Czy kiedykolwiek obawialiście się wypowiedzieć słowa modlitwy? Ponieważ czuliście, że Bóg może spełnić waszą prośbę? Jeśli tak, to zrozumiecie co mam na myśli. Joachim i Anna mieli nadzieję na spełnienie ich modlitw o poczęcie dziecka nawet w wieku 70 lat. Co trzeba myśleć o Bogu, o sobie i o nadcho
Dzieci są kwiatami życia. Cieszą swoich rodziców, a jednocześnie wystawiają ich na próbę i uczą. Testują siłę miłości i uczą pokory.
Dzieci są pierwszą oznaką małżeństwa. Nie główną, ale jednak pierwszą. Kiedy chłopak i dziewczyna idą ulicą, możesz myśleć o nich wszystko. Jednak jeśli między nimi drepcze dziecko, z całą pewnością można już stwierdzić fakt istnienia rodziny.
Kiedy widzisz dzieci bez rodziców (bez względu na powód), zawsze postrzegasz to jako zaburzenie normalności i grzech ludzkości. A kiedy widzimy rodziców bez dzieci, jest to również postrzegane jako perwersja: "Czy żyjecie tylko dla siebie?". Być może w ten sposób kiedyś arcykapłan w świątyni patrzył na Joachima i Annę. Błędne postrzeganie jest charakterystyczne dla upadłej ludzkiej natury.
Prawdopodobnie wiek małżonków decyduje o tym, jak bardzo mąż i żona cieszą się z wiadomości, że ich rodzina się powiększy. W wieku 25 lat prawie każdy rodzic cieszy się z posiadania dziecka. W wieku 35 lat - nadal się cieszy. W wieku 45 lat - nie wszyscy się już z tego cieszą. Ale nie należy od razu zakładać, że jeżeli ktoś nie cieszy się z dziecka w wieku 45 lat, to znaczy, że jest złym człowiekiem. Oczywiście, że nie. Tylko w naszych czasach, aby zapewnić dziecku niezależność, trzeba poświęcić 20 lat. W najlepszym przypadku. To nie jest jakiś XV wiek, kiedy w wieku 13 lat dziewczęta były już wydawane za mąż, a żeniono się w wieku 16 lat. Dlatego wielu rodziców nieufnie podchodzi do powtórnego ojcostwa w wieku 40-45 lat. Przecież to wymaga wychowywania dziecka do 60-65 roku życia! Spotkałem takich ludzi i całkiem dobrze ich rozumiem. Zwłaszcza w kraju, w którym średnia długość życia wynosi 70 lat.
Dlatego jestem świadomy, że im starsi ludzie mają odwagę ponownie (lub po raz pierwszy) mieć dziecko, tym bardziej ufają Bogu, a mniej swoim wątłym ludzkim siłom.
Jako kapłan mam do czynienia z osobami bezdzietnymi, które proszą mnie o radę, ale przede wszystkim szukają Bożej pomocy w poczęciu dziecka i gorąco modlą się o dar dziecka. Niedawno zastanawiałem się, jak długo taką modlitwą modliłbym się ja. Prawdopodobnie do 30 roku życia modliłbym się na pewno. Do 35. - raczej tak. Do 40. - być może. Później, nie wiem, nie wiem. Po 45. roku życia prawdopodobnie pogodziłbym się z tym, że nie będę miał własnych dzieci.
Rozważając to wszystko, coraz bardziej uderza mnie życie świętych Joachima i Anny. Joachim i Anna to nie tylko ludzie, którzy głęboko ufali Bogu. To giganci pobożności. Modlili się o dziecko nie tylko po 45 roku życia, ale także w wieku 50, 55, 60 i 65 lat... Tradycja mówi, że Najświętsza Maria Panna urodziła się Annie, gdy jej sędziwi rodzice mieli około 70 lat... Jaką wiarę trzeba mieć, by modlić się o narodziny dziecka w wieku 70 lat? Jaką Wiarę, pytam, trzeba mieć, nawet nie po to, aby otrzymać to, o co się prosi, ale przynajmniej, aby odważyć się powiedzieć o tym w modlitwie? Dla mnie jest to coś w rodzaju modlitwy: "Daj mi zdolność latania".
Czy kiedykolwiek obawialiście się wypowiedzieć słowa modlitwy? Ponieważ czuliście, że Bóg może spełnić waszą prośbę? Jeśli tak, to zrozumiecie co mam na myśli. Joachim i Anna mieli nadzieję na spełnienie ich modlitw o poczęcie dziecka nawet w wieku 70 lat. Co trzeba myśleć o Bogu, o sobie i o nadchodzących narodzinach dziecka, aby modlić się o rozwiązanie niepłodności w wieku 70 lat? Z czego trzeba czerpać siły, by odważyć się to zrobić? Piszę te słowa i jestem przerażony. I chcę, abyście i wy byli przerażeni. Przerażeni naszą wiarą i wiarą tych rodziców, których Cerkiew wspomina każdego dnia podczas porannego nabożeństwa. Kiedy Sara mimowolnie dowiedziała się o możliwości zajścia w ciążę w podeszłym wieku, po prostu się roześmiała (zob. Rdz 18:12) - ponieważ nie wierzyła, że 90-letnie łono może urodzić dziecko. Św. Anna bez wahania modliła się o cud i gorzko płakała, że Bóg nie spełnił jej prośby... Zaprawdę - zobaczcie różnicę między Starym i Nowym Testamentem, który zaczyna się nawet nie od Jana Chrzciciela, ale od rodziców Najświętszej Dziewicy.
Czy Joachim i Anna myśleli, że nie będzie nikogo, kto mógłby zaopiekować się dzieckiem, gdyby nagła śmierć zabrała ich oboje? Czy Anna myślała, że nie będzie miała siły, by urodzić i wychować dziecko? Odpędzili od siebie te myśli, modląc się: "Pan jest moją światłością i moim zbawieniem: kogóż będę się bać?"(Ps 26,1). A może takie myśli pod wpływem łaski Bożej w ogóle ich nie nachodziły? Któż może to wiedzieć! Pochylmy nasze głowy z podziwem przed świętą parą Bogoojców.
Przez długi czas zastanawiałem się, dlaczego Przenajświętsza Dziewica tak krótko przebywała na łonie swej rodziny. Dlaczego św. Anna cieszyła się swoim macierzyństwem tylko przez trzy lata? Odpowiedź odnalazłem w znanym proroctwie: "Posłuchaj, córko, spójrz, i nakłoń ucha, zapomnij o swoim narodzie i o domu swojego ojca; A król zapragnie twojego piękna, bo On jest twoim Panem; oddaj mu pokłon" (Ps 44,11-12).
Co ogrzewa nasze serce przez całe życie i daje nam siłę w trudnych chwilach? Z pewnością wspomnienia z dzieciństwa. Cokolwiek to było, wracasz do miejsca, w którym dorastałeś i czujesz się tak, jakbyś został napełniony życiodajną energią. Myślę, że nie ma w tym nic mistycznego, ale raczej pewne aspekty psychologiczne. Odbierz człowiekowi dzieciństwo, a stanie się o wiele bardziej gniewny i surowy. Zmień dzieciństwo, a wszystko inne się zmieni.
Dopiero z tego punktu widzenia staje się jasne, dlaczego Najświętsza Dziewica musiała zapomnieć o "domu swego ojca". Aby świątynia Boża stała się dla Niej prawdziwym Domem Ojca, aby Jej serce wciąż powracało do wspomnień z dzieciństwa - modlitw i nabożeństw - ogrzewając się i czerpiąc z nich siłę. (Z tego punktu widzenia jasne jest, dlaczego nauczyciel pokuty, św. Jan Chrzciciel, dorastał jako sierota na pustyni). Tylko taka czystość może być gwarancją, że "Król zapragnie Jej piękna".
Dlatego Cerkiew przywiązuje tak wielką wagę do pozornie prywatnego wydarzenia w życiu Matki Bożej. Wejście do świątyni to nie tyle zapisanie się do internatu dla panien przy świątyni, co zaadoptowanie do domu Bożego. To moment w historii świata, w którym cała ludzkość w osobach Joachima i Anny oddaje Bogu to, co ma najlepszego - Najświętszą Córkę Adama i Ewy. Daje Ją, aby przez Nią dokonało się zbawienie samego Adama i Ewy oraz wszystkich tych, którzy od nich pochodzą. Tutaj ludzkość wzniosła się do najwyższego punktu, możliwego do osiągnięcia bez ingerencji Chrystusa, a następnie potrzebna była wyrozumiałość Boga, aby uświęcić i zbawić wszystkich.
Módlmy się, bracia, uczcijmy dziś modlitwą Dziewicę i Jej rodziców. Dziś także oddajmy Bogu to, co mamy najlepszego: nasze modlitwy i westchnienia, uświęcone postem. Oddajmy najjaśniejsze i najwznioślejsze aspiracje naszych dusz, a w odpowiedzi Bóg przyjdzie i zamieszka w nas - jak ma to miejsce - i oczyści nas z wszelkiej nieczystości. Amen.
o. Sergij Biegijan (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: elena kirpu /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.