Metropolita Madagaskaru Ignacy w ciągu 30 lat głosił Dobrą Nowinę w Korei Południowej, Indiach i na Madagaskarze. Wraz z panią Matiną, współpracowniczką madagaskarskiej misji mającą piętnastoletni staż, odwiedził niedawno Srietienskie Seminarium Duchowe w Moskwie, gdzie spotkał się ze studentami i opowiedział szczegółowo o głoszeniu Ewangelii w krajach egzotycznych.
Opowiadanie siostry Matiny
Nigdy tego nie zapomnę
Dzięki Bożej pomocy, jestem na Madagaskarze już od piętnastu lat. Jestem wolontariuszką i w misji zajmuję się głównie działalnością charytatywną. Opowiem teraz o naszej działalności.
Jak już powiedział władyka, Madagaskar to kraj trzeciego świata. Panuje tam straszliwa nędza. Na co dzień obserwujemy tam przerażające sceny. Po prostu brakuje słów, by to opisać.
Nigdy nie zapomnę pewnego przypadku: jechaliśmy do jakiejś wioski i przejeżdżaliśmy obok ogromnego stosu śmieci. Widzieliśmy w tym stosie kobietę, miała na plecach dziecko. Szukała w tych śmieciach czegoś jadalnego. Obok grzebał się pies, który również szukał sobie czegoś do jedzenia. I właśnie pies coś znalazł. Wtedy matka wychwyciła to coś z jego paszczy i dała dziecku.
Mleko to dla nich luksus
Jednym z naszych głównych programów charytatywnych jest gotowanie śniadań składających się z mleka i ciastek dla 600-800 dzieci. Dzieci wychodzą z domu przed świtem, na boso, ubrane w jakieś łachmany, prawie nagie, trzęsące się z zimna.
Przychodzą tylko po to, by wypić szklankę mleka i dostać torebkę ciasteczek. Dla wielu z nich jest to jedyny posiłek w ciągu całego dnia. Czasem nawet oszczędzają tę szklankę mleka – znajdują jakąś brudna butelkę na śmietniku, napełniają mlekiem i niosą do domu by się podzielić z młodszymi braćmi i siostrami.
Wyobraźcie sobie, na ile drogocenne jest dla nich to mleko, którego nie cenimy u siebie w domu. Mleko to dla nich luksus, podobnie jak cukier i masło.
Wielu ludzi na Madagaskarze nie ma możliwości kupienia oleju, dlatego spożywają jedzenie bez niego. Mięso to w ogóle rzadkość. Bardzo rzadko kupuje się malutki kawałeczek mięsa by dodać do garnka i nakarmić licznych członków rodziny.
Często widzimy dzieci z rozdętymi z powodu różnych chorób brzuchami. Są bardzo wychudzone i często na plecach niosą malutkiego braciszka lub siostrzyczkę.
Brak pożywienia oraz awitaminoza to główne problemy na Madagaskarze. Bardzo często można spotkać młode dziewczyny, które nie mają zębów z powodu niedoboru wapnia. Dlatego oprócz śniadania raz na tydzień rozdajemy jedzenie dla stu trzydziestu biednych rodzin. Dajemy po prostu surową żywność: ryż, cukier, fasolę. W ten sposób zaspakajamy najbardziej dotkliwe potrzeby ludzi.
Nie ma możliwości pójścia do lekarza – i oni po prostu umierają
Ze względu na to, że Madagaskar jest krajem tropikalnym, występuje tam olbrzymia liczba chorób, o których czytaliśmy tylko w książkach z historii. Na przykład trąd i cholera, dżuma, malaria, i wiele innych chorób. Ci ludzie nie mają możliwości pójścia do lekarza, dlatego często po prostu umierają, nie otrzymując żadnej, nawet pierwszej pomocy medycznej.
Na Madagaskarze nie ma żadnej opieki społecznej, nie ma ubezpieczeń. Ten, kto ma pieniądze, może pójść do lekarza, inni pokładają nadzieję w miłosierdzie Boże.
Cztery bezpłatne kliniki medyczne.
Nasza misja posiada cztery kliniki medyczne, w których biedni ludzie leczą się bezpłatnie. Rozdajemy darmowe leki. Mamy różne oddziały: terapeutyczny, stomatologiczny, okulistyczny, ginekologiczny. Mamy nawet ultradźwięki.
Nasza misja pomaga ludziom w przypadku jakichś nagłych okoliczności, na przykład operacji. Dwie nasze kliniki znajdują się w wielkich miastach, jeszcze dwie – w oddalonych wioskach, ponieważ nie ma tam w ogóle żadnych szpitali – chorzy często umierają w drodze do najbliższej placówki medycznej.
Mimo że udzielamy pomocy medycznej bezpłatnie, miejscowi lekarze dostają wynagrodzenie ze środków misji.
Oprócz tego, mamy dom spokojnej starości, ponieważ osoby w starszym wieku nie dostają żadnej emerytury. Staruszkowie, którzy nie mają rodziny i dzieci, są zupełnie bezradni i zapomnieni przez społeczeństwo.
Jak misja dba o edukację
Misja dba również o edukację. Bardzo nas niepokoi i martwi to, że na Madagaskarze wykorzystuje się pracę małych dzieci. Ponieważ często rodzicom brakuje pieniędzy na naukę dzieci w szkole, to wysyłają je do pracy. Już w wieku ośmioletnim dzieci noszą olbrzymie dzbany z wodą na głowie, sprzedają węgiel przy drodze albo pasą byki. W ten sposób ogromna liczba dzieci zostaje całkowicie niepiśmienna.
Wykształcenie na Madagaskarze jest płatne nawet w szkołach państwowych. Zbudowaliśmy już wystarczającą liczbę szkół, gimnazjów i liceów. Są one darmowe dla wszystkich dzieci. Pensja dla nauczycieli jest wypłacana przez misję.
Dodatkowo mamy trzy pracownie krawieckie dla młodych kobiet i dziewczyn, w których uczą się one tego fachu. Po skończeniu nauki oddajemy im maszynę do szycia. Wracają do swoich wiosek i dzięki zdobytemu zawodowi mają szansę na pewną niezależność oraz przeżycie.
Sierocińce
Średnia długość życia na Madagaskarze wynosi pięćdziesiąt pięć lat dla kobiet i pięćdziesiąt dla mężczyzn. Jednak często - bardzo często - ludzie tam umierają wcześniej, zostawiając sieroty. Z tego powodu mamy sierociniec dla niemowląt. Obecnie budujemy sierociniec dla dzieci, do którego planujemy przyjąć blisko 260 dziewczynek.
Zdecydowaliśmy się zacząć pomagać w pierwszej kolei dziewczynkom, gdyż w tym społeczeństwie narażone są na większe niebezpieczeństwa. Często zmuszane są do zamążpójścia bardzo wcześnie – w wieku czternastu-szesnastu lat. Wówczas przestają chodzić do szkoły.
W dodatku na Madagaskarze mężczyźni często zostawiają swoje żony. Dlatego celem stworzenia sierocińca jest ratowanie tych dziewczynek i utrzymywanie w środowisku chrześcijańskim. Będą one w stanie zdobyć tu wykształcenie dla zostania pełnowartościowymi członkami społeczeństwa, stworzenia dobrych rodzin albo po prostu kontynuacji nauki. Rozpoczęliśmy budowę tego sierocińca, jednak ze względu na brak odpowiednich środków finansowych byliśmy zmuszeni do wstrzymania budowy.
Rozdajemy zabawki, które są przysyłane do nas w pojemnikach pomocy charytatywnej z Australii albo Grecji. Czuję się bardzo wzruszona, kiedy widzę w kolejce po lalki czy zabawki nawet osoby dorosłe. To oznacza, że ludziom tego brakowało i stracili pewną część swojego dzieciństwa.
Całe wioski mogą zaspokoić pragnienie
Mamy również wielki program rozprowadzania wody. W wielu wsiach brakuje wody – niektórzy chodzą po nią nawet na odległość piętnastu kilometrów. Często podczas wyjazdów na wieś spotykamy dzieci, które za pomocą gestów pytają, czy mamy butelkę wody - tak bardzo im jej brakuje.
Widziałam na własne oczy, jak na południu wyspy, gdzie zupełnie nie ma wody, raptem zaczęło padać po długim okresie upałów. I ludzie zbierali wodę, która wyglądała jak błoto, i pili ją z ziemią prosto z kałuż. To, czego nie zauważamy, co dla nas jest drugą naturą, dla nich jest luksusem.
A jeżeli jest jakaś rzeka, to w tym samym miejscu oni się myją i piorą, i w tym samym miejscu piją wodę zwierzęta! Dlatego właśnie mają rozdęte brzuchy – przyczynę stanowią różne drobnoustroje.
Zadecydowaliśmy umieścić duże pojemniki z wodą obok cerkwi albo szkół. Wielką ciężarówką przeznaczoną dla wożenia wody jeździmy do oddalonych wiosek i napełniamy pojemniki wodą pitną. Dzięki temu całe wioski mogą zaspokoić pragnienie.
cdn.
Rozmowę przetłumaczył z greckiego na rosyjski Konstantin Norkin
Tekst przygotowała Olga Rożniowa
Polski przekład: Andrzej Nieścierowicz
Zdjęcia: Władimir Chodakow/Pravoslavie.ru
www.pravoslavie.ru
— Andrzej Nieścierowicz