Rozmowa z Kurdem Serafinem Maamdim Spośród 30 milionów mieszkających na świecie Kurdów zdecydowana większość to muzułmanie, natomiast mniejsza część wyznaje jazydyzm.
Rozmowa z Kurdem Serafinem Maamdim Spośród 30 milionów mieszkających na świecie Kurdów zdecydowana większość to muzułmanie, natomiast mniejsza część wyznaje jazydyzm. W Rosji według spisu ludności z roku 2002 mieszka 19,6 tys. Kurdów-muzułmanów oraz 31,3 tys. Kurdów-jazydów. Mało kto wie, że w chwili obecnej przedstawiciele tego narodu zwracają się ku prawosławiu i zostają wiernymi Cerkwi rosyjskiej. Bardziej szczegółowo opowiedział o tym Serafin Maamdi. ***
Panie Serafinie, proszę opowiedzieć nam o sobie i o tym, jak poznał pan prawosławie?
Urodziłem się i dorastałem w Gruzji. Z pochodzenia jestem Kurdem, zaś moje korzenie wywodzą się z tureckiego Kurdystanu. Po ludobójstwie naszego narodu na początku XX wieku część Kurdów przeniosła się do Armenii, a stamtąd do Gruzji, Rosji i innych krajów. Wśród przesiedlonych byli również moi przodkowie. Większa część Kurdów wyznaje obecnie islam, mniejsza natomiast synkretyczny kult jazydyzm. Ja również byłem jazydem. Tak samo jak wszyscy jazydzi, od małego uczęszczałem wraz z rodziną do świątyni prawosławnej, mieliśmy w domu ikony, przed którymi w niedziele i święta zawsze zapalano świece, czyli uważano to za normalne: jednocześnie oddawać cześć słońcu i chodzić do cerkwi. Mnie natomiast bardzo ciągnęło do Chrystusa. Kiedy słyszałem o nim w telewizji albo gdy ktoś przy mnie opowiadał o Chrystusie, zawsze wsłuchiwałem się z wielką ciekawością. W 2002 roku moja rodzina przeniosła się do Moskwy. Tu właśnie dostałem w prezencie Nowy Testament. Od tego wszystko się zaczęło...
Czytałem Ewangelię przez 4-5 godzin dziennie; czasem bywało tak, że siedziałem przy niej całą noc. Czytałem i nie byłem w stanie się przerwać, wielu rozdziałów nauczyłem się na pamięć jeszcze zanim przyjąłęm chrzest. Zaskakiwało mnie to, jak po przeczytaniu o Chrystusie świat dookoła mnie stawał się inny. Było to pierwsze spotkanie z Panem. Przewrócił całe moje życie, po prostu zakochałem się w Nim. Jazydyzm tego nie daje, nie ma tam spotkania z Bogiem, nie ma żywej rozmowy człowieka z Bogiem. Generalnie nie ma tam jakiejkolwiek styczności ze Stwórcą. Jazydzki Bóg jest bardzo daleko od człowieka. Natomiast główną rzeczą, którą znalazłem w chrześcijaństwie, jest żywy kontakt z Bogiem. Brakuje słów, by opisać stan, kiedy się jest z Bogiem... ciężko to wytłumaczyć człowiekowi, który nie obcował z Bogiem, jak to ujął Dawid: Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan! (Ps 34, 9). Należy skosztować samemu.
Tak więc zdecydowałem się przyjąć chrzest. Kiedy pewnego razu udałem się do świątyni było tam już odprawiane nabożeństwo. Byłem w stanie tam wytrwać jedynie około dwóch minut: nagle poczułem się źle. Później kapłan wytłumaczył mi, że w sercu człowieka gnieździ się zły duch, który przeszkadza nam przyjść do Pana. Wyjechałem do Niżnego Nowogrodu i poznałem tam księdza, który przeznaczał dla mnie kilka godzin dziennie, żeby przygotować mnie odpowiednio. Bardzo poważnie przygotowywałem się do chrztu i uważam, że był to najważniejszy uczynek w moim życiu.
Mój chrzest odbył się w dniu Pięćdziesiątnicy w 2007 roku. Budząc się rano odczułem lęk i wielki ciężar na sercu. A kiedy przyszedłem do świątyni kapłan zapytał z uśmiechem: Czy chcesz może uciec?. Chrzest się rozpoczął, i w momencie, kiedy kapłan wyczytując pierwsze modlitwy położył mi na głowę rękę, zemdlałem. Po otwarciu oczu zorientowałem się, że siedzę na krześle, kapłan zaś kropi mnie wodą święconą. A następnie, kiedy po chrzcie chodziliśmy trzykrotnie dookoła kąpieli ze świecami w rękach na znak wiecznego przymierza z Chrystusem, odczułem, jak przemieniło się moje serce, doświadczyłem niezwykłej radości. Nie czułem nóg, wydawało mi się, że płynę, natomiast wokół mnie wszystko się zmieniło. Stałem się innym człowiekiem. Brak jest słów, które wyrażą to, co odkrył mi Pan w głębi mojego serca. Odczułem rękę Bożą. Od małego miałem bezpodstawne napady lęku; budziłem się w nocy i przerażony chodziłem po domu bojąc się czegoś. W takich momentach nie rozumiałem, co jest ze mną. Natomiast po chrzcie to wszystko przeminęło, zupełnie przestało mnie męczyć. Zacząłem postrzegać świat inaczej, z kolei ludzie, z którymi miałem do czynienia, również zauważyli we mnie zmiany, których dokonał we mnie Pan poprzez chrzest. Podczas duchowego narodzenia otrzymałem imię Serafin. Od tamtej chwili sensem mojego życia stał się Chrystus, natomiast celem życia — podążanie za Nim.
Jak odebrała chrzest pana rodzina?
Moja rodzina, jak to niemal wszyscy jazydzi, traktowała prawosławie generalnie pozytywnie; wspominałem już, że mogą chodzić do świątyni, posiadać w domu ikony, ale chrzest jako taki uważają za niepotrzebny, nawet nie rozumieją znaczenia tego sakramentu. Takie same zdanie mieli również moi rodzice. Kiedy powiedziałem im, że chcę się ochrzcić, rodzice byli przeciwko. Mówili mi: Dobrze, ochrzcisz się, ale nie teraz, kiedyś później. W końcu powiedziałem stanowczo, że ochrzczę się teraz wbrew wszystkiemu. Krewni byli oburzeni moim wyborem. Ale potem, dzięki Łasce Bożej, prawie wszyscy po kolei również się ochrzcili. Daj Boże, żeby reszta rodziny też przyjęła chrzest. Cieszę się bardzo, że byłem pomocny w zapoznaniu się z prawosławiem moim krewnym i niektórym innym Kurdom.
Jak wielu jest chrześcijan wśród Kurdów? Jak długą historię ma kurdyjskie chrześcijaństwo?
Wiadomo, że przodkowie współczesnych Kurdów — Medowie oraz Partowie — już w pierwszych wiekach przyjmowali chrześcijaństwo. Istniały nawet odrębne księstwa kurdyjskie, które wyznawały chrześcijaństwo. Prawosławnych Kurdów dużo było we wschodniej Anatolii, niektórzy z nich do tej pory są wiernymi Kościoła konstantynopolitańskiego. Po powstaniu islamu wszystko się odmieniło. Kurdowie znaleźli się w otoczeniu muzułmańskim, a chrześcijaństwo było powoli wśród Kurdów wykorzeniane. Obecnie Kurdowie w Gruzji masowo przyjmują prawosławie. Warto podkreślić, że naród sam się zwraca ku prawosławiu — nikt wśród nich nie prowadzi misji, idą do świątyni z własnej woli. Oczywiście, że gdyby istniała misja, to owoce byłyby obfitsze. Wskazuje na to również powodzenie różnych misji protestanckich wśród Kurdów na całym świecie. Dokładna liczba Kurdów-chrześcijan nie jest znana, takie badania nie były prowadzone. Szacuję się, że ich liczba wynosi kilkadziesiąt tysięcy i cały czas wzrasta. Prawosławnych Kurdów jest sporo również w Rosji. Jeśli Pan pobłogosławi, mam nadzieję, że w Moskwie w najbliższym czasie powstanie kurdyjska wspólnota prawosławna.
Wspomniał pan, że wsześniej był jazydem. Czy może pan opowiedzieć w skrócie coś o tej religii?
Centrum jazydyzmu to Irak. Jazydyzm w jego formie współczesnej powstał w XII–XIII stuleciach. Założycielem tej religii był teolog suficki szejk Adi, Arab z pochodzenia, który dokonał poważnych zmian zarówno w dogmatyce, jak i obrzędach Kurdów. Wniósł w jazydyzm wiele elementów z islamu, nestorianizmu, manicheizmu, judaizmu. Ale jazydzi zachowali też niektóre stare wierzenia podobne do zaratustrianistycznych, polegające na oddawaniu czci ogniu, słońcu i siłom natury. Jazydzi potem ubóstwili szejka Adiego. Szczególne miejsce zajmuje u nich oddawanie hołdu aniołom, do których zaliczają również złego ducha. Nazywają go Malak Taus. Sam Malak Taus w jazydzkich pismach świętych mówi o sobie tak: Nie ma takiego miejsca, gdzie bym nie był obecny; uczestniczę we wszystkich zdarzeniach, które innowiercy nazywają złem, albowiem te zdarzenia nie odpowiadają ich pragnieniom (Księga Objawienia 1, 3). Jazydzi uważaja go również za bóstwo, które stworzyło świat materialny, wykorzystując rozczłonkowane części pierwotnego jaja kosmicznego. O stosunku jazydów do tego ducha pisał również Puszkin podróżując do Erzurum: Próbowałem dowiedzieć się od jazyda prawdy na temat ich religii. Na moje pytania odpowiedział, iż pogłoski o tym, że jazydzi wielbią szatana, są pustymi baśniami; wierzą natomiast w jedynego Boga, co prawda według ich zasad przeklinanie diabła jest rzeczą nieprzyzwoitą oraz nieszlachetną, bowiem jest teraz nieszczęśliwy, ale z czasem może być wybaczony, ponieważ miłosierdzie allaha nie ma granic. Uważają, że bóg mu wybaczy niedługo, ale nie mówią, czy on sam chce być przez boga wybaczony. Ogólnie rzecz biorąc, w jazydyzmie wiele rzeczy nie są w pełni wyjaśnione. Dwie święte dla jazydów księgi, czyli napisana w XII wieku Księga Objawienia oraz stworzona w XVII wieku Czarna Księga często są sprzeczne ze sobą. Znaleźć w nich można skrajnie spaczone historie biblijne, opowiadania o aniołach, w których można dostrzec postacie historyczne konkretnych sufich; opisuje się, jak pewien bóg stwarza sobie innych bogów jako pomocników, żeby pomagały mu tworzyć świat. Jazydzi wierzą, że zostali stworzeni odrębnie od reszty ludzi, to znaczy że przodek wszystkich jazydów powstał w wyniku połączenia dwóch natur — niebiańskiej (nasienie anioła) i ziemskiej (nasienie Adama). Wyobrażenie o Chrystusie mają podobne do opisywanego w Koranie. Ale mówi się też, że «przed pojawieniem się Chrystusa w tym świecie istniała jedna religia, nazywana bałwochwalstwem» (Czarna Księga, 25). Jazydzi zapożyczyli pewne zwyczaje od chrześcijan, na przykład malowanie jajek; jazydzi w Iraku mają obrzęd kopiujący chrzest — z trzykrotnym zanurzeniem w wodę oraz strzyżeniem włosów na głowie, jak również wiele innych zwyczajów. Szczególne miejsce w jazydyzmie zajmuje czczenie słońca. Kiedy jazyd się budzi, to w pierwszej kolejności patrzy w kierunku słońca i mówi: «O słońce, jesteś naszym gospodarzem». Uważa się, że jazydem można wyłącznie się urodzić, nie istnieje obrzędu przyjęcia jazydyzmu. Pojęcie grzechu jest skrajnie zagmatwane.
Jakie są pana zdaniem perspektywy misji prawosławnej wśród Kurdów?
Myślę, że perspektywy są bardzo duże, ponieważ wielu Kurdów jest dobrze nastawionych do chrześcijaństwa. Dotyczy to nawet muzułmanów — dostrzegłem to, kiedy w trakcie podróży misyjnej do miejscowości zamieszkałych przez Kurdów spotkałem się z ciepłym przyjęciem. Widziałem, jak oni nas słuchali, jak chętnie przyjmowali literaturę prawosławną. Jeszcze w większym stopniu dotyczy to Kurdów-jazydów. Od dawna postrzegają chrześcijan jako sojuszników. Nie jest przypadkowe, że jazydzi uciekali przed dokonywanym w Imperium Osmańskim ludobójstwem właśnie do krajów chrześcijańskich. Kiedy nie tak dawno temu byłem w pewnej diecezji naszego Kościoła, to dowiedziałem się, że w pewnym mieście, gdzie jest duża wspólnota Kurdów, Kurdowie-jazydzi odrestaurowali świątynię prawosławną prawie w całości za swoje pieniądze. Kiedy natomiast diaspora czeczeńska w tym samym mieście chciała pobudować meczet i zbierano w tym celu podpisy, to jazydzi nie wsparli tej inicjatywy i meczet nie został ostatecznie wzniesiony. Oczywiście, bardzo ważne jest tutaj, jak w każdej misji, żeby było Pismo Święte oraz modlitwy w języku ojczystym Kurdów. Co do pierwszego, to w Instytucie Tłumaczenia Biblii w Moskwie już przetłumaczono i wydano Nowy Testament oraz Pięcioksiąg w języku kurdyjskim (Kurmandżi). Co do drugiego, przetłumaczyliśmy jak dotąd jedynie kilka podstawowych modlitw prawosławnych, i czeka na nas w tym zakresie dużo pracy. Ważne jest, aby w środowisku prawosławnych Kurdów pojawili się prawosławni księża narodowości kurdyjskiej. Wierzę, że to wszystko się odbędzie w swoim czasie z woli Pańskiej. Dla mnie osobiście bardzo cenna jest szczera ojcowska uwaga, którą wykazał patriarcha Cyryl wobec potrzeb prawosławnych Kurdów podczas mojego z Jego Świątobliwością spotkania. Bardzo dużo dla mnie znaczy również to, że miałem okazję uczyć się prowadzenia misji, choć niedługo, od znakomitego misjonarza, księdza Daniiła Sysojewa. Był moim nauczycielem duchowym. Został zamordowany w swojej cerkwi, przyjął śmierć w imieniu Chrystusa. Wierzę, że przyjdzie czas, kiedy nad Kurdystanem będzie świeciło światło Chrystusowe.
Z Serafinem Maamdim rozmawiał diakon Gieorgij Maksimow
— tłum. Andrzej Nieścierowicz
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.