W którym momencie przestają u Was trzaskać drzwi?
W którym momencie przestają u Was trzaskać drzwi? U mnie w okolicach Ojcze nasz. Do tej pory nie ma zmiłuj, drzwi pozostają w permanentnym użyciu. Otwierają się i zamykają, przyciągając wzrok – i słuch – tych w środku. Mamy zatem taki objaw – tam trzaskają drzwi, tu wszyscy odwracają głowy.
Trzaskających można podzielić na kilka typów. Typ 1. – Okazjonalni. To ci, którzy drzwiami trzaskają maksymalnie do trzeciej antyfony (czyli najczęściej „W królestwie Twoim…”). Okazjonalni, bo trafiło się to przypadkiem. Każdy bywa Okazjonalnym – okazjonalne trzaśnięcie wywołane jest przez zaspanie, zepsuty budzik czy spóźniony autobus. Okazjonalni uważają Liturgię za zaliczoną, bo grunt to zdążyć przed lekcją apostolską i ewangelią.
Typ 2. – Kazaniowi. „Prawie” zaliczyli – co prawda, nie słyszeli ewangelii, ale treść przy pomyślnych wiatrach usłyszą w kazaniu, więc w sumie można obecność zaliczyć.
Typ 3. – Cherubińscy. Trzaskają w okolicach pieśni cherubinów. Tu już nie da się przyznać, że ten czas to przypadek. Żeby wejść w tym momencie, trzeba zatrzasnąć drzwi w domu jakieś pół godziny za późno. Więc pewnie się zasiedzieli przy śniadaniu, nie chciało się zwlec z łóżka, ciekawy program w telewizji leciał…
Typ 4. – Kanoniści – trzaskający w okolicach kanonu eucharystycznego. Tych jestem fanką – najczęściej wpadają zziajani (aha – wiedzą, że jednak już jest dość późno, a jak duchowny wyrywny, to w tym momencie mogłoby już być Ojcze nasz). Najważniejszy moment Liturgii, a Kanoniści trzaskają drzwiami, pakują się, rozpinają kurtki, szurają, kupują świeczki, stawiają świeczki, dmuchają świeczki… Pomijam już, że w czasie, gdy reszta ludu intonowała „Odrzućmy wszelką życia troskę” Kanoniści z troską szukali miejsca do parkowania albo wrzucali jadącym przed nimi kierowcom…
Potem następuje chwila spokoju. Wszyscy z dziećmi starają się zdążyć przed Eucharystią, bo jak już na to nie zdążą, to bez sensu przychodzić. No więc, do Ojcze nasz mamy spokój. Ale – to tylko cisza przed burzą. Jak tylko wybrzmi „Albowiem Twoje jest królestwo….”, zaczyna się trzaskanie w drugą stronę. Najpierw wychodzą ci, których rodzice nauczyli, że po Ojcze nasz to „już można”. No to trzaskają. Potem ci, którym ktoś kiedyś powiedział, że jak nie przystępują do Eucharystii, to po Ojcze nasz „już można”. No to ćwierć zgromadzenia już trzasnęła. Potem święty moment Komunii i zaczynają wychodzić ci, którzy przystąpili – bo „już można”. Monotonny poziom trzasków utrzymuje się do końca.
Zjawisko to wrosło w prawosławie jak tradycja. Czy ktoś z tym walczy? Oprócz jednego duchownego, który lubi ten temat, i jednego, który raz nieśmiało przypomniał o godzinie rozpoczęcia nabożeństwa – nie spotkałam się. Szkoda, że takiej zwykłej, ale ważnej rzeczy duchowni nie chcą swoich wiernych uczyć.
Sposobem na trzaskanie jest skrócenie Liturgii. Nie, nie nawołuję do reformy i usunięcia z nabożeństwa jego fragmentów. Chodzi raczej o skrócenie służenia. Jesteś duchownym i lubujesz się w rozwlekaniu kazania? Musisz, no musisz opowiedzieć treść przeczytanej przed chwilą ewangelii? Czy też uwielbiasz dokładanie dodatkowych modlitw? A co się dzieje na zapriczastnym? 20 minut spowiedzi? Załatwianie zaległych cerkiewnych spraw? Wiedz, że przyczyniasz się do wzrostu liczby trzaskających. A może oferujesz swoim wiernym politurgiczne bonusy w postaci molebna, panichidy, akatystu, pasji? To kolejna cegiełka dla trzaskaczy – bo jakkolwiek źle to tłumaczenie by nie brzmiało, to jeśli ludzie wiedzą, że od Ojcze nasz ciąg nabożeństwowy będzie jeszcze trwał godzinę lub dłużej (z bonusami), to ich motywacja do przyjścia na początek spada.
Jesteś dyrygentem lub chórzystą? Wyrzuć ze swojego repertuaru wielogłosowe wyczyny dziewiętnastowiecznych rosyjskich kompozytorów. Masz w nutach czterdzieści Pieśni Cherubinów? Czas najwyższy dwadzieścia najbardziej udziwnionych wyrzucić do pieca. Twoja ulubiona forma to trzyczęściowy koncert z solówką? Daj soliście dyplom i zamknij ten etap w jego cerkiewnej karierze. Wierni stojący i słuchający wyczynów chóralnych mistrzów męczą się tym bardziej, im bardziej skomplikowaną muzykę im się serwuje. Przedłużasz nabożeństwo – mają pretekst, żeby przyjść w połowie.
W końcu – czas na edukację. Ojcowie Kościoła, kiedy układali prawosławną Liturgię, głupi nie byli – nie powrzucali tam poszczególnych części ot tak sobie. W każdym nabożeństwie można zauważyć swoisty rytm. Części następują dynamicznie po sobie, mają ze sobą logiczne powiązanie. Ale nie da się zauważyć tego powiązania, jeśli poszczególne elementy są rozwleczone. To jak z telewizją – jeśli reklama w trakcie filmu się przeciąga, to można zgubić wątek albo zmienić kanał i już nie wrócić.
A ty, drogi trzaskaczu? Warto uświadomić sobie, że spóźniając się, przeszkadzasz innym. Zauważ, jak wiele głów odwraca się w twoją stronę przy wejściu do cerkwi. Kolejne osoby rozpraszasz, kupując świeczki, stawiając świeczki, przeciskając się do środka, szurając… To jak w kinie – nikt nie lubi, kiedy ktoś po ciemku szuka swojego miejsca i przeciska się między kolanami tych, którzy już siedzą. W cerkwi nie wydaje się nam to takie oczywiste. Jeśli jesteś Kanonistą – uszanuj moment Liturgii, w którym się znajdujesz. Daruj sobie świeczki, nie świeczki są teraz ważne. Wejdź w to skupienie, które jest udziałem ludzi, którzy przyszli wcześniej.
No cóż, wszyscy czasem bywamy trzaskaczami. To też warto mieć na uwadze.
Anna Czerewacka, z wykształcenia ekonomistka, z zawodu konsultantka systemów informatycznych. Przez 5 lat szefowała serwisowi www.Cerkiew.pl. Autorka wielu opracowań muzyki cerkiewnej w języku polskim. Prowadzi chór kaplicy św. Grzegorza Peradze w Warszawie – co jest jej pasją i wyzwaniem.
— Anna Czerewacka
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.