[...] Podobny akt dobrowolnego wyboru wymagany jest w monastycyzmie, który jest namiastką męczeństwa w czasach pokoju, gdy nie dochodzi do żadnych zewnętrznych prześladowań. Św. Piotr z Damaszku mówi w związku z tym o "rozmyślnej śmierci" mnicha.
[...] Podobny akt dobrowolnego wyboru wymagany jest w monastycyzmie, który jest namiastką męczeństwa w czasach pokoju, gdy nie dochodzi do żadnych zewnętrznych prześladowań. Św. Piotr z Damaszku mówi w związku z tym o "rozmyślnej śmierci" mnicha. Podczas podstrzyżyn - w decydującym momencie obrzędu składania monastycznych ślubów - przełożony monasteru umieszcza nożyce na Księgach Ewangelii, zwracając się do nowicjusza ze słowami: "Weź te nożyce i wręcz mi je". Gdy kandydat to czyni, przełożony powtórnie umieszcza je na Ewangelii, powtarzając te same słowa. To samo dzieje się po raz trzeci i dopiero wówczas przełożony przystępuje do podstrzyżyn nowicjusza. Podkreślając znaczenie tej trzykrotnie powtarzanej czynności, przełożony mówi: "Zauważ, że nikt nie zmusza cię do tego, abyś przywdział strój mnicha. Zauważ, że sam zdecydowałeś się na jego przyjęcie". Nikt nie odebrał nowemu mnichowi jego wolności, ale on sam ofiarował ją Chrystusowi. Ponownie, wyraźnie i ponad wszelką wątpliwość dostrzegamy, że powołanie do męczeństwa nie jest narzucane - jest ono efektem świadomego wyboru.
Wszystko, co przed chwilą powiedziano o Chrystusie, męczennikach i mnichach, w pewnym stopniu dotyczy również każdego bez wyjątku chrześcijanina. Każdy z nas w pewnym stadium życia powołany jest do tego, aby stanąć w obliczu rozczarowania, utraty najbliższych i fizycznego lub też psychicznego bólu. W upadłym świecie cierpienia tego rodzaju są nieuniknione. Najważniejsze w tym wszystkim jest pytanie o to, jak je przyjmujemy, bowiem jedynie stając w ich obliczu z pełnym dobrej woli nastawieniem, możemy sprawić, że będą twórcze. Cierpienie same w sobie jest złem. Nie jest ono częścią pierwotnego planu Boga odnośnie Jego stworzenia - stworzył nas nie do przeżywania smutku, a radości - jak ujął to św. Jan Klimak - nie do opłakiwania, a do śmiechu. Dla niektórych ludzi skutki cierpienia są całkowicie niszczące, wywołują jedynie gorycz, rozpacz i zniechęcenie. Nie można stwierdzić, że cierpienie samo w sobie jest pochodzącym od Boga błogosławieństwem, ale coś, co niesie w sobie zło, za sprawą miłosierdzia Bożego może przemienić się w dobro. Jak Iulia de Beausobre stwierdza w Creative Suffering ("Twórcze cierpienie") - prawdopodobnie swym najbardziej wyczerpującym dziele - cierpienie może być wykorzystane. Można coś z niego wykrzesać.
Wszystko uzależnione jest od wewnętrznego nastawienia cierpiącego i tych, którzy jego czy też ją otaczają. Możemy odnosić się do cierpienia ze złością, oburzeniem i buntowniczym oporem, ale w tym przypadku bardzo łatwo może nas ono duchowo unicestwić. Dla odmiany można traktować je z pasywną rezygnacją, ale wówczas może działać jak kwas, korodujący nasz charakter, doprowadzając nas do stanu bezosobowości, moralnego zombi. Możemy też jednak wyjść mu na spotkanie, spotkać je czynnie w duchu miłości i w tym przypadku cierpienie może zostać przyjęte, ofiarowane i przez to ofiarowanie przemienione. Z pewnością nie jest to łatwe, ale jest to droga Chrystusa. Jak powiedział Iulii de Beausobre, "jeśli wyrazisz na to zgodę". Decydującą rolę odgrywa tu obecność tej zgody lub też jej brak. [...]
[Niniejszy tekst to skrócona wersja (bez przypisów) fragmentu wspaniałego studium: „Ziarno Kościoła; Powszechne powołanie do męczeństwa”, jednego z 12 rozdziałów pierwszego tomu dzieł zebranych biskupa Kallistosa p.t. „Królestwo wnętrza”. Wydawcą tej książki jest Prawosławna Diecezja Lubelsko-Chełmska. Więcej informacji i samej książki szukaj w sklepiku www.cerkiew.pl]
— bp Kallistos (Ware), tłum. o. Włodzimierz Misijuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.