył nas i nie wychowywał. A co to znaczy? „Chcemy, aby kochał nas mniej, a nie bardziej”.
Jeśli malarz ma przed sobą prosty szkic, którym chce zabawić dziecko, to na pewno nie będzie się martwił, że rysunek nie wyszedł zbyt dobrze. Ale o swoje główne dzieło, które kocha całym sercem, będzie się martwił raz po raz. Nietrudno sobie wyobrazić, co może czuć obraz, który dzień po dniu, rok po roku jest czyszczony i poprawiany!
Jeśli jednak nauczymy się ufać Bogu i oddamy się Jego woli, jak w ręce zręcznego rzeźbiarza, który odcina od niekształtnej bryły wszystko, co zbędne, wtedy zabłyśnie w nas ukryty pod bezkształtnymi warstwami kamienia prawdziwie wspaniały obraz Boga!
– Boża dobroć polega na tym, że Pan bardzo nas ceni, że nie jesteśmy dla Niego jak jakieś robaczki. Dla absolutnego, nieograniczonego Boga my – ograniczeni, śmiertelni ludzie, żyjąca w ziemskich warunkach cała ludzkość jesteśmy - jak sam Bóg mówi - źrenicą Jego oka. A do nas – niedoskonałych, grzesznych, namiętnych, zmiennych – odnosi się z wielkim szacunkiem. Bóg jednak oczekuje od nas czegoś bardzo wielkiego – chce, abyśmy również byli absolutni.
Przypowieść o synu marnotrawnym
Może się wydawać, że Ojciec z niebios jest zbyt surowy wobec ludzi. Ale czy jesteśmy posłusznymi dziećmi? Można śmiało powiedzieć, że dobroć Boża polega również na tym, że nie karze nas za nasze zło w chwili, gdy je popełniamy! Nie, Jego miłosierdzie jest bezgraniczne. I chyba najbardziej wymownym obrazem, najbardziej imponującą alegorią tego miłosierdzia jest przypowieść o synu marnotrawnym (zob. Łk 15, 11–32).
Ojciec Aleksy Klimow tak opowiada i interpretuje tę przypowieść:
– Pewien człowiek miał dwóch synów. W pewnym momencie młodszy syn zażądał od ojca należnej mu części spadku. Innymi słowy, powiedział: „Ojcze, mam dość życia u ciebie w posłuszeństwie, mam dość bycia cały czas zależnym od ciebie, nie tylko jako syn, ale jako młodszy syn, i nie mam czasu czekać, aż umrzesz. Daj mi teraz to, co otrzymam po twojej śmierci”. To straszne słowa! W rzeczywistości ten syn w swoim sercu już pochował swego ojca. Ale ojciec daje mu to, czego ten żąda, a syn odchodzi. Odchodzi zadowolony: otrzymał wolność. Jednak w rzeczywistości nie jest to wolność, ale samowola, pragnienie bezkarnego i nieodpowiedzialnego zaspokajania swoich żądz. I właśnie to zaczął robić: wyjechał do odległego kraju, zaczął prowadzić rozwiązłe życie i oczywiście w końcu roztrwonił cały swój majątek wśród grzesznych ludzi. A potem przyszedł głód... Z wielkim trudem znalazł sobie pracę – pasterza świń na polu. I oto, przebywając z tymi świniami i jedząc razem z nimi z jednego koryta, młody człowiek opamiętał się. Bardzo ważne słowa – „opamiętał się”, przypomniał sobie o ojcu, przypomniał sobie o domu i powiedział: „Pójdę do mego ojca i okażę mu skruchę”. Jednak przychodząc (a droga powrotna była zupełnie inna), nie wiedział, jak ojciec go przyjmie. Przygotował więc takie słowa: „Jestem winny przed tobą i przed Bogiem i nie zasługuję, by nazywać się twoim synem. Przyjmij mnie przynajmniej jako sługę...”. A ojciec, gdy go zobaczył, rzucił mu się na spotkanie. I kiedy syn wypowiedział te słowa skruchy, nie dał mu nawet dokończyć. Przywrócił mu synowską godność, a nawet więcej – nigdy nie przestał uważać go za swego syna. Na przykładzie tego ojca i syna możemy powiedzieć, jak Bóg odnosi się do ludzi. Ludzie popełnili grzech, oddalili się od Boga, ludzie od Niego odchodzą, chcą żyć według swoich żądz, w grzesznych przyjemnościach. Ale gdy tylko zwrócimy się do Boga, On nie wypomina nam naszych złych uczynków i przebacza nam.
Tak, możemy wrócić... Przypowieść ewangeliczna pokazuje, że nie ma takiego grzechu, który mógłby przeważyć miłość Boga. Możemy udać się do Ojca z pełnym zaufaniem, wiedząc, że On czekał na nas przez cały czas, nawet gdy nie pamiętaliśmy o Nim. Czekał jak ojciec tęskniący za swym zaginionym synem.
Jednak jest jeszcze jeden smutny akcent: dopiero potrzeba, głód i samotność sprawiły, że syn marnotrawny opamiętał się i zrozumiał, jak okrutnie postąpił wobec swego ojca. Czyż nie postępujemy tak samo jak on, żądając od Boga wszystkiego, co może nam dać? A potem zabieramy to i trwonimy, nie wspominając ani razu o Ojcu Niebiańskim, kiedy żyjemy w dostatku. Jak napisał hieromnich Roman (Matyushin):
Wybacz, Ojcze, nikczemność człowieczą.
Niestały bardzo jest ludzki ród.
Obdarz nas – a udamy się w podróż daleką.
Do domu jedynie przyciągnie nas głód.
Jednak wiedząc to wszystko, Ojciec jest gotów sam wyjść nam na spotkanie, gdy niepewnie zbliżamy się do domu. Jest gotów objąć nas ramionami i opłakiwać nasz żałosny stan. Ponieważ On jest dobry.
– I dlatego, że Bóg nie zgadza się, abyśmy, nazwawszy się synami Bożymi, pozostali po prostu synami ludzkimi. Dlatego mówi z wyrzutem, że powinniście być bogami, a umieracie jak ludzie (por. Ps 81, 6-7). Ponieważ ziemskie szczęście to szczęście, które kończy się wraz ze śmiercią. Zaś szczęście otrzymywane od Boga, szczęście wzajemnej miłości z Bogiem – jest bezgraniczne. Trwa ono po śmierci i może się bez końca pomnażać. A człowiek, będąc sam wieczny, będzie mógł czerpać z tej bezkresnej otchłani coraz nowsze i nowsze szczęście.
Elena Nasledysheva (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: Beschieru Ioan /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.