śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 27 stycznia 2024

Własnymi siłami nie pozbędziemy się smutku

Chrystus pozwolił swej ludzkiej naturze doświadczyć tak wielkiego smutku, jakiego nigdy nie doświadczył żaden człowiek. Żaden człowiek na świecie nigdy nie zaznał ani nie zazna większego smutku niż ten, którego zaznał Chrystus. On cierpiał tak bardzo, że pot na Jego ciele był podobny do kropli krwi.

0 czytelników poleca

przeczytaj poprzednie rozważania

Kontynuujemy nasze studium tekstu Świętej Liturgii. Ostatnio analizowaliśmy prośbę ektenii pokoju: “Za żeglujących, podróżujących, chorych, cierpiących, uwięzionych oraz o ich wybawienie”.

Dalej diakon wzywa: "O wybawienie nas z wszelkiego utrapienia, gniewu i niebezpieczeństwa, do Pana módlmy się" (cs. O izbawitisia nam ot wsiakija skorbi, hniewa i nużdy, Hospodu pomolimsia). Innymi słowy, prośmy Boga, aby wybawił nas od wszelkiego smutku, gniewu, niebezpieczeństwa i trudnych okoliczności. Ta prośba, będąca jedną z ostatnich w ektenii pokoju, wydaje się niejako ogólnie podsumowywać nasze potrzeby: prosimy Boga, aby wybawił nas od wszelkiego smutku. Ktoś zapyta: ale czy utrapienia nie przynoszą nam duchowych korzyści? Tak, rzeczywiście, są one dobre dla duszy. Nie ma na tym świecie ani jednej osoby, która nie doświadczyłaby w swoim życiu cierpienia. Jak mówi Pismo Święte: "cała głowa chora, całe serce omdlałe" (Iz. 1,5). Chodzi o to, w jaki sposób każdy z nas radzi sobie z trudnościami, które nas spotykają. Jeśli znosisz je z cierpliwością i hartem ducha, starając się czerpać z nich duchowe korzyści, to nawet jeśli sam jesteś winowajcą ucisków i sam je na siebie ściągnąłeś, stają się one błogosławionym doświadczeniem w twoim życiu. Jednak jeśli traktujesz utrapienia w niewłaściwy sposób: narzekasz, złościsz się, buntujesz przeciwko Bogu, przeciwko bliźnim, przeciwko temu i tamtemu, i popadasz w rozpacz - wtedy, oczywiście, nie osiągasz żadnej korzyści.

Oto przykład. Człowiek popełnia przestępstwo, zostaje aresztowany przez policję i trafia do więzienia. Jeśli człowiek przyzna, że został uwięziony z powodu popełnionego przestępstwa, przyzna się do winy za przebywanie w więzieniu, stwierdzając: "Otrzymałem to, na co zasłużyłem", jeśli okaże skruchę, cierpliwość, przyjmie brzemię pozbawienia wolności z modlitwą i uwielbieniem Boga: "Chwała Tobie, Boże!", ze świadomością, że jego cierpienia oczyszczają go, uświęcają, uwalniają od wielu grzechów - wtedy smutek uwięzienia przyniesie mu duchową korzyść.

Należy rozumieć, że własnymi siłami nie pozbędziemy się smutku, bez względu na to, jak bardzo się staramy, a także bez względu na to, jakie działania podejmujemy. Taka jest natura naszego życia.

Wyobraźmy sobie następujący utopijny obraz. Załóżmy, że człowiekowi udało się ułożyć swoje życie w taki sposób, że przez cały czas jego trwania nie doświadczył ani jednego cierpienia. Wszystko jest w porządku, radosne i lepsze niż kiedykolwiek. Co stanie się z takim człowiekiem? W ostatniej chwili swojego życia nadal będzie musiał stawić czoła smutkowi - tym smutkiem będzie śmierć.

Kiedy mówimy o cierpieniu (θλίψις, czyt. thipsis), mamy na myśli coś naprawdę poważnego, a nie jakieś niewinne żarty. Nie drobne smutki, których doświadczamy od czasu do czasu, ale smutek w dosłownym znaczeniu tego słowa. Czasownik θλίβω (czyt. thlibo, gr. smucić się) pierwotnie w starożytnej grece miał znaczenie "naciskać, uciskać, dręczyć". Czy wiecie, jak powstaje olej? Oliwki się miażdży, miażdży, miażdży pod prasą, zamieniając je w jednolitą masę, z której wypływa oliwa. Aby uzyskać oliwę, oliwki muszą być wyciskane, ściskane i ugniatane.

Czy zdajesz sobie teraz sprawę, jakie jest znaczenie rzeczownika "cierpienie" (θλίψις czyt. thipsis)? To wspaniałe greckie słowo w pełni oddaje jego znaczenie: cierpienie to nie tylko żal, nie tylko smutek, to uczucie ogarniające człowieka ze wszystkich stron, uciskające na niego ze straszliwą siłą, starające się go całkowicie zmiażdżyć.

Takiego stanu doświadczają wszyscy, nawet wielcy święci. Doświadczył go także Chrystus w godzinie kuszenia. Pozwolił swej ludzkiej naturze doświadczyć tak wielkiego smutku, jakiego nigdy nie doświadczył żaden człowiek. Żaden człowiek na świecie nigdy nie zaznał ani nie zazna większego smutku niż ten, którego zaznał Chrystus. On cierpiał tak bardzo, że pot na Jego ciele był podobny do kropli krwi. Po Chrystusie największego cierpienia doświadczyła Matka Boża.

Jednak Bóg nie stworzył nas, abyśmy się smucili, nie jesteśmy stworzeni do rozpaczy. Kiedy Bóg stworzył praojca Adama, umieścił go w "ogrodzie Eden" (Rdz 2:15; 3:23) - w pięknym ogrodzie radości i rozkoszy. Chociaż wiemy, że utrapienia są korzystne dla człowieka i że nie da się ich uniknąć, to jednak są one dla nas wydarzeniem niepożądanym i nieprzyjemnym. Kiedy nas dosięgają, czujemy się tak, jakbyśmy zostali umieszczeni na rozżarzonych węglach. Kiedy ryba jest pieczona na węglach, jest obracana z boku na bok, aby była dobrze upieczona i smaczna. Gdyby ryba mogła mówić, słyszelibyśmy jej krzyk: "Pomocy! Zabierzcie mnie z tych węgli!". Ale nic nie słyszymy i nadal ją przewracamy. Jeśli pozostanie surowa, będzie niejadalna i będziemy musieli ją wyrzucić. W czasie cierpień jesteśmy jak taka ryba. Utrapienia są dla nas niczym rozżarzone węgle dla ryby, a poprzez cierpienia stajemy się bardziej dojrzali duchowo.

Oprócz oczyszczenia duszy z namiętności, grzechów i wszystkiego innego, co obciąża duszę, cierpienia czynią nas lepszymi, niż byliśmy wcześniej: bardziej pokornymi, bardziej wewnętrznie opanowanymi. Ten, kto cierpi, smuci się, znosi pokusy, nie ma ochoty zajmować się innymi ludźmi: potępiać ich, oskarżać, traktować ich z wyższością. Taki człowiek pogrążony jest we własnych problemach i cierpieniach, we własnym bólu. Poprzez ucisk stajemy się również bardziej współczujący. Kiedy słyszymy lub widzimy, że inni cierpią, chorują, pokonują pewne trudności, to ponieważ sami doświadczyliśmy cierpienia i smutku, nasza dusza natychmiast zaczyna współczuć naszym bliźnim i dzielić z nimi ich cierpienia. Dzielimy ból i cierpienie innych ludzi, a to skłania nas do modlitwy. Nasza modlitwa może być bardzo krótka, jedno "Panie, zmiłuj się" może zawierać całą naszą miłość i troskę o tych, których cierpienia widzimy.

A czy ten, kto w swoim życiu nie spotkał się z bólem i cierpieniem, nie doznał najmniejszego smutku, zdoła zrozumieć drugiego człowieka? Jak mówi przysłowie, syty nie rozumie głodnego. I rzeczywiście jest to prawda. Jeśli nie znasz uczucia głodu, jak możesz zrozumieć głodnego człowieka? Co najwyżej, możesz powiedzieć mu: "Bądź cierpliwy. Głód jest dobry dla utrzymania zgrabnej figury". Nie żartuję. Czasami można usłyszeć takie rzeczy.

Jednak w analizowanej przez nas prośbie ektenii nie mówimy o zwykłym unikaniu niektórych smutków. Myślę, że Cerkiew odnosi się tutaj do tych smutków, które mogą zadać nam przytłaczający, wręcz śmiertelny cios. Sam Chrystus nauczył nas modlić się o wybawienie od takich utrapień: "I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego" (Mt 6,13; Łk 11,4). Chociaż wiemy, że chrześcijanin musi zmagać się ze złem, musimy jednak prosić Boga, aby uchronił nas od tych pokus, które są ponad nasze siły.

Zapytacie pewnie: Czy to możliwe, by Chrystus pozwolił, byśmy byli kuszeni ponad nasze siły? Nie. Jak mówi ap. Paweł: "Lecz Bóg jest wierny i nie pozwoli, żebyście byli kuszeni ponad wasze siły " (1 Kor 10,13). Zatem jakiekolwiek dosięgają nas pokusy, nie są one ponad nasze siły, ponieważ w przeciwnym razie Bóg nie pozwoliłby, aby nas dotknęły. Przeważnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, na jak wiele wystarczy nam sił, dlatego nie wykorzystujemy ich w pełni, a często nawet pozostawiamy je niewykorzystane. W człowieku tkwi ogromny potencjał siły. Niech każdy z was przypomni sobie smutne wydarzenia, z którymi musiał się zmierzyć w swoim życiu. Odkryjecie zadziwiającą rzecz: gdybyśmy z góry wiedzieli, że będziemy musieli przejść przez ten czy inny smutek, nie ośmielilibyśmy się wierzyć, że będziemy w stanie sobie z nim poradzić. Ale kiedy ten ucisk przyszedł na nas, byliśmy zszokowani, oszołomieni i zbici z tropu, a jednak byliśmy w stanie go znieść. To dowód na to, że nie znamy własnych możliwości.

metropolita Limassol Atanazy (tłum. Justyna Pikutin)

za: pravoslavie.ru

fotografia: Tanjica /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze z Polski

wszystkie →