śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 23 marca 2013

W poszukiwaniu prawdy - poprzez katolicyzm do prawosławia. Wywiad z o. Thomasem Diezem

W niedzielę Triumfu Prawosławia 2006 roku rektor Moskiewskiej Akademii Duchownej i Seminarium Duchownego arcybiskup wierejski Eugeniusz udzielił święceń diakońskich studentowi trzeciego roku seminarium Thomasowi Diezowi.

0 czytelników poleca

W niedzielę Triumfu Prawosławia 2006 roku rektor Moskiewskiej Akademii Duchownej i Seminarium Duchownego arcybiskup wierejski Eugeniusz udzielił święceń diakońskich studentowi trzeciego roku seminarium Thomasowi Diezowi. Kilka lat wcześniej w ramach odpowiedzi na prośbę arcybiskupa Berlina i Niemiec Marka ten niemiecki student dostał błogosławieństwo Patriarchy Aleksego II na naukę w moskiewskich szkołach duchownych. Był to pierwszy duchowny Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego poza Granicami Rosji, który otrzymał chirotonię w Patriarchacie Moskiewskim. Obecnie ksiądz Thomas Diez niesie posługę w Moskwie w świątyni pw. Wszechmiłościwego Zbawiciela (ros. Всемилостивого Спаса), która w przeszłości należała do monasteru pw. Ikony Bogurodzicy „Wszystkich strapionych radość”. Jest również redaktorem niemieckiej wersji projektu internetowego „Niewymyślone opowieści o wojnie”. Ojciec Thomas i matuszka Joanna są rodzicami czterech córek.

Portal Pravoslavie.ru zamieścił interesujący wywiad z ojcem Thomasem i jego małżonką. Rozmowa odbyła się w listopadzie 2012 roku[1].

Jaka była przyczyna poszukiwania nowej religii, nowej wiary? Co skłoniło do podjęcia tej decyzji? Ludzie, wydarzenia? Czy ojca rodzina była religijna?

Urodziłem się w 1963 roku w niemieckiej rodzinie luterańskiej, alfabet wiary przekazał mi ojciec, który był wierzącym luteraninem. Od małego byłem osobą religijną i wyznawałem swoją wiarę w środowisku rówieśników. Okres nastoletni był dla mnie poważnym wstrząsem, przeżyłem te lata bardzo ciężko. Odpychała mnie szkoła zorientowana wyłącznie na sukces i wzbudzanie w młodzieży ducha konkurencji oraz dążenia do kariery, a jednocześnie niemogąca odpowiedzieć na pytania egzystencjalne. Podobnie jak większość ludzi straciłem swoją wiarę dziecięcą w wieku 15-16 lat. Po skończeniu gimnazjum byłem słuchaczem kursów katechizacji w pewnej parafii katolickiej znajdującej się na przedmieściach Monachium. Była to Droga Neokatechumenalna – jeden z tak zwanych „ruchów duchowych” Kościoła rzymskokatolickiego: w malutkich wspólnotach czytane jest słowo Boże oraz odbywa się spowiedź i komunia. Tu właśnie, w tym ruchu, znalazłem pewną otuchę w swojej samotności i w swoich poszukiwaniach religijnych.

Czyli poszukiwania trwały nadal?

W 1985 roku rozpocząłem studia na Wydziale Architektury w Monachium, jednocześnie z wielkim zapałem i oddaniem zaangażowałem się w życie Kościoła katolickiego. Zostałem katechizatorem, uczestniczyłem w wielu pielgrzymkach do Włoch, m.in. do siedziby wspomnianego wyżej ruchu, przyjąłem wiarę katolicką. Bardzo ważny w moim życiu stał się rok 1988, kiedy brałem udział w misji Neokatechumenatu w zachodnim Berlinie. Był to ostatni rok przed upadkiem Muru Berlińskiego. Towarzyszyłem pewnemu włoskiemu kapłanowi i czterem wielodzietnym rodzinom z Monachium i Wiednia, zaproszonym przez berlińskiego kardynała katolickiego do prowadzenia ewangelizacji w tym mieście. Doświadczenie wspólnej modlitwy i pracy, głoszenie Ewangelii i prowadzenia życia rodzinnego w jej świetle, jak również pierwsza znajomość z prawosławiem w jego rosyjskim „wydaniu”, wywróciły wszystkie moje pomysły na życie. Chodzi o to, że fale obchodów tysiąclecia Chrztu Świętej Rusi dotarły również do Berlina Zachodniego, można było przeczytać o tym w prasie. Zacząłem się uczyć języka rosyjskiego po raz pierwszy słuchając kaset magnetofonowych. Szanse nauczenia się języka wydawały mi się marne. Ale byłem uparty i po jakimś czasie rosyjskie słowo stało się dla mnie etalonem piękna mowy. Podoba mi się bardzo język słowiański. Jest jak dzwon, potężny dzwon. Jest to dobry sposób, żeby słowo brzmiało i wydobywało swoje bogactwo, swoją treść poprzez piękno dźwięku...

Od tamtego roku zrodziło się we mnie pragnienie zostania misjonarzem Kościoła katolickiego w Rosji.

Po powrocie do miasta rodzinnego w celu kontynuacji studiów, zamierzałem się ożenić, ale Pan miał inne plany. Przygotowywał mnie do przyjęcia świętego prawosławia.

Pamiętam, że podczas słuchania w radiu śpiewu «Ich bete an die Macht der Liebe» (ros. «Коль славен наш Господь в Сионе») Bortniańskiego[2] popłakałem się. Do tej pory dzieje się tak ze mną, kiedy w śpiewanie pieśni duchowych naszej Cerkwi wkłada się całą duszę. Na Zachodzie w świątyniach katolickich zaczynają zamieniać śpiew z organami na pieśni z gitarą. Te próby są uzasadnione, gdyż śpiewy religijne tradycyjnego katolicyzmu nie są w stanie wywołać w człowieku ducha skruchy. Zupełnie inaczej wygląda sprawa z tradycją muzyczną prawosławia. Ich głębia jest nieporównywalna z pieśniami, które obecnie wykorzystywane są w katolicyzmie i innych wyznaniach chrześcijańskich.

Czy ojciec dużo czytał o prawosławiu? W jaki sposób odbywało się przeniknięcie do świata zupełnie innej kultury, religii?

Przeczytałem wszystko, co znalazłem w niemieckim piśmiennictwie o prawosławiu. Szczególnie zapamiętałem życiorys świętego Jana z Kronsztadu i jego Życie w Chrystusie, jak również Wylewne opowieści rosyjskiego wędrowca. Zawsze się bałem zbytnio przybliżyć ku prawosławiu, bojąc się o swoją wiarę katolicką. Modliłem się do Najświętszej Bogurodzicy, by jej nie stracić. Kiedy zaproszono mnie do uczestnictwa w rosyjskiej Passze w Monachium, odmówiłem. W latach 1990-1991 zostałem po raz drugi skierowany z misją Neokatechumenatu, tym razem na Węgry. Tutaj odczułem powołanie kapłańskie. Po skończeniu Wydziału Architektury dostałem się na studia do Międzynarodowego Katolickiego Seminarium w Berlinie.

Droga z odmiennej religii do prawosławia jest interesująca. Przy czym nie tylko przyjęcie nowej wiary, ale również zostanie kapłanem, przyjęcie święceń.

Równolegle zachodziły dwa procesy. Jeden proces to moje zaangażowanie we wspólnocie katolickiej, które się zaczęło w wieku 19 lat, drugi zaś – powolny wzrost zainteresowania prawosławiem, który się zaczął kilka lat później. Czytałem wszystko, co można było znaleźć, co było wówczas dostępne w języku niemieckim. Istnieją niemieckie tłumaczenia dzieł rosyjskich ojców Kościoła, ich życiorysy, również książki wprowadzające do modlitwy Jezusowej.

Studiując w seminarium katolickim w latach 1992-1998, po pewnym czasie odczułem, że te dwie sfery nie łączą się w jedność. Seminarium katolickie kładzie duży nacisk na życie wspólnotowe oraz zrezygnowanie każdego wychowanka z prywatnych zainteresowań i upodobań. Zrozumiałem, że jeśli chcę zostać księdzem katolickim, to, prędzej czy później, będę musiał zrezygnować ze swojego zamiłowania do prawosławia. Ale czy ja tego chcę? Postanowiłem sprawdzić samego siebie rezygnując ze wszystkiego, co było związane z Rosją, z prawosławiem, ze wszystkich moich podręczników i książek. Od tamtego momentu minęło trzy i pół roku, po czym Pan mi odpowiedział w sposób jasny, co mam robić ze swoim życiem. Ale wówczas byłem już w Rzymie...

Ile lat trwały studia w Rzymie?

Przez rok studiowałem na studiach licencjackich na wydziale teologicznym. Zniechęciłem się wówczas do bycia księdzem, droga celibatu okazała się również nie dla mnie. Musiałem zrezygnować i wrócić do ojczystego Monachium. Ponownie zacząłem pracować jako architekt. Chwała Bogu, znalazłem pracę. Wówczas przestałem się ograniczać i zacząłem uczęszczać na nabożeństwa do katedry Cerkwi zarubieżnej oraz zajmować się prawosławną teologią. Nauka Cerkwi prawosławnej stała się kamieniem niezgody dla mojego wtedy jeszcze katolickiego sposobu postrzegania teologii i nauki Kościoła. Ważne jest zrozumienie, że Kościół zarubieżny nigdy nie wspierał nastawienia ekumenicznego w jakiejkolwiek jego postaci. W konsekwencji Cerkiew ta twierdziła nie tylko, że Kościół katolicki historycznie odłączył się od prawosławia, ale również, że jego odstępstwa w nauczaniu wiary doprowadziły do herezji. Coś takiego słyszałem wtedy po raz pierwszy.

Katolicy nie wiedzą o tym?

Są zwolennikami teorii gałęzi, odrzuconej u nas na Soborze Biskupów w 2000 roku. Świadomość katolicka nie rozróżnia istotnych różnic w nauczaniu Kościołów prawosławnego i katolickiego. Jak przecież można twierdzić, że wiara katolicka jest ujemna, skoro wyznaje ją miliard ludzi? Na początku zastanawiałem się, czy ci „zarubieżnicy” nie są fanatykami? Natomiast później upewniłem się, że inne Kościoły prawosławne nauczają tak samo, tylko głoszą to w sposób bardziej dyplomatyczny. Dzięki bezkompromisowości Cerkwi zarubieżnej w stosunku do chrześcijan innych wyznań otworzyły się dla mnie drzwi świętego prawosławia, za co jestem tej Cerkwi bardzo wdzięczny.

Czy był to trudny proces?

Runęła ostoja. Że Kościołem kieruje papież. I że Kościół w sposób nieomylny zachowuje i przekazuje Świętą Tradycję. Runęło to wtedy w mojej świadomości. Jest jeszcze bardzo ważny moment, o którym muszę wspomnieć. Katolicyzm wykazuje dużo sympatii dla Kościoła prawosławnego. Na przykład, ówczesny papież Jan Paweł II sporo pisał o prawosławiu, w tym o monastycyzmie. Mówił, że trzeba włożyć dużo wysiłku, by przywrócić zatraconą jedność z Kościołami prawosławnymi. Zatraconą jedność. Rzeczywiście, katolicy stracili jedność Kościoła. Nawet kardynał Walter Kasper, przewodniczący Papieskiej Rady do spraw Popierania Jedności Chrześcijan w Rzymie, przyznawał, że oddzielenie się od prawosławia doprowadziło Kościół zachodni do poważnego kryzysu w wiekach, które nastąpiły po wielkiej schizmie 1054 roku, i w końcu doprowadziło do reformacji.

Czyli jest to uznawane nawet przez Kaspra?

Tak. Dla mnie stała się bardzo ważna myśl odzyskania jedności w Kościele. Można powiedzieć, że Pan włożył ten pomysł w moje serce. Odpowiedź na pytanie o jedność Kościoła znalazłem w prawosławiu i jego nauce. Dlatego gdy zobaczyłem, że prawosławie nie ma odstępstw od Świętej Tradycji, lecz wiernie i w całości ją zachowuje, przeszedłem na drugą stronę rzeki. Wydawało mi się, że jest już za późno na taki krok – miałem wówczas 36 lat – tym bardziej że było to bardzo ryzykowne. Przecież wszyscy moi znajomi, całe środowisko ruchu neokatechumenicznego – wszyscy byli katolikami. Wiedziałem, że nasze relacje, chcąc nie chcąc, urwą się na zawsze. I tak się właśnie stało.

Czy ojciec łatwo wszedł do środowiska prawosławnego?

Tak, stosunkowo łatwo. Znałem rosyjski, byłem w stanie się porozumieć, tym bardziej że władyka Marek zawsze wiele robił dla Niemców. Dlatego było to dla mnie stosunkowo łatwe. Lubiłem rosyjską kulturę. Rzecz jasna, innym Niemcom, którzy nie mówili po rosyjsku, było trudniej się odnaleźć w środowisku parafii rosyjskiej. Dlatego część z tych, którzy przyjęli prawosławie, w tym księża, odeszli w przyszłości. Dla Niemca przyjęcie prawosławia jest bardzo trudne, gdyż wszystkie Kościoły prawosławne obecne w Niemczech duży nacisk kładą na zachowanie swojego języka i kultury.

Chodzi o język, w którym sprawowane są nabożeństwa?

Chodzi zarówno o język liturgiczny, jak i język, za pomocą którego ludzie się porozumiewają między sobą. Dlatego przed człowiekiem powstaje problem: zmienia się nie tylko jego życie liturgiczne, ale wstępuje on do bizantyjskiego świata nabożeństw zamiast zachodniego. Wiemy, że prawosławie nie jest warunkowane rytem liturgicznym. Rzymski ryt liturgiczny, przed podziałem, również był uważany za prawosławny. Prawosławie jest warunkowane teologią, duchem i modlitwą. Jednak nie istnieje obecnie ryt zachodni Kościoła prawosławnego, przynajmniej w Niemczech, dlatego Niemcy stoją, z jednej strony, przed koniecznością przyzwyczajenia się, wżycia się w ryt bizantyjski, zaś z drugiej strony, muszą się połapać w tym nowym środowisku językowym. Ta podwójna trudność tłumaczy fakt, czemu tak mało Niemców do tej pory przyjmuje prawosławie. Część z nich woli po przyjęciu prawosławia opuścić swoją ojczyznę i zamieszkać w Grecji albo Rosji.

Czy ojciec przyjął chrzest w Monachium?

Tak, w 2000 roku w świątyni pw. Nowych Męczenników i Wyznawców Rosyjskich oraz św. Mikołaja Cudotwórcy. Na początku śpiewałem w chórze. Czułem, że Bóg mnie woła do kapłaństwa. To, co było niemożliwe u katolików, wydawało się możliwe do zrealizowania w warunkach prawosławia. Władyka Marek popierał mój zamiar zostania kapłanem, co prawda, po okresie wahań. Potem dojrzało we mnie pragnienie studiowania w Rosji i zostania tam. Czułem to jako powołanie, jako orędownictwo świętego Mikołaja, że moja droga prowadzi tam, do Rosji, na długo, a być może na zawsze. Zaczęliśmy szukać różnych możliwości. Na początku władyka pomyślał o uniwersytecie św. Tychona. Ale później stwierdziliśmy, że najwłaściwszym miejscem jest Moskiewskie Seminarium Duchowne w Siergijew Posadzie. W 2006 zostałem diakonem, pierwszym przedstawicielem Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego poza Granicami Rosji w Patriarchacie Moskiewskim. Było to wówczas wielkie wydarzenie, które posłużyło do bezpośredniego zjednoczenia obu Kościołów.

Czy dla ojca aktualna jest kwestia wzajemnych stosunków między prawosławiem a katolicyzmem?

Bardzo aktualna. Głównym tematem naszych wzajemnych stosunków w tym momencie nadal pozostaje prymat papieża. Przyzwyczailiśmy się do rozpatrywania kwestii prymatu, pierwszeństwa Piotra i jego posługi jako odizolowanego, odrębnego faktu, dotyczącego jedynie administrowania i kwestii jurysdykcyjnych. Ale kwestia ta wpływa również na życie duchowe człowieka w Kościele katolickim. Co to oznacza? Papież uważa się za nieomylnego, co dla nas, prawosławnych, jest zniekształceniem Świętej Tradycji. Jest to nie do przyjęcia dla prawosławia, gdyż żaden człowiek nie jest nieomylny. Z przyznaniem nieomylności wiąże się też kwestia posłuszeństwa. Człowiekowi nieomylnemu, nawet jeśli chodzi wyłącznie o kwestie nauczania wiary, powinno się nakazywać bezwzględne posłuszeństwo. Okazuje się, że specyficzne dla katolików wymaganie posłuszeństwa przenika wszystkie warstwy hierarchii. Nawet wśród zwykłych wiernych słychać czasem słowa: „Powinieneś wykazywać wobec mnie posłuszeństwo”. Na czym polega posłuszeństwo i na czym polega wolność chrześcijańska, wolność sumienia przed Bogiem w naszym rozumieniu? W Kościele prawosławnym występuje ogromna swoboda i odpowiedzialność człowieka. Starzec, ukierunkowując i pouczając swoją duchową owczarnię, jak gdyby szuka razem z nią woli Bożej. Odbywa się przy tym wzajemne wzrastanie. Duszpasterz, słuchając woli swego dziecka duchowego, uświadamia, że w niej, być może, jawi się głos Boży. Teologia greckich ojców Kościoła (Grzegorza z Nyssy, Bazylego Wielkiego) ocenia wolę człowieka znacznie bardziej pozytywnie niż teologia zachodnia pod wpływem św. Augustyna. Odbicie tego znajdujemy w modlitwie Symeona Nowego Teologa: „Pozwól mi z odwagą mówić, co chcę, Chryste mój, ale też naucz mnie, co powinienem czynić i mówić” (Modlitwy przed przyjęciem Boskich Tajemnic. Modlitwa VI). W głębokim poszanowaniu swobody i woli człowieka jako przesłance chrześcijańskiego posłuszeństwa dostrzegam różnicę w prawosławnym rozumieniu posłuszeństwa wobec katolickiego. Dla katolicyzmu charakterystyczna jest bezapelacyjność, która jest zupełnie obca dla nas.

A jak, w takim razie, należy rozumieć znaną przypowieść? Starzec kazał uczniowi sadzić rzepę korzonkami do góry. Uczeń pomyślał: „Starcowi chyba się coś pomyliło” i posadził tak, jak powinno być, czyli korzonkami w dół. Rzecz jasna, rzepa wyrosła. Wtedy uczeń powiedział do starca: „Widzi ojciec, rzepa wyrosła dlatego, że nie słuchałem ojca”. Na co starzec odpowiedział: „Ale w innym przypadku wyrosłoby twoje posłuszeństwo”.

Posłuszeństwo jest potrzebne. Ale jaka tu jest różnica? Posłuszeństwo oznacza, że czasem muszę robić to, czego nie rozumiem. Jako wierny uczeń, nie powinienem starać się zrozumieć wszystkiego w tej chwili. Mogę ufać starcowi, którego prowadzi Bóg, i na znak posłuszeństwa robić wszystko, co mi każe, nawet jeśli nie rozumiem, po co. Jest to rozumienie prawosławne. W tym momencie mamy jeszcze wspólne zdanie. Rozchodzimy się z katolikami w momencie, kiedy katolicyzm wymaga bezapelacyjnego posłuszeństwa, żeby zostać w konkretnej wspólnocie albo w ogóle na łonie Kościoła.

Czy potrzebny jest dialog z katolikami?

Należy być bardzo ostrożnym podczas kontaktów z katolikami i nie zapominać, że katolicka nauka o Kościele ukrywa w sobie olbrzymie, trudne do złamania kamienie pychy. Potrzebna jest tu elastyczność i rozwaga, ażeby nie tylko nie odstąpić od swoich pozycji, ale również złamać, w dobrym rozumieniu, tę pychę nauki teologicznej, która dotyczy prymatu. Jesteśmy również zobowiązani modlić się o jedność, żeby ci, którzy stracili jedność z nami, powrócili na łono Cerkwi. Bóg ma moc do zrealizowania tego krok po kroku. Z tego powodu kontakty, dialog z katolikami mają wartość, jeśli tylko odbywają się na płaszczyźnie szukania prawdy. Potrzebna jest tu umiejętność odróżniania kwestii pierwszorzędnych od drugorzędnych. Należy zapoznać katolickich teologów z teologią prawosławną, która, co ciekawe, nie wchodzi do żadnego z planów nauczania zatwierdzonych na wydziałach teologii katolickiej zarówno na studiach magisterskich, jak i licencjackich. Zwykły ksiądz katolicki zupełnie nie zna prawosławia i jego nauki. W Rosyjskim Kościele Prawosławnym każdy kapłan, przynajmniej przez rok, uczy się podstaw nauki zachodnich konfesji chrześcijańskich.

Kiedy Kościół katolicki wciąż puka do naszych drzwi poszukując jedności i ewentualnego zjednoczenia, powinniśmy zaproponować jego hierarchii wprowadzenie podstaw teologii prawosławnej jako przedmiotu obowiązkowego w edukacji teologicznej przyszłego katolickiego kapłana.

Często mówi się, że to wcale nie jest poszukiwanie jedności, lecz nowej owczarni. Mówi się również, że Kościół katolicki odczuwa niedobór owczarni, a skoro Rosja jest krajem tradycyjnie wierzącym, to właśnie tam poszukuje nowych wiernych.

Nie sądzę, że Rzym liczy na owocną pracę misyjną w Rosji. Katolików tu po prostu nie akceptują. Nie mam jednak rzetelnych informacji, w jakim stopniu unici w Rosji i krajach poradzieckich prowadzą swoją misję. Jednak istnieją formy wpływu pośredniego Kościoła katolickiego na prawosławie. Są to, na przykład, katolickie ruchy misyjne, które po przemianach na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku rozpoczęły działalność w Rosji, od razu w Moskwie. Wśród tych ruchów występuje m.in. Droga Neokatechumenalna, do której należą również wierni prawosławni, którzy próbują wprowadzać ten ruch w naszych parafiach. Trudność polega na tym, że wierni, którzy przez dziesięć czy dwadzieścia lat modlą się wspólnie z katolikami, później już w niczym się od nich nie różnią: dla nich nabożeństwa, takie jak całonocne czuwanie, okazują się pozbawionymi sensu, język cerkiewnosłowiański jest wyłącznie przeszkodą, czczenie ikon jest przesadą, różnice dogmatyczne między katolicyzmem a prawosławiem są nieistotne. Prowadząc katechizację – rzecz jasna, nazywając to innymi słowami – w naszych parafiach, katolicy, niestety, wprowadzają swój duch w wiernych prawosławnych. Na razie nie mamy mechanizmu obrony przed tym nowym typem misji katolickiej.

Zróbmy małą degresję. Jak powstała księdza rodzina? Jak się poznaliście z przyszłą matuszką? Jak powstała tak wspaniała rodzina, rodzina prawosławnego kapłana, do tego jeszcze w Rosji? Przecież wielu pragnie wyjechać z Rosji.

Moja matuszka jest z Białegostoku (jest to wschodnia Polska) i pochodzi z rodziny prawosławnej. Również przyjechała na studia do Siergijew Posadu, na co ją błogosławił arcybiskup białostocki i gdański Jakub. Poznaliśmy się tam śpiewając w chórze. Na początku było ciężko, gdyż chciałem zostać w Rosji, ona zaś – wrócić do Polski. Dopiero zaczynamy rozumieć, jak Pan układa naszą historię. Pojawili się przyjaciele, przyjaciółki. Pojawiły się dzieci. Z czasem w Rosji zaczęło się mieszkać łatwiej dzięki parafii oraz środowisku, które nas wspiera. Znajdujemy się jak gdyby w łonie jednej wielkiej rodziny. Ile pomocy dostaliśmy, kiedy wyłącznie na poziomie finansowym utrzymać się było bardzo ciężko! Ktoś pomoże z lekarzem, ktoś z samochodem, z mieszkaniem. Oczywiście, są trudności z językiem, szczególnie dla mnie. Wygłaszanie kazań w języku rosyjskim nie jest łatwe. Czasem przeszkadza akcent, czasem intonacja.

Planujecie teraz być tutaj, w Rosji?

Jeśli się uda rozwiązać wszystkie problemy bytowe, w tym kwestię mieszkaniową, oraz gdy hierarchia udzieli błogosławieństwa, wtedy zostaniemy w Rosji.

Na czym polegały trudności, gdy zaczął ojciec nieść posługę w Rosji, pracować tu, kontaktować się z ludźmi, z wiernymi? Na czym polega różnica między niemiecką, katolicką owczarnią a wiernymi prawosławnymi, co ma plusy, a co minusy? Czy jest coś, co ojca dziwi?

W porównaniu z katolicyzmem, różnice są na tyle duże, że nie ma sensu porównywać. W Rosji rzuca mi się w oczy, że bardzo ważne są osobiste relacje z ojcem duchowym. W ramach spowiedzi rozwiązuje się w istocie wszystkie najważniejsze problemy. Było to dla mnie coś zupełnie nowego. Wiedziałem z katolicyzmu, że wiele kwestii prywatnych rozwiązuje się wspólnie i otwarcie, na przykład podczas spotkań katechizacyjnych. W pewnym sensie spowiedź zamienia u nas takie spotkania.

Spowiedź jest potężnym środkiem duszpasterskim z powodu indywidualnego zwracania się do każdego przystępującego do Eucharystii.

Ale czuje się niedobór komunikacji wśród wierzących. Dobrze by było, gdyby pojawiły się grupy albo bractwa, w których ludzie mieszkaliby razem i dzieliliby się wszystkim między sobą. Pojawia się to na poziomie małych parafii. W XVII, XVIII wiekach takie bractwa istniały na Rusi południowo-zachodniej, ale obecnie również istnieją, na przykład Bractwo Wszechmiłującego Zbawiciela w Moskwie i inne.

Z niektórymi członkami ruchu misyjnego, założonego przez księdza Daniiła Sysojewa, myślimy nad założeniem bractwa misyjno-teologicznego.

Proszę opowiedzieć o swojej rodzinie. Jak ojciec rozmawia z dziećmi? W jakim języku?

Jesteśmy rodziną, w której rodzice należą do różnych narodowości. Pedagodzy i przyjaciele poradzili nam zwracać się do dzieci w naszych językach ojczystych. Czyli robię to wyłącznie w języku niemieckim, zaś moja małżonka – w języku polskim. Ze sobą rozmawiamy tylko w języku rosyjskim, jako że jest to jedyny wspólny dla nas język. Dzieci zwracają się do mnie po rosyjsku, natomiast do mojej małżonki po polsku lub po rosyjsku.

Stosunek do rodziny na Zachodzie i w Rosji – czy istnieje wielka różnica?

Matuszka Joanna: Brak dobrego rozwiązania kwestii bytowych. Czasem jest wręcz strasznie.

Czy ciężko jest przeżyć mając rodzinę? Większość ludzi ucieka na Zachód, m.in. z powodu dzieci. Wy natomiast stamtąd przyjechaliście tutaj.

Ojciec Thomas: Przez długi czas mieszkaliśmy tu bez żadnych dokumentów. Obecnie mamy już pozwolenie na pobyt tymczasowy jeszcze na dwa lata. Obsługa socjalna dla cudzoziemców w Rosji ma mniejszy zakres niż dla obywateli rdzennych. W Unii Europejskiej jest pod tym względem lepiej.

Czwórka dzieci! A co z pomocą medyczną?

Nasz obecny status obejmuje już korzystanie z bezpłatnych usług medycznych, do tej pory czasem nas również leczono nieodpłatnie. Nasz parafianin, który jest adwokatem, pomaga nam w rozwiązaniu kwestii mieszkaniowej, która do tej pory układały się niepomyślnie.

Czyli żyjecie w prawosławnym parafialnym środowisku, co was ratuje?

W Rosji jest tyle otuchy, tyle solidarności. Bez względu na to, że nie zarabiamy dużo, nasza odzież nie jest znoszona, a buty nie są w dziurach. Nasze życie jest pogrążone w Bożej ekonomii, w Opatrzności Bożej. Dlatego jesteśmy szczęśliwi.

Rozmawiała Ludmiła Bołotnowa

[1] Wywiad z księdzem Thomasem Diezem został opublikowany na portalu Pravoslavie.ru dzięki uprzejmości redakcji czasopisma Мир Божий.

[2] W Rosji przedrewolucyjnej – narodowy hymn duchowy.

Źródło: pravoslavie.ru

— tłum. z ros. Andrzej Nieścierowicz

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze aktualności

wszystkie →