Współczesny dociekliwy umysł weryfikuje każdy cud. Cudowne ikony, powiadasz? Odcięta ręka sama przyrosła, obraz na fresku sam przemówił lub od ciosu włócznią pojawiła się na nim krew? Jak można w to wszystko wierzyć w dobie nanotechnologii i globalnej cyfryzacji?
Współczesny dociekliwy umysł weryfikuje każdy cud. Cudowne ikony, powiadasz? Odcięta ręka sama przyrosła, obraz na fresku sam przemówił lub od ciosu włócznią pojawiła się na nim krew? Jak można w to wszystko wierzyć w dobie nanotechnologii i globalnej cyfryzacji?
"Mała wiara pochodzi z małej wiedzy" - zapewnia biskup Jonasz i na przykładzie srogich mnichów ze Świętej Góry Athos wyjaśnia, dlaczego cuda związane z Matką Bożą u ludzi posiadających wiedzę nie budzą żadnych wątpliwości.
Dlaczego to akurat ikony Matki Bożej są cudotwórcze?
Nie tylko atoscy mnisi szczególnie czczą Matkę Bożą - na przykład wszystkie trzy ukraińskie Ławry są poświęcone Matce Bożej. Interesujące jest to, że duże północne klasztory, jako bardziej kontemplacyjne, są konsekrowane na cześć Przemienienia Pańskiego: zarówno Sołowiecki, jak i Wałaamski. Północne Ławry - Trojco-Siergiejewska i Aleksandro-Newska - są ku czci Trójcy Świętej. A wszystkie nasze (przyp. tłum. ukraińskie) klasztory to klasztory Zaśnięcia Matki Bożej. I prawie każdy klasztor ma własną ikonę Matki Bożej wysławioną cudami.
Nawiasem mówiąc, ciekawe zjawisko. Jest bardzo mało cudotwórczych ikon Chrystusa lub świętych. Bóg tak to urządził, że cuda dokonują się za pośrednictwem wizerunków Jego Najczystszej Matki. I myślę, że nie bez powodu. W końcu Bóg zawsze wysłuchuje Jej modlitw w sposób szczególny. Pierwszy cud wydarzył się w Kanie Galilejskiej na prośbę Matki Bożej. Pamiętacie? Na początku Chrystus dość chłodno potraktował problem braku wina na uczcie weselnej: “Co Mnie i tobie, Niewiasto?” (J 2,4). Ale Matka Boża uprosiła Go i woda stała się winem za słowem Chrystusa.
I tak jest w naszym życiu. Bóg, Sprawiedliwy Sędzia, widząc nasze złe serce, może być gotowy swym gniewem w jakiś sposób przywołać nas do porządku, postawić na właściwym miejscu, ale Matka Boża wstawia się za nami. Ileż było przypadków, gdy Boży gniew, wylany w chwilach próby, smutku czy choroby, został zażegnany dzięki modlitwom przed cudotwórczymi ikonami Matki Bożej. Ona słyszy każdego, kto się modli i stara się ubłagać Boga za tych, którzy ufają w Jej wszechmocną pomoc.
Na Górze Athos wiedzą o tym jak nigdzie indziej. Ponieważ Góra Athos jest miejscem szczególnego zmagania duchowego. Tutaj od wieków toczy się codzienna, cosekundowa bitwa z wrogiem rodzaju ludzkiego. W tej bitwie nie ma wytchnienia. Jest to ciągła niewidzialna bitwa, nieustające zmagania. Jeśli na ziemskiej wojnie, jak wiemy, niemożliwe jest ciągłe przebywanie na linii frontu, a wojska są z konieczności wycofywane na tyły w celu przeformowania, to na Świętej Górze ci, którzy prawdziwie się trudzą - są cały czas pod ostrzałem. I oni szczególnie potrzebują pomocy Matki Bożej.
Postronny obserwator patrząc na Świętą Górę z jej ogromną liczbą cudownych ikon Matki Bożej pomyśli, że to już jakieś skrzywienie - mnisi tylko Ją czczą i tylko do Niej się zwracają. Należy jednak zrozumieć, że mnich nieustannie odmawia Modlitwę Jezusową, jest na nabożeństwie przez większość dnia, wychwalając imię Boga i prawie codziennie podczas św. Liturgii przyjmując Św. Eucharystię. Całe jego życie jest skierowane do Boga i skoncentrowane na miłości do Stwórcy.
Matka Boża jest czczona przez mieszkańców Góry Athos jak “Swoja”. Nazywana jest również pierwszą mniszką - przecież była Dziewicą, całe swoje życie poświęciła Bogu, słuchała Słowa Bożego i wypełniała Jego wolę. Czy pamiętacie fragment Ewangelii, który jest czytany w świątyniach w święta Matki Bożej? “Pewna kobieta z tłumu podniósłszy głos, powiedziała do Niego: - Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś! On zaś rzekł: Błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i strzegą go“ (Łk 11:27-28). Może się wydawać, że Chrystus swą odpowiedzią umniejszył znaczenie Matki Bożej. Ale nie. Wręcz przeciwnie - i Święci Ojcowie zwracają na to naszą uwagę - my czcimy Bogarodzicę nie tylko dlatego, że urodziła Boże Dziecię, ale także dlatego, że cała Jej ziemska wędrówka została uświęcona przez jej całkowite podporządkowanie się woli Bożej.
Pokornie przyjęła dobrą nowinę od Archanioła Gabriela (Oto ja, Służebnica Pana; niech mi się stanie według słowa twego (Łk 1:38)), urodziła Boże Dziecię w nędznej jaskini i wychowała Je. Jej serce krwawiło, gdy Jej Syn był biczowany i ukrzyżowany. Radowała się wraz z apostołami z Jego zmartwychwstania, a po Jego wniebowstąpieniu głosiła Jego nauki.
Całe jej życie było wypełnione Bogiem. Dlatego mnisi naprawdę czczą Ją jako Swoją - ciało z ciała, krew z krwi - i zwracają się do Niej w swoich modlitwach. Przy czym zwracają się do Niej z wielką miłością, wiedząc, że Matka Boża zawsze przyjdzie im z pomocą. Że nie jest Ona tylko wzorem czy modelem do naśladowania, o którym pozostały starożytne legendy i którego pamięć czcimy w dniach wielkich świąt liturgicznych. Nie, Matka Boża jest zawsze z nami.
Ta niezachwiana ufność przejawia się również w szczególnej czci oddawanej Jej cudownym ikonom.
Jeśli przytłaczają cię wątpliwości
Ikona Iwierska przypłynęła do klasztoru po morzu. "Szybko spełniającą prośby" (cs. Skoroposłusznicę) Bogarodzica sama tak nazwała. "Trójręka" (cs. Trojeruczyca) otrzymała nazwę po tym, jak Janowi Damasceńskiemu przyrosła ręka, odcięta za głoszenie kazań w obronie przed ikonoklazmem. "Radość i Pocieszenie" (cs. Otrada-Utieszenije) uchroniła klasztor przed grabieżcami......
Jeśli wierzymy w to, co jest napisane w Ewangelii - że Dziewica stała się Matką, że śmierdzący zmarły w całunie wyszedł z grobu i żył długo potem, że Ukrzyżowany spędził trzy dni w grobie i Zmartwychwstał, a następnie wstąpił do nieba - to dlaczego wątpimy, że nawet teraz mogą mieć miejsce nie mniej cudowne wydarzenia?
"Jeśli bowiem Bóg zechce, zwyciężony zostaje porządek natury", mówi jeden z hymnów poświęconych Bogarodzicy. "Zwyciężone są w Tobie prawa natury, Dziewico czysta", śpiewa Cerkiew w dzień Jej Zaśnięcia. Oznacza to, że kiedy Bóg chce, naturalny bieg wydarzeń zmienia się i dzieją się absolutnie niesamowite rzeczy.
My również, jeśli spojrzymy na nasze życie w Chrystusie, możemy podać podobne przykłady. Może nie tak żywe, nie tak materialnie namacalne, ale były przypadki, kiedy po naszej modlitwie naturalne zasady zostały naprawdę "przezwyciężone", a zwykły bieg wydarzeń się zmienił. Każdy może przypomnieć sobie mały cud, który przydarzył mu się osobiście.
Nawet dzisiaj Matka Boża wylewa na nas swoje miłosierdzie. Nieżyjący już metropolita Włodzimierz (Sabodan) mawiał: "Ludzie nie idą do pustej studni". Gdyby cuda nie trwały do dziś, kult ikon prawdopodobnie by zanikł i byłyby one przechowywane gdzieś na muzealnych ekspozycjach.
Zwłaszcza na Górze Athos, gdzie jak wiadomo jedną z głównych cnót jest wstrzemięźliwość, czyli trzeźwe, spokojne i uważne podejście do życia. Trudno nazwać mnichów ludźmi emocjonalnymi czy egzaltowanymi. I bez żadnych emocji, mają mocną i spokojną wiarę, w to, że te czy inne cudowne wydarzenia rzeczywiście miały miejsce.
Przecież każdy przypadek jest odnotowany w kronikach w porządku chronologicznym. Góra Athos jako republika monastyczna istnieje od niedawna - wspólnotowe klasztory pojawiły się tam zaledwie tysiąc lat temu. W tym czasie cudowne wydarzenia były już jasno dokumentowane i jakiekolwiek fałszerstwo nie wchodziło w grę. Takie czy inne cuda przytrafiały się konkretnym ludziom z dużą liczbą świadków i nie mogła pojawić się tak po prostu znikąd jakaś legenda. Jeśli cud wydarzył się w klasztorze, wiadomość o nim została zapisana w kronikach. Oczywiście z czasem, podczas przepisywania, można było dodać szczegóły, ale ramy historyczne pozostały niezmienne.
Co robić, gdy nachodzą nas myśli o niewierze? Najważniejsze to nie zmieniać się w cynika. Tak, istnieją takie stany, jak opisane w Ewangelii: “Wierzę, Panie, wspomóż mnie w mojej niewierze” (Mk 9, 24). Ale cynikowi nic nie pomoże. U takich ludzi, cytując Stalkera z filmu o tym samym tytule, "zanikł organ, którym wierzą". Jeśli nie ma wiary, nie można jej zaszczepić w postaci chipa. Najbardziej wyszukane słowa niczego nie udowodnią.
Jeśli osoba wierząca ma wątpliwości, to wkradają się one z reguły z dwóch stron.
W pierwszym przypadku nasz brak wiary zwykle wynika z niewiedzy. Dzieje się tak dlatego, że nie zagłębiliśmy się dostatecznie w temat i rozumujemy o nim powierzchownie. To tak, jakby opowiadać osobie, która nie studiowała fizyki, o prądzie elektrycznym. Ona też wybuchnie śmiechem: jakie tam elektrony, jak poruszają się wzdłuż przewodu, co to za bzdury? I chociaż nie widzimy elektronów i nie możemy ich dotknąć rękoma, nie oznacza to, że elektryczność nie istnieje.
Tak samo jest tutaj. Jeśli mówimy o wydarzeniach ewangelicznych, to istnieje cała nauka im poświęcona - tzw. archeologia biblijna. Wielu naukowców z całego świata przeprowadziło badania i w wykopaliskach archeologicznych lub w źródłach pisanych znalazło potwierdzenie tego, co jest opisane w Biblii. Mówiąc o cudotwórczych ikonach, mnisi nie tylko powtarzają to, co od kogoś usłyszeli. Obecnie cudowne freski i ikony są odnawiane i badane. Specjaliści publikują swoje wnioski. Wiara jest wspierana między innymi przez wiedzę.
Z drugiej strony wątpliwości mogą mieć komponent duchowy. Wiele napisano o walce z myślami, wśród których Święci Ojcowie wyróżniają szczególną grupę - myśli bluźniercze. Są to myśli przeciwko Chrystusowi i Matce Bożej, przeciwko największej świętości, jaką mamy, i są inspirowane bezpośrednio przez diabła. Jeśli myśli pychy, umiłowania pieniędzy, marnotrawstwa itd. są wytworem naszego umysłu, wiedzy, emocji i zależą od stopnia naszej grzeszności, to myśli bluźniercze w ogóle do nas nie należą. Można powiedzieć, że jest to chip, który diabeł próbuje włożyć do naszego komputera. Jest to całkowicie obce oprogramowanie, które nie ma z nami nic wspólnego.
I powinny być one odpowiednio postrzegane. Po pierwsze, należy sobie uświadomić, że pochodzą od diabła. Po drugie, należy niezwłocznie zdystansować się od nich i prosić Boga o pomoc: "To nie moje, zabierz to ode mnie!". Przecież wystarczy, że zaczniemy się smucić z powodu przychodzących nam do głowy takich myśli, a diabeł już osiąga swój cel. Nie mówię już o traktowaniu ich poważnie. Powinniśmy traktować je jak czyjś pendrive, który powinniśmy po prostu wyciągnąć z głowy, wyrzucić i zapomnieć.
Jedyną rzeczą, o której należy pamiętać, jest to, że cuda wciąż się zdarzają. Ludzie nawet teraz przychodzą do cudotwórczych ikon Matki Bożej, proszą o pomoc i, co najważniejsze, otrzymują ją.
Czego możemy nauczyć się od Matki Bożej
Inną kwestią jest to, jak prosimy. Na Górze Athos wiele razy obserwowałem, jak wzruszająco, w dziecinny sposób, surowi mnisi okazują swą miłość Matce Bożej. I to nie tylko w modlitwach. Ozdabiają ikony rzeźbionymi kiotami, drogocennymi koszulkami, zapalają wiele łampad. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że kobiety są ściśle zaangażowane w przyozdabianie ikon, ale na Świętej Górze to siwowłosi starcy zbierają kwiaty, robią bukiety - może nie są szczególnie uzdolnieni, ale trzeba by zobaczyć, z jaką miłością to robią!
Na przykład w klasztorze Dohiar całe życie koncentruje się wokół cudotwórczej ikony Matki Bożej "Szybko spełniającej prośby". Od niej zaczyna się poranek i na niej kończy się dzień. Imię Najświętszej zawsze jest na ustach braci. To wzruszające, jak każdego dnia po św. Liturgii śpiewają z pamięci kanon do Matki Bożej. Przy czym śpiewają wszyscy - zarówno ci, którzy potrafią śpiewać, jak i ci, którzy nie mogą. Jednogłośnie i z wielkim entuzjazmem.
Kiedy ludzie przychodzili do ihumena z Dohiar, nieżyjącego już starca Grzegorza, z jakimiś problemami, ten pocieszał ich najlepiej jak potrafił, a potem zawsze kierował ich do ikony "Szybko spełniającej prośby" z pełnym przekonaniem, że Matka Boża im pomoże. Mawiał: "Tylko głośno krzycz do Niej, ponieważ Ona jest bardzo stara...". "Krzycz głośno" - nie w sensie "krzycz, ile sił", ale módl się z całego serca, z całej duszy, na tyle, na ile potrafisz wierzyć. Tak, jak człowiek na łożu śmierci woła ostatkiem sił.
Interesujące jest to, że w tym samym czasie starzec zawsze opowiadał o jakimś bardzo "świeżym" cudzie od ikony, ponieważ nieustannie otrzymywał telefony i listy informujące go o tym, co wydarzyło się dzięki modlitwom przed ikoną "Szybko spełniającej prośby". Jego opowieści były inspirujące, bo jeśli widzimy, że modlitwa jednej osoby została wysłuchana, to dostajemy dodatkową motywację, by prosić Matkę Bożą o pomoc.
Dla mnie być może najbardziej niesamowitym cudem pozostaje cud ikony Matki Bożej "Radość i Pocieszenie". W czasie, gdy klasztory Góry Athos były atakowane przez piratów, grabieżcy postanowili zaatakować również klasztor Vatoped. W nocy czaili się w pobliżu murów, czekając na otwarcie bram klasztoru. Zgodnie z tradycją Vatoped, klucze do bramy były przechowywane przez ihumena, który przekazywał je stróżowi każdego dnia przed nabożeństwem.
Rano, gdy przyszedł na miejsce spotkania ze strażnikiem, który jakoś się spóźniał, a miało to miejsce na dziedzińcu cerkwi katedralnej przed freskiem z wizerunkiem Bogarodzicy, ihumen nagle zauważył, że oblicze Przenajświętszej na fresku zmieniło się. Matka Boża zwróciła się do niego i nakazała mu nie otwierać bramy, ponieważ rabusie chcieli zaatakować klasztor. Dalej starzec patrzył z przerażeniem, jak Chrystus zaczął zasłaniać swą dłonią usta Najczystszej Matki, mówiąc: "Mnisi żyją niedbale, dlatego zasługują na śmierć". Ale Matka Boża cofnęła rękę Zbawiciela i jeszcze raz powtórzyła ostrzeżenie.
Bramy oczywiście nie zostały otwarte, a gdy nastał świt, bracia zobaczyli, że rozbójnicy rzeczywiście czają się pod murami. Klasztor został uratowany.
Najbardziej zaskakujące jest to, że wizerunek na fresku pozostał w zmienionej formie. Teraz na tym miejscu znajduje się nowa ikona, na której Bogarodzica jest napisana tak, jak przed tym cudem. A zmieniony fresk został zdemontowany i przeniesiony do specjalnie dla niego zbudowanej świątyni, gdzie znajduje się obecnie.
Myślę, że ten wizerunek Matki Bożej jest bliski każdemu człowiekowi, który dąży do pokornego postrzegania samego siebie. W końcu czym jest pokora? Przede wszystkim trzeźwym zrozumieniem tego, kim się naprawdę jest. Uświadomienie sobie stopnia swej grzeszności i oddalenia od Boga. Ale najważniejszą rzeczą jest uświadomienie sobie, że nie można zmienić siebie bez pomocy Boga. Tylko Bóg może uczynić cię lepszym.
I tak jak przejawem miłości do Chrystusa jest podążanie za Jego przykazaniami, tak przejawem naszej miłości do Matki Bożej będzie naśladowanie Jej życia. Jak możemy naśladować Matkę Bożą? Przede wszystkim przez pokorę, przez umiejętność słuchania Słowa Bożego i życia na sposób Boży. Termin Ewangelia dosłownie tłumaczy się jako "Dobra Nowina". I ta nowina jest skierowana do nas wszystkich: ‘Człowieku, przestań żyć na sposób ziemski i zacznij żyć na sposób duchowy! Podążaj do swego Boga, bądź posłuszny Jego przykazaniom, wypełniaj Jego wolę. Kochaj swego Stwórcę, kochaj swego bliźniego. Kochaj żarliwie, kochaj miłością ofiarną. Nie bądź zimny.”
Jeśli staramy się mieć pokorne pojęcie o sobie i trudzić się dla Boga z całego serca - modląc się, czyniąc dobre uczynki, wypełniając przykazania - On, dzięki Swej łasce i modlitwom Swej Najczystszej Matki, z pewnością nam pomoże, dopełni to, czego nam brakuje w życiu duchowym, abyśmy byli, zgodnie ze słowami Chrystusa, doskonali, jak doskonały jest nasz Ojciec z Niebios.
arcybiskup Jonasz (tłum. Justyna Pikutin)
za: otrada.org
fotografia: elena-kirpu /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.