śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 9 grudnia 2014

Mity na temat spowiedzi

Znajdujemy się obecnie w okresie postu filipowego, przygotowującego nas do święta Bożego Narodzenia.

0 czytelników poleca

Znajdujemy się obecnie w okresie postu filipowego, przygotowującego nas do święta Bożego Narodzenia. To dobry czas na refleksje na temat życia duchowego. Dziś prezentujemy Państwu fragmenty artykułu „Pierwsza spowiedź – spojrzenie kapłana” autorstwa o. Dionisija Swiecznikowa, duchownego i fotografa, kierującego kancelarią diecezjalną w stolicy Azerbejdżanu – Baku.

Istnieje kilka „mitów” i lęków, które zwykle powstrzymują przed pierwszą spowiedzią ludzi nieżyjących życiem Cerkwi, niepraktykujących. Spróbuję omówić najbardziej rozpowszechnione z nich:

1. Moje grzechy są na tyle straszne i haniebne, że kapłan ucieknie ode mnie w przerażeniu, a może nawet zwymyśla i wygoni z cerkwi.

Oczywiście, to nie tak. Wyjawię pewien „sekret” – kapłana chyba nie da się niczym zdziwić na spowiedzi. Przez lata posługi duchowni słyszeli na spowiedzi bardzo dużo historii o grzechach, nałogach, namiętnościach. Z reguły wszystkie te opowieści są podobne do siebie, wszyscy przecież cierpimy w istocie przez te same grzechy, a w naszych sercach kipią te same namiętności, tylko pod różnymi postaciami. Kapłani są też ludźmi, mają również tendencję do grzeszenia z mocy słabej ludzkiej natury. Kapłani spowiadają się przed swoimi ojcami duchowymi. Poza tym kapłani nie są jakimiś Marsjanami – mieszkają pośród zwykłych ludzi i znane są im liczne trudności i problemy, z którymi borykają się również oni sami. By duchowny został zaskoczony, musiałby usłyszeć o czymś naprawdę nadzwyczajnym. Ale i w tym przypadku nie odejdzie od człowieka z przerażeniem. I naturalnie, kapłan nie wygoni z cerkwi kajającego się. Krzyczeć na niego też nie będzie. No bo jak krzyczeć za skruchę?

Pamiętam, jak niepraktykująca znajoma zadała mi raz pytanie: „Słuchasz na spowiedzi setek historii o grzechach, ludzie otwierają przed tobą swoją duszę. Czy, dowiedziawszy się o ich grzechach, nie zmieniasz do nich swojego stosunku? Przecież oni na pewno opowiadają o strasznych grzechach, a nie tylko o tym, jak ukradli jabłko w sadzie sąsiada”. W tym momencie po raz pierwszy zacząłem o tym rozmyślać. I przeanalizowawszy setki, a nawet tysiące spowiedzi, których dane mi było wysłuchiwać przez dziesięć lat posługi kapłańskiej, zrozumiałem, że mój stosunek do spowiadających się rzeczywiście się zmienia. Ale zmienia się na lepsze! Ci ludzie, których nigdy nie znałem i których widzę pierwszych raz, w ciągu 5-10 minut stają się dla mnie bliskimi, którym chciałoby się pomóc, chociaż radą. Przecież wszyscy oni przychodzili się kajać! Pragnęli otrzymać od Boga przebaczenie i pojednać się z Nim w wielkim Misterium spowiedzi. Ale najważniejsze – oni chcieli już więcej nie grzeszyć. I jak mógłbym odnieść się do nich źle? Nie, coś takiego nie jest możliwe.

Gorzej, jeśli człowiek na spowiedzi nie wykazuje oznak skruchy, co więcej – mówi, że nie ma żadnych grzechów, a do spowiedzi przyszedł „tak na wszelki wypadek, a, jeśli akurat coś jest, to Bóg niech przebaczy”. Z takimi ludźmi jest bardzo trudno, trzeba niemalże „obcęgami wyciągać grzechy”, wyjaśniać, pokazywać. Niekiedy przynosi to owoce, a czasem nie. Wtedy trzeba po prostu poprosić człowieka, by odszedł i pomyślał o tym, że bezgrzesznych ludzi nie ma, poczytał wskazaną literaturę, i – jeśli odnajdzie w sobie choćby jeden grzech – by przyszedł do spowiedzi ponownie.

2. Kapłan na spowiedzi osądzi mnie za grzechy, a może nawet nie zechce dalej utrzymywać kontaktu.

Oczywiście, wiele zależy od kapłana. Kapłani również bywają różni, ale przeważnie są to dobrzy i życzliwi ludzie. Osobiście nie znam ani jednego duchownego, który osądziłby człowieka na spowiedzi, a tym bardziej odmawiał dalszego kontaktu. Przecież na spowiedzi ludzie są bardzo wrażliwi, łatwo można ich obrazić nieostrożnym słowem. Dobry pasterz nie osądzi, nie wygoni, ale na odwrót – postara się pomóc kajającemu się. Tak w ogóle, to wszyscy – duchowni i świeccy – powinni zawsze pamiętać, że Sędzią jest tylko Bóg, a my nie dostaliśmy przywileju sądzić kogoś, tym bardziej jeśli ktoś kaja się za to, co zrobił.

3. Kapłan powinien wyliczać grzechy, a ja powinienem odpowiadać, czy tym zgrzeszyłem.

To jest kij o dwóch końcach. Z jednej strony, taka forma spowiedzi mogłaby być wygodna dla tego, kto po raz pierwszy się spowiada. Ale podobna jest ona do testu z dwiema odpowiedziami – „tak” i „nie”. Może tu wkraść się pewien rodzaj automatyzmu, który nie powinien zaistnieć na spowiedzi. Duchowny nie zna grzechów stojącego przed nim człowieka, może więc coś pominąć. A tego, oczywiście, nie chcemy. Z drugiej strony, jeśli człowiek przyszedł do spowiedzi, to ma w czym się kajać, myślał o grzechach, rozpoczął kajanie się. Przecież najważniejsze na spowiedzi jest nie to, żeby po prostu nazwać grzechy, ale rzeczywiście kajać się za nie i mieć silną myśl, by więcej ich nie powtarzać. Zupełnie niekoniecznym jest opisywanie, jak przebiegało popełnienie grzechu, w zupełności wystarczy jedynie jego określenie.

4. Kapłan może opowiedzieć o moich grzechach innym duchownym lub swoim znajomym.

Jest to praktycznie nierealne. Oczywiście, nie mogę mówić w imieniu wszystkich duchownych. Ale ci, których znam – a jest ich niemało – nigdy nie złamią tajemnicy spowiedzi, wskazując na konkretnego człowieka i opowiadając o jego grzechach. (...) Zgodnie z kościelnym prawem kanonicznym, kapłan nie może naruszyć tajemnicy spowiedzi z żadnych powodów. Jest to surowo zabronione 120. regułą Nomokanonu przy Wielkim Euchologionie – „za odkrycie grzechu spowiadającego się ojciec duchowy jest suspendowany (pozbawiony możliwości sprawowania nabożeństw – przyp. tłum.) na trzy lata, a każdego dnia zobowiązany jest czynić sto pokłonów”.

5. Nie mam szczególnych grzechów. Nie wiem, jak nazwać grzech.

Wszystko zależy od tego, co rozumiemy pod terminem „szczególny grzech”. Jeśli człowiekowi wydaje się, że tylko zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem jest „szczególnym” grzechem, to zupełnie się myli. Każdy grzech jest szczególny na swój sposób. Na przykład, niektóre kobiety nie zdając sobie w pełni sprawy, że aborcja jest grzechem zabójstwa, niekiedy nawet nie nazywają go na spowiedzi, odnosząc go do „nieznaczących” grzechów. Dlatego pożyteczna jest lektura potrzebnej ku temu literatury. W pierwszej kolejności mowa, oczywiście, o Piśmie Świętym. Skąd prawosławny chrześcijanin ma wiedzieć, że naruszył przykazanie Boże, jak nie z Biblii, gdzie wszystkie te przykazania się znajdują? Oprócz Pisma Świętego jest także ogromny wybór prawosławnej literatury, w której opisane jest sedno wielu grzechów, są one jakby „przetłumaczone” na nasze codzienne życie.

Mnie osobiście bardzo podoba się książka archimandryty Jana Krestiankina Opyt postrojenija ispowiedi. Pożytek z jej lektury zawiera się nie tylko w tym, że przygotowuje ona do pierwszej spowiedzi, ale również w tym, że pomaga w kolejnych. Wszystkie grzechy są w niej systematycznie przeanalizowane, znajdują się również określenia. Przecież często się zdarza, że ludzie, którzy przychodzą do spowiedzi, nie wiedzą, jak prawidłowo nazwać popełniony przez nich grzech, i zaczynają dla wyjaśnienia opowiadać długie historie. A to zupełnie niekonieczne, by opowiadać, jak przebiegało dokonanie grzechu, wystarczy jedynie go nazwać.

tłumaczenie: Paweł Karczewski
na podst.: azbyka.ru

— Paweł Karczewski

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →