Chrystus bowiem, biorąc na siebie całe ludzkie cierpienie, przemienił je w drogę do Boga i w pełne zwycięstwo nad złem.
Bardzo często można usłyszeć następujące pytanie: „Jak wobec wszystkiego, co dzieje się na świecie, możecie wierzyć w Boga? Gdyby Bóg istniał, czy dopuściłby tyle cierpienia, tyle niesprawiedliwości? Jeśli Bóg, jak twierdzicie, jest Miłością, to jak wytłumaczyć ten nieustanny triumf zła i znieważanie dobra?”
Pytanie to jest w istocie tak stare jak sam świat. Zawsze dręczyło ludzkość, a genialnie ujął je Fiodor Dostojewski w swoich Braciach Karamazow. Przypomnijmy rozmowę Iwana z Aloszą, gdy Iwan mówi, że jeśli dla przyszłej rajskiej szczęśliwości potrzebna jest choć jedna łza niewinnego dziecka, to on oddaje bilet do raju. I rzeczywiście – jak odpowiedzieć na to pytanie? Wystarczy być świadkiem choćby jednego niewinnego cierpienia, aby wszystkie istniejące odpowiedzi – a jest ich wiele – wydały się płaskie i nieprzekonujące. Zło, triumf zła, pozostaje także dla wierzącego straszną, niewytłumaczalną tajemnicą. I w tej tajemnicy wiara widzi tylko dwie odpowiedzi – a właściwie nawet nie odpowiedzi, lecz dwa punkty oparcia, dwie oczywistości. Jedna to związek zła z tajemnicą wolności, druga zaś to obraz cierpiącego Chrystusa, czyli podstawowe dla wiary chrześcijańskiej doświadczenie Krzyża z przybitym do niego Człowiekiem, w którego wierzymy, że jest Bogiem.
Zatrzymajmy się krótko przy każdej z tych oczywistości i spróbujmy – choć jest to trudne – je wyjaśnić. A więc tajemnica wolności. Co dziwne, ci sami ludzie, którzy odrzucają Boga dopuszczającego na świecie tyle zła, oskarżają religię o to, że rzekomo zniewala człowieka i pozbawia go wolności. Bunt przeciw religii, walka z nią, prowadzona jest zazwyczaj w imię wolności. Czym jednak jest wolność, jeśli nie możliwością wyboru – a więc właśnie wyboru między dobrem a złem? Jeśli człowiek nie może wybrać zła, nie jest wolny. Jeśli jest wolny nie pozornie, lecz naprawdę, może wybrać zło. Otóż chrześcijaństwo zawsze twierdziło i twierdzi, że Bóg stworzył człowieka całkowicie wolnym. I właśnie ta wolność jest głównym źródłem tak często triumfującego na świecie zła. W biblijnym opisie stworzenia człowieka Adam wybiera zło, ponieważ jest wolny. Lecz zło rodzi zło i samo staje się źródłem zła. Innymi słowy, jeśli Bóg – jak się mówi – dopuszcza zło, nie powstrzymuje go i wydaje się wobec niego jakby bezsilny, to dlatego, że stwarzając istotę wolną – człowieka – raz na zawsze ograniczył swoją wszechmoc. Gdyby człowiek nie był wolny, nie mógłby też wolno wybrać dobra, piękna i doskonałości, do których Bóg go wzywa, nie mógłby być przyjacielem Boga. Lecz będąc wolnym, może równie wolno wybierać zło i ponosić za ten wybór pełną odpowiedzialność. Taka jest pierwsza oczywistość, pierwsze chrześcijańskie wyjaśnienie tajemnicy zła.
To wyjaśnienie byłoby jednak nie tylko niepełne, ale wręcz fałszywe, gdyby nie było zakorzenione w drugiej oczywistości – w obrazie i doświadczeniu cierpiącego Chrystusa. Dlaczego właśnie Krzyż, właśnie krzyżowe cierpienie Chrystusa stanowi centrum wiary chrześcijańskiej? Oczywiście dlatego, że jest to odpowiedź samego Boga na triumf zła, a zarazem początek i źródło zwycięstwa nad nim. Upraszczając to do granic możliwości, można powiedzieć tak: skoro Bóg raz na zawsze ograniczył siebie wolnością człowieka i dlatego nie może zniszczyć zła z zewnątrz – bo oznaczałoby to odebranie człowiekowi jego wolności – to Bóg, który kocha człowieka i pragnie go ocalić od zła, nie ma innej drogi jak wziąć na siebie cierpienie człowieka, przyjąć na siebie całe zło świata i od wewnątrz zniszczyć je swoją miłością. Oto ostatnia tajemnica chrześcijaństwa: „On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby, został ukarany za nasze grzechy, a Jego ranami zostaliśmy uzdrowieni” (por. Iz 53,4–6). Całe dobro, całą miłość i całkowitą bezbronność Chrystus dobrowolnie oddaje w ręce zła, nienawiści i złości. Na tym jednym Człowieku, o którym wydający Go Piłat mówi: „Nie znajduję w Nim żadnej winy” (por. Łk 23,4), skupia się całe zło świata, cała jego nienawiść. I na tym polega sens cierpień Chrystusa, że ani razu, nigdzie i nigdy nie odpowiada On na zło złem, na przemoc przemocą, na nienawiść nienawiścią: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34).
I oto w tym świecie pełnym cierpienia, złości i nienawiści nieustannie żyje obraz Ukrzyżowanego, a nasza wiara wie, że uczestniczy On w każdym cierpieniu, współcierpi z każdym cierpiącym i stoi przy każdej męce. Zło widocznie triumfuje. Lecz tym, którzy pytają mnie: „Jak może wasz Bóg milczeć i dopuszczać to wszystko?”, mogę wskazać na Krzyż, na Boga ukrzyżowanego i na słowa Ewangelii mówiące, że w noc przed swoją śmiercią Chrystus zaczął się smucić i odczuwać trwogę (Mt 26,37). Nie – Bóg nie pozostał obojętny wobec naszego cierpienia, lecz wszedł w nie i przyjął je. Dlatego tak często właśnie cierpiący znajdują Boga, spotykają Chrystusa i wierzą w Niego. A gdy Go znajdą, nie pytają już, gdzie jest Bóg, bo wiedzą: Bóg jest obok, we mnie, daje mi siłę nieść krzyż, a więc przemieniać samo cierpienie, a nawet zło, w zwycięstwo dobra. Czy nie jest to dziwne? Ci, którzy żyją w pełnym dobrobycie i mają wszystko, bardzo często nie odczuwają Boga. Wystarczy jednak, by człowiek zetknął się z cierpieniem i uwolnił się od złudnego ziemskiego szczęścia – wtedy zaczyna się jego spotkanie z Bogiem. Chrystus bowiem, biorąc na siebie całe ludzkie cierpienie, przemienił je w drogę do Boga i w pełne zwycięstwo nad złem.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.