pt, 23(10) paź piątek, 23(10) paź 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 23 października 2026

Tajemnica jako realność

Tajemnica Królestwa Bożego jest realna i prawdziwa, właściwie jest podstawą rzeczywistości i prawdy. Zostajemy w nim zanurzeni przez chrzest i spożywamy je i pijemy w Eucharystii. Całe życie chrześcijańskie jest właściwie kształtowane przez jego obecność.

2 czytelników poleca

C. S. Lewis rozważał kiedyś kwestię, jak aniołowie (i im podobni) mogą przechodzić przez ścianę. Jego odpowiedź była intrygująca: zasugerował, że mogą to robić nie dlatego, że są mniej substancjalni, ale dlatego, że są bardziej substancjalne. Tak jak skała jest bardziej substancjalna niż woda czy powietrze, tak – twierdził – anioł (lub coś takiego) jest bardziej substancjalny niż nasza materialność. Oczywiście, jest to całkowicie dyskusyjne i nieudowodnione. Jest to jednak użyteczny obraz do rozważań nad innym aspektem rzeczywistości, tym, który Kościół określa jako „tajemnicę”. W naszym myśleniu o tym, czego nie widzimy w sposób oczywisty, mamy tendencję do zakładania, że jest to fikcyjne lub hipotetyczne, czyli jest niczym więcej niż ideą. To wyjaśnia współczesne traktowanie sakramentów jako „pamiątek” i tym podobnych. Wszystko, czego nie możemy „dotknąć”, jest jedynie ideą.

Do pewnego stopnia to traktowanie obejmuje nie tylko sakramenty, ale i samego Boga. „Bóg naszego rozumienia” łatwo staje się niczym więcej niż tylko zrozumieniem. Radykalne twierdzenie wiary prawosławnej (i klasycznego chrześcijaństwa w ogóle) głosi, że „tajemnica” Królestwa Bożego stanowi podstawę i sens tego, co „rzeczywiste”, podczas gdy to, co widzimy i czego dotykamy, jest ulotne i przypadkowe, pozbawione jakiejkolwiek ostatecznej realności.

…to, co widzialne, jest tymczasowe, a to, co niewidzialne, jest wieczne (2 Kor 4, 18).

Istnieje pewien rodzaj „sakramentalności”, który charakteryzuje wielu współczesnych chrześcijan praktykujących to, co na zewnątrz wydaje się klasycznym chrześcijaństwem. Formy są zachowane, ale umysł, który im towarzyszy, przyjął nierealne postawy wobec tego, co kryje się pod powierzchnią. Nasza kultura jest przesiąknięta „sentymentalizmem”, ideą, że liczy się to, co czuję (lub myślę) o czymś. Rzeczy, o których myślimy lub czujemy, mają znaczenie tylko dlatego, że są okazją do naszego myślenia i odczuwania. Głoszenie Królestwa Bożego jest jednak całkowicie sprzeczne z tym podejściem.

Chrystus głosi nadejście Królestwa Bożego. Nie jest to jakieś „późniejsze” wydarzenie, na które wciąż czekamy. Zostało ono zainaugurowane Jego własnym przyjściem: „To Pismo, które macie w uszach waszych, dziś się wypełniło” (Łk 4, 21). Chrystus nie zapowiadał też procesu, początku projektu, który powierzył Swojemu Kościołowi. Tajemnica Królestwa Bożego nie jest dziełem ludzi ani częścią procesu historycznego. Królestwo Boże jest całe i kompletne, i zawsze takie było (i nie może być inaczej).

Jest to absolutnie niezbędne do zrozumienia głoszenia Ewangelii, a także jej miejsca w naszym życiu (a raczej miejsca naszego życia w niej). Królestwo Boże jest ukryte i objawione – przychodzi przez objawienie, przez manifestację, przez wkraczanie, przez odsłonięcie. Było ukryte od początku i zawsze istniało od początku w swojej pełni. Ważne jest, aby zrozumieć – Duch Boży zawsze jest w pełni. Jesteśmy „napełnieni” Duchem Świętym. On jest „wszędzie obecny i wypełnia wszystko”. Pełnia jest istotną cechą Królestwa. Jeśli dostrzegamy coś z niego częściowo, to nie dlatego, że Królestwo jest częściowe, ale dlatego, że pełnia nie została jeszcze objawiona.

To ważne, ponieważ odzwierciedla naszą pozycję wobec Królestwa i fundamentalną orientację naszego chrześcijańskiego istnienia. Nowoczesność nauczyła nas myśleć w kategoriach procesu, ewolucji i doczesności. Wyobrażamy sobie siebie jako twórców i inicjatorów. Zbyt wielu (nawet wśród prawosławnych) wyobraża sobie naszą „współpracę” (synergię) z Bogiem jako wzajemny wkład we wspólny produkt. Lecz „produktem” życia duchowego jest nabycie Ducha Świętego, czyli sam Duch Święty. Nie możemy wnieść do tego celu żadnego wkładu. Możemy i powinniśmy pokutować, powrócić do Chrystusa, gdy się od Niego odwróciliśmy. Walczymy o przestrzeganie przykazań i odkrywamy, w naszej pokucie i walce, że w Chrystusie „jesteśmy nowym stworzeniem”. Nie stwarzamy samych siebie w naszej pokucie – zanurzamy się coraz głębiej w tajemnicę pokuty, w stwierdzenie, że „bez Chrystusa nic nie mogę uczynić”, a jednocześnie głosimy, że „w Chrystusie, który mnie umacnia, mogę wszystko”.

Theosis (przebóstwienie) jest deklarowanym końcem i celem życia chrześcijańskiego. Według św. Maksyma oznacza to „odrodzenie się z łaski”. Stworzone nie może uczynić nic, co by je odtworzyło. Jest to wyłącznie dzieło Boga. Mówiąc o „współpracy”, właściwie opisujemy naszą akceptację ukończonego dzieła, a nie dodatek do czegoś niedokończonego. Niezrozumienie tego przyczyniło się do narastającego pelagianizmu we współczesnej myśli.

Sakramenty jednoznacznie wskazują na wypełnioną rzeczywistość tajemnicy Królestwa. Typowa modlitwa podczas chrztu brzmi:

Ty, który dałeś słudze Twemu przez święty chrzest wybawienie z grzechów i żywot odrodzenia, sam, Władco, Przyjacielu człowieka, racz, by światłość Twego oblicza nieustannie jaśniała w jego sercu, szyszak jego wiary zachowaj niezdobyty przez wrogów, szatę nieśmiertelności, w którą został przyodziany, zachowaj nieskalaną i czystą, strzegąc w nim przez Twoją łaskę nienaruszoność pieczęci duchowej, i miłosierny bądź dla niego i dla nas według wielości dobrodziejstw Twoich.

W podobny sposób Boska Liturgia jest pełna odniesień do dokonanego dzieła, często wypowiadając rzeczy, które uważamy za przyszłe, jakby były przeszłością:

Ty z niebytu przywiodłeś nas do istnienia i upadłych znowu podniosłeś i nie odstąpiłeś, czyniąc wszystko, aż nas zaprowadziłeś na niebo i darowałeś nam Twoje przyszłe królestwo.

To bardzo dziwna konstrukcja gramatyczna. Zostaliśmy wprowadzeni do nieba [w przeszłości] i obdarzeni [w przeszłości] królestwem, które ma nadejść [w przyszłości]. To jest „eschatologiczna” natura wiary. To, co ma nadejść, przyszło na świat i już uczyniło nas tym, kim będziemy.

Podstawowym nastawieniem w takim życiu jest traktowanie naszego zbawienia jako daru. Bóg daje, my otrzymujemy. Dlatego nasze życie powinno być przede wszystkim naznaczone dziękczynieniem, zawsze i za wszystko.

Istnieją subtelne zniekształcenia, które odwodzą nas od tego sposobu życia. Często wyobrażamy sobie Boga jako obdarzającego nas łaską (pomocą), abyśmy mogli zrobić to czy tamto i stać się tym czy tamtym. Nacisk kładzie się na nasze własne czyny, a Bóg zostaje sprowadzony do roli pomocniczej. To droga niepokoju, porażki i rozpaczy.

Faryzeusze byli orędownikami tego podejścia i celowali w ćwiczeniu się we wszystkim, co uważali za dobre. Jednocześnie oburzało ich, że celnicy i nierządnice otrzymywali hojnie nawet więcej, niż oni sami osiągnęli. W końcu dążyli do zniszczenia Dawcy darów.

To rozumienie Królestwa Bożego jako tajemnicy, jako w pełni dokonanego kresu wszechrzeczy, a jednak właśnie wkraczającego w nasze życie i świat, jest nieobecne we współczesnej myśli chrześcijańskiej. Zostało ono utracone i zastąpione historyzowanymi chronologiami, które wywyższają proces historyczny ponad chrześcijańską eschatologię. W istocie, sama „eschatologia” została zmieniona na „rzeczy, które dzieją się na końcu czasów”. Królestwo Boże zostało przeniesione poza planetę i stało się synonimem „nieba”, które istnieje gdzie indziej i, w najlepszym razie, nadejdzie tutaj dopiero na końcu czasów. Nie jest to wiara chrześcijańska objawiona przez Chrystusa i głoszona przez Apostołów.

Tajemnica Królestwa Bożego jest realna i prawdziwa – właściwie jest podstawą rzeczywistości i prawdy. Zostajemy w nim zanurzeni przez chrzest i spożywamy je i pijemy w Eucharystii. Całe życie chrześcijańskie jest właściwie kształtowane przez jego obecność. Nasze zbawienie to nic innego, jak tylko jego manifestacja i objawienie się w nas.

Przychodzą mi na myśl słowa św. Pawła:

Bądźcie wytrwali w modlitwie, czuwając w niej z dziękczynieniem, modląc się także i za nas, aby Bóg otworzył nam drzwi Słowa, żebyśmy głosili tajemnicę Chrystusową, dla której też jestem uwięziony, abym ją ujawnił, tak jak powinienem ją głosić (Kol 4, 2-3).

o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Glory to God for All Things

fotografia: levangabechava /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze z Polski

wszystkie →