Nikolaos Tsilsawwidis jest uważany za jednego z najlepszych ikonografów współczesnej Grecji.
Nikolaos Tsilsawwidis jest uważany za jednego z najlepszych ikonografów współczesnej Grecji. Prowadzi pracownię ikonograficzną założoną w 1960 roku przez jego ojca Konstantinosa (†2002). Ikonografowie pracowni brali udział m.in. w wykonywaniu fresków w świątyni Grzegorza Palamasa w Salonikach, monasteru pw. świętych Rafała, Mikołaja i Ireny w Humenis, świątyni Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy w Stuttgarcie (Niemcy), w serbskiej cerkwi św. Bazylego w Tuluzie (Francja) oraz w świątyni pw. Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy w Bejrucie (Liban). Pan Nikolaos opowiedział portalowi Pravoslavie.ru historię jego rodziny, a także o pisaniu ikon, pokusach pojawiających się na tej drodze i sposobach walki z nimi.
Pańska rodzinna pracownia ikonograficzna działa już ponad pół wieku – rzadkie to dzisiaj zjawisko. Proszę powiedzieć, co sprawiło, że tak bardzo zainteresowali się państwo ikonografią?
Fascynacja pojawiła się już przed 1960 rokiem. Podczas drugiej wojny światowej, kiedy mój ojciec był jeszcze dzieckiem, rodzina znalazła się w strefie zajętej przez Niemców. Życie wtedy było ciężkie, brakowało żywności. I oto ojciec, słuchając opowieści mamy przedstawiających wydarzenia z życia świętych, zaczął szukać odpowiedzi na pytanie: gdzie są ci święci dziś? Jak ich dostrzec? To pragnienie poznania świętych doprowadziło do zainteresowania się ikoną. Na początku tylko oglądał ikony, a później zaczął pisać je sam. To stało się jego duchowym pokarmem. W wieku dziewięciu lat mój ojciec napisał swoją pierwszą ikonę. Później spotkał również żywego świętego – starca Paisjusza Hagiorytę. Pewnego razu jego sytuacja życiowa się dość skomplikowała i nie widział żadnego rozsądnego wyjścia. Uratował się tylko dzięki Paisjuszowi, przeżył dzięki jego modlitwom. Ojciec często się spotykał i rozmawiał ze starcem. Zachowała się nawet jedna nieukończona przez ojca ikona, przedstawiająca współczesnych świętych, wśród których ojciec umieścił również Paisjusza.
Co sprawiło, że i pan zaczął pisać ikony? Czy to była pana decyzja, czy raczej spełnił pan wolę ojca?
Ja się z tym po prostu urodziłem. Od małego kręciłem się w pracowni ojca, pomagałem mu i bardzo mi się to podobało. Dlatego nie pamiętam konkretnej chwili podjęcia decyzji, nie musiałem odpowiadać na pytanie, czy zajmować się tym czy nie. Wszystko się ułożyło w sposób naturalny. Ojciec nie naciskał na nas, dwaj moi bracia, na przykład, najpierw nie widzieli siebie jako ikonografów. Ale po śmierci ojca również dołączyli do zespołu pracowni, obecnie pracujemy wspólnie. Po ojcu odziedziczyliśmy też miłość do Rosji. Bardzo lubił Rosjan. W naszej rodzinie czytano utwory rosyjskich pisarzy, duży wpływ na ukształtowanie mojej osobowości wywarł Dostojewski. Pamiętam, że w dzieciństwie marzyłem o podróży do Rosji, ale nie o zwyczajnym zwiedzaniu jej, lecz objechaniu tego kraju pociągiem, piciu herbaty, czytaniu, patrzeniu przez okno i zadumie.
Jakim stylem ikonograficznym pan się posługuje?
Nasz ojciec w ciągu swego życia opanował wszystkie techniki malarstwa religijnego. Taki również cel miałem ja, dlatego swego czasu pobierałem naukę nie tylko od ojca, ale też od innych ikonografów, pomagając im przy pracy. Jeszcze za życia ojca pracownia otrzymywała zamówienia z różnych krajów, dlatego musieliśmy korzystać w trakcie pracy z różnych stylów – od rzymskiej antyczności po dziewiętnastowieczne malarstwo – oraz technik wypracowanych zarówno w tradycji wschodniej, jak i zachodniej. Osobiście najbliższa jest mi bizantyjska tradycja ikonograficzna epoki Komninów (X-XII w.), a konkretnie szkoła macedońska.
Tworzenie ikon nie jest zwykłym rzemiosłem. W pewnym sensie jest to również praca duchowa. Czy mógłby pan powiedzieć o tej stronie sztuki pisania ikon?
W trakcie swej pracy ikonograf, obserwując siebie, szuka Pana Boga za pośrednictwem Jego świętych, postawy których powinno się naśladować. Poszukiwanie Boga – oto jest nasz cel, na to skierowany jest wewnętrzny świat ikonografa. Jestem jedynie narzędziem Bożym, celebrantem sakramentu, tym, który coś pokazuje. Starożytni ikonografowie przed podpisem umieszczali wyraz: ten, który pokazał. Ikonograf jest sługą Pana Boga, proszącym: Daj mi, abym przekazał ludziom. Nie mam niczego swojego. To, co robi, jest owocem modlitwy, dla modlitwy. Są to rzeczy nierozłączne: modlitwa jest pracą ikonografa, a pisanie ikon – modlitwą. Pisanie ikon powinno być skutkiem modlitwy, żeby móc nauczyć modlitwy modlących się przed ikoną, aby zachęcić innych do modlenia się.
Czy na ikonografa czyhają na tej drodze jakieś niebezpieczeństwa?
Można na wiele sposobów zejść z drogi prowadzącej do Boga. Istnieje zaś tylko jeden, by pozostać na niej. Tym sposobem jest uświadomienie sobie, że wszystko, co się ma, pochodzi od Boga. Mój ojciec mówił do mnie: Jeżeli wydaje ci się, że dotarłeś do szczytów sztuki pisania ikony, że szybko osiągasz postęp w technice, to rzucaj wszystko i zaczynaj od zera. Przypomnij sobie, że jesteś sługą Pana Boga, że przedstawiasz tylko Jego i szukasz Jego miłości. Na temat technicznej perfekcji mój ojciec mawiał: Gdy zaczniesz wyobrażać sobie, że jesteś już kimś, przestań pracować i wyjdź na ulicę. Podnieś z ziemi liść i popatrz, jak doskonale jest stworzony przez Boga. Wszystko pochodzi od Niego. Wróć i pomódl się do Pana: „Nie mam nic. Mam tylko Ciebie. Jesteś Tym, Kogo szukam. Dajesz wszystko, co jest mi potrzebne”. Ojciec mówił: To, co robią ludzie, jest do powtórzenia, jest osiągalne, łatwe. Niemożliwe jest osiągnięcie tego, co daje Bóg. Właśnie to powinieneś wziąć i przekazać ludziom. Kiedy ojciec pracował na Świętej Górze, tworzył freski, mozaiki, ludzie podchodzili, oglądali jego prace i podziwiali. On natomiast mówił: Czemu to podziwiacie? Pan Bóg daje ludziom możliwość zostania świętymi – oto właśnie jest wielki cud. I to stanowi nasz cel, czym byśmy się nie zajmowali. Gdy mój ojciec pracował, nieustannie się modlił. Mama wołała go, by szedł już na obiad, i nigdy nie mogła się go doczekać.
Co, pańskim zdaniem, jest najważniejsze w pracy ikonografa?
Najważniejsza jest więź z Bogiem. Przychodzi ona m.in. za pomocą sztuki. Ważne jest mieć w głowie, że człowiek jest istotą stworzoną przez Boga, i ze względu na to, wszystkie jego składowe powinny być skierowane ku Chrystusowi. Pan Bóg jest z człowiekiem wszędzie. Wszędzie tam, gdzie się on znajduje. Pan go wspiera, prowadzi, przy tym bardziej przez Swoją nieobecność niż obecność. Nieobecność Boga jest tym bólem, który pobudza człowieka do ruchu, kiedy człowiek uzmysławia i przeżywa Jego obecność w Jego nieobecności. Rodzi to ból i pragnienie Boga. Bardzo ważne jest również szanowanie Tradycji Cerkwi, powinno się mocno jej trzymać. Kierowanie się Tradycją niweczy egoizm. Jest to jak gdyby stałe przypomnienie: Nie ty to zrobiłeś! Wspierasz się na ramionach atletów – twoich poprzedników. Bez nich jestem nikim; gdy ci, którzy przeszli tę drogę przede mną, mi towarzyszą, jestem czymś. Nie wolno mi rozkoszować się swoją pracą, powinienem przypominać sobie przypowieść o talentach. Nie mogę także ciągle myśleć o swoich wadach. Najważniejsze jest bycie nastawionym na utrzymanie więzi i relacji z Bogiem, a Pan Bóg może wszystko napełnić łaską, unieść człowieka ponad jego grzeszną naturę, ponad jego bezsilność.
Z Nikolaosem Tsilsawwidisem rozmawiał diakon Gieorgij Maksimow
— Andrzej Nieścierowicz
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.