Wolność od świata oznacza dla nas, chrześcijan, wolność postępowania w tym świecie tak, jak postępował Chrystus.
Świat żyje w zatrutej atmosferze nienawiści, strachu, gróźb i nagiej przemocy. Lecz najbardziej przerażająca jest kaskada kłamstw, która zalewa świat. Od dawna utraciły swoje pierwotne znaczenie słowa takie jak „wolność”, „pokój”, „prawa człowieka” itd., ponieważ to właśnie one najbardziej oblepione są kłamstwem i służą jako przykrywka dla jakiejś potwornej karykatury. I nieuchronnie u każdego z nas rodzi się pytanie: „Co możemy wobec tego wszystkiego uczynić my, którzy wyznajemy Chrystusa jako Pana, Nauczyciela i Zbawiciela świata?”
Niestety, odpowiadając na to pytanie, chrześcijanie sami okazują się podzieleni i być może właśnie nad tym podziałem należy się przede wszystkim głęboko zastanowić, ponieważ dokonuje się on wokół innego, najważniejszego i naprawdę rozstrzygającego pytania: jak rozumieć wierność Chrystusowi w świecie, o którym w samym Piśmie Świętym powiedziano, że „cały w złym leży” (1 J 5,19)?
Jedni chrześcijanie odpowiadają na nie mniej więcej tak: „Sprawy świata nas nie dotyczą. Naszym zadaniem jest zbawiać własną duszę. Powinniśmy strzec siebie dla wieczności. Przecież i sam Chrystus nie wtrącał się w żadne konflikty polityczne ani społeczne, twierdząc, że Jego Królestwo nie jest z tego świata (J 18,36)”.
Inni odpowiadają zupełnie inaczej: „Los świata nie może być chrześcijanom obojętny, skoro sam Chrystus powiedział, że Bóg tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał (J 3,16). Chrystus wezwał nas do wypełniania przykazania miłości – do troski o ubogich, głodnych, chorych, uwięzionych. I tylko ten, kto straci swoją duszę (to znaczy odda siebie na służbę bliźniemu), ocali ją dla wieczności”.
A zatem dwie odpowiedzi i dwa wezwania: odejść od świata do duchowych katakumb, oczekując nadejścia Królestwa Bożego, albo przeciwnie – oddać siebie sprawie Chrystusa w świecie, dzieląc wszystkie jego troski i potrzeby.
Jaka więc odpowiedź jest właściwa? A może sama forma postawienia pytania jest błędna, bo nie odpowiada autentycznej nauce Chrystusa o drodze Jego uczniów w tym świecie? Być może prawda nie leży w jednej z odpowiedzi – mimo że obie zawierają cząstkę prawdy – lecz w ich połączeniu, paradoksalnym według ludzkich miar, ale jedynym naprawdę właściwym.
To pozornie paradoksalne połączenie można wyrazić następująco: „Tak, najwyższą i ostateczną wartością, skarbem serca chrześcijanina, bez żadnej wątpliwości powinno być nadchodzące Królestwo Boże, dla którego jesteśmy wezwani – jeśli trzeba – porzucić wszystko, co ziemskie. Tak, nasze życie, według słów apostoła Pawła, jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu (Kol 3,3) i jesteśmy powołani do wewnętrznej wolności od świata. W świetle Chrystusa oraz objawionego i darowanego przez Niego Królestwa Bożego wszystkie wartości tego świata są względne, ponieważ przemija postać tego świata (1 Kor 7,31). Tak, Chrystus nigdy nie mówił, że doskonałość, sprawiedliwość, wolność itd. zatriumfują w tym świecie, na tej ziemi, i nie od Niego pochodzi ta lekkomyślna, a zarazem straszna teoria postępu, w imię której cały świat zalany jest krwią. „O tym, co jest w górze, myślcie, nie o tym, co na ziemi” (Kol 3,2) – mówi apostoł Paweł. I dlatego naszą pierwszą odpowiedzią na wszystko, co dzieje się w świecie, jest zawsze: „Przyjdź Królestwo Twoje!”.
Lecz – i tutaj napotykamy paradoks odwiecznie wpisany w wiarę chrześcijańską – sama ta wolność od świata, sama wierność Królestwu skazuje nas na nieustanną walkę w świecie. Gdyby Chrystus głosił jedynie duchowe odejście od świata, troskę wyłącznie o wewnętrzne, duchowe życie, nie zostałby ukrzyżowany, a władza ziemska nie znienawidziłaby Go jak zbrodniarza. Albowiem „ten świat” nie dopuszcza żadnej wolności od siebie. W osobach nie tylko swoich władców, lecz także systemów wartości i ideologii, domaga się on od nas bezwzględnego podporządkowania i służby sobie jak nowemu bożkowi.
Lecz wolność od świata oznacza dla nas, chrześcijan, wolność postępowania w tym świecie tak, jak postępował Chrystus. A Chrystus głosił, Chrystus demaskował zło, kłamstwo i obłudę, Chrystus uzdrawiał, Chrystus nauczał – i przez to wszystko nieustannie rzucał wyzwanie temu światu, który Go ukrzyżował.
Mówi się nam: „Macie swoje świątynie, nikt wam nie przeszkadza modlić się w nich, a reszta nie jest waszą sprawą!”. Ale co mamy zrobić, jeśli właśnie w świątyni, w modlitewnym odejściu od świata, słyszymy słowa Chrystusa: „Idźcie na cały świat, zwiastujcie Ewangelię całemu stworzeniu” (Mk 16,15), a więc: „kochajcie, pomagajcie, służcie, nie przyjmujcie zła i nie służcie bożkom”?
Co mamy czynić, jeśli to Królestwo Boże, dla którego jesteśmy wezwani porzucić wszystko, jest Królestwem miłości, a więc służby i ofiary – aż po oddanie życia za przyjaciół? Dlatego rację mają zarówno jedni, jak i drudzy, udzielający tej czy innej odpowiedzi, ale tylko wtedy, gdy zachowują obie prawdy naraz: prawdę wolności od świata, prawdę Królestwa nie-z-tego-świata, a zarazem prawdę naszej chrześcijańskiej odpowiedzialności w świecie.
Tylko w tej dwoistej, a zarazem jedynej odpowiedzi odsłania się przed nami droga Chrystusa w tym świecie – w świecie, o którym Chrystus powiedział: „W świecie macie ucisk, ale nabierzcie odwagi: Ja świat zwyciężyłem” (J 16,33).
o. Aleksander Schmemann (tłum. Jakub Oniszczuk)
fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.