Przedstawiamy fragmenty ostatniego wywiadu, jakiego udzielił zmarły dziś patriarcha bułgarski Maksym.
Przedstawiamy fragmenty ostatniego wywiadu, jakiego udzielił zmarły dziś patriarcha bułgarski Maksym. Rozmowa jest fragmentem filmu poświęconego postaci patriarchy, który przygotowała państwowa telewizja w Bułgarii.
Jaki wpływ na decyzję, by zostać kapłanem, mieli rodzice Waszej Świątobliwości?
Moi rodzice byli prostymi mieszkańcami wsi. Mama pochodziła z bogatej rodziny, ale wyszła za mąż za biednego młodzieńca, który jeszcze w dzieciństwie został sierotą. Żyli w zgodzie, regularnie chodzili na nabożeństwa do Trojańskiego monasteru. Ojciec był członkiem miejscowej rady parafialnej. Matka zaś była centrum życia duchowego wsi, zbierała sąsiadki na modlitwę i wspólne czytanie duchowej literatury.
Mama bardzo chciała, żebym zdobył duchowe wykształcenie i został kapłanem Świętej Cerkwi. Jestem wdzięczny rodzicom, że wychowali mnie w wierze. Z wielkim trudem utrzymywali mnie podczas nauki w seminarium. Ojciec był rzemieślnikiem. Zmuszony był zostać policjantem, a mimo że pracował w kuchni, chodził w mundurze. Rodzina nie głodowała, ale żyła w biedzie.
A jak Wasza Świątobliwość postanowił zostać mnichem?
Będąc uczniem jednej ze starszych klas seminarium napisałem list do monasteru Zografu na Świętej Górze Atos z prośbą o przyjęcie mnie jako nowicjusza do klasztoru po zdobyciu wykształcenia. Wrzuciłem list do skrzynki. Wcześniej z jego treścią zapoznali się wykładowcy.
Po kilku dniach wezwał mnie jeden z wychowawców i spytał: „Marin, ty chcesz zostać mnichem?”. Odpowiedziałem: „Jeśli Bóg błogosławi, może zostanę mnichem”. Wykładowca powiedział, że mogę służyć Kościołowi jako kapłan. Przekonywał mnie, bym wybrał białe duchowieństwo (żonate – przyp. tłum.), bym nie śpieszył się z myślą o monastycyzmie. Myślę, że to on przechwycił mój list do monasteru Zografu.
Jednak myśl o Bogu i pragnienie zostania mnichem nie opuszczały mnie. Utrzymywały się dzięki mojemu kontaktowi z bracią monasteru Trojańskiego, którego byłem duchowym dzieckiem.
W grudniu 1941 r., na czwartym roku studiów teologicznych, złożyłem śluby mnisze. Przełożony Trojańskiego monasteru archimandryta Klemens był moim duchowym opiekunem, a starcem – metropolita Paisjusz (Ankow).
Bycie mnichem dało mi duchowy spokój. Na postrzyżynach otrzymałem imię Maksym – w pamięć św. Maksyma Wyznawcy. Jestem szczęśliwy, że noszę imię świętego, który przecierpiał wszystkie prześladowania oraz doświadczenia od władz świeckich i pozostał wierny Świętej Prawosławnej Prawdzie. Św. Maksym jest dla mnie wzorem do naśladowania i zwracam się zawsze do niego z modlitwą o pomoc.
Czy Wasza Świątobliwość nie doświadczył trudności po wybraniu na tron patriarchy w 1971 r. podczas ateistycznego reżimu?
Wybór na patriarchę wywołał u mnie silne emocje. W tamtych czasach prościej było umrzeć, niż pojąć i ocenić, w jaki sposób żyć i wypełniać obowiązki zwierzchnika Kościoła. Ileż emocji przyszło mi przeżyć! Rozmyślałem wcześniej, dostrzegając pozytywny stosunek synodu, duchowieństwa, społeczności o możliwości wybrania mnie na patriarchę.
Przejawiło się to szczególnie ze strony m.in. uczonego Michaiła Arnaudowa, który pomógł mi zadecydować o przyjęciu odpowiedzialności za Kościół, naród i ojczyznę. Arnaudowa znałem jeszcze z czasów, gdy działał przy ruseńskiej metropolii. Stopniowo zaprzyjaźnialiśmy się. Dzień przed wyborem spotkaliśmy się przypadkowo w sadzie przy klubie wojennym w Sofii. Wiedział, że powstrzymałem się od zgłoszenia swojej kandydatury, ale poprzez swój autorytet przekonał mnie, bym nie rezygnował z udziału w wyborach.
A jednak Wasza Świątobliwość przyjął godność patriarchy w czasach komunistycznego reżimu...
Sytuacja była trudna. Ateistyczny reżim zrobił wszystko, by w oczach narodu umniejszyć znaczenie Bułgarskiego Kościoła Prawosławnego, by niszczyć wiarę w Boga, Którego ona wyznawała.
Jednak podczas nabożeństwa w Wielki Czwartek w stołecznej cerkwi powiedziano mi, że władza chce zakazać organizowania procesji według przyjętego porządku i dzwonić w dzwony. Kategorycznie sprzeciwiłem się temu, niezależnie, od kogo wychodziłaby ta inicjatywa. A jak się okazało, należała ona do jednego z głównych działaczy w tych czasach.
Ograniczenia możliwości uczestniczenia w nabożeństwach, szczególnie wobec dzieci i młodzieży, bardzo mnie przygnębiały. Robiłem wszystko, co się dało, by pokonać te przeszkody, głównie w ramach Komisji ds. Wyznań, której przewodniczącym był mój dawny kolega Michaił Kuczukow. W seminarium przez sześć lat razem się uczyliśmy, w sali siedział przede mną.
Czasy ateizmu negatywnie wpłynęły na życie bułgarskiego Kościoła, ale nie zaszkodziły wierze. Pierwsze lata ateistycznej władzy były bardzo surowe. Później ostry stosunek władzy do Kościoła trochę zmiękł, ale nie zniknął całkowicie. Komunistyczna ideologia sprawiała, że wiele ludzi, co prawda w różnym stopniu, odczuwało złość i niechęć wobec Kościoła.
Znaczenie Kościoła jako najważniejszej instytucji w Bułgarii przetrwało. Oczywistym było, że nikt nie mógł umniejszyć jego roli w życiu narodu bułgarskiego. Jeśli wyrzekniesz się Kościoła, wyrzekniesz się bułgarskiej historii.
Wasza Świątobliwość powiedział, że ateistyczny reżim nie zniszczył Kościoła, ale chciał go uczynić bezsilnym. Pamiętam, że kiedyś, w dniu święta 24 maja (dzień pamięci świętych Cyryla i Metodego, jedno z ważniejszych świąt w Bułgarii – przyp. tłum.), władyka stał na trybunie obok Todora Żiwkowa. Czy Kościół nie współpracował z komunistycznym reżimem?
Byłem, byłem... i stałem obok Todora Żiwkowa... (śmiech). Rozumiecie, żadnej współpracy Kościoła ani mojej osobiście z państwowymi władzami na takich wydarzeniach nie było. Było za to zjednoczenie sił państwa i Kościoła dla dobrych działań, w których Kościół brał należny mu udział.
Kościół brał udział w wojnie o pokój na całym świecie, ale w takim stopniu i w takiej formie, by był to udział Kościoła połączony z głoszeniem jego ewangelicznych zasad dla osiągnięcia pokoju. Nie było tu w żadnym stopniu jakiegokolwiek usługiwania ówczesnym władzom państwowym. Zawsze myślałem przede wszystkim o dobru Kościoła, także przy wypełnianiu wszystkich obowiązków państwowych. I nie szedłem na żadne kompromisy. Miałem przez to wiele ciężkich doświadczeń, ale wszystko przecierpiałem.
Moja obecność na trybunie nie była wtedy rezultatem mojego pragnienia współpracy z władzami komunistycznymi, lecz wypełnieniem moich państwowych obowiązków.
Podczas jednego ze spotkań Żiwkow domagał się ode mnie, by biskupi, oprócz tego, że wypełniali swoje kościelne obowiązki, zostali przewodniczącymi Frontu Ojczyzny. Namiestnicy biskupów z kolei kierowaliby lokalnymi strukturami Frontu. Odpowiedziałem mu, że nie dopuszczę do tego, gdyż bułgarska partia komunistyczna jest partią ateistyczną. To niedopuszczalne, by biskup przewodniczył organizacji, która działa pod kuratelą ateistycznego ugrupowania.
„Więc – powiedział Żiwkow – jak władyka proponuje zjednoczyć naród?”. Odpowiadam: „Kościół zawsze zalecał, by trwać w jedności, zaleca teraz i zalecał będzie w przyszłości, jednak poprzez przyciąganie innych, a nie przyjmowanie zasad obcej ideologii”. Taka była moja rozmowa z nimi.
Jak Wasza Świątobliwość odnosił się do Żiwkowa? Niektórzy uważają, że władyka korzystał z jego wsparcia.
Moje pierwsze spotkanie z Todorem Żiwkowem miało charakter oficjalny, zapoznawczy. Spotkałem się z nim jako nowo wybrany patriarcha. W tym czasie rada ministrów podjęła decyzję o zniszczeniu cerkwi Najświętszego Zbawiciela w centrum Sofii. Przed rozmową z Żiwkowem powiedziałem Kuczukowowi, że podejmę temat tej cerkwi. Próbował on odwieść mnie od pomysłu, mówiąc, że decyzja jest już podjęta.
Po zakończeniu oficjalnej części spotkania z Żiwkowem powiedziałem o przygotowywanej do rozbiórki cerkwi, o tym, że jest ona średniowiecznym zabytkiem, jest lubiana przez wiernych i koniecznie należy ją zachować.
Żiwkow odpowiedział: „Być może, rada ministrów podjęła już decyzję, ale jeśli wniosek został złożony nieprawidłowo, postanowienie można będzie uznać za nieważne. Ta kwestia zostanie rozstrzygnięta”. I wniosek o zachowanie świątyni został rozpatrzony pozytywnie. Chociaż, niestety, dziś ta cerkiew jest w takim stanie, że nie można w niej sprawować nabożeństw.
Z Żiwkowem miałem cztery oficjalne spotkania. Na jednym z nich poruszona została kwestia pozostawienia cerkwi św. Jana Rylskiego w Perniku, którą także chciano zniszczyć. Obok bowiem powstawał budynek organizacji partyjnej. Podczas ostatniego spotkania, które odbyło się w 1989 r., poprosiłem o przeniesienie seminarium duchownego z Czerepiszkiego monasteru z powrotem do Sofii. Żadnych osobistych kontaktów z Żiwkowem nigdy nie miałem.
Bóg mówił, że nie ma człowieka, który by żył i nie zgrzeszył. Czy Patriarcha Bułgarski ma grzechy?
Czyż można powiedzieć, że nie grzeszę, nie mam grzechów? Nie tylko sumienie nie może pozwolić tak powiedzieć. Będzie to przeczyć słowom Pisma Świętego, że nie ma człowieka, który by żył i nie zgrzeszył. Grzechy czyniłem tak jak i wszyscy ludzie, ale nigdy nie szedłem na kompromisy krzywdząc Kościół i nawet nie dopuszczałem myśli, że mogę tak postąpić.
Oczywiście, nie zawsze potrafiłem dobrze ocenić, co będzie dla Kościoła pożyteczne. Ale zawsze starałem się wykorzystać wszystko, co przyniosłoby pożytek, oprócz haniebnego kompromisu z kimkolwiek, szczególnie z silnymi tego świata czy władzą. Kiedy musiałem wybrać, wybierałem to, co uważałem za pożyteczne dla Kościoła, nie dla mnie.
Dziękuję za rozmowę.
Tłumaczenie: Paweł Karczewski
na podst.: pravmir.ru
Zobacz: Zmarł patriarcha bułgarski Maksym
— Paweł Karczewski
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.