śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 11 sierpnia 2023

Nie próbować bardziej

Pomyśl przez chwilę o Matce Bożej stojącej pod krzyżem Jezusa. Co mogła zrobić? Czy była niepotrzebna? Jakie znaczenie ma Jej obecność przy krzyżu poza cierpieniem ze swoim Synem?

0 czytelników poleca

W naszej walce o świętość jest wiele sytuacji, które wymagają od nas większego wysiłku. Niektóre z takich sytuacji mogą obejmować wstanie z łóżka, aby się pomodlić - zakładając, że poprzedniego wieczoru położyłeś się spać o rozsądnej godzinie i spałeś odpowiednio długo. Niewstanie z łóżka, aby się pomodlić, tylko dlatego, że się nie chce, to klasyczna sytuacja, która może wymagać większego wysiłku. Inną sytuacją, która może wymagać większego wysiłku, jest używanie wulgarnego, lekceważącego lub sarkastycznego języka. To, że przyzwyczaiłeś się do mówienia w niemiły lub prymitywny sposób i wydaje ci się to „naturalne”, nie oznacza, że przy odrobinie większego wysiłku, starając się trochę bardziej trzymać buzię na kłódkę, nie możesz zmienić swoich nawyków mówienia. Istnieje wiele aspektów naszej chrześcijańskiej walki o skruchę, które wymagają wysiłku z naszej strony, które nawet wymagają od nas większego wysiłku wtedy, gdy ponosimy porażkę.

Jednak ten post nie dotyczy takich momentów ani sytuacji, w których staranie się bardziej może być częścią terapii duchowej, którą musimy praktykować, aby przezwyciężyć słabość lub grzech w naszym życiu. Ten post jest o chwilach, kiedy staranie się bardziej nie jest odpowiedzią, kiedy takie działanie (lub myślenie, że trzeba się bardziej starać) może nawet przynieść efekt przeciwny do zamierzonego, może wprowadzać w błąd, a nawet doprowadzić do naszego utknięcia w cyklu bezsensownego zamieszania, poczucia winy i bólu.

Często w naszym życiu pojawiają się bolesne okoliczności, wobec których nie możemy przestać myśleć, że odegraliśmy jakąś rolę w ich wywołaniu. Okoliczności te mogą obejmować niepowodzenia w związkach, przypadki bliskich, którzy odrzucili (lub wydają się) odrzucać Boga i którzy prowadzą autodestrukcyjny styl życia. Może to obejmować problemy finansowe, zdrowotne, a nawet psychologiczne i związane z uzależnieniami. Może to dotyczyć trudnych relacji, których nie możemy uniknąć w rodzinie, pracy lub szkole, relacji, które nas zasmucają, gniewają lub frustrują, ale z którymi nie możemy nic zrobić. Często zdarza się, że w tak bolesnych i frustrujących okolicznościach zakładamy, a nawet wiemy na pewno, że część przyczyny bólu, którego doświadczamy my i nasi bliscy, to nasza wina. Ale popełniamy błąd, myśląc, że możemy to naprawić.

Z pewnością zerwane relacje i niepowodzenia wymagają z naszej strony pokuty i pokory, zwłaszcza gdy możemy zidentyfikować konkretne błędy lub grzechy, które popełniliśmy. A kiedy możemy zidentyfikować konkretne błędy lub grzechy, czasami (ale nie zawsze) pomocne jest dla nas uniżenie się i wyznanie naszych grzechów i upadków osobom, których to dotyczy. Jednak nie zawsze tak jest. Jest to sprawa wymagająca rozeznania, a rada duchowego ojca lub matki, lub innej mądrej osoby w twoim życiu może ci pomóc w rozeznaniu, czy, kiedy i jak publiczna spowiedź może być działaniem uzdrawiającym w konkretnym związku. A kiedy nie ma żadnego konkretnego grzechu, winy czy niepowodzenia, które można zidentyfikować – tylko poczucie winy – myślę, że zwykle najlepiej jest po prostu wyznać swoje grzechy tylko swojemu duchownemu.

Jedną z rzeczywistości prawosławnego chrześcijańskiego światopoglądu jest to, że w takim czy innym stopniu wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za cierpienie, grzech i załamanie na świecie. Podobnie jak Adam, mamy tendencję do obwiniania innych za bałagan, w jakim jest świat, ale czasami nie możemy uniknąć dostrzegania naszego współudziału, a nawet naszej winy w bólu i cierpieniu, zwłaszcza w życiu tych, którzy są nam najbliżsi. Jednak podobnie jak Adam po zjedzeniu zakazanego owocu, nic nie możemy z tym zrobić, poza wyznaniem tego. Jabłka nie można powiesić z powrotem na drzewie. Złamanie, które sprowadziłem na świat, nie może być przeze mnie naprawione. Może to naprawić tylko nasz Zbawiciel. Ale możemy się przyznać. Widzimy w wielkich świętych, takich jak św. Izaak Syryjczyk i św. Sylwan Atoski, i wielu innych, że wyznawali grzechy całego świata, tak jakby sami byli odpowiedzialni za nie wszystkie, za wszystkie cierpienia i załamania na świecie. Jednak większość z nas widzi tylko najmniejszy ułamek naszego grzechu, naszego współudziału w rozbiciu i bólu całego świata. I oto, co możemy zrobić: możemy wyznać nasz grzech, w takim stopniu, w jakim go widzimy.

Jednak nawet spowiedź, publiczna czy inna, często nie zmienia sytuacji ani nie łagodzi bólu, którego doświadczamy z powodu cierpienia w naszym własnym życiu i w życiu tych, którzy nas otaczają. I ten ból, często ból, którego nie możemy nawet wyrazić słowami, zdaje się krzyczeć do nas, że musimy coś zrobić, że musimy się bardziej postarać, żeby to naprawić. Ale nie ma jak się bardziej starać…

Jednym z powodów, dla których nie trzeba się bardziej starać, jest to, że już od dłuższego czasu, być może od lat, staraliśmy się myśleć o tym, co moglibyśmy zrobić inaczej, jak moglibyśmy modlić się inaczej, co moglibyśmy powiedzieć lub jak możemy poświęcić się w jakiś sposób, aby ból odszedł, aby uleczyć zerwanie w naszych związkach, w naszym życiu i życiu naszych bliskich. Innym powodem, dla którego większy wysiłek nic nie da, jest to, że nie jesteśmy i nie możemy być Mesjaszem. Możemy cierpieć. Możemy płakać z tymi, którzy płaczą. Możemy się modlić i „sami siebie, wszyscy siebie nawzajem i całe życie nasze Chrystusowi Bogu oddawać”. Ale nie możemy uratować. Tylko Bóg zbawia. Większe próby nie są odpowiedzią.

Co więc musimy zrobić? Czy mamy nic nie robić? Myślę, że to pytanie ujawnia głębokie nieporozumienie, jakie mamy na temat życia duchowego.

Pomyśl przez chwilę o Matce Bożej stojącej pod krzyżem Jezusa. Co mogła zrobić? Czy była niepotrzebna? Jakie znaczenie ma Jej obecność przy krzyżu poza cierpieniem ze swoim Synem? Jej cierpienie nie jest bez znaczenia. Pójdę dalej i powiem, że żadne cierpienie nie jest bezsensowne, jeśli jest rozumiane jako udział w cierpieniu Boga, jeśli jest ofiarowane Bogu jako udział w Jego cierpieniu. Czy nie o tym też myśli św. Paweł, kiedy mówi o uzupełnianiu cierpieniem własnego ciała tego, czego „brakuje” udrękom Chrystusa (Kol 1,24)?

A jednak nie mamy wrażenia, że cierpimy z Chrystusem. Czujemy się samotni i zdesperowani. Czasem czuję się tak, jakbym został porzucony i jakby nikt nie rozumiał ani nigdy nie mógł zrozumieć bólu, frustracji i rozpaczy, które odczuwam. Niemal na pewno czuję się tak samo, jak czuła się Matka Boża, stojąc obok Krzyża Swojego Syna.

A co mogła zrobić? Mogła tylko znosić ból. Mogła płakać z rozpaczy i czekać na Zmartwychwstanie. I bardzo często w naszym życiu, to jest to, co możemy zrobić. To jest wszystko, co możemy zrobić. Bardzo często w życiu chrześcijańskim musimy cierpieć, znosić ból, zamęt i poczucie rozpaczy, czekając na Zmartwychwstanie, na Boże działanie przynoszące zbawienie. To nie oznacza, że nic nie robimy. To jest robienie tego, co czyniła i czyni Matka Boża. To jest udział w cierpieniach Chrystusa. To jest bycie Ciałem Chrystusa.

o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Praying in the Rain

fotografia: Mitrut Popoiu /orthphoto.net/

— o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak)

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →