Nie możemy wobec tego, co się dzieje, zdjąć z siebie odpowiedzialności, którą nosimy razem z tymi, którzy żyli przed nami, i czyim ciałem i krwią jesteśmy
13 sierpnia 1967
Wszyscy coraz bardziej zdajemy sobie sprawę, że żyjemy w świecie tragicznym, w świecie, gdzie ma miejsce bardzo wiele strasznego. I kiedy wpatrujemy się w to, co się odbywa, staje się tak jasne, że teraz świat zbiera plony całej ludzkiej niesprawiedliwości, która dokonywała się w ciągu, być może, wielu stuleci: niesprawiedliwości, z którą nasi przodkowie godzili się; niesprawiedliwości, z którą my łatwo godzimy się, póki nie wyleje się ona gniewem na nas samych.
Z grozą myślimy o wojnie, ale często bardzo spokojnie odnosimy się do strasznego, nieludzkiego świata, który poprzedza burzę i przelaną krew. I każdy z nas niesie odpowiedzialność za wszystko straszne, co dzieje się dookoła; niech nikt nie mówi: „Ja jestem ofiarą, ja jestem czysty, ja podległem cierpieniu, mnie złamały wydarzenia...” Chrześcijanina nie może złamać nic, chrześcijanin nigdy nie bywał tylko zabawką otaczających wydarzeń, zabawką martwą, bezduszną. W nas żyje moc Pańska i jeśli tą mocą nie tworzymy na ziemi sprawiedliwości Bożej, to jesteśmy podobni do tej soli, o której Chrystus powiedział, że jeśli straci słoność, to na nic więcej się nie przydaje – tylko wyrzucić ją na podeptanie psom; i my często tacy bywamy.
Często zamykamy się w swoim gronie, starając się zbudować cichą sadzawkę, nie zauważając, że ta sadzawka szybko staje się błotem. Nie możemy wobec tego, co się dzieje, zdjąć z siebie odpowiedzialności, którą nosimy razem z tymi, którzy żyli przed nami, i czyim ciałem i krwią jesteśmy. Nie możemy także mieć nadziei na to, że Pan nas obroni i ocali; nie po to On budował Cerkiew, żeby stała się zamkniętą, straszną wspólnotą ludzi, którzy chowają się pod Boże skrzydło. Chrystus zbudował Cerkiew po to, żeby ludzie, odziani w Jego ducha, weszli w życie i za cenę swego życia, swego cierpienia, swoich trudów, swojej śmierci budowali z pokolenia na pokolenie nowy świat, gdzie by królowała Boża sprawiedliwość. Nie wystarczy, żebyśmy wiedzieli, że Pan stworzył wszystko: musimy wejść w Jego trud i pamiętać, że Swoim uczniom, wysyłanym w życie, w pogański, bezbożny, gnijący świat, Pan powiedział, że posyła ich jak owce między wilki, że posyła ich jak Ojciec posłał Jego, po to, żeby pozostać nieskalanym niesprawiedliwością, nieczystością, plugastwem, bezbożnością świata, ale jednocześnie w ten świat wejść całą ognistą miłością, całą gotowością ofiarować siebie, całą siłą ludzkiego ducha, całą pokorą przed zbawiającą Bożą wolą.
I każdy z nas zobowiązany jest tak stać w tym świecie: osądzanie świata nie jest naszą sprawą, ponieważ niesiemy za niego większą odpowiedzialność niż ci, którzy czynią niesprawiedliwość. Komu wiele dano, mówi Pan, od tego wiele zażądają; nam dano nadzwyczaj wiele i zażąda się nadzwyczaj wiele… O innych zaś Chrystus modlił się na krzyżu: Przebacz im, Ojcze, nie wiedzą, co czynią.
I oto żyjemy w tym świecie. Chrystus, wchodząc w ten świat, powiedział: Przyszedłem zbawić świat, a nie sądzić świat… - a nas posyła podobnie do tego, jak był posłany przez Ojca: czy nie jest jasne, jak mamy żyć i czym?… Każdy z nas na miarę sił – niech nikt nie uważa ich za mniejsze, niż są – powinien wnieść w ten świat ile można miłości, pokory, rozumienia dróg Bożych, miłosierdzia, współczucia i przebaczenia – każdy! I każdy jest na siłach to zrobić, ponieważ wystarczy być pozbawionym wszystkiego, aby oddać się z wiarą woli Bożej; wystarczy władać czymkolwiek, żeby podzielić się tym z tymi, którzy nawet tego nie mają. A kiedy przychodzi na nas starość, kiedy przychodzą choroby, kiedy sił cielesnych już nie ma, wtedy wszystko, o czym dopiero co mówiłem, pozostanie przy nas, i pozostanie jeszcze przy nas gorąca modlitwa, żeby były przebaczone wszystkie niesprawiedliwości, żeby zlitowano się nad wszystkimi ludźmi, żeby zbawieni byli wszyscy.
Jeśli nie żyjemy tym duchem w odniesieniu do otaczającego nas świata, to jesteśmy poza Chrystusowym duchem, i nie możemy się oszukiwać, do nas także odniosą się słowa Zbawiciela: Nie każdy mówiący Mi „Panie, Panie” będzie przyjęty przez Mego Ojca, ale ten, kto będzie twórcą zbawczego słowa litości, przebaczenia i miłości… Nasz świat jest dla wielu straszny i nawet wielu z nas, których nie dotknęła żadna straszność tego świata, żyje ze strachem, kryjąc się przed nim. Przez to nie ukryjemy się przed Bożym sądem: powinniśmy albo trudem, albo modlitwą, ale zawsze w duchu Chrystusowego miłosierdzia, żyć w imię zbawienia świata.
Oto przed każdym z nas teraz leży nieubłagane przykazanie Pańskie; dlatego zbierzmy nie tylko wszystkie siły ducha, których może okazać się bardzo mało, ale i wszystkie drobiny wiary, które w nas są i oddajmy się w ręce Boże: niech On przez nas czyni Swoją wolę. Ale pamiętajmy, że ta wola będzie zawsze uczyniona na nasz rachunek, że powinniśmy przynieść ofiarę po to, żeby ktoś inny otrzymał przebaczenie i nowe życie. I to zarówno w wielkiej, szerokiej skali, i w skali najprostszych, najbliższych naszych relacji. Amen.
autor: metropolita surożski Antoni (Bloom)
tłumaczenie: Michał Diemianiuk
za: azbyka.ru
fotografia: athosa /orthphoto.net/
— metropolita Antoni (Bloom), tłum. M. Diemianiuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.