Na drugiej Jutrzni Oblubieńca, w Wielki Wtorek, Cerkiew upamiętnia Panny Roztropne.
Na drugiej Jutrzni Oblubieńca, w Wielki Wtorek, Cerkiew upamiętnia Panny Roztropne. Fragment Ewangelii, który słyszeliśmy, jest podzielony na dwie części.
Pierwsza część to dyskusja między Chrystusem, a wierzącymi z Jego czasów. W tej wymianie zdań faryzeusze zadają podchwytliwe, krępujące pytanie o płacenie podatków. Następnie saduceusze przychodzą przedyskutować temat małżeństwa, w końcu jeden z nauczycieli pyta Jezusa o najważniejsze przykazanie.
Przedstawmy tu obraz ascetycznej tradycji w sprzeczności powyższą sceną: pewni mnisi przychodzą do nauczyciela – starca na pustyni i proszą: „Nauczycielu, przekaż mi słowo, które poprowadzi do zbawienia,’’ lub „Daj mi słowa, którymi mam się kierować i być naprawdę żywym”. Pytanie to jest dużą sprzecznością z pytaniami zadawanymi Jezusowi przytoczonymi wyżej.
Scena Ewangelii, którą widzieliśmy, wyjaśnia nam stopień duchowej degradacji tych religijnych przywódców. Religia poprowadziła ich do niezgody i sprzeczności z Panem religii.
Bóg nienawidzi takiej religii, która staje się narzędziem rozdzielającym pomiędzy Nim, a tymi, których kupił Swoją cenną krwią. Religia powinna łączyć ludzi ze sobą i z Bogiem.
Druga część zawiera siedem sławnych przyrzeczeń skierowanych przez Pana do religijnych ludzi Jego czasów. Jezus był nieusatysfakcjonowany z religijnej atmosfery Jego czasów. Skarcił On faryzeuszy, ponieważ ich kochał i podziwiał ich ścisłe religijne praktyki. Jednocześnie było Mu ich szkoda, ponieważ ograniczyli swoją pracę uświęcenia się. To jest „faryzeuszowe ograniczenie.”
„Bądź czujny” - to drugie wezwanie tej Jutrzni Oblubieńca. Na co powinniśmy uważać? Musimy być czujni o nasze wyznawanie wiary (kult religijny) - żeby było prawdziwe i nie powierzchowne. Nasza dziesięcina jest bezużyteczna, jeśli zapomnimy o sprawiedliwości i łasce. To niebezpieczeństwo, które grozi wierzącym: zasnąć na śmierć. Jest to podobne do oddawania większej czci ofierze aniżeli ołtarzowi, który uświęca ofiarę, albo do czczenia bardziej świątyni niż Zamieszkującego ją. Jak znane stwierdzenia mówią: cedzić komara, kiedy połykamy wielbłąda, i upiększać kielich z zewnątrz, gdy wewnątrz jest pełen cudzołóstwa i morderstwa – to wszystko to objawy choroby dotykającej fundamentów, objawy duchowego raka zagrażającego wierze cały czas. Ta choroba definiuje nasz związek z Bogiem jako związek opierający się na obowiązkach. Następnie, rozpoczyna się nasz „bazar” negocjacji i usprawiedliwiania się. Wpadamy w fałsz i obłudę. Religia przewraca się do góry nogami – z bycia drabiną podnoszącą nas do Boga, do bycia oszustwem pewności siebie. Ktokolwiek oddaje Bogu wszelką należną cześć [tylko] z powodu tego, że On jest Bogiem - w rzeczywistości chce zakończyć relację z Nim. Ktokolwiek chce kochać [tylko] dla celów miłości - jego miłość jest ograniczona. Miłość, która nie rośnie, jest zakłamana. Miłość zaprzecza obowiązkowi. Miłość to przyciąganie. Innymi słowy, to Boska żarliwość. Ktokolwiek kocha, pragnie kochać bardziej – inaczej jego miłość nie jest prawdziwa.
Pojawia się pytanie: czy przestrzeganie wszystkich przykazań prowadzi nas do drogi zbawienia? Zaiste, to jest faryzeuszowa choroba od wieków. Z czystego chrześcijańskiego punktu widzenia, przestrzeganie przykazań prowadzi do pokajania. Przestrzeganie przykazań czyni nas bardziej szczerymi w pokajaniu i cieplejszymi w miłości. To, co wiemy o osobach, które zrobiły postępy w życiu duchowym, to to, że całe lata spędzali w pokajaniu. Święty apostoł Paweł powiedział: „Ja jestem najbardziej grzeszny.” Odkąd chrześcijańskie życie oznacza kochanie Pana i dzielenie się Jego misją i cierpieniem, za każdym razem wnikamy w głębię tego raju, zdajemy sobie sprawę z dobroci. To jest raj życia z Bogiem. Za każdym razem, gdy o tym rozmyślamy, widzimy to bardziej.
Walka Pana z religijnymi ludźmi Jego czasów była nie o dziesięcinę, ale o ograniczenia, jakie nałożyli na miłość Boga. Dynamika relacji z Bogiem, jeśli zaczyna się dobrze, nie powinno się kończyć, lecz ciągle rosnąć. Miłość Boga wymaga od nas, byśmy Go kochali bardziej. Statyczna miłość jest fałszywa. Samozadowolenie jest obłudne - to znaczy, że nie chcemy kochać, czy też kochać prawdziwie. Miłość to potencjał i nie jest ona czymś, czego obecność da się policzyć.
Niech każdy zwróci się w stronę samego siebie, i zbada naturę własnej relacji z Bogiem. Tę relację często nazywamy obowiązkiem. Popracujmy nad naszą modlitwą, postem, wyznawaniem wiary (kultem religijnym) i jałmużną. Czy wszystkie nasze obowiązki wobec naszych sąsiadów, dzieci, rodziców i każdego innego są naszym celem – a zatem są ograniczające – czy też są to narzędzia prowadzące nas do dynamizmu Bożej miłości wzrastającej w nas?
Jeśli wierzymy, że musimy się modlić przez 10 minut, albo całymi godzinami, to nie znamy znaczenia modlitwy. Mogę zacząć od minut, ale wiem, że ziarenko modlitwy rośnie nieskończenie, osiągając nieustanną modlitwę. Język żarliwości nie ma limitu.
Wszyscy kochamy Boga, ale przez fałsz „zasypiamy na śmierć”. Kreślimy ograniczenia dla tej miłości, zamieniając ją w obowiązki, miast dającą życie. Bądźmy czujni co do naszego wyznawania wiary (kultu religijnego).
Jeśli wchodzimy do świątyni i stajemy do modlitwy, a potem odchodzimy bez przyjęcia miłości Bożej – to w rzeczywistości nie modliliśmy się. Jeśli zachowujemy wszystkie posty i w poszukiwaniu nie wypatrujemy żarliwie oblicza Chrystusa, to torturujemy nasze ciało w próżności. Kiedy faryzeusz spytał Chrystusa o największe przykazanie, On odpowiedział: „Miłość”, która jest celem wszystkich przykazań.
Święty Jan Chryzostom wyjaśnia, dlaczego Chrystus nazwał inne pięć niewiast nieroztropnymi Były nierozsądne wcale nie przez zaniedbywanie przykazań. Przeciwnie, przestrzegały przykazań i nawet więcej, trwały w celibacie i jako dziewice. Celibat nie jest wymagany od wszystkich. Ich problemem było to, że zapomniały o najważniejszym przykazaniu: miłości. Środki stały się celem. To jest tak, jakby religia była ubóstwiana znosząc to, co Boskie. Kult religijny jest narzędziem, a Bóg celem.
Religia jako obowiązek jest ciemnym faryzeizmem, który marnuje wszystkie prace w próżni, ale chrześcijaństwo jest kochającą żarliwością czyniącą wszystkie trudy łatwymi.
Święty Grzegorz Palamas mówił o lampach tych roztropnych dziewic. Knot w lampie – mówił – symbolizuje miłość, oliwa jest wypracowana przez cnoty, a płomień to Łaska Ducha Świętego. Gdy oliwa pracy zmniejsza się, miłość zostaje ugaszona, a płomień Ducha Świętego znika, ponieważ płomień nie może jaśnieć na knocie bez oliwy, oliwy pracy.
Bracia i siostry, kochajmy Oblubieńca z żarliwością i przygotujmy swoje lampy jaśniejące cnotami, abyśmy, tak jak dziewice Pańskie, przybyli na ucztę weselną zawczasu przygotowani. Amen.
Jutrznia Oblubieńca pod przewodnictwem metropolity Pawła Jazidżiego, Aleppo, Syria, 2007
Z angielskiego przetłumaczyła Magdalena Kaczko
— tłum. Magdalena Kaczko
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.