śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 29 listopada 2022

Widzieć, kiedy inni odwracają wzrok

Chrześcijaństwo nie jest statyczne, nie jest słuchaniem, patrzeniem, zachwytem nad zewnętrzną formą. Nie jest tylko dla swoich, nam podobnych, „sterylnych”. Jest działaniem, jest łamaniem uprzedzeń, przekraczaniem barier – własnych barier; jest odnajdywaniem mocy – ale nie w sobie, a w Chrystusie.

0 czytelników poleca

„Być człowiekiem religijnym to, między innymi, naśladować przykład dawany przez Boga: to słyszeć nawet wtedy, kiedy inni nie słyszą, i widzieć, kiedy inni odwracają wzrok.”

Te słowa rabina Shaia Helda pochodzą z jego właśnie wydanej po polsku książki „Serce Tory”, zapisu rozważań o wybranych fragmentach Księgi Rodzaju i Księgi Wyjścia. To piękna i głęboka podróż po słowach Tory, po dziejach Izraela, przejawach opieki, którą nad nim roztaczał Bóg, ale i Bożych oczekiwaniach wobec niego.

Chrześcijaństwo nie porzuca Starego Testamentu. Sam Jezus powiedział: „Nie mniemajcie, że przyszedłem unieważnić Prawo albo proroków! Nie przyszedłem unieważnić, lecz wypełnić” (Mt 5, 17). Jego ziemskie życie to z jednej strony realizacja zapowiedzi proroków o Mesjaszu – Zbawcy ludzkości, z drugiej zaś – przykład dla nas, jak życiem świadczyć o Bogu, co czynić, by być Jego znakiem dla ludzi, a samemu podążać ku zbawieniu.

Shai Held odnosił się w tych słowach do sytuacji Izraelitów ciemiężonych przez faraona – zniewolonych, przymuszanych do pracy ponad ludzkie siły i odartych z godności. Jedynie Bóg słyszał ich jęk i płacz, i widział ich nędzę. I to On ulitował się nad Swoim ludem, i „wywiódł go z ziemi egipskiej, z domu niewoli” (Wy 20, 2). Dał też ludowi Swe przykazania, normy regulujące życie społeczne i religijne, które każdy Izraelita miał znać i realizować w swoim życiu. To dlatego, gdy Jezus w niedzielnej Ewangelii pytał znawcę Prawa: „W Prawie, co jest napisane? Co czytasz?” (Łk 10, 28), usłyszał w odpowiedzi wyrecytowaną formułę przykazania miłości.

Jednak wiedza to nie wszystko, stąd Chrystusowe wezwanie „Czyń to, a żyć będziesz”. Wiemy, co nastąpiło potem – pytanie o to, kto jest bliźnim i przypowieść Jezusa o miłosiernym Samarytaninie. Rannego człowieka minęli kapłan i lewita – mimo iż go widzieli („przykład dawany przez Boga - widzieć, kiedy inni odwracają wzrok”), a może nawet słyszeli jego jęki („słyszeć nawet wtedy, kiedy inni nie słyszą”). Nie ominął go za to ktoś obcy, Samarytanin. A przecież (zwłaszcza jeśli ranny był Żydem) on też mógł wzruszyć ramionami i pójść dalej swoją drogą. Tego jednak nie uczynił.

Na koniec czytania raz jeszcze usłyszeliśmy słowa Jezusa - „Idź i ty czyń podobnie”. Czyń dobro wobec każdego, nie tylko „swoich”; czyń, nie oczekując nic w zamian; czyń z radością i pełnym zaangażowaniem; czyń tak, byś oddawał chwałę Bogu „bogatemu w miłosierdzie” (Ef 2, 4) i w ten sposób naśladował i objawiał Go innym. Nam nie wolno nikogo ominąć. Nie odejścia czy ucieczki od bólu bliźniego oczekuje od nas Jezus. On chce naszego działania.

Właściwie – to mamy szczęście; żyjemy w takich czasach, że jest bardzo łatwo pomagać. Rozmaite zbiórki, fundacje poszukujące wsparcia finansowego czy rzeczowego, bezdomni stojący pod cerkwią i proszący o kilka złotych – jest naprawdę wiele możliwości, aby coś zrobić, nawet bez wychodzenia z domu, bez ubrudzenia sobie rąk, fizycznego spotkania się z ranami, krwią, bólem drugiego człowieka…

Opowieść Jezusa też zresztą jest dość sterylna – On nie buduje przed naszymi oczami okrutnego obrazu, mówi zaledwie, że owego nieszczęśnika zbójcy „obdarli i poraniwszy, poszli sobie, zostawiając go ledwie żywego”. Może w tamtych czasach podobne sytuacje zdarzały się na tyle często, że więcej mówić nie było trzeba. My jednak powszechnie nie mamy z nimi do czynienia, a filmowe obrazy okrucieństwa na tyle przytępiły naszą wrażliwość i odczucie realności ran i bólu, że i ten opis nie wzbudza w nas specjalnie wielkich emocji. Prawosławie jest też bardzo oszczędne w kreowaniu (czy to słowem, czy obrazem) wizji cierpień; nasze wielkotygodniowe teksty liturgiczne nie przywołują fizycznego dramatu ukrzyżowania; ikony - ukazują Chrystusa triumfującego na krzyżu, a nie poranionego, umęczonego i umierającego. Jeśli gdzieś pojawia się mocny opis bólu, to jest to przywołanie cierpienia Bogarodzicy po śmierci Jej Syna.

Jezus – Bogoczłowiek, który pozostawił niebiański splendor, „przecierpiał opluwanie, bicie, policzkowanie, krzyż i śmierć za zbawienie świata” (modlitwy nabożeństw Wielkiego Piątku), sam nie unikał „trudnych” kontaktów – byli przy Nim blisko trędowaci i opętani mieszkający w grobowcach; dotykała jego szaty nieczysta według Prawa kobieta z krwotokiem; sam zbliżył się i nakazał otwarcie grobu Łazarza, na co nawet siostra zmarłego krzyknęła „Panie, już cuchnie, to już czwarty dzień przecież” (J 11, 39). To jest Jego lekcja dla nas.

I to jest chyba najtrudniejsza lekcja. Lubimy komfort, czystość, spokój, bezpieczeństwo. A Chrystus mówi – nie, to nie jest dla ciebie, czego innego od ciebie chcę.
Idź i głoś, idź i czyń, idź – i naśladuj Mnie we wszystkim i wobec wszystkich.

Chrześcijaństwo nie jest statyczne, nie jest słuchaniem, patrzeniem, zachwytem nad zewnętrzną formą. Nie jest tylko dla swoich, nam podobnych, „sterylnych”.

Jest działaniem, jest łamaniem uprzedzeń, przekraczaniem barier – własnych barier; jest odnajdywaniem mocy – ale nie w sobie, a w Chrystusie („wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”, Flp 4, 13), „albowiem to Bóg jest w nas sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą” (Flp 2, 13). Czasem jest też powstrzymywaniem się – nie tylko od wyrządzenia fizycznej krzywdy, ale i oplotkowania kogoś czy wpisania kąśliwego komentarza w internecie. Wirtualna rzeczywistość też przecież potrafi zaboleć, choć i tu nie widzimy krwi ani ran.

„Słyszeć nawet wtedy, kiedy inni nie słyszą, i widzieć, kiedy inni odwracają wzrok”. Tego Izraela uczył Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba; tego ten sam Bóg, nam objawiony jako w Trójcy Jedyny, uczy nas poprzez przykład Jezusa Chrystusa, który mówi: „Idź, i ty czyń podobnie”. Nie ma lepszego przykładu dla świata; może nie jest bardzo spektakularny, może wymaga codziennego wysiłku, czasu, ubrudzenia sobie rąk. Wymaga cierpliwości, rezygnacji z egoizmu i wygody. Właśnie to jednak dla nas zrobił Jezus. Skoro rozpoczęliśmy oczekiwanie na wspomnienie Jego uniżenia i przyjęcia postaci sługi, nie ma lepszego momentu na wykonanie pierwszego ruchu.

Gabriel Szymczak

fotografia: MichalD /orthphoto.net/ 

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze z Polski

wszystkie →