Z dr Pawłem Grabowskim, kierownikiem Hospicjum Domowego w Nowej Woli oraz prezesem Fundacji Podlaskie Hospicjum Onkologiczne rozmawiał doc.
Z dr Pawłem Grabowskim, kierownikiem Hospicjum Domowego w Nowej Woli oraz prezesem Fundacji Podlaskie Hospicjum Onkologiczne rozmawiał doc. Jan Kochanowicz
Został Pan wyróżniony tytułem Miłosierny Samarytanin 2013. Co to za nagroda?
To wyróżnienie, które w tym roku zostało po raz dziesiąty przyznane przez krakowskie stowarzyszenie Wolontariat Św. Eliasza. Stowarzyszenie to działa przy Klasztorze Ojców Karmelitów. Co roku przyznawane są nagrody w dwóch kategoriach, dla lekarza, który działa społecznie, robi coś więcej niż praca na etacie i dla społecznika, który nie jest pracownikiem ochrony zdrowia, i robi rzeczy piękne i wartościowe.
Jak Pan przyjął to wyróżnienie?
Było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Taką niespodziankę zrobiła mi koleżanka z liceum w Krakowie, skąd pochodzę. To ona dotarła do ks. Jarka Szczerbacza, Rady Fundacji Podlaskie Hospicjum Onkologiczne, naszych pacjentów, ich rodzin, zebrała świadectwa i zmontowała opinię, którą wysłała do kapituły. Nie spodziewałem się, że ktoś wpadnie na pomysł,aby mnie nominować, a tym bardziej wybrać.
Mnie ta nagroda nie zaskakuje. Za to Pan doktor zaskoczył mnie już wcześniej swoim działaniem i postawą, gdy z Krakowa, potem Warszawy, przeniósł się Pan na nasze podlaskie ostępy, do niewielkiej wsi Nowa Wola i tu rozpoczął działalność hospicyjną. Jak to się stało?
Pracowałem w Centrum Onkologii w Warszawie, widziałem, jak wiele osób z tych, które leczymy, jest nieuleczalnie chorych. Leczyłem tych, których można było zoperować, uratować, czy przedłużyć im życie. Ale zastanawiałem się, jak wygląda opieka nad tymi osobami, którym nie udawało się pomóc. Tak wszedłem w opiekę paliatywną, przepiękną dziedzinę medycyny, która promuje szacunek dla życia ludzkiego do końca jego kresu. Pokazuje jak ważny jest czas ostatniej walki, zmagań na ziemi. Jak ważne jest, aby te osoby były objęte troską, miłością bliskich, ale też profesjonalną pomocą. W ramach naszej działalności do chorego przychodzi lekarz, pielęgniarka, fizjoterapeuta, psycholog. To ma sens, działanie przeciwbólowe, poprawia samopoczucie. Udzielamy zespołowej, wielospecjalistycznej, profesjonalnej opieki chorymi, opiekujemy się też ich rodzinami.
Ale skąd pomysł właśnie na naszą Nową Wolę?
Chciałem zrobić coś, co by miało głęboki sens. Jako człowiek żyjący sam, w pojedynkę, mogę zrobić rzeczy bardziej szalone niż moi przyjaciele, o tej samej specjalizacji, pracujący w hospicjum w miastach. Oni mając rodziny, muszą zadbać o swoje dzieci czy sprawy materialne. Ja mogę podjąć ryzyko, że coś wyjdzie nie tak i założyłem hospicjum tam, gdzie nikt przy zdrowych zmysłach by tego nie zrobił. Bo to się nie opłaca, bo wszędzie daleko, bo kolejny rok NFZ nie jest nami zainteresowany, aby dofinansować naszą działalność i musimy utrzymywać się z datków wielu ludzi. To wymaga od nas ogromnego wysiłku i pracy, ale się udaje.
Ilu jest pacjentów pod opieką hospicjum?
Stale kilkanaście osób, 15, 18, maksymalnie 20 pacjentów i ich bliscy. Ale to nie oddział, gdzie wszyscy są w jednym miejscu. Ktoś mieszka w Chomontowcach, ktoś pod Zabudowem czy w okolicy Królowego Mostu. Nasi pacjenci mieszkają w czterech gminach, w różnych miejscach i my do nich dojeżdżamy.
Jak wygląda Pana dzień?
Jest bardzo różny. Dwa razy w tygodniu pracuję w Białostockim Centrum Onkologii, gdzie operuję i wtedy do dyspozycji hospicjum jestem po południu. Jako szef hospicjum i fundacji mam też bardzo dużo pracy biurowej. Ale gdy nie mam spraw urzędowych i pracy w BCO, wsiadam w samochód, sam albo z pielęgniarką, i jedziemy na obchód, od wsi do wsi i tam wykonujemy swoją pracę. Zazwyczaj jesteśmy umówieni wcześniej, ale czasem trzeba pojechać poza terminem, o godz. 3 czy 4 w nocy. Mam też pracę w siedzibie fundacji w Nowej Woli, gdzie zazwyczaj rodziny przychodzą by zapisać chorego lub po porady. Tu działa też wypożyczalnia sprzętu, np. koncentratorów tlenu, materacy przeciwodleżynowych, łóżek sterowanych elektrycznie. To niezbędny dla naszych pacjentów sprzęt, który u nas nie stoi, jest w domach naszych chorych.
Fundacja to też Warsztaty Terapii Zajęciowej
Tu szefem jest ks. Jarek Szczerbacz proboszcz parafii prawosławnej w Nowej Woli. WTZ to miejsce nauki, ćwiczeń i pracy dla 30 osób niepełnosprawnych z regionu.
Prowadzicie też działania edukacyjne. 7 czerwca w Nowej Woli odbędzie się 5 edycja Podlaskiej Szkoły Medycyny Paliatywnej.
To dla nas ogromne wyróżnienie. Zapraszamy na nią pracowników hospicjów domowych i stacjonarnych z regionu i Polski. Będą ciekawi wykładowcy, a tematem przewodnim będą umiejętności miękkie, czyli to wszystko, poza wiedzą medyczną, dzięki czemu funkcjonujemy jako lekarze, pielęgniarki, czy fizjoterapeuci w hospicjum. Będzie mowa o tym, w jaki sposób komunikować się z osobami u kresu życia, jak chronić się przed wypaleniem zawodowym, rozwijać umiejętności społeczne. Będą księża prawosławni i katoliccy. Honorowy patronat objęli biskupi Jakub i Henryk. Praca z ludźmi terminalnie chorymi to nie tylko praca medyczna, ale i duchowa. Moją rolą jest wiedzieć co robić w tym ostatnim momencie, jak się do tego zabrać, żeby nie skrzywdzić. To czas ostatniej walki tego człowieka. Jak będzie dobrze zaopiekowany, otoczony miłością, nie będzie go bolało, to może nie będzie wtedy złorzeczyć, czy mieć za złe.
Z kolei 10 maja odbędzie się IV Podlaski Rajd Rowerowy „Dla Hospicjum Dla Życia”.
To inicjatywa, na którą wpadliśmy na początku naszej działalności, widząc jakie mamy przepiękne tereny wokół nas, gdzie można pojechać na rowerach i cieszyć się wiosną i życiem. I pokazać wszystkim, że hospicjum to też życie. Hospicjum ciągle dla wielu osób kojarzy się z umieraniem. My chcemy promować informację, o tym że pracujemy z ludźmi żywymi, którzy mają swoje plany, marzenia, chcą swoje życie przeżyć godnie, do końca. Tym razem jedziemy do Kalitnika, trasa jest typowo rekreacyjna. W Kaletniku czekać na nas będą ornitolodzy, z lunetami i lornetkami. Opowiedzą nam o ptakach, będzie też można wejść na wieżę obserwacyjną. Potem trochę inną trasa przyjedziemy z powrotem do Nowej Woli. W sumie przejedziemy nieco ponad 20 km. Tej imprezie towarzyszy impreza integracyjna, dla podopiecznych WTZ z okolicy i regionu. Będzie festyn integracyjny przed budynkiem fundacji oraz „Jarmark zdrowia”. Zaprzyjaźnieni z nami studenci IFMSA, którzy uczą się na czym polega specyfika pracy z chorym u kresu życia, biorą udział w warsztatach „Umieranie ludzka rzecz”, będą mieć stoiska, na których będą prowadzić badania i uczyć jak zdrowo żyć. Będzie też trener pierwszej pomocy, oligofrenopedagog, który potrafi nauczyć osobę niepełnosprawną umysłowo udzielania pierwszej pomocy. Będzie też pokaz jak udzielać pierwszej pomocy bliskiej osobie w domu.
Jak Pan wspomniał, hospicjum nie ma stałych dochodów, umowy z NFZ. Całość działalności opiera na datkach pieniężnych i 1 proc. podatku. Warto zaapelować aby przy rozliczaniu z fiskusem pamiętać właśnie o Waszej fundacji i hospicjum.
Tak. W zeszłym roku dzięki 1 proc. podatku mieliśmy zapewnione finansowanie działań na 6 miesięcy. To bardzo dużo. Wierzymy, że w tym roku będzie jeszcze lepiej. Może uda się w końcu podpisać kontrakt z NFZ, wtedy zebrane środki przeznaczymy na zakup potrzebnego sprzętu czy modernizację naszej siedziby.
Szczegóły dotyczące rajdu są na stronie www.hospicjum.podlasie.pl
Nr KRS do przekazania 1 proc. podatku dla fundacji: 0000328837
Przygotowane na podstawie audycji w Radiu Orthodoxia 102,7 MHz
fot. www.poranny.pl
— Jan Kochanowicz
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.