śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 26 kwietnia 2004

Kościół prawosławny a powrót do jedności chrześcijan

Kościół prawosławny z pełną pokorą wierzy, iż jest „jednym, świętym, katolickim i apostolskim Kościołem”, o którym mówi Symbol Wiary i takie właśnie jest fundamentalne przekonanie, którym kierują się prawosławni w swych relacjach z innymi chrześcijanami.

0 czytelników poleca

Brak zdjęć

Kościół prawosławny z pełną pokorą wierzy, iż jest „jednym, świętym, katolickim i apostolskim Kościołem”, o którym mówi Symbol Wiary i takie właśnie jest fundamentalne przekonanie, którym kierują się prawosławni w swych relacjach z innymi chrześcijanami. Istnieją podziały pomiędzy chrześcijanami, ale sam Kościół nie jest podzielony, ani też nigdy podzielony być nie może.
Wydawać by się mogło, iż to ekskluzywne roszczenie ze strony prawosławnych uniemożliwia jakikolwiek „dialog ekumeniczny” pomiędzy prawosławnymi a innymi chrześcijanami oraz wszelkie konstruktywne działania prawosławnych na drodze powrotu do jedności. Niemniej jednak wysuwanie takiego wniosku byłoby błędem, bowiem paradoksalnie okazuje się, iż w ciągu ostatnich osiemdziesięciu lat doszło do bardzo wielu zachęcających i owocnych kontaktów. Choć ogromne przeszkody ciągle jeszcze pozostają na swym miejscu, na drodze ku pojednaniu daje się jednak zauważyć prawdziwy postęp.
Skoro prawosławni twierdzą, iż to oni stanowią jeden prawdziwy Kościół, jaki zatem jest ich zdaniem status chrześcijan, którzy nie należą do ich wspólnoty? Prawosławni nie dają jednoznacznej odpowiedzi, bowiem mimo, że wszyscy całkowicie zgodni są w odniesieniu do nauki o Kościele, nie do końca zgadzają się co do praktycznych następstw, powodowanych takim właśnie jego pojmowaniem. Przede wszystkim istnieje grupa o bardziej umiarkowanych poglądach, obejmująca prawosławnych, którzy mieli jakąś bliską, osobistą styczność z innymi chrześcijanami. Zdaniem jej zwolenników, choć prawosławie doprawdy jest tym jednym Kościołem, błędem byłoby wnioskować z tego, że ci, którzy nie są prawosławni, nie dysponują możliwością przynależności do tego Kościoła. Wielu ludzi może być członkami Kościoła widzialnie nimi nie będąc; niewidzialne więzy przynależności mogą istnieć pomimo zewnętrznych podziałów. Duch Boży tchnie tam, gdzie chce, a jak powiedział św. Ireneusz, gdzie Duch, tam i Kościół. Wiemy gdzie Kościół jest, ale nie mamy pewności, gdzie go nie ma. Oznacza to, jak podkreśla Chomiakow, iż powinniśmy powstrzymywać się od wydawania wyroków na nieprawosławnych chrześcijan:

Ponieważ ziemski i widzialny Kościół nie jest pełnią i całym Kościołem, któremu Bóg wyznaczył pojawienie się na Sądzie Ostatecznym całego stworzenia, toteż działa on i wie tylko we własnych granicach. [...] Nie osądza reszty ludzi, a jedynie traktuje ich jako odłączonych, to jest nie należących do niego, którzy sami siebie wykluczają. Resztę człowieczeństwa, czy to obcą Kościołowi, czy też połączoną z nim więzami, których Bóg nie zechciał mu objawić, pozostawia do sądu wielkiego dnia.

Jeden tylko jest Kościół, ale istnieje wiele różnych sposobów na jakie można być z nim związanym i wiele różnych sposobów na to, aby być od niego odłączonym. Niektórzy nieprawosławni są doprawdy bardzo bliscy prawosławia, inni zaś w nieco mniejszym stopniu; jedni do Kościoła prawosławnego nastawieni są przyjaźnie, drudzy wrogo, a jeszcze inni odnoszą się do niego obojętnie. Z łaski Boga, Kościół prawosławny posiada pełnię prawdy (tak wierzą jego członkowie), ale istnieją również inne wspólnoty chrześcijan, które w większym lub mniejszym stopniu pozostają w posiadaniu pierwotnego prawosławia. Wszystkie te fakty muszą być wzięte pod uwagę – nie można po prostu stwierdzić, że wszyscy nieprawosławni są poza Kościołem i na tym poprzestać; innych chrześcijan nie można traktować tak samo, jak niewierzących.
Taki jest pogląd grupy o bardziej umiarkowanych poglądach. Jednak w Kościele prawosławnym istnieje również bardziej rygorystyczne ugrupowanie, które utrzymuje, iż skoro Kościołem jest prawosławie, członkiem Kościoła nie może być nikt, kto nie jest prawosławny. Z tego właśnie względu metropolita Antoni Chrapowicki, pierwszy zwierzchnik Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego poza Granicami Rosji i jeden z najbardziej wybitnych współczesnych rosyjskich teologów, w swym Katechizmie napisał:

PYTANIE: Czy można uznać, że mogło kiedykolwiek dojść do rozłamu w Kościele, lub pomiędzy Kościołami?
ODPOWIEDŹ: Nigdy. Zdarzało się niekiedy, iż od jednego, niepodzielnego Kościoła odstępowali heretycy oraz schizmatycy, i czyniąc to, przestawali być członkami Kościoła, ale sam Kościół, zgodnie z obietnicą Chrystusa, nigdy nie utracił swej jedności.

Boża łaska (dodaje ta rygorystyczna grupa) równie dobrze może oczywiście działać pośród wielu nieprawosławnych. Jeśli w swej okazywanej Bogu miłości są szczerzy, możemy być pewni, że Bóg okaże im miłosierdzie, jednakże w swym obecnym stanie nie mogą być nazywani członkami Kościoła. Działacze na rzecz jedności chrześcijan, którzy niezbyt często stykają się z tą rygorystyczną szkołą, powinni pamiętać o tym, iż tego rodzaju opinię podtrzymują obecnie prawosławni obdarzeni wielką świętością i pełnym miłości współczuciem.
Ponieważ wierzą, że ich Kościół jest tym prawdziwym Kościołem, prawosławni mogą mieć tylko jedno ostateczne pragnienie – pojednanie wszystkich chrześcijan z prawosławiem. Nie można jednak dopuszczać myśli o tym, że prawosławni wymagają podporządkowania się wszystkich chrześcijan jakiemuś jednemu ośrodkowi władzy czy określonej jurysdykcji. Używając słów o. Sergiusza Bułgakowa: „Prawosławie nie dąży do podporządkowania sobie kogokolwiek czy jakiejkolwiek grupy ludzi, ale pragnie aby każdy zrozumiał”. Kościół prawosławny jest zdecentralizowaną w swej strukturze rodziną bratnich Kościołów lokalnych, co oznacza, że odłączone wspólnoty mogą być przyłączane do prawosławia nie tracąc swej wewnętrznej autonomii. Prawosławie pragnie jedności w różnorodności, a nie uniformizmu; współistnienia w wolności, a nie wchłonięcia. W Kościele prawosławnym jest miejsce dla wielu różnych wzorców kulturowych, wielu różnych sposobów sprawowania nabożeństwa, a nawet dla wielu różnych systemów zewnętrznej organizacji.
Jest jednak pewna płaszczyzna, na której odmienność nie może być dozwolona. Prawosławie zdecydowanie nalega na jedność w kwestiach wiary. Zanim nastąpi powrót do jedności chrześcijan, musi dojść do pełnej zgodności w wierze – to podstawowa zasada prawosławnych we wszystkich ich kontaktach ekumenicznych. Liczy się jedynie jedność w wierze, a nie jedność organizacyjna – dążenia do osiągnięcia jedności organizacji kosztem ustępstw w kwestii dogmatu, są jak wyrzucanie zawartości orzecha i zachowywanie jego łupiny. Prawosławni nie chcą brać udziału w scenariuszu „zminimalizowanego” powrotu do jedności, który zadowalałby się dojściem do porozumienia w kilku kwestiach, a resztę pozostawiał osobistemu osądowi wiernych. Można mówić o jednej tylko podstawie dla jedności - jest nią pełnia wiary. Jednak jak już zastrzegliśmy wcześniej, istnieje istotna różnica pomiędzy Tradycją a tradycjami, pomiędzy istotą wiary, a teologicznymi opiniami. Pragniemy i poszukujemy jedności w wierze, a nie w opiniach i zwyczajach.
Nie ma powrotu do jedności bez jedności w wierze – tej podstawowej zasady wypływają dwa istotne następstwa: dopóki nie nastąpi jedność w wierze, nie może dojść do łączności w sakramentach. Komunia Święta przy Stole Pana nie może być (jak wierzy większość prawosławnych) stosowana jako środek wspomagający dążenia chrześcijan do osiągnięcia jedności w wierze, ale powinna być rezultatem i ukoronowaniem osiągniętej już jedności. Prawosławie odrzuca pojęcie „interkomunii” pomiędzy oddzielonymi od siebie grupami chrześcijan, a w obliczu braku pełnej łączności eucharystycznej, nie dopuszcza sakramentalnej wspólnoty w żadnej innej postaci. Kościoły albo są ze sobą w eucharystycznej łączności, albo też nie są – nie ma żadnej innej możliwości. Pojawiają się niekiedy opinie, iż Kościół anglikański i starokatolicki są już w eucharystycznej łączności z Kościołem prawosławnym, ale w rzeczywistości tak nie jest. Choć pogrążeni jesteśmy w głębokim smutku powodowanym niemożnością wspólnego z innymi chrześcijanami – anglikanami i starokatolikami, rzymskimi katolikami i protestantami – uczestnictwa w Eucharystii, jako prawosławni wierzymy, iż zanim możliwa będzie sakramentalna wspólnota, rozstrzygnięte muszą być poważne doktrynalne rozbieżności.
Takie jest podstawowe prawosławne stanowisko w odniesieniu do interkomunii, ale w praktyce jest ono na różne sposoby łagodzone. Prawosławie nie jest całkowicie jednolite w tej delikatnej kwestii. Istnieje niewielka, aczkolwiek znacząca grupa prawosławnych, zdaniem których oficjalny punkt widzenia ich Kościoła odnośnie do wspólnego z innymi chrześcijanami uczestnictwa w sakramentach jest nazbyt surowy i nieustępliwy. Przekonani są, iż w obliczu bieżących dążeń ku chrześcijańskiej jedności, stosowane powinno być o wiele bardziej otwarte podejście, podobnie jak w ciągu niespełna czterdziestu ostatnich lat miało to miejsce zarówno w przypadku rzymskiego katolicyzmu, jak i anglikanizmu. Większość prawosławnych nie zgadza się z tym bardziej liberalnym podejściem, ale i oni dopuściliby zapewne możliwość sporadycznych odstępstw od tego ogólnego zakazu, nie tyle z pobudek „ekumenicznych”, co ze względów osobowych i pastoralnych. W rzeczywistości wszystkie lokalne Kościoły prawosławne dopuszczają interkomunię przez wzgląd na „ekonomię” (w prawosławnym prawie kanonicznym termin „ekonomia” oznacza odstępstwo od zasad Kościoła mające na celu pomoc w zbawieniu określonych osób), kiedy to nieprawosławni chrześcijanie, którzy nie mają możliwości uczestnictwa w życiu swego własnego Kościoła, mogą – za specjalnym przyzwoleniem – przyjąć Komunię Świętą od prawosławnego kapłana. Czy możliwa jest jednak sytuacja odwrotna? Czy prawosławny, który mieszka daleko od cerkwi parafialnej swego własnego Kościoła – a takie sytuacje dość często zdarzają się na Zachodzie – może przystąpić do Komunii z nieprawosławnymi? Większość prawosławnych zwierzchników odpowiada: „Nie, to niemożliwe”. W rzeczywistości jednak dochodzi do tego, w niektórych przypadkach z cichym, lub nawet wyraźnym błogosławieństwem lokalnego prawosławnego biskupa. Dochodzi tu również kwestia mieszanych wyznaniowo związków małżeńskich, ludzka sytuacja, w której podział przed ołtarzem Pana okazuje się szczególnie bolesny – tutaj również w pewnej mierze dopuszczana jest sporadycznie interkomunia ponad ustalonymi granicami Kościoła, ale pod żadnym względem nie są to przypadki powtarzające się regularnie. Przeważająca większość prawosławnych utrzymuje jednak, iż pomimo elastyczności w przypadkach szczególnych, podstawowa zasada ciągle obowiązuje – wspólne uczestnictwo w sakramentach powinna poprzedzać jedność w wierze.

[Niniejszy tekst (prezentowany tutaj bez przypisów) pochodzi książki biskupa Kallistosa Ware „Kościół prawosławny”, wydanej przez Bractwo Młodzieży Prawosławnej w Polsce, w grudniu 2002. Wszystkich zainteresowanych historią, nauczaniem i nabożeństwem Kościoła prawosławnego zachęcamy do lektury tej książki (dostępnej w sklepiku www.cerkiew.pl).]

— bp Kallistos (Ware), tłum. o. Włodzimierz Misijuk

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze aktualności

wszystkie →