Portal Bogoslov.Ru zamieścił na swoich łamach wywiad z hieromnichem Mikołajem (Sacharowem) – bratankiem archimandryty Sofroniusza (Sacharowa), znanego atoskiego spowiednika, starca, teologa, założyciela monasteru pw.
Portal Bogoslov.Ru zamieścił na swoich łamach wywiad z hieromnichem Mikołajem (Sacharowem) – bratankiem archimandryty Sofroniusza (Sacharowa), znanego atoskiego spowiednika, starca, teologa, założyciela monasteru pw. św. Jana Chrzciciela w Essex (Wielka Brytania), autora wielu książek, m.in. „O modlitwie”, „Widzieć Boga jakim On jest”, „Starzec Sylwan” i innych. Ojciec Mikołaj opowiada o życiu, modlitwie oraz teologii archimandryty Sofroniusza.
Jakie ma Ojciec osobiste odczucia, jak wspomina rozmowy z Ojca wujkiem archimandrytą Sofroniuszem (Sacharowem)?
Moim wspomnieniom o starcu Sofroniuszu można byłoby poświęcić całą książkę, gdyż rozmawiałem z nim codziennie w ciągu czterech lat. Każde jego słowo było dla mnie odkryciem. Właśnie dlatego przecież powstał monaster: ludzie słyszeli słowa starca Sofroniusza i decydowali, „do kogóż pójdziemy” (J 6, 68). Opowiem bardzo krótko o tym, jak się poznaliśmy. Urodziłem się w Rosji za czasów radzieckich, kiedy jakiekolwiek kontakty z Zachodem były bardzo niebezpieczne. Ojciec Sofroniusz przyjeżdżał wtedy do Rosji jako członek grupy turystycznej. Jednak w tajemnicy przed “nadzorcami” udawało mu się znaleźć jedną czy dwie godziny dla kontaktu ze swoją rodziną. Podczas jednego z takich właśnie jego przyjazdów, kiedy byłem już w świadomym młodym wieku, odwiedził naszą rodzinę. Studiowałem wtedy w szkole muzycznej i nie miałem zielonego pojęcia ani o religii, ani o chrześcijaństwie, ani o monastycyzmie. Gdy zobaczyłem ojca Sofroniusza, to, rzecz jasna, jego oblicze wydało mi się dziwne. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem człowieka w riasie, mnicha z długą brodą i o długich włosach. Wydało mi się to dziwne; pomyślałem: “Po co to wszystko?”. Porozmawialiśmy z nim trochę o muzyce. Doskonale orientował się w kulturze muzycznej, poezji, literaturze. Zawsze było z nim o czym porozmawiać. Później wyjechał. Dowiedziałem się potem, iż po powrocie do Anglii powiedział o mnie: Spotkałem młodego człowieka, który może w przyszłości dołączyć do nas. Wówczas jeszcze nawet nie wierzyłem tak naprawdę w Boga. Po tym spotkaniu moje życie potoczyło się zupełnie inaczej. Opatrzność Boża sprawiła, że służyłem w wojsku wraz z obecnym arcybiskupem Hilarionem. Już w wojsku dojrzała we mnie chęć zostania mnichem. Po wojsku przebywałem początkowo w monasterze wileńskim, następnie zaś w pskowo-pieczerskim, gdzie spędziłem rok. Po jakimś czasie miałem okazję odwiedzić ojca Sofroniusza. Kiedy przyjechałem do niego nie miałem zamiaru podejmować decyzji w sprawie zostania tam czy powrotu do Rosji. Ale byłem całkowicie wolny, nie miałem żadnych zobowiązań ani w stosunku do rodziny, ani do państwa. Wówczas ojciec Sofroniusz postanowił, że powinienem zostać w jego monasterze. Przekazuję wszystkie te wydarzenia w skrócie, ale każdemu z nich towarzyszyły cudowne zjawiska. W osobie ojca Sofroniusza zaskoczył mnie jego atoski sposób myślenia oraz ta wolność duchowa, której nam tak brakuje i o której pisze apostoł Paweł: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej” (Ga 5,1). Ale ta wolność jest obarczona również niebezpieczeństwem. I tylko ludzie o tak wysokiej świadomości duchowej, jak mnisi atoscy, potrafią żyć w takiej wolności duchowej.
Co jest istotą jego nauki o starcach, którą zastosował również w swoim życiu? Co jest istotą jego nauk o posłuszeństwie?
Byłem zaskoczony ojca Sofroniusza ideą posłuszeństwa. Tak naprawdę ojciec Sofroniusz słowo „posłuszeństwo” stosował skrajnie rzadko. Nigdy nie wymagał od ludzi posłuszeństwa. Wszystko, co robili ludzie, robili z miłości do niego. Myślę, że to właśnie było posłuszeństwem, albowiem kiedy się kocha człowieka, to się spełnia jego wolę. To działa nie tylko w monastycyzmie, ale również w życiu, w rodzinie. Oczywiście, że tak wielkiego starca, jak ojciec Sofroniusz, było bardzo łatwo miłować. Zrobienie czegoś dla niego, spełnienie jego woli, było szczerą radością dla każdego z nas. Dlatego słowo „posłuszeństwo” słyszeliśmy rzadko. Ojciec Sofroniusz zawsze uważał, że posłuszeństwo jest przede wszystkim swobodnym aktem woli. Zaś posłuszeństwo, które jest narzucane człowiekowi z zewnątrz, zwłaszcza siłą, za pomocą pogróżek, nie przynosi duchowych owoców. Nie pozostanie ono w wieczności. Ojciec Sofroniusz pisze: Wszystko, co się osiąga drogą przemocy, nie ma wartości wiecznej, a tylko to, co się osiąga poprzez miłość oraz wolne i świadome posłuszeństwo. Właśnie takie posłuszeństwo uważał za posiadające wartość duchową. Sądzę, że jest to przede wszystkim wielka odpowiedzialność dla ojca duchowego, dla starca, albowiem bycie starcem nie jest zwykłym stanowiskiem administracyjnym. Starzec to osoba, która jest zdolna w Duchu Świętym prowadzić innych. I tę miłość do starca, którą wykazywali jego nowicjusze, nie da rady narzucić poprzez jakiekolwiek kanony. Można na nią jedynie zasłużyć. Człowiek może znaleźć kluczyk od serca innej osoby tylko poprzez miłość. I wtedy posłuszeństwo już „płynie jak woda żywa”, wg słów Jana Teologa, w życie wieczne (porównaj J 7, 38). Oczywiście, mówimy teraz z Wami o ideałach. Ale co dostrzegałem w ojcu Sofroniuszu, i co było widoczne również w osobie św. Sylwana, który był starcem ojca Sofroniusza, to, że nigdy nie słychać było od niego żadnego słowa przymusu. Wszystko się odbywało według wolnej woli. Nawet gdyby nowicjusz chciał od razu wykonać wszystkie polecenia, ojciec Sofroniusz również wtedy nie narzucał mu się. Jeżeli dostrzegał pragnienie człowieka być posłusznym wobec niego, to dopiero wtedy stopniowo się otwierał. Ale zazwyczaj było tak, że sam wykazywał posłuszeństwo wobec bliźnich. W osobie ojca Sofroniusza zaskoczyła mnie jeszcze jego wyjątkowa pokora, wyjątkowa dostępność tego człowieka. Pamiętam wspomnienia władyki suroskiego Antoniego. Kiedy jego mama była chora i leżała w szpitalu, ojciec Sofroniusz odwiedził ją. Wówczas dopiero wrócił z Francji. Była niesamowicie zachwycona spotkaniem z nim. Pierwsze, co powiedziała: To człowiek o zadziwiającym człowieczeństwie. Jest to bardzo trafne określenie wobec ojca Sofroniusza; jego cechami wyróżniającymi były właśnie dostępność, otwartość oraz brak jakiegokolwiek dystansu w komunikacji. Pomimo faktu, że jestem jego krewnym, nigdy nie prowadziliśmy rozmów “rodzinnych”. Nigdy nie rozpatrywaliśmy jeden drugiego jako spokrewnionych. Interesowało mnie głównie jego bogactwo duchowe, jego wizerunek starca. Zawsze mieliśmy relacje o charakterze starzec — nowicjusz. On ze swojej strony nigdy nie rozpatrywał mnie jako członka rodziny cielesnej, lecz jako członka rodziny duchowej, wspólnoty zakonnej, jako jednego z ludzi, których powierzył mu Pan, za których oddawał swoją duszę, modląc się o każdym z nas. Tę energię miłości w monasterze czuli w sposób stały wszyscy: mnisi, parafianie, goście monasteru. Szczególnie mnisi. Nie było czegoś takiego, że każe się komuś wykonać jakieś polecenie, ten ktoś po prostu coś mechanicznie wykonuje — i jest to uważane za posługę dla Pana. Nie, ojciec Sofroniusz każąc komuś wykonać jakąś pracę, stale myślał o tym człowieku, przede wszystkim o jego duchowych korzyściach, nie zaś o, powiedzmy, konkretnych potrzebach monasteru. Dlatego mógł często zmieniać zadania dla ludzi. Pamiętam, jak przyszła do nas siostra, która początkowo na własną prośbę zajmowała się ogródkiem, gdyż ojciec Sofroniusz zawsze szanował żądania człowieka, jego wolę. Później zobaczył, że ma ona zdolność do teologii. Przez cały czas w myślach ojciec Sofroniusz przebywał z nią w ogródku, tak samo, jak i z każdym z nas: interesował się, jak minął dzień, co zrobiliśmy. (A później udzielił jej błogosławieństwa na zajmowanie się teologią.) Zaraz po przyjeździe do Anglii zupełnie nie znałem angielskiego. Dlatego ojciec Sofroniusz w pierwszej kolejności zaczął się troszczyć o moją edukację. Po skierowaniu mnie do najbliższego miasta Colchester był ciekaw absolutnie wszystkiego — jak dojeżdżam autobusem, jakie są tam sale, jacy nauczyciele, jak mija tam mój czas... W taki sposób opiekował się każdym, żeby człowiek miał możliwość realizowania się jako osoby i żeby nie czuł się w niczym ograniczony. Robił to dlatego, że miłował i się martwił. W myślach stale przebywał z nami.
Czy są jakieś szczegóły w jego nauce o modlitwie, w jego modlitewnej praktyce, w praktyce postrzegania światła niestworzonego? W jaki sposób opowiadał o swoim doświadczeniu modlitewnym i czy jest możliwe zaczerpnięcie tego doświadczenia nie z rozmowy osobistej, lecz z jego książek?
Myślę, że żaden starzec, żaden mądry duchowo człowiek nie będzie tak po prostu się dzielił swoim doświadczeniem duchowym podczas jakiejś próżnej rozmowy za kubkiem herbaty. Ojciec Sofroniusz opisał to doświadczenie z woli Bożej, z Bożego polecenia w książkach, szczególnie w utworze „Widzieć Boga jakim On jest”. Jest to jego głęboka spowiedź, którą śmiał zapisać na papierze za kilka lat przed swoją śmiercią, za co doznał wiele narzekań ze strony niektórych wiernych, został przez nich źle zrozumiany. Ale ta niewątpliwa korzyść, którą przynoszą jego teksty o modlitwie, mówi sama za siebie. Według słów Pana: „Poznacie ich po ich owocach” (Mt 7, 16). Ojciec Sofroniusz przedstawia nie tylko swoje doświadczenie, lecz atmosferę modlitwy w ogóle, przede wszystkim modlitwy góry Atos. Jest to doświadczenie starców i mnichów atoskich. Jak ojciec Sofroniusz był szczery absolutnie pod każdym względem, tak również był szczery w modlitwie do Boga. Mówił i zwierzał Bogu absolutnie wszystko. Całe jego życie, nie zaś jedynie reguła modlitwy, stało się modlitwą; każdy jego czyn był przesiąknięty modlitwą. Bez modlitwy nie robił i, powiem więcej, nie mówił niczego. Święty Sylwan z Atosu zapytał pewnego razu starca Stratonika: W jaki sposób mówią doskonali? Stratonik był zdumiony takim pytaniem, więc starzec Sylwan odpowiedział sam: Święci, doskonali nie mówią od siebie nic. Naturalnie, po usłyszeniu takiej wskazówki od świętego mnicha Sylwana, ojciec Sofroniusz zaczął być bardzo skąpy pod względem wypowiadania różnych słów, ale z kolei bogaty pod względem Słowa Bożego. Również nas uczył przede wszystkim szczerej modlitwy. Żeby modlitwa, szczególnie modlitwa za Liturgią, nie była prostym “wyczytywaniem”, rzucaniem okiem na tekst bez wnikania w treść. Chciał, żebyśmy się nauczyli przeżywać każde słowo Liturgii, ponieważ modlitwa dla nas to głównie modlitwa liturgiczna. Jest to podstawa życia w naszym monasterze. Wszystko się kręci wokół Liturgii, wokół Eucharystii. Ludzie często mówią: A co z osobistą regułą modlitwy? Przecież ją też należy czytać. Kiedy ojciec Sofroniusz przebywał jeszcze na Atosie, zapytał pewnego razu starca Sylwana, czy można zastąpić czytanie kanonu modlitwa Jezusową. Ojciec Sylwan odpowiedział, że można. Ten epizod jest opisywany w książce „Sakrament chrześcijańskiego życia”. Ihumen, widząc dar ojca Sofroniusza w odniesieniu do modlitwy, bał się otwarcie mówić o tej rozmowie. Dla dobra innych mnichów nie pochwalał takiego zastąpienia modlitewnej reguły na modlitwę Jezusową. Ale nie dotyczyło to takich ludzi, jak starzec Sylwan oraz ojciec Sofroniusz, – ludzi, którzy osiągnęli pewnego wysokiego stopnia praktyk modlitewnych. Ich umysł był w stanie swobodnie przebywać w Bogu nie obciążony przez inne pomysły. Dla św. Sylwana wypełnienie przekazania “Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem” (Mt 22, 37) oznaczało, że jeśli człowiek pozwala swemu umysłowi albo sercu na jakikolwiek pomysł inny, niż pomysł o Bogu, to znaczy że przekazanie nie zostało spełnione. Oczywiście, że jesteśmy dalecy od takiej doskonałości. Aczkolwiek to były te ideały, te szczyty, te wyżyny, w których przebywał ojciec Sofroniusz na Atosie, i które z wielkim trudem i płaczem próbował donieść do ludzi spoza kręgu mniszego. Pewna parafianka kiedyś napisała do ojca Sofroniusza: Powinnam czytać modlitwę, ale mam zupełnie inny nastrój. Mam pytania, chcę zapytać Jego, dlaczego jest tak w moim życiu, a dlaczego owak. Panie, daj mi mądrość rozstrzygnąć to. Nie chce mi się czytać: «Panie, dziękuję Tobie», dlatego że w takiej chwili mam nawet pewien spór z Bogiem. Ojciec Sofroniusz odpisał jej: Niech się Pani nie boi pytać Boga, niech się Pani boi bycia nieszczerym z Bogiem. Ta szczerość podczas modlitwy, której ojciec Sofroniusz uczył wszystkich, dawała nam do zrozumienia, że Bóg to nie jest Coś gdzieś tam, Co wymaga od nas wykonania jakichś zasad. Nie, Bóg jest żywym Bytem, naszym Ojcem Niebieskim, z którym prowadzimy dialog. Nie dialog słowny, lecz dialog życia. Odpowiada nam nie tylko słowami z Pisma, ale również w naszym życiu. Tak samo jak historia starotestamentowego Izraela była dialogiem z Bogiem, tak również życie każdego z nas jest dialogiem z Bogiem. Ten właśnie osobisty dialog z Bogiem starał się rozwinąć w nas ojciec Sofroniusz.
Czy Ojca zdaniem jest możliwe, ażeby takie modlitewne relacje z Bogiem prowadzili ludzi świeccy, których życie jest przepełnione troskami?
W podziale ludzi na mnichów i świeckich kryje się duże niebezpieczeństwo, ponieważ wszyscy jesteśmy ludźmi, wszystkich i każdego z nas kocha Bóg, został On ukrzyżowany za wszystkich i za każdego z nas. Podział ten został obalony już w czasach starożytnych, kiedy Pan posłał św. Antoniego Wielkiego do Aleksandrii na pobranie nauki od szewca. Myślę, że ten obraz szewca jest dla nas dowodem na to, że nie ma właściwie podziału na mnichów i laików. Jest przede wszystkim człowiek, który posiada żywy kontakt z Bogiem, który to kontakt jest dostępny dla wszystkich i każdego. Ojciec Sofroniusz napisał kiedyś, że nie ma na ziemi takiego miejsca, takich warunków, takich okoliczności, w których wypełnienie przekazań Chrystusa byłoby niemożliwe. Myślę, że nie ma również takich okoliczności i takich miejsc, w których nie istniałaby możliwość modlenia się. Przecież modlitwa to nie jest wziąć książkę i coś sobie mamrotać. Modlitwa to żywy dialog z Bogiem w sercu, który, gdy istnieje możliwość, wyraża się poprzez słowa. A gdy nie ma takiej możliwości, jest pamięcią o Bogu, przejawiająca się jako wewnętrzne znajdowanie się przed Bogiem Stwórcą, który zawsze jest z nami, „wszędzie jest i wszystko napełnia”. Jest to również modlitwa, dostępna dla wszystkich i każdego. Pewnego razu ojciec Sofroniusz prowadził dialog, można nawet rzec spór z Bogiem. Gdy jeszcze przebywał na Atosie, modlił się mówiąc: „Panie! Jak mogę wypełniać Twoje przykazania? Przecież jestem tylko człowiekiem. Jak będziesz sprawował sąd nade mną? Ty jesteś Bogiem, Wszechwładcą, Wszechmogącym, Wszechwiedzącym. Masz pełnię bytu, jesteś źródłem życia, źródłem tworzenia. Natomiast kim ja jestem? Malutkim człowiekiem. Jeżeli nie zjem, to umrę, jeśli będę uderzony — umrę, jeśli zachoruję — umrę. Cały czas przebywam w lęku przed śmiercią. Moja słabość nie daje mi zbliżyć się do Ciebie. Jak będziesz mnie sądził?” Wtedy usłyszał odpowiedź od Boga w sercu: „Ojciec nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, bowiem jest Synem Człowieczym” (J 5, 22). Wówczas ojciec Sofroniusz pojął, że przegrał spór z Bogiem. Będzie go sądził nie „daleki i wszechmogący” Bóg Ojciec, lecz Pan nasz Jezus Chrystus, Bogoczłowiek, Który jest zarówno Bogiem, jak i Człowiekiem. Doświadczył On na sobie nasze warunki życia. Ludzie czasem mówią o zatroskaniu, bieganinie. Ale ciężko sobie wyobrazić to zatroskanie, w którym przebywał nasz Pan. Pamiętacie słowa Ewangelisty o tym, że On nie miał nawet czasu na zjedzenie chleba, nie miał czasu się pomodlić. Pan szedł się modlić w nocy na górę, w jakieś miejsce odosobnione. Jeżeli my, czy jak to określacie, „świeccy”, mówimy: No, nie mamy czasu na modlitwę, to Pan spojrzy na nas i powie: Nie mieliście czasu? Ja też nie miałem. Bardzo często ludzie unikają modlitwy, kontaktowania się z Bogiem nie dlatego, że nie mają czasu, lecz dlatego, że nie mają chęci, dlatego że posiadają pewne lenistwo duchowe – mówię to na podstawie własnego doświadczenia. Dlatego należy się modlić zawsze i wszędzie. Modlitwa jest zawsze wewnętrznym obcowaniem z Bogiem, nie zaś prostym czytaniem jakichś reguł czy kanonów. Tego nie wystarczy.
Jak Atos odebrał dzieła ojca Sofroniusza o modlitwie?
We wszystkich atoskich monasterach, które zwiedziłem, a muszę powiedzieć, że zwiedzałem Atos nie jako mnich monasteru w Essex, lecz jako pielgrzym, byłem zaskoczony, że mnisi korzystają duchowo z dzieł ojca Sofroniusza o modlitwie. Jako przykład podam, że w monasterze Vatopedi były one czytane podczas przyjmowania posiłku. Dwa lata temu w Atenach odbył się kongres światowy poświęcony ojcu Sofroniuszowi i jego spuściźnie. Byli na nim obecni przedstawiciele wszystkich atoskich wspólnot. Przyjechali nie dla rozrywki. Przybyli, by być głosem Cerkwi, mniszym głosem Atosu. Organizowali ten kongres żeby uszanować pamięć o ojcu Sofroniuszu jako człowieku błogosławionym, za którym jest przyszłość Cerkwi, który, być może, przejdzie do historii Cerkwi.
Mówił Ojciec o dostępności ojca Sofroniusza, o jego prostocie. Ale przecież wiemy, że był człowiekiem bardzo uczonym. Jak to można było pogodzić? Czy czuć było podczas rozmowy z nim pewną jego przewagę intelektualną?
Gdy odwiedzicie obecnie nasz monaster, będziecie zaskoczeni, że większość naszych parafian to półpiśmienni Grecy, którzy zaledwie umieją czytać: babcie, staruszkowie. Ale to są wszyscy ci, kogo ojciec Sofroniusz ogrzał swoją miłością. Owszem, wiedział bardzo dużo, był w pełnym sensie teologiem poziomu akademickiego. Odpowiedzialność za każdy wyraz w jego książkach posiada wagę akademicką. Jego postulaty w triadologii zostały obecnie częścią prawosławnej teologii akademickiej. Widzimy to analizując utwory metropolity Jana (Zizioulasa), który korzystał z duchowości i teologii ojca Sofroniusza, jak równiez czytając dzieła metropolitów Hieroteusza (Vlachosa), Kallistosa (Ware’a) i wielu innych teologów prawosławnych. Jednak podczas komunikacji z ojcem Sofroniuszem nigdy się nie czuło, że patrzy na ciebie z góry. Zawsze powtarzał: Miłość nie kocha z góry, zawsze wykazuje pokorę wobec człowieka. W taki sam sposób zawsze wykazywał pokorę wobec każdego człowieka również sam ojciec Sofroniusz. Moim zdaniem fakt, że tamci ludzie przychodzą do nas, jest właśnie świadectwem jego szczerej do nich miłości. Wielu pomógł w życiu duchowym, wielu natomiast w sprawie ich fizycznych chorób poprzez zanoszenie modlitw w ich intencji. Na kongresie było obecnych mnóstwo hierarchów, mnichów, profesorów, zwykłych ludzi. Wszystkim tym ludziom pomógł, i takich ludzi można liczyć na tysiące. Sala Ateńskiego Muzeum Wojskowego, gdzie odbywał się kongres, była przepełniona, brakowało miejsc. Organizatorzy zmuszeni byli nawet do postawienia ekranu na ulicy. Jak powiedział na tym kongresie mnich z naszej wspólnoty ojciec Zachariasz, ojciec Sofroniusz posiał w ciągu życia bardzo dużo błogosławieństw, a teraz właśnie widzimy owoce. Natomiast metropolita Jan (Zizioulas), który otwierał kongres, powiedział: Wszyscy byliśmy pod jego epitrachilionem. Tak więc żadnego dystansu podczas komunikacji z ojcem Sofroniuszem nigdy się nie odczuwało.
Ojciec Sofroniusz kontaktował się i pobierał naukę od ludzi, czyja teologia jest dosyć kontrowersyjna, mianowicie od ojca Sergiusza Bułgakowa oraz metropolity Antoniego (Chrapowickiego). W jakim stopniu teologia ojca Sofroniusza współgra z ich teologią? Czy udało się oddzielić kontrowersyjne postulaty z ich nauki?
Zajmowałem się tym zagadnieniem na poważnie i obiektywnie, nie mając zamiaru dogodzić wujkowi. Ten problem wybrałem jako temat mojej pracy doktorskiej „I love therefore I AM: theological legacy of Archimandrite Sophrony” („Kocham, więc jestem: spuścizna teologiczna archimandryty Sofroniusza”). Jest to ocena krytyczna teologii ojca Sofroniusza po wnikliwej analizie jego dzieł i jego życia. Praca została obecnie wydana w Ameryce. Trzeba powiedzieć stanowczo, że gruntem teologii ojca Sofroniusza jest przede wszystkim Tradycja Cerkwi, w pierwszej kolejności Tradycja ascezy. Jego teologia bazuje również na ascetycznym doświadczeniu Atosu i na jego własnym doświadczeniu. Mimo że mógł czerpać i czerpał niektóre środki wyrazu i tematykę ze współczesnej mu teologii, ale w żadnym przypadku nie ducha, idei i gustów. Dlatego miał nadzwyczaj ostrożny stosunek do wszystkiego, co mogłoby wykraczać poza Tradycję Kościoła. Świadectwem tego jest jego korespondencja z ojcem Jerzym Florowskim. Kiedy Ojciec Sofroniusz ukształtował się ostatecznie jako teolog, kiedy jego triadologia, chrystologia, którymi żył, wykrystalizowały się w słowa, wówczas pokornie wysłał cały swój, jeśli można tak się wyrazić, schemat teologiczny do ojca Jerzego Florowskiego, wówczas jednego z najbardziej znanych teologów prawosławnych, pochodni prawosławia. Ojciec Jerzy doskonale znał się na dziełach świętych ojców, z tego powodu nikt nie mógł mu zarzucić posiadania poglądów nieprawosławnych. Zaskakuje mnie ten pełen pokory uczynek człowieka, który rozmawiał z ojcem Sylwanem, mieszkał na Atosie, miał własne bogate doświadczenie obcowania z Bogiem. Taki pokorny uczynek w postaci przekazania całej swojej spuścizny na sąd innego teologa jest aktem soborowości. Dla ojca Sofroniusza to było decydujące. Nigdy nie odcinał się od soborowego myślenia Cerkwi. To było jego, że tak powiem, duchowa asekuracja i duchowe zabezpieczenie. Pisał do ojca Jerzego Florowskiego: „Niech ojciec spojrzy, czy napisałem tam coś niezgodnego z prawosławiem”. Ojciec Jerzy Florowski po przeczytaniu jego listów, jego teologii, odpowiedział głęboko odwzajemnionym rozumieniem wielu kwestii oraz głęboką solidarnością w nieakceptowaniu nacjonalizmu w Cerkwi. Ojciec Jerzy akurat dużo od tego cierpiał. Myślę, że nasza wiedza z patrystyki w porównaniu z wiedzą ojca Sofroniusza, który znał grecki i dzieła świętych ojców, daje dużo do namysłu, mianowicie na ile głęboko znamy tradycję patrystyczną. Przecież ojciec Sofroniusz cytował utwory świętych ojców, których w wersji rosyjskiej jeszcze nie było, na przykład „Ambigua” Maksyma Wyznawcy. Nawet kiedy cytował rozważania, idee świętych ojców bez powoływania się na nich, to same te idee mogły czasem u niektórych wywołać pewne niezrozumienie, zdumienie. Ale w tym, że ktoś nie jest w stanie opanować jakąś naukę świętego ojca, nie jest bynajmniej winny ojciec Sofroniusz. Jest to spowodowane niedostateczną wiedzą tradycji patrystycznej. Powinniśmy brać pod uwagę, iż w rosyjskim Dobrotolubiju wcale nie jest zawarta cała Tradycja Cerkwi. Tak samo, jak Bizancjum nie zawiera w sobie całej Tradycji. Natomiast ojciec Sofroniusz miał na Atosie dostęp do bogactw całej Tradycji ascetycznej Cerkwi: zarówno do ojców rosyjskich, jak i greckich oraz syryjskich — było to częścią życia każdego mnicha atoskiego. Starzec Sylwan mimo tego, że był niepiśmienny, również znał dzieła świętych ojców, choć nie znał greckiego. Ihumen Miszael dał zadanie ojcu Sofroniuszowi uczyć się greckiego. Samodzielnie opanował go w ciągu sześciu miesięcy na tyle, że jego nauczyciel od greckiego, kiedy wrócił po okresie pół roku nie mógł uwierzyć, że ojciec Sofroniusz pisał w języku katareusa z taką łatwością i lekkością. Ojciec Sofroniusz zawsze, nawet w potocznej rozmowie używał wyłącznie katareusy — języka świętych ojców Cerkwi. Było to wyrazem jego stanu duchowego.
Jaka jest obecnie sytuacja w załozonym przez ojca Sofroniusza monasterze w Essex? Jak wygląda jego układ kanoniczny, organizacja?
W wielu aspektach monaster jest unikalny. Ta unikalność narodziła się z nauki św. Sylwana z Atosu, który modlił się za cały świat, za całego Adama. Pamiętacie jego modlitwę: „Panie, daj Ciebie poznać całemu światu, wszystkim narodom ziemi”. Ten uniwersalny zakres myślenia każdego prawdziwego chrześcijanina był bardzo bliski ojcu Sofroniuszowi. Prawosławie dla niego nie było jakimś dodatkiem do kultury narodowej. Prawosławie jest przede wszystkim prawdą uniwersalną. I jakiekolwiek jego ubliżenie odbierał jako poniżanie prawosławia. Gdy pojedziecie do Grecji czy innego kraju prawosławnego, to zawsze prawosławie jest tam traktowane jako część własnej kultury narodowej. Ojczyzna, prawosławie — są to prawie synonimy. Z tego względu w warunkach emigracji cerkwie są najczęściej jakimś dodatkiem do wspólnoty kulturowej. Natomiast ojciec Sofroniusz, dostrzegając w Cerkwi Stwórcę całego świata i wszystkich narodów, Boga, który został ukrzyżowany za całego Adama, za całą ludzkość, odbierał jakąkolwiek ujmę prawosławia przez nacjonalizm za świętokradztwo. Dlatego nasz monaster jest wielonarodowy; mamy ludzi należących do piętnastu narodowości: prawosławnych chrześcijan z Grecji, Cypru, Rumunii, Danii, Szwecji, Finlandii, Niemiec, Francji. Nasz ihumen jest z Nowej Zelandii. I w tym właśnie tkwił problem ojca Sofroniusza — do jakiego Kościoła należeć? W tej sytuacji wyszedł naprzeciw patriarcha ekumeniczny Atenogoras, który w liście do ojca Sofroniusza napisał, że ze względu na wielonarodowy charakter monasteru gotów jest udzielić mu stauropigii żeby mnisi czuli się swobodnie. To było bardzo pomocne. Kiedy ludzie przyjeżdżają do nas po raz pierwszy, to często pytają: Czy to jest monaster grecki? - Nie. - Czyli jest to rosyjski monaster? - Nie. - To jaki to monaster? - Jest to monaster prawosławny. Nie można nazwać naszego monasteru ani greckim, ani rosyjskim, ani rumuńskim czy angielskim. Myślę, że taka idea wielonarodowościowego monasteru w kraju prawosławnym jest utopią. Ale w warunkach emigracji jest to możliwe. Nie oznacza to jednak, że obowiązek posiadania takiej uniwersalnej świadomości chrześcijanina nie ciąży na mnichach jakiegokolwiek z Kościołów lokalnych. Święty mnich Sylwan modlił się za cały świat, za całego Adama. Nie istniało dla niego wrogów. Nie było dla niego niesprawiedliwych. Istniał dla niego tylko podział ludzkości na ludzi, którzy poznali Boga i ludzi, którzy Boga nie poznali. I za tych, którzy nie poznali Boga, modlił się ze łzami, pokładając całą swą duszę w modlitwie. Taka świadomość w naszych czasach może zostać odebrana dziwnie przez niektórych. Jak będę się modlił w intencji człowieka, który życzy mi źle? Natomiast starzec Sylwan się modlił. Muszę dodać, że na Zachodzie istnieje dużo monasterów, które chciałyby przejąć doświadczenie ojca Sofroniusza, na przykład monaster św. Sylwana we Francji.
Czy obserwuje się zainteresowanie spuścizną starca Sofroniusza w Rosji?
Na to pytanie pewnie powinniście odpowiedzieć Wy. Powiem jednak, że zainteresowanie jest olbrzymie. Wydawane przez nas książki ojca Sofroniusza być może sprzedają się nie tak szybko, ale zawsze znajdują swego czytelnika. Patrząc na to, jak ludzie czekają na wydanie jego prac, jak im na tym zależy, można stwierdzić, że zainteresowanie istnieje. Ciężko mi mówić o ojcu Sofroniuszu jak o teologu, który reprezentuje jakiś cerkiewny trend. Dla mnie osobiście ojciec Sofroniusz odpowiedział na ważne pytania życiowe. Stał się dla mnie oparciem w moim życiu w Cerkwi, pomógł zrozumieć różne zjawiska duchowe, połapać się w tym, jak żyć w obecnych warunkach, jak służyć Bogu. Faktycznie otworzył mi oczy na życie duchowe. Nie jestem w tym samotny. Wielu ludziom, którzy zostali zagnani w ślepy zaułek życia, książki ojca Sofroniusza pomagają znaleźć wyjście. Wyjście nie z jakichś tam dogmatycznych wątpliwości czy abstrakcyjnych dyskusji o Bogu. Nasza teologia sprawdza się podczas przebywania w ślepym zaułku życia. Każda naukowa teologia, gdy człowiek rozważa o Bogu i filozofuje o ascezie z filiżanką kawy w ciepłym pokoju z klimatyzacją nie jest żywą teologią. Mało komu pomoże, nieważne jak mądra mogłaby się wydawać. Ale mianowicie w trudnych chwilach teologia ojca Sofroniusza staję się decydującą, ponieważ jest w stanie pomóc. Dla mnie osobiście w teologii ojca Sofroniusza czuć tchnienie wieczności. Nie chciałbym chwalić go jako własnego wujka i własnego starca, choć na Atosie istnieje tradycja, że nowicjusz powinien mieć takie zdanie: „Wszyscy starcy są święci, ale mój starzec jest świętszy od wszystkim”. Z ojcem Sofroniuszem to było proste, ponieważ rzeczywiście pokazał mi pewien ideał, pełnię syntezy teologii, życia ascetycznego oraz liturgicznego. Miłość do Liturgii wpajał wszystkim swoim dzieciom.
Ojcze Mikołaju, dziękuję za interesującą rozmowę na temat archimandryty Sofroniusza (Sacharowa).
Rozmawiał hieromnich Adrian (Paszyn)
za www.Bogoslov.ru
— tłum. Andrzej Nieścierowicz
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.