Ducha Świętego znamy jedynie przez Jego obecność w nas, obecność objawiającą się nade wszystko niewysłowioną radością, pokojem i pełnią.
Teologia określa Ducha Świętego jako Trzecią Osobę Trójcy. W Symbolu wiary wyznajemy Go jako pochodzącego od Ojca. Z Ewangelii dowiadujemy się, że jest On posłany przez Chrystusa jako Pocieszyciel, aby „doprowadzić nas do całej Prawdy" (J 16,13) i zjednoczyć nas z Chrystusem i z Ojcem. Każde nabożeństwo rozpoczynamy modlitwą do Ducha Świętego, wzywając Go: „Królu Niebieski, Pocieszycielu, Duchu Prawdy, który wszędzie jesteś i wszystko napełniasz, Skarbnico dóbr i Dawco życia". Św. Serafim z Sarowa całe chrześcijańskie życie określa jako „zdobywanie Ducha Świętego". Św. Paweł określa Królestwo Boże jako „sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym" (Rz 14,17). Świętych nazywamy nosicielami Ducha Świętego i pragniemy, aby nasze życie było duchowe.
Zaprawdę, Duch Święty jest w samym sercu Bożego Objawienia i chrześcijańskiego życia. Jednak, mówiąc o Nim, niezwykle trudno znaleźć właściwe słowa. Tak trudno, że dla wielu chrześcijan nauka Kościoła o Nim jako o Osobie utraciła wszelkie konkretne, egzystencjalne znaczenie i widzą oni w Nim Bożą moc; nie tyle - On czy Ty, lecz raczej Boskie Coś. Nawet teologia, która mówiąc o Bogu podtrzymuje rzecz jasna klasyczną naukę o Trzech Osobach Boskich, woli, gdy zajmuje się Kościołem i chrześcijańskim życiem, mówić o łasce, a nie o osobowym poznaniu i doświadczeniu Ducha Świętego.
W sakramencie namaszczenia otrzymujemy jednak samego Ducha Świętego, a nie jedynie „łaskę". Taka zawsze była nauka Kościoła. To Duch Święty, a nie jakaś Boża moc, zstąpił na apostołów w dniu Pięćdziesiątnicy. To Jego, a nie „łaskę", wzywamy w modlitwie i zdobywamy przez duchowy wysiłek. Oczywiste jest zatem, że ostateczna tajemnica Kościoła polega na poznaniu Ducha Świętego, na przyjęciu Go, na trwaniu z Nim w komunii. Wypełnienie zaś chrztu w świętym namaszczeniu jest osobowym przyjściem i objawieniem się człowiekowi oraz zamieszkaniem w nim samego Ducha Świętego. Pojawia się więc pytanie: co to znaczy znać Ducha Świętego, mieć Go i być w Nim?
Najlepszym sposobem odpowiedzi na to pytanie jest porównanie poznania Ducha Świętego z poznaniem Chrystusa. Rzecz jasna, aby poznać Chrystusa, pokochać Go, przyjąć Go jako ostateczny sens, treść i radość swojego życia, muszę najpierw coś o Nim wiedzieć. Nikt nie może uwierzyć w Chrystusa, nie usłyszawszy o Nim i o Jego nauce, a wiedzę o Chrystusie otrzymujemy z apostolskiego przekazu, z Ewangelii i od Kościoła. Nie będzie jednak przesadą stwierdzenie, że w przypadku Ducha Świętego kolejność ta (najpierw wiedza o Nim, potem poznanie Jego samego, a wreszcie komunia z Nim) ulega odwróceniu. Nie ma niczego, co moglibyśmy o Duchu Świętym jedynie wiedzieć. Nawet świadectwo tych, którzy prawdziwie Go poznali i trwali z Nim w komunii, nic dla nas nie znaczy, jeśli sami nie mieliśmy takiego samego doświadczenia. Cóż bowiem mogą naprawdę znaczyć słowa modlitwy eucharystycznej św. Bazylego o Duchu Świętym: „dar usynowienia, zadatek przyszłego dziedzictwa, początek wiecznych dóbr, moc ożywiająca, źródło uświęcenia…"? Gdy pewien przyjaciel poprosił św. Serafima, aby „wyjaśnił" mu Ducha Świętego, święty nie dał żadnego wyjaśnienia, lecz pozwolił mu mieć udział w doświadczeniu, które ów przyjaciel opisał jako „niezwykłą słodycz", „niezwykłą radość w całym sercu", „niezwykłe ciepło" i „niezwykłą woń", a które jest doświadczeniem Ducha Świętego. Bowiem według słów św. Serafima: „gdy Duch Boży zstępuje na człowieka i osłania go pełnią swego nawiedzenia, wówczas dusza ludzka przepełnia się niewysłowioną radością, ponieważ Duch Boży w radość przemienia wszystko, czegokolwiek dotknie".
Wszystko to oznacza, że Ducha Świętego znamy jedynie przez Jego obecność w nas, obecność objawiającą się nade wszystko niewysłowioną radością, pokojem i pełnią. Nawet w zwykłym ludzkim języku te słowa: radość, pokój i pełnia odnoszą się do czegoś, co jest właśnie niewysłowione, co ze swej natury wykracza poza słowa, definicje i opisy. Odnoszą się do tych chwil życia, w których życie pełne jest życia, gdy niczego nie brakuje i dlatego niczego się nie pragnie, a więc nie ma niepokoju, lęku ani rozczarowania. Człowiek nieustannie mówi o szczęściu i rzeczywiście życie jest poszukiwaniem szczęścia, tęsknotą za tym, by samo się wypełniło. Można zatem powiedzieć, że obecność Ducha Świętego w nas jest wypełnieniem prawdziwego szczęścia. A ponieważ szczęście to nie pochodzi z uchwytnej i zewnętrznej „przyczyny", jak nasze ubogie i kruche szczęście doczesne, które znika wraz ze zniknięciem przyczyny, która je wywołała, i ponieważ nie pochodzi z niczego w tym świecie, a mimo to owocuje radością ze wszystkiego, musi ono być owocem w nas przyjścia, obecności i zamieszkania Kogoś, kto sam jest Życiem, Radością, Pokojem, Pięknem, Pełnią i Błogością.
Tym Kimś jest Duch Święty. Nie ma Jego ikony ani żadnego Jego przedstawienia, ponieważ nie stał się ciałem ani nie stał się człowiekiem. Jednak, gdy przychodzi i jest obecny w nas, wszystko staje się Jego ikoną i objawieniem, komunią z Nim, poznaniem Go. To bowiem On sprawia, że życie staje się życiem, radość radością, miłość miłością, a piękno pięknem, i dlatego jest On Życiem życia, Radością radości, Miłością miłości i Pięknem piękna. Będąc ponad wszystkim i poza wszystkim, czyni całe stworzenie symbolem, sakramentem i doświadczeniem swojej obecności: spotkaniem człowieka z Bogiem i komunią z Nim. Nie jest „na uboczu" ani „na zewnątrz", ponieważ jest Uświęcicielem wszystkiego, a jednak w tym „uświęceniu" objawia się jako będący poza światem, poza wszystkim, co istnieje. Przez uświęcenie prawdziwie poznajemy Jego, a nie bezosobowe Boskie Coś, choć żadne ludzkie słowa nie mogą określić, a przez to „wyodrębnić" jako „przedmiot" Tego, którego objawienie się jako Osoby polega właśnie na tym, że objawia On każdego i wszystko jako niepowtarzalne i osobowe, jako „podmiot", a nie „przedmiot", i wszystko czyni osobowym spotkaniem z niewysłowionym Boskim Ty.
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
za: Of water and of Spirit, Alexander Schmemann, Crestwood 1995, p. 103-106.
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.