W kwietniu 2013 roku, tuż przed Wielkim Tygodniem, w Syrii zostało porwanych dwóch prawosławnych metropolitów: Paweł (Jazidżi) i Jan (Ibrahim).
W kwietniu 2013 roku, tuż przed Wielkim Tygodniem, w Syrii zostało porwanych dwóch prawosławnych metropolitów: Paweł (Jazidżi) i Jan (Ibrahim). Do dziś ich los pozostaje nieznany. Władyka Paweł jest autorem wielu książek i publikacji. Był również znany ze swych wspaniałych kazań. W tym roku, z racji drugiej rocznicy jego porwania, proponujemy Państwu przejść przez Wielki Tydzień do Paschy, wczytując się w słowa prześladowanego arabskiego Prawosławia, którego historia sięga zarazem pierwszych wieków. W słowa, które nie są pustymi – stały się one jak najbardziej realne w przypadku metropolity Pawła.
Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie
Jezus zbliża się do Jerozolimy w atmosferze szybko i głośno nadchodzących ważnych zbawczych wydarzeń. W Betanii konflikt [pomiędzy faryzeuszami a Chrystusem, por. J 11, 45-53, przyp. tłum.] zaostrza się, i wydarzenia zaczynają zmierzać do swego końca. Ewangelia ukazuje nam dwa przyjęcia Jezusa w tych kluczowych momentach [Historii Zbawienia].
Pierwsze przyjęcie miało miejsce w Betanii. Tu Jezusowi podano wieczerzę; był obecny Łazarz [wskrzeszony tuż przed tym, co było bezpośrednim powodem Żydów do pozbycia się Chrystusa, por J 11, przyp. tłum.], i jego siostra Maria wylała bardzo drogi olejek na stopy Jezusa po uprzednim wytarciu ich własnymi włosami. W tym cudownym przyjęciu, Maria ofiarowała wszystko najcenniejsze, co posiadała. Jednakże, był tam również ktoś, kto miał postawę zupełnie przeciwną: to Judasz. Był on złodziejem, i posiadał skrzynię (trzos), w której ludzie przechowywali swoje ofiary [por J 13, 29].
Drugie przyjęcie miało miejsce następnego dnia, w bramach Jerozolimy, gdzie lud powitał Jezusa z gałązkami palm w ręku krzycząc „Hosanna, błogosławiony, który idzie w Imię Pańskie, Król Izraela!”.
Przyjmujących Jezusa możemy zatem sklasyfikować według trzech modeli:
Pierwszym modelem jest Maria, która ofiarowała Jezusowi najcenniejsze, co miała. A konkretnie, wytarła Jego stopy swoimi włosami. Jej włosy były jej „chwałą”; lecz jej miłość do Chrystusa spowodowała to, że zauważyła, że to Jezusowi należy się chwała – w „wyrzuceniu” pieniędzy na Jego stopy odnalazła prawdziwe bogactwo, a w należytym powitaniu tkwiła esencja jej życia.
Drugim modelem jest Judasz. Ten, kiedy inni przyjmowali Chrystusa, chciał wyciągnąć korzyść i zdobyć więcej pieniędzy do swojej skrzyni (trzosu). Chwała Jezusa oznaczała dla niego stratę. Chwała Chrystusa konkurowała z jego własną chwałą; jego miłość do samego siebie nie pozwalała ujrzeć Pana jako kogoś do kochania. Jego egoizm nie pozwalał na wysławianie Chrystusa, ponieważ powodowało to uszczerbek na jego interesach, a jego interesy stały ponad miłością. Innymi słowy, to był uczeń, który kochał zajmować się skrzynią (trzosem), a drugą osobę kochał tylko po to, by ta miłość wróciła do niego, wzmacniając tym samym jego miłość do samego siebie. A więc druga osoba – włączając w to samego Jezusa – była swego rodzaju okazją, by wyciągnąć dla siebie korzyść. Podczas gdy życie Jezusa było dla Judasza śmiercią, to śmierć Jezusa była dla niego życiem [przez ułudę własnej wygody].
Trzeci model odnajdujemy w ludzie, który w Niedzielę Palmową wywyższał Chrystusa jako Króla, by kilka dni później Go ukrzyżować. Lud krzyczał najpierw „Hosanna, zbaw nas!”, by potem zamienić te słowa „Wywyższ Go na krzyżu, ukrzyżuj Go!”. Najpierw przyjęli go gałązkami palm, by potem bić Go trzciną. Najpierw rzucali swe płaszcze przed osiołka, by potem dzielić między siebie Jego szaty. Najpierw lud porzucił uczonych w Piśmie i podążał za Jezusem, by potem podążać za uczonymi i porzucić Jezusa. Najpierw lud wyszedł na ulice by Go przyjąć i przygotować Jego wejście do Jerozolimy, by potem wyrzucić Go poza Jerozolimę i wywyższyć na drzewie krzyża. Oto lud, którego zdanie podlega wahaniu.
A my? Często przypadamy temu trzeciemu modelowi, wahając się pomiędzy wiarą i zaprzeczeniem, pomiędzy miłością a obojętnością; uważamy się za apostołów, by zarazem często zachowywać się tak samo jak wrogowie. Czasem chcemy dla Niego umrzeć, by zarazem często zaprzeczyć łasce Jego śmierci dla nas.
Z pewnością Niedziela Palmowa to święto, które sięga dalej, niż jego zewnętrzna otoczka. Radość tego święta nie wynika ani z gałązek palm, ani kwiatów, ani świeczek – to są tylko środki wyrazu. A więc, w czym tkwi esencja tego święta?
Niedziela Palmowa to nasza brama do Wielkiego Tygodnia. To dzień, w którym przyjmujemy naszego Pana jako mającego być ukrzyżowanym, i pozwalamy Mu wejść do naszego życia, by razem z Nim uczestniczyć w Jego męce. To dzień, w którym idziemy razem z przybywającym Królem ścieżką zmartwychwstania, którą nam właśnie nakreślił – to ścieżka wiodąca przez krzyż. Niedziela Palmowa to święto, w którym ogłaszamy naszą akceptację dla takiego króla, który obiecał nam nie wygodę, lecz męczeństwo. Akceptujemy takiego Pana, który najpierw nam nakazuje przejść przez śmierć, by potem darować nam Zmartwychwstanie. Niedziela Palmowa jest zaproszeniem do wyjścia z szeregu tych, co się wahają, by dołączyć do tej grupy, w której znajduje się siostra Łazarza, Maria. To jest takie zaproszenie, które – kiedy go się posłuchamy - przemienia nas z uczniów, którzy kochają samych siebie, w tych uczniów, którzy kochają swego Pana.
Chrystus przybywa i wkracza do Jerozolimy, by wypełnić proroctwo starca Symeona: według którego Jezus przybył na upadek i powstanie wielu (Łk 2, 34). To przybycie Chrystusa w święto Niedzieli Palmowej nie pozwala nam być neutralnymi. Jezus przybył znieść drugi model, i podnieść model trzeci. Dlatego hymny święta mówią otwarcie: Niesiemy Twój krzyż, którego symbolem są gałązki, i wznosimy je wołając: Błogosławiony, który idzie w Imię Pańskie! Amen.
Z hiszpańskiego przetłumaczyła Dominika Kovačević
— tłum. Dominika Kovačević
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.