pon, 12 paź (29 wrz) poniedziałek, 12 paź (29 wrz) 2026 roku juliański
Kalendarz →
Publicystyka 12 października 2026

Metafizyczne przebudzenie

Wszystkie nasze pytania samorzutnie streszczają się w jednym znamiennym słowie, spontanicznie znanym i niezmierzenie nieznanym: Bóg.

3 czytelników poleca

Istnieją dziedziny wiedzy czy nauki, które nazywamy pozytywnymi: roszczą sobie prawo do pozytywności, czyli do bycia ugruntowanym, do charakteru bezspornej pewności. Każdy człowiek może je sprawdzić za pomocą obserwacji, eksperymentu lub rachunku matematycznego. Odnoszą się do rzeczywistości świata, który nas otacza; są to dziedziny wiedzy czy nauki o rzeczywistości fizycznej.

Równie pozytywne okazują się nauki, które zajmują się zjawiskiem społecznego życia ludzi, jego organizacją i funkcjonowaniem, albo wiarygodnymi informacjami o przeszłości, czyli historią człowieka. Także tutaj poznanie jest bezpośrednio i empirycznie sprawdzalne, a zatem pewne i obowiązujące wszystkich.

Ta pewna, pozytywna i niepodważalna wiedza wydaje się dziś podstawowym dążeniem naszej cywilizacji. Każdy aspekt naszego sposobu życia, od wychowania w rodzinie, przez edukację szkolną, aż po zawód i organizację struktur i instytucji naszego wspólnego życia, zakłada to, co nazywamy obiektywnością, i zarazem do niej zmierza: do wiedzy jawnej dla wszystkich, namacalnej, solidnej.

Jako mentalność, atmosfera, oczywista konieczność, wymóg obiektywności wyciska swoje piętno na człowieku naszej epoki. Dorastamy, ucząc się cenić to, co logiczne, niepodważalnie słuszne. Wyposażamy się w obiektywną słuszność, ponieważ tylko ona się narzuca i prowadzi do powszechnego uznania oraz do osiągnięcia konkretnych celów.

A jednak zarazem w naszym racjonalnie zorganizowanym życiu czają się pewne pytania, których nie sposób podporządkować wymogowi wiedzy pozytywnej. Pierwsza grupa takich pytań wiąże się z doświadczeniami, jakie mamy z dziedziny Sztuki: Co takiego odróżnia obraz Rembrandta od obrazu Van Gogha, muzykę Bacha od muzyki Mozarta? Jak to się dzieje, że twórczość artystyczna człowieka pozostaje nieuległa wobec wszelkiego pozytywnego zdeterminowania i wszelkiej obiektywnej klasyfikacji? I jak marmur, barwa czy słowa „strzegą postaci człowieka”, jak mówi poeta, czyli ocalają wyjątkowość i niepodobieństwo każdego artysty, odciśnięte w jego dziele?

Takie pytania, na które „wiedza pozytywna” nie daje odpowiedzi, rodzi także sama obserwacja przyrody, gdy wyjdziemy poza zwykłe stwierdzanie istnienia przedmiotów i zapytamy o ich pierwszą przyczynę i ostateczny cel: Jak powstało wszystko, co istnieje wokół nas, i ku czemu zmierza? Czy uczynił to ktoś, czy powstało przypadkiem, czy istnieje zawsze i będzie istnieć w ten sam bezrozumny i niewytłumaczalny sposób? Jakąkolwiek odpowiedź przyjmiemy, będzie ona równie arbitralna i niedowiedziona, zawsze według kryteriów wiedzy pozytywnej. I jak interpretować piękno świata, harmonię, ład, organiczną funkcjonalność, której służy każdy najdrobniejszy szczegół świata fizycznego?

Ponad to wszystko, w jakiejś chwili naszego życia, na jakimś „zakręcie naszej drogi”, nieuchronnie spotykamy się z chorobą, ze zniszczeniem, ze śmiercią. Wtedy wyłaniają się najbardziej nieubłagane pytania: Jaka jest logika tego przemijającego cyklu naszego biologicznego istnienia? Czy więc wszystko kończy się na dwóch metrach pod ziemią? Czym jest to, co gaśnie wraz ze śmiercią i pozostawia ciało niczym obojętny przedmiot, który ma się rozłożyć w ziemi? Czym jest spojrzenie człowieka, jego słowo, jego śmiech, gesty, jego „wyraz”? To, co gaśnie wraz ze śmiercią, jest tym, co czyni go jedynym, niepodobnym do nikogo i niepowtarzalnym: sposób, w jaki kocha, w jaki się raduje, w jaki cierpi, ów szczególny sposób, w jaki każdy człowiek urzeczywistnia życie. Czy to wszystko, a także wszystko inne, co próbuje dziś z naukową ścisłością badać tak zwana „psychologia głębi”, czyli świadomość, podświadomość, nieświadomość i wreszcie „ja” - tożsamość człowieka, są funkcjami biologicznymi, jak trawienie, oddychanie i krążenie krwi? Czy może człowiek jest, istnieje, w sposób, który nie wyczerpuje się w jego funkcjach biologicznych, i ten sposób czyni człowieka prawdziwie istniejącym, tak że nie dotyka go czas ani śmierć?

W jakiejś chwili swojego życia, na jakimś zakręcie, „zakręcie swojej drogi”, człowiek zaczyna podejrzewać, że wiedza pozytywna odpowiada jedynie na nieliczne z jego pytań. I że istnieje obszar za-fizyką, obszar metafizyczny (obszar sztuki, erosa, tajemnicy istnienia), do którego, by go poznać, trzeba podejść z „miarami i wagami” zupełnie innymi niż te, które zapewniają zwykłe stwierdzanie zmysłowych danych przyrody.

Przez całe wieki człowiek zmagał się i wciąż się zmaga z pytaniami meta-fizycznymi. Filozofia, sztuka, religie są formami tej nieustannej i nieprzemijającej walki, która odróżnia człowieka od wszystkiego innego, co istnieje, i tworzy jego cywilizację. Dziś żyjemy w cywilizacji, która próbuje oprzeć swoje fundamenty na „wyparciu”, na zapomnieniu pytań metafizycznych, ale i ta postawa jest przecież metafizyczna i także ona ugruntowuje (albo podkopuje) cywilizację.

Zresztą jakkolwiek człowiek starałby się uniknąć nieubłaganych pytań metafizyki, jakkolwiek próbowałby o nich zapomnieć w gorączce działalności zawodowej, zaangażowania politycznego czy w nienasyconym poszukiwaniu rozkoszy, jakkolwiek by nimi gardził i je wyśmiewał w imię zmitologizowanej „nauki”, która „na wszystko odpowiada” albo „kiedyś odpowie”, pytania te czyhają w jakimś miejscu naszej drogi. Nagła „kraksa”, jak mówi Dürrenmatt: wypadek samochodowy, nowotwór, jakiś sercowy „epizod”. I nagle pancerz samowystarczalności się rozpada, nagość człowieka okazuje się rozdzierająca. Chaos pytań bez odpowiedzi otwiera się przed nami niespodziewanie, a pytania te nie są zagadkami umysłu, lecz przerażającymi pustkami w naszym istnieniu.

W tych nieoczekiwanych chwilach „metafizycznego przebudzenia” można by rzec, że wszystkie nasze pytania samorzutnie streszczają się w jednym znamiennym słowie, spontanicznie znanym i niezmierzenie nieznanym: Bóg. Kto pierwszy nam o Nim powiedział, czym jest i gdzie jest? Wytworem ludzkiej wyobraźni, koniecznością, którą dyktuje nasz umysł, czy rzeczywistym istnieniem, lecz ukrytym, jak poeta w słowach i malarz w swoim obrazie? Czy w końcu istnieje, czy nie istnieje? Czy jest On przyczyną i celem istnienia i świata? Czy człowiek ma w sobie coś z Niego, coś, co przekracza przestrzeń, czas, zniszczenie i śmierć?

prof. Christos Yannaras (tłum. Jakub Oniszczuk)

za: Christos Yannaras, Elements of faith (Αλφαβητάρι της πίστης), s. 11-15.

fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →