śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 30 kwietnia 2015

Moralność czy moralizm?

Przedstawiamy Państwu artykuł autorstwa ks.

0 czytelników poleca

Przedstawiamy Państwu artykuł autorstwa ks. prof. Johna Brecka – kapłana Cerkwi amerykańskiej (OCA), wieloletniego wykładowcy czołowych prawosławnych uczelni, takich jak seminarium św. Włodzimierza w USA czy Prawosławny Instytut św. Sergiusza w Paryżu. Ojciec John jest autorem wielu książek i artykułów w językach angielskim i francuskim. Specjalizuje się w dziedzinach etyki oraz Nowego Testamentu.

W dzisiejszych czasach bardzo wielu ludzi przystępuje do Cerkwi prawosławnej z innych, zazwyczaj zachodnich wyznań. Ich tendencją jest – co dość zrozumiałe – przynoszenie wraz ze sobą pojęcia o grzechu i winie, posłuszeństwie i cnocie (zasługach), które mocno kształtują sposób, w jaki wyznania te interpretują środki, dzięki którym możemy osiągnąć zbawienie. Niezależnie od tego, czy ci konwertyci pozostają w stanie świeckim, czy też są wyświęcani – często pozwalają ich „przeszłej ułudzie” wpływać na sposób, w jaki się zachowują, oraz na to, jakiego zachowania oczekują od innych w prawosławnym środowisku. Określają oni dla samych siebie, a także dla tych, co są wokół, stopień rygoru, jaki jest potrzebny, by prowadzić cnotliwe życie. Efekt tego jest taki, że poszukiwanie cnot i moralności kończy się legalizmem [tj. czysto prawniczym spojrzeniem], moralizmem i przekonaniu o własnej wyższości [pod względem duchowego życia].

„Rdzenni” prawosławni – tak świeccy jak i duchowni – mogą, oczywiście, również ulec tej pokusie. Tak naprawdę, wszyscy jesteśmy podatni na osądzanie tych, których podejrzewamy o lekceważenie zasad lub też czynienie wyborów niemiłych Bogu.

Na przykład, są księża, którzy od razu potępili kobietę, która wyznała, że dopuściła się aborcji, bez nawet minimalnej troski co do okoliczności, czy też opieki duszpasterskiej, której ona potrzebuje. Inni z kolei ekskomunikowali lub w inny sposób ukarali swoich parafian za samo rozważanie możliwości rozwodu, bez żadnej świadomości co do okoliczności (niewierność, przemoc domowa, wykorzystywanie dziecka?). Niektórzy świeccy, którzy uważają siebie samych za szczególne autorytety w parafii, czynią sobie za zadanie śledzenie i karcenie zachowania każdego – poczynając od kapłana i posługujących w ołtarzu [tzw. prisłużników], na nastolatkach i rodzicach hałasujących dzieci kończąc; ganią z dezaprobatą, ilekroć ktoś z tych uważnie obserwowanych narusza ich poczucie przyzwoitości czy też poprawności. Obrażają się na jakikolwiek przejaw braku gorliwości we wszelkich rzeczach: od sprawowania Boskiej Liturgii, po przestrzeganie postów, dawanie jałmużny i podobne rzeczy dyscyplinarne. Jednakże, ich głośne krytykowanie, niezamierzenie [przez nich] naraża i podkopuje jakiekolwiek dążenia do cnotliwości, jakie mogą mieć w swym własnym życiu.

Robienie wielkiej sprawy z czynienia nacisku na „robienie danej rzeczy we właściwy sposób” wywodzi się jednak bardziej ze strachu, aniżeli z przekonania o własnej wyższości. Niektórzy ludzie boją się, że jeśli nie będą przestrzegać zasad w bardziej rygorystyczny sposób, to Bóg będzie z nich niezadowolony, i potępi ich za brak ścisłego przestrzegania przepisów. Na przykład, w czasie Wielkiego Postu, wielu prawosławnych czyta tabele żywnościowe z niezwykłą skrupulatnością tylko po to, by być pewnym, czy przypadkiem ślad nabiałowego produktu nie przejdzie przez ich usta w postnym okresie. Są też tacy, którzy błędnie myślą, iż jest obowiązkowym przestrzeganie najściślejszych reguł postnych, które w rzeczywistości zostały spisane dla mnichów; inni natomiast odmówią przystąpienia do Eucharystii, bo przed nią muszą przyjąć leki.

Jeśli ludzie stosują takie praktyki ze strachu przed staniem się przedmiotem Boskiego gniewu, to po prostu umknęło im sedno sprawy, cel. Stopień wierności, w jaki możemy przyjąć i stosować ascetyczne praktyki, zależy od naszych osobistych uwarunkowań. Jeśli całe założenie praktyk religijnych wychodzi ze strachu czy winy, miast autentycznego pragnienia, by pozwoliły nam pracować nad zdrową przemianą w ramach naszego duchowego życia, to dyscyplina może stać się destrukcyjną – zarówno pod względem duchowym, jak i fizycznym. I kiedy próbujemy nałożyć nadmierny rygor na innych ludzi z obawy o nich czy też osądzając ich za niestosowanie się do naszych standardów, to naruszamy najbardziej podstawową i najważniejszą ze wszystkich zasadę: kochać bliźnich jak siebie samego, a sąd pozostawić w rękach Boga. Innymi słowy, nasze pragnienie moralności, cnotliwego życia i posłuszeństwa Boskim przykazaniom, może łatwo zamienić się w moralizm. Moralizm to antyteza (przeciwstawność) prawdziwej moralności. Moralizm takie pozytywne i podstawowe wartości, jak zachowywanie przykazań i dążenie do cnoty, czyni czymś zupełnie innym od tego, czym były w pierwotnym zamyśle.

Moralizm prowadzi do bałwochwalstwa. Cel zastępuje środkami, a Jedynego Twórcę życia zastępuje tak zwanym „cnotliwym życiem”.

Wracając do zdania zaczynającego poprzedni akapit: prawdziwy postęp w byciu chrześcijaninem jest wtedy, gdy żyjemy zgodnie z Ewangelią w wolności Ducha; nie ma go natomiast w odziedziczonej wierze, która wytwarza strach przed (groźnym) Bogiem, Który zmusza nas do przestrzegania przykazań, co samo przez się ma poskutkować cnotliwym życiem, a w rzeczywistości jest ono raczej bez Boga. Prawdziwy postęp odznacza się nieustannym pokajaniem i wzywaniem Boskiego miłosierdzia z prośbą o przebaczenie i dar wiary (Panie, wierzę! Pomóż memu niedowiarstwu! – por. Mk 9, 24). Z tym darem możemy coraz bardziej świadomie być wiernymi Woli Bożej wyrażonej w przykazaniach (streszczonych jako: Miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem – por. J 15, 12). I to, wreszcie, dzięki samej łasce Świętego Ducha działającej w nas, może doprowadzić do ostatecznego celu: nieprzerwanego i niekończącego się życia w błogosławionej komunii (wspólnocie, udziale) z Bogiem, którego naturą jest miłość.

Tekst ukazał się na stronie johnsanidopoulos.com
Z angielskiego przetłumaczyła Dominika Kovačević

— tłum. Dominika Kovačević

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze aktualności

wszystkie →