Prezentujemy wywiad z ks.
Prezentujemy wywiad z ks. Jerzym Tofilukiem, w którym odpowiadał on na pytania Redakcji dotyczące powołania kapłańskiego i problemów edukacji przyszłych duchownych naszego Kościoła. Warto przeczytać do samego końca.
Anna Siegień, Szymon Krzyszczuk: Rozmawiamy z Ojcem w przeddzień egzaminów wstępnych do Prawosławnego Seminarium Duchownego w Warszawie, którego od dziewiętnastu lat jest Ojciec rektorem. Dziewiętnaście lat to bardzo wiele. Jak w ciągu tego okresu zmienili się alumni seminarium, kandydaci do kapłaństwa w naszym Kościele?
o. Jerzy: Kiedy obejmowałem funkcję rektora przyjmowano chłopców w wieku piętnastu lat, było to seminarium i liceum. Niewątpliwie łatwiej ukształtować młodszych alumnów. Wymaga to co prawda większego wysiłku, ale i efekty są bardziej widoczne. Natomiast przychodzący dzisiaj dziewiętnastolatkowie, posiadają maturę i niewątpliwie podejmują świadomy wybór, rezygnując z innego typu edukacji na rzecz naszego seminarium. Przy obecnym modelu katechizacji alumni są niewątpliwie lepiej przygotowani do studiów, mają szereg umiejętności, które nabyli również działając w strukturach Bractwa Młodzieży Prawosławnej – śpiewają, płynnie czytają po słowiańsku, a dzięki podróżom i pielgrzymkom mają szersze niż dawniej horyzonty. Kandydaci dzisiaj świadomie chcą służyć Bogu i Kościołowi. Wiele zmian wymusiło nadanie naszemu Seminarium statusu szkoły wyższej, którą kończy się z tytułem licencjata teologii prawosławnej. Warto również doprowadzić do tego, by wszyscy kandydaci przed święceniami kończyli studia magisterskie i to w naszym seminarium. Niestety nasz Kościół nie jest w stanie spełnić wymogów stawianych przez prawo i zapewnić dwunastu samodzielnych pracowników naukowych z zakresu teologii prawosławnej. Chcę zwrócić uwagę i na to, że większość alumnów przyjmuje później święcenia, co również świadczy o tym, że podjęli kiedyś świadomy wybór odpowiadając na rozpoznawane przez siebie powołanie kapłańskie.
Problem powołania kapłańskiego często pojawia się w pytaniach stawianych przez czytelników naszego serwisu, często pyta o nie młodzież na pielgrzymach na Grabarkę. Czy możemy prosić Ojca o zwięzłe naświetlenie tego, czym w prawosławnym rozumieniu jest powołanie kapłańskie i w jaki sposób się je odnajduje?
Trudno o precyzyjną definicję powołania kapłańskiego. Czasem widać na przykładach świętych, jak ktoś od młodych lat jest związany z Cerkwią, modlitwa jest ważnym elementem jego życia i pod kierunkiem ojca duchowego rozwija się i odnajduje w sobie powołanie do służenia Bogu i Kościołowi, często wstępował do monasteru we wczesnym wieku. Czasem można przeczytać o kimś, kto przeżył jakąś głęboką przemianę i po niej – mimo tego, że kiedyś był wielkim grzesznikiem – decyduje się na taką służbę. Myślę, że każdy młody człowiek, któremu nie sprawia trudności modlitwa, potrzebuje kontaktu z Bogiem, ma swój osobisty stosunek z Chrystusem, to znaczy potrafi zawierzyć mu całe swoje życie i czuje Jego wołanie i jest gotowy na nie odpowiedzieć. Co więcej, powołanie trzeba pielęgnować i rozwijać w sobie, a kiedy jest z naszej strony gotowość odpowiedzi, zapewne Bóg wybierze nas i doprowadzi do tego, że otrzymamy kiedyś święcenia. Absolutnie nie można kapłaństwa sprowadzić do kategorii zwykłego zawodu. Pamiętajmy, że przez sakrament działa łaska, która uzupełnia to, czego brakuje a co jest w człowieku chore, to uzdrawia, choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nie jest godny by być kapłanem. Niewątpliwie, jeśli ktoś jest gotowy i jego gotowość jest szczera, otrzyma również łaskę.
A co to znaczy, że jest się godnym i gotowym do przyjęcia tej łaski. Na naszym forum pojawiały się czasem zastrzeżenia do postawy moralnej kandydatów do kapłaństwa. Gdyby użyć obrazu ewangelicznego, to kandydaci do kapłaństwa są naczyniami glinianymi, w których Bóg wkłada skarb powołania do służby kapłańskiej w naszym Kościele. Czy naczynia te zawsze są idealnie wykonane?
Niewątpliwie, nauka w Seminarium jest próbą oszlifowania tych naczyń. Cały proces rozwoju duchowego i intelektualnego pozwala dostrzec, czy to naczynie będzie przydatne do przechowywania tego skarbu, czy pęknięcie lub dziura w tym naczyniu jest tak duże, że naczynie jest do tego niezdatne. Często podkreślam moim wychowankom, że przyjście do seminarium nie oznacza, że przyjmie się święcenia. Nie narzekamy przecież na brak kandydatów do Seminarium. Możemy wybrać najlepszych już na starcie. Do tego dochodzi ocena alumnów w trakcie nauki. Widać podejście do codziennych trudów, w tym życia liturgicznego, odpowiedzialność za swoje czyny, ale również chęć wszechstronnego rozwoju intelektualnego. Również spowiednicy ojcowie duchowni znając rozwój wewnętrzny alumna mogą i powinni zasugerować konieczność rezygnacji z nauki w Seminarium, jeśli jest to konieczne. W ostateczności dochodzi również do wydalenia. Wracając do obrazu naczyń, niewątpliwie każde z nich różni się od siebie wyglądem, charakterem… żadne nie jest idealne. Jestem jednak przekonany, że każdy kończący naszą szkołę ma solidne wykształcenie teologiczne. Powtarzam, może ale nie musi być wyświęcony. Ostatecznego wyboru dokonuje biskup, który udziela święceń i przyjmuje chętnego w poczet kleru swojej diecezji. Wcześniej jednak sprawdza kandydata zasięga opinii pracowników seminarium. Pamiętajmy również o spowiedzi z całego życia, którą odbywa się przed święceniami. Dyplom ukończenia seminarium nie daje żadnej gwarancji, że będzie się osobą duchowną.
Czasem spotykaliśmy się z twierdzeniem młodego człowieka, który dawał do zrozumienia, że chciałby służyć w Cerkwi tylko w wybranej diecezji lub mieście. Trochę tak, jak gdyby trawestując słowa Ewangelii młody człowiek mówił Panu Bogu oto ja jestem, a Ty poślij mnie do Białegostoku, ewentualnie do Bielska. Czy Ojca zdaniem taka postawa świadczy o tym, że młody człowiek ma powołanie i jest gotów do pracy w Winnicy Pańskiej?
Absolutnie nie. Ktoś taki ani nie ma powołania, ani nie jest gotów do pracy w Kościele. Taka postawa świadczy o tym, że ten ktoś nie rozumie czym jest oddanie się i poświęcenie Panu Bogu.
Jak Ojciec wspomniał, nasz Kościół nie narzeka na brak chętnych do Seminarium. Co roku święci się kilku diakonów, prezbiterów… W dalszym ciągu przyjmuje się kolejnych studentów. Czy nie jest tak, że chwilowo jest zbyt wielu duchownych w naszym Kościele?
Od wielu lat na studia dzienne przyjmujemy dziesięciu kandydatów, a nasze Seminarium istnieje blisko pięćdziesiąt lat co daje razem pięciuset absolwentów. Nasz Kościół ma obecnie dwustu siedemdziesięciu duchownych. Czy mamy zbyt wielu duchownych? Wszystko zależy z jakiego punktu widzenia. Gdybyśmy wzięli ten tradycyjny model, w którym Kościół utrzymuje swoich kapłanów to niewątpliwie istnieje pewien nadmiar duchownych. Pamiętajmy jednak że nasz Kościół nie jest gettem, jest misyjny i apostolski. Musimy zatem dostrzec, że jest wiele placówek, które potrzebują kapłanów a jednocześnie nie są w stanie ich utrzymać. Szczególnie w diasporze potrzebujemy nie tylko ludzi wykształconych teologicznie, ale również posiadających jakiś zawód, którzy w ciągu dnia pracuję na utrzymanie siebie i rodziny, a w sobotę i niedzielę niosą posługę kapłańską nie otrzymując żadnego dochodu z parafii, a czasem wprost wspierają parafian. Co innego w wielkomiejskich parafiach na białostocczyźnie. Tam wierni są w stanie utrzymać kapłana korzystając przez cały tydzień z jego posługi – katechezy, sprawowania pogrzebów, rozmów duchowych itd. Czym innym jest diaspora, tam gdzie parafie liczą dwadzieścia osób, czy nawet dwie bo przecież i takie sytuacje zdarzają się w zachodniej części naszego kraju. Pamiętajmy i o tym, że granica pomiędzy diasporą nie przebiega dzisiaj wzdłuż Wisły, ale ma miejsce w każdej diecezji, również białostocko – gdańskiej. Tam są parafie, które są w stanie zapewnić byt nawet wielu kapłanom, ale i takie, których na to nie stać.
Dzisiejsze czasy niosą nowe wyzwania i problemy z zakresu moralności. Czy alumni są wystarczająco przygotowani do tego, by odpowiadać na takie problemy wiernych?
Każda epoka niosła ze sobą różne problemy. Również kiedyś robiły to osoby duchowne korzystając z dostępnej im wówczas wiedzy. Dobry kandydat do stanu duchownego to taki, który jest wykształcony, ale nie tylko teologicznie, ale również taki, który potrafi korzystać z dostępnych źródeł. Z prasy, internetu itp. Kiedy człowiek żyje duchową sferą życia, do tego nieustannie przez całe życie rozwija się intelektualnie może udzielić odpowiedzi z punktu widzenia teologii prawosławnej na wszelkie pytania poprzez pryzmat swojej osobistej wiary i religijności.
Dostrzegam jednak pewną sprzeczność w tym, co Ojciec powiedział. Mówi Ojciec, że Cerkwi potrzebni są tacy duchowni, którzy sami się utrzymają i jeszcze dopomogą swoim parafianom. Tymczasem większość kandydatów do seminarium to wyłącznie szczęśliwi posiadacze matury, która w dzisiejszych czasach niewiele znaczy. Dlaczego nie przyjmuje się kandydatów co najmniej z tytułem licencjata. Posiadając np. solidne wykształcenie informatyczne byłby przecież w stanie znakomicie zapewnić byt rodzinie i sobie i nie byłby zdany na niewielki dochód z parafii?
Przykład księży z zachodniej części pokazuje, że w jakiś sposób radzą sobie oni i ich rodziny. Jeżeli kapłan ma małżonkę, która sobie znakomicie radzi w życiu zawodowym i faktycznie utrzymuje całą rodzinę, to moim zdaniem wyraz tego, że Pan Bóg czuwa nad jego życiem. Jeśli idzie o model kształcenia i fakt, że przyjmujemy niemal wyłącznie maturzystów to do dzisiaj w całym Kościele sprawdzał się (ten model przyp. Redakcji). Pamiętajmy, że za parafię w diasporze odpowiada nie tylko duchowny ale i cała diecezja i cały Kościół, który powinien taką parafię wspierać. Być może, i to już niedługo przyjdzie taka konieczność o której Pan wspomniał. Do tej pory i na przestrzeni minionych lata obecny model się sprawdzał. Po wojnie trzeba było obsadzić szereg parafii i dlatego zorganizowano liceum i seminarium, by dostarczyć Kościołowi kapłanów w możliwie krótkim czasie.
Dzisiaj już nie ma takiej konieczności, a sytuacja naszego Kościoła jest nieporównywalnie lepsza od sytuacji prawosławnego Kościoła w Rosji. Podkreślam, skończenie Seminarium nie oznacza konieczności przyjęcia święceń. Można być absolwentem Seminarium, uczestniczyć aktywnie w życiu parafii, a równocześnie dalej się kształcić, zdobywać doświadczenie i inny zawód. W odpowiedzialny sposób poszukiwać małżonki. Niedopuszczalne jest, również z punktu widzenia powołania kapłańskiego uleganie jakiejkolwiek presji – rodzinnej, kulturowej by natychmiast się żenić, a zaraz potem szybko przyjmować święcenia.
Weźmy również przykład Waszego redakcyjnego kolegi, ks. Mariusza Synaka, który doskonale łączy pracę zawodową z duszpasterską. Dalej studiuje, a do tego jeszcze bardzo udziela się w Waszym serwisie.
Ojciec Mariusz ukończył sektor zaoczny Seminarium, być może to jest źródło tych ‘diasporalnych’ kapłanów, o których Ojciec mówił?
Pozwólcie, że przypomnę słowa arcybiskupa Jeremiasza: w prawosławiu nie udzielamy gotowych recept na wszystkie możliwe sytuacje. Niewątpliwie przykłady wielu już księży, którzy posiadając już jakieś wykształcenie wstępują do Seminarium i studiują w sektorze zaocznym. Niewątpliwie jednak, gdy taki kandydat dojeżdża na zaliczenia do Warszawy, często z bardzo daleka, poświęca swój czas i wiele pieniędzy, a jednocześnie jest związany ze swoją parafią i ukończy seminarium w rozsądnym czasie, to znaczy, że bardzo mu na tym zależy i odnalazł swoje powołanie do kapłaństwa. Weźmy jednak pod uwagę, że istnieje cała grupa osób, które wyłącznie zostały przyjęte w ten sposób na studia, ewentualnie zdały kilka egzaminów i na tym koniec.
Nadal jest wielu, którzy we wczesnym wieku wstępują do Seminarium kończą je, żenią się i przyjmują święcenia. Być może jednak coraz więcej będzie takich alumnów, którzy wg starożytnej tradycji będą wywodzili się z lokalnych wspólnot, posiadając ustabilizowaną pozycję życiową będą wysyłani do Seminarium właśnie na sektor zaoczny i „powrócą” do swoich wspólnot, przyjmą święcenia i będą niosły im posługę duszpasterską dalej wykonując swoje „świeckie” zawody. Wierzę również, że wielu będzie i takich, którzy po ukończeniu Seminarium „odczekają” jakiś czas, a następnie przygotowani również do życia zawodowego będą wykonywali swoją pracę zawodową, niekoniecznie uzyskując dochód z parafii i będą posługiwali jej duszpastersko.
Powtórzę raz jeszcze to, co wielokrotnie mówię alumnom: ukończenie Seminarium nie jest żadną gwarancją ani obietnicą przyjęcia święceń w naszym Kościele, a jest wyłącznie świadectwem solidnego wykształcenia teologicznego, które ewentualnie może być w przyszłości wykorzystane po przyjęciu święceń w pracy duszpasterskiej, jeśli taka będzie wola Boża.
Serdecznie dziękujemy za rozmowę.
— Anna Siegień, Szymon Krzyszczuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.